Czasy, w których przyszło nam żyć są bardzo wymagające. Nie tylko dlatego, że doświadczamy konfliktów i napięć na skalę globalną. Że pojawiają się zagrożenia o niespotykanej wcześniej w historii raptowności. Wiele z tych wyzwań zdecydowanie przekracza to, co najwięksi twórcy fantastyki naukowej, literatury czy kinematografii byli w stanie przewidzieć. A to staje dzisiaj przed każdym z nas i domaga się jakiejś odpowiedzi.
Niepostrzeżenie zaczyna w nas, ludziach, narastać uczucie przytłoczenia wszechobecnymi algorytmami. Traktujemy je już jako część życia: przestały nas bulwersować reklamy kontekstowe wyświetlające się na bazie treści z ostatniej rozmowy telefonicznej albo prowadzonej w pobliżu naszego smartfona. Przestajemy zauważać, jak AI ściemnia nam w wyszukiwarce, podając wyniki niezgodne z rzeczywistością jako prawdziwe, w stylu wszechwiedzącego eksperta.
Gdy chodziłem jeszcze do szkoły, wydawało mi się, że bałwochwalstwo to temat należący do przeszłości. Nauczyciel historii przekonywał, że złote cielce, przed którymi klękały starożytne plemiona, przetrwały najwyżej w lasach Amazonii. W naszych cywilizowanych miastach triumfował oświecony socjalizm. Kilkanaście lat później cały świat oglądał upadek tego kolosa.
Zaczął się nowy rok szkolny i formacyjny, więc w parafiach pojawiają się ogłoszenia o przygotowaniach do sakramentów pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej. Dla rodziców to rok pełen wyzwań, ale niejednokrotnie też ogromnej nadziei na ożywienie i pogłębienie relacji z Bogiem, choć do tego drugiego potrzeba nas – innych, zaangażowanych w Kościele ludzi świeckich.
Gdy oskarżonym o pedofilię jest duchowny, opinia publiczna żąda błyskawicznej kary od Kościoła. Powolne tempo procesów kanonicznych to jednak nie zawsze chęć zamiecenia sprawy pod dywan. Główną barierą okazuje się brak współpracy ze strony państwowych organów, które odmawiają wglądu w akta.
Mówi się, że dzisiaj głównymi przyczynami odejścia ludzi od Kościoła są skandale i brak wiary. Czasem jednak okazuje się, że wystarczy jedna rozmowa, która w chwilach kryzysu utwierdzi w przekonaniu, że bycie częścią Kościoła nie ma sensu. Niestety wiele z tych rozmów to spotkania z ludźmi deklarującymi wiarę – nami, którzy tworzymy Kościół.
Wrzesień jest często miesiącem nowych ludzi. Nowa wychowawczyni, nowy katecheta, nowy trener, a w wielu parafiach po wakacyjnych przeniesieniach - także nowy wikary. Wszyscy oni przez najbliższe tygodnie będą w naszych głowach jakoś oceniani na podstawie kilkunastominutowych próbek.
Kościół katolicki w naszej Ojczyźnie potrzebuje zmian. Nie da się jednak uniknąć pytania, czy jest na nie gotowy. Pojawiają się pierwsze jaskółki, że do nich dojrzewa.
Chcemy wartości chrześcijańskich, ale odrzucamy trud i wymagania, które się z nimi wiążą. Zamiast budować dobro wspólne, ulegamy pokusie dyktatu siły i wymiernych korzyści. Czy w dobie ostrych spór ideologicznych stać nas jeszcze na szacunek dla tradycji i dialog przekraczający partykularne interesy?
W ostatnim czasie można obserwować w mediach dwa przykre seriale; jeden pod tytułem „Osiedle Maltańskie”, drugi pod tytułem „Zdjęcie Łukasza Litewki”. Oba pokazują jedną rzecz: są takie wartości, które ukradł nam społeczny nacisk na rozwój osobisty i „słuchanie siebie”. Nie wiem, czy są jeszcze do odzyskania.
Czy widzieliście kiedyś telefon komórkowy leżący na ołtarzu? Zdarza się. Czasem ksiądz odczytuje z ekranu modlitwę. Czasem przegląda internet lub sprawdza przychodzące maile, szczególnie podczas długich uroczystości, gdy nie jest głównym celebransem. Ministranci przed wyjściem z zakrystii skrolują na szybko reelsy. Tu nie ma zakazu regulowanego ustawą.
W nowy rok szkolny wjechałam tym razem z przytupem. Dwoje moich dzieci wróciło do placówek, ja zaczęłam nową pracę. Dużo myśli, emocji, trosk i zmartwień, ale też sporo radości i poczucia spełnienia. Na grupach rodzicielskich wrze jak w garze, w którym wszystko bulgocze. Rodzice się martwią, troszczą, zabiegają o to by ich dzieciom było jak najlepiej. Z racji nowych wyzwań zawodowych stoję w tych rodzicielskich dyskusjach trochę z boku. Kołyszą się jednak we mnie pewne myśli, bo zależy mi nie tylko na tym, by jakoś przetrwać, ale by najbliższy rok szkolny przeżyć jak najlepiej.
Sprawy kardynałów Ouelleta i Pella oraz bpa Mendyka pokazują, że fałszywe oskarżenia wobec duchownych są faktem. Choć sądy i dochodzenia dowodzą ich niewinności, ‘łatka’ winnego zostaje na zawsze. Kościół i wymiar sprawiedliwości stają przed wyzwaniem: jak chronić tych, których skrzywdzono pomówieniem?
„Nie potrafią pracować w grupie”, „nie nadają się na imprezę”, „boją się ludzi” – to tylko kilka stereotypów dotyczących introwertyków. Głośny świat wykreował ich wizerunek jako ludzi z defektami, lękami społecznymi i niezdolnych do osiągania sukcesów. Brak akceptacji często zaczyna się już w domu, a w dorosłości przenosi się także do pracy.
Pierwszego września oczy wszystkich w Polsce zwrócone są albo w stronę kombatantów II wojny światowej, albo w stronę uczniów rozpoczynających nowy rok szkolny. Tych drugich już od tygodni kusiły reklamy zachęcające do dokonania ostatnich zakupów jeszcze przed pierwszym dzwonkiem. Oczywiście dzisiaj ważny dzień nie tylko dla uczniów, ale również dla nauczycieli. Niektórzy mawiają, że praca w szkole ma wiele minusów, ale dwa zasadnicze plusy: jeden to lipiec, a drugi sierpień. Mimo że wielu tych wakacji nam zazdrości, cena, jaką trzeba za nie zapłacić, ostatecznie okazuje się zbyt wysoka – w szkołach co roku brakuje zatrważającej liczby nauczycieli! Początek roku szkolnego to jednak taki moment, kiedy po odpowiednim wypoczynku zdążyliśmy już zatęsknić za naszymi uczniami i patrzymy na nadchodzący rok z nadzieją.
Kiedy Państwowa Komisja do spraw przeciwdziałania pedofilii pisze o zachowaniach seksualizujących relacje społeczne, nie chodzi o jedno nagranie z festynu z udziałem Skolima. Chodzi o to, że dziecko przebywa wśród ludzi, którzy słuchają, tolerują, akceptują i swoim zaangażowaniem (np. śpiewaniem) dają mu znać: to jest dobre, to jest wartościowe, właśnie tak warto żyć. I złoszczą mnie ludzie, którzy nie rozumieją, że dziecko, które z każdej strony słyszy "utwór" o “robieniu jej na ladzie, bo lubi rzeczy po**bane", nasiąka jak gąbka zwykłym szambem. A chłopiec, który od małego słyszy, jak się rozkłada nogi dziewczyny na blacie, dostaje bardzo precyzyjną informację o tym, do czego dziewczyna służy. Nie umiem zrozumieć dorosłych, którzy nie widzą w tym problemu.
Trudno się oprzeć wrażeniu częstego przygnębienia, ale też pewnej bezsilności wobec narzucanych zmian w kwestii nauczania religii w polskich szkołach. Zmiana używanej terminologii jest symptomatyczna.
X/Marcin Kędzierski/łs
Strach ma wielkie oczy, a nadchodząca wojna z Rosją stała się w Polsce dyżurnym tematem debat publicznych i medialnych straszydeł. Tymczasem chłodna, polityczno-gospodarcza analiza faktów pokazuje, że pełnoskalowy konflikt zbrojny nam nie grozi. Klucz do spokoju leży w pustych kieszeniach Kremla i kalkulacjach rosyjskich elit, które w przeciwieństwie do zdesperowanego prezydenta nie chcą popełnić samobójstwa. Choć spokojnie nie będzie, to zamiast czołgów czekają nas raczej cyberataki i prowokacje na granicy.
Dobrze znamy wniosek z Kartezjańskiego wywodu o tym, co świadczy o naszym człowieczeństwie. Jego konkluzja ‘Cogito ergo sum – myślę, więc jestem’, choć nadal aktualna, dzisiaj powinna być uzupełniona albo rozbudowana. W dobie sztucznej inteligencji trzeba wziąć pod uwagę także inne elementy, które dotąd zwykle były pomijane.
Singli coraz więcej. Dzieci coraz mniej. Relacje, które by pozwoliły ludziom tworzyć szczęśliwe związki, w erozji. Coraz więcej lęku i niepewności. Gdy się czyta raporty i statystyki, tak się właśnie przedstawia społeczna sytuacja na dziś. Mamy w Kościele sprawdzoną wiedzę i narzędzia, by pomagać w tworzeniu mocnych i szczęśliwych związków i włączać ludzi do życzliwej, wspierającej się wspólnoty. Może byśmy je wreszcie odkopali i zaczęli ich używać z myślą o innych?
{{ article.description }}