Ekskomunika za wykorzystywanie seksualne? Mam wątpliwości

Szymon Żyśko
(fot depositphotos.com)

Bp Schmalhausen zauważył ważny problem, czyli niewspółmierność i śmieszność kar dla duchownych. Z tym trzeba walczyć - żeby Kościół nie pokazywał, że karą za zniszczone życie ofiar jest przeniesienie i tak emerytowanego już kardynała do aresztu domowego i jego święty spokój w zakonie klauzurowym. W czym nam pomoże ekskomunika? Ratuje jedynie wizerunek Kościoła.

 

Biskup Kay Schmalhausen z Peru w rozmowie z portalem Crux.com powiedział, że należy rozważyć ekskomunikę dla księży sprawców przestępstw seksualnych. Powołał się tu na wykładnię zaproponowaną przez św. Pawła. Temat wraca co jakiś czas jako argument w debacie o pedofilii. Już w 2018 r. Dawid Gospodarek pisał dla "Więzi": "Czyż najbardziej surowa kara, jaką dysponuje Kościół, nie powinna dotykać tych, którzy w tak diaboliczny sposób depczą godność niewinnych, niszcząc im życie i często zamykając na doświadczenie prawdy i miłości w Kościele Chrystusa?". Zaznaczył jednak, że sama ekskomunika nie wyklucza z Kościoła, ale ogranicza możliwość czerpania z jego dóbr, przede wszystkim korzystanie z sakramentów.

 

Rozgoryczony kolejnymi przestępstwami i słuchając historii pokrzywdzonych, mam podobne odczucia. Na poziomie emocji wyrażam tu pełne zrozumienie. Ten grzech trzeba uciąć w sposób bardzo radykalny. Po spokojnym namyśle jestem jednak przeciwny używaniu do tego celu ekskomuniki, która w moim odczuciu nie jest karą sprawiedliwą, ale bolesnym samookaleczeniem.

 

Piłatowe umywanie rąk

 

Choć sama ekskomunika wydaje się najcięższą możliwą karą, warto dodać, że obiektywnie chrześcijanin, który dopuszcza się grzechu ciężkiego, sam karze się najdotkliwiej, odbierając sobie prawo do przyjmowania Eucharystii. Ekskomunika jest karą publiczną, która ma uzmysłowić wiernym, że pewne grzechy są szczególnie napiętnowane. Można więc powiedzieć, że ma ona charakter edukacyjny, zwłaszcza w odniesieniu do tego, co społeczeństwu grzechem się nie wydaje lub w jego ocenie jest małym przewinieniem. Tak można pokrótce wytłumaczyć, dlaczego w pewnym momencie zaczęła obowiązywać ekskomunika za dokonanie i nakłanianie do aborcji - "wiążąca mocą samego prawa". I właśnie dlatego, patrząc na reakcje wiernych w Internecie, mam spore wątpliwości. Wielu traktuje ekskomunikę jako rodzaj osobistej zemsty.

 

Jak kwestia nałożenia ekskomuniki na księży dopuszczających się wykorzystywania seksualnego mogłaby pomóc w walce z problemem pedofilii? Przecież nie jest to grzech, który trzeba szczególnie piętnować - wierni traktują go z najwyższą surowością i nie jest akceptowalny społecznie. Jestem w pierwszym rzędzie osób krytykujących wypowiedź abpa Marka Jędraszewskiego, który wyraził swój sprzeciw wobec zasady "zero tolerancji" i mówił o miłosierdziu dla sprawców w momencie, gdy od miesięcy czekaliśmy na raport i współczucie dla pokrzywdzonych. Nie mogę jednak zgodzić się z drugą niebezpieczną skrajnością, jaką jest nakładanie ekskomuniki w celu rozwiązania problemu. W tym przypadku staje się ona jedynie próbą obrony twarzy instytucji, a nie realnym mierzeniem się z pedofilią w szeregach duchownych. To Piłatowe umywanie rąk i przerzucenie problemu na innych.

 

Wyrzucenie za próg księży dopuszczających się wykorzystywania seksualnego to w wielu przypadkach rezygnacja z szansy na ich leczenie i gwarancja kolejnej tragedii. Przy obecnych karach i systemie resocjalizacji, który w więzieniach praktycznie nie istnieje, to umywanie od tego rąk kolejny raz. To też przyzwolenie, żeby zło szerzyło się dalej poza Kościołem.

 

Diagnoza dobra, recepta nietrafiona

 

Biskup Schmalhausen zauważył jeden z ważniejszych problemów, czyli niewspółmierność i śmieszność kar dla duchownych, którzy wykorzystywali seksualnie wiernych. I być może z tym trzeba walczyć najintensywniej - żeby Kościół nie pokazywał, że karą za zniszczone życie ofiar jest przeniesienie i tak emerytowanego już kardynała do aresztu domowego i jego święty spokój w zakonie klauzurowym. Potrzebna jest stanowcza reakcja: wydanie go władzom, sprawiedliwy proces, zadośćuczynienie ofiarom, przeprosiny. I dopiero wtedy możemy mówić o resocjalizacji sprawcy. W czym nam pomoże ekskomunika? W niczym. Ratuje jedynie wizerunek Kościoła.

 

Ja wiem, że myśl o pomocy sprawcom przestępstw seksualnych nas odstrasza, może nawet brzydzi; nazywamy ich "zwyrodnialcami" i nie chcemy mieć z nimi do czynienia; ale kto weźmie odpowiedzialność za ich powrót do społeczeństwa? Żadna instytucja nie jest w stanie tego zrobić - ani państwo, ani instytucje kościelne. Taką odpowiedzialność może wziąć na siebie tylko wspólnota, czyli ludzie, którzy są dla siebie kimś więcej niż interesantami w sprawie. Potrzebne są dojrzałe więzi społeczne. To najtrudniejsze zadanie, jakie stoi przed nami w przyszłości. Co dalej, gdy wyroki dobiegną końca? A kiedyś się skończą.

 

Kościół zagubiony między prawem, a współczuciem

 

Debata o pedofilii toczy się rozpięta pomiędzy dwoma biegunami. Z jednej strony jest rzeczywistość instytucjonalna i prawna, a z drugiej psychologiczna i duchowa. Kościół sam ma problem, żeby się w tym odnaleźć i w ramach sprawiedliwości proponuje ofierze miłosierdzie dla sprawcy. Jak pogodzić historię ofiary i sprawcy? Na poziomie prawnym nie mamy wątpliwości: uczciwy proces, uznanie wyroku, zadośćuczynienie. A na poziomie duchowym - czy mamy coś więcej do zaoferowania niż ekskomunika i wydalenie ze stanu kapłańskiego sprawców? A na poziomie psychologicznym - czy jesteśmy w stanie zaprosić do współpracy środowiska spoza Kościoła dla lepszego zrozumienia problemu?

 

Masowe ekskomuniki nie przywrócą Kościołowi nieskazitelności. To gra na zachowanie "rytualnej czystości" utwierdzająca jedynie klerykalizm, który papież Franciszek wielokrotnie wskazywał jako źródło zepsucia i pierwszy grzech współczesnego Kościoła. Elitarność katolickiej "jednostki" - prezbiterów. Sprawcy swoje zbrodnie popełnili jako księża. A skoro byli prezbiterami, to ktoś też ponosi odpowiedzialność za ich kształcenie, formację, za dopuszczenie ich do święceń i skierowanie do wiernych. Przestańmy mówić wiernym, że się za mało modlili za swoich księży - przestępstwa są efektem zaniedbań konkretnych osób. Ksiądz-pedofil to wciąż ksiądz. Nie wyświęcił się sam.

 

Z jakiegoś powodu struktury w Kościele sprzyjały ukrywaniu tych zbrodni. Usunięcie poza nawias problematycznych kapłanów ma przywrócić blask i wiarę w "niepokalanie" kleru? Gdzie byli bracia kapłani, biskupi ojcowie, współbracia zakonni, domownicy na plebanii? W ilu historiach pokrzywdzonych pojawiali się też ludzie, którzy milcząco przyzwalali na zło?

 

Czy biskupi i przełożeni tuszujący pedofilię też zostaną ekskomunikowani? Jeśli już mamy patrzeć kategoriami "edukacyjnymi" na ekskomunikę, to nic lepiej nie zrobi wiernym niż przykładne ukaranie biskupa, który będąc w pełni władz umysłowych i mając rozeznanie w sprawie, przenosił takiego księdza z parafii do parafii, narażając wiernych na kolejne gwałty i wykorzystania. Za mało mówimy o tej współodpowiedzialności.

 

Kapłaństwo jak małżeństwo - w zdrowiu i w chorobie

 

Ekskomunika powinna zakładać, że pod pewnymi warunkami powrót jest możliwy. Większość sprawców przestępstw seksualnych nie jest w stanie sama "wrócić". Wyłączeni ze wspólnoty i społeczeństwa będą jeszcze bardziej popadać w swoje chore skłonności.

 

Najwięcej dziś mają do zrobienia przełożeni, którzy powinni być motywowani nie tylko słusznym gniewem wiernych, ale również Ewangelią. Biskupi mogą tu rzeczywiście stać się prawdziwymi ojcami. W pierwszej kolejności dla ofiar, pojednać Kościół z ich cierpieniem; przestać je odrzucać i bagatelizować; pomóc na drodze prawnej i sądowej. Później też dla ludzi zgorszonych i zranionych - tak samo wiernych, jak i tych poza Kościołem. A wreszcie być wymagającymi i sprawiedliwymi ojcami dla samych sprawców.

 

Który z biskupów odważy się stworzyć dom, w którym we współpracy z najlepszymi fachowcami będzie prowadzona profesjonalna terapia? Który biskup odważy się oddać swój "pałac" i kurialne budynki, aby zamieszkać z księżmi, którzy dopuścili się przestępstw seksualnych? Żyć z nimi, rozmawiać, pomagać im w procesie terapeutycznym - być ojcem w tej trudnej sytuacji? Kto ma odwagę zmierzyć się z zaniedbaniami popełnionymi przez siebie i poprzedników, z niewystarczającą ojcowską relacją z kapłanami; z brakiem jedności; ze złą formacją? To trudniejsze niż ekskomunika, do której wystarczy jeden dekret albo sam fakt popełnienia czynu. Trzeba czegoś więcej niż wysyłania sprawców na rekolekcje w ciszy.

 

Ekskomunika - ostateczność, która rani Boga

 

Kościół na przestrzeni wieków bardzo cierpiał przez ekskomuniki, które - w swoim mniemaniu - słusznie nałożył. Pokazują to gesty ostatnich papieży. Ile kosztowało zdjęcie wzajemnych ekskomunik z prawosławiem? A ile tej nałożonej na Bractwo św. Piusa X (tzw. Lefebrystów)? W końcu sam Franciszek w Roku Miłosierdzia pozwolił wszystkim kapłanom na rozgrzeszanie kobiet, które dopuściły się aborcji i cierpią z tego powodu. Ekskomunika to kara, która jest też bolesną raną dla samego Kościoła. Ekskomunika nie może być zemstą, ale karą, która otwiera drogę do nawrócenia i uzdrowienia. Patrząc na reakcje internautów, boję się, że całkowicie o tym zapomnieliśmy.

 

Do każdej zmiany potrzebna jest łaska Boża i życie sakramentalne, w to wierzymy jako chrześcijanie. Jeśli odbierzemy do niego dostęp chorym - a takimi są bardzo często przestępcy seksualni - nie sprawimy, że wyzdrowieją. Bez tego wszystkie działania Kościoła to tylko pozory, które nie dotykają głębi problemu. Chcemy kolejny raz zatuszować niewygodną prawdę czy podjąć walkę, aby już nikt nigdy nie cierpiał w Kościele?

 

Świat każdego dnia dokonuje kolejnej ekskomuniki i stawia poza nawiasem ludzi. Wykluczonych nam nie brakuje. Czy naprawdę tego potrzeba nam w Kościele? Uciekając się do takich kar, obronimy dzisiejsze ofiary, ale nie sprawimy, że w przyszłości będzie ich mniej. Przegonimy tylko ludzi z problemami w inne miejsce, gdzie też będą krzywdzić.

 

Jeśli zaczniemy z taką łatwością wykluczać, to może rzeczywiście Kościół jest jedynie instytucją.

 

 

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl, opiekun blogosfery blog.deon.pl. Autor książki "Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga<<

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.27

Liczba głosów:

162

 

 

Komentarze użytkowników (10)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

sequor 12:01:09 | 2019-03-29
co za brak zrozumienia czym jest ekskomunika! co za brak miłosierdzia!

ekskomunika jest wezwaniem do nawrócenia - jeśli ktoś wierzy w Boga to będzie to dla niego potężna motywacja by się nawrócić, jeśli nie to juz sam się wykluczył z KK

jak takie farmazony można publikować? ludzie, litości!

Oceń 60 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

trytytka 11:12:57 | 2019-03-29
Panie Żyśko,
Kościół od wieków używał ekskomuniki jako najwyższego wymiaru kary. Dlaczego z niego zrezygnować? Używa pan miłosierdzia jak wytrychu, którym można otworzyć każde drzwi dla wszelakich grzechów.
Kara ekskomuniki w połączeniu z karą więzienia sprawią, że już nie będzie okazji do grzeszenia pedofilią.
Oczywiście miło by było gdyby taki człowiek się zresocjalizował (najlepiej ciężką pracą w kamieniołomach czy innym miejscu), wtedy może wrócić do społeczeństwa. I niech pokutuje. Niech prosi o wybaczenie.
To nie jest żadna zemsta. To konsekwencja grzechu.

Oceń 514 55 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

efka47 10:03:55 | 2019-03-29
Ekskomunika to żadna kara. Księża posuwający się do takiego bestialstwa od dawna, być może nawet od samego początku, mają "gdzieś" sakramenty. Kościół jest im potrzebny tylko do tego, by dawać łatwy dostęp do ofiar. Wielu pedofilów już z taką intencją wstępuje do seminarium. Lepiej więc, żeby odeszli z Kościoła, a po więzieniu, lub w trakcie, poddali się profesjonalnej terapii. Co nie znaczy, że to poskutkuje - ideałem byłaby całkowita izolacja od społeczeństwa w ośrodkach, które mogłyby nawet prowadzić zakony. Czemu nie?
Druga sprawa - odpowiedzialność biskupów, którzy przenosili pedofilów z parafii na parafię. Ależ oni musieli tak robić! Takie były wytyczne "z góry", przypuszczalnie z Watykanu, by wyciszać i milczeć. To ich nie usprawiedliwia, naziści też się tłumaczyli, że tylko "wykonywali rozkazy". Ale w Kościele, tak jak w wojsku, najbardziej liczy się posłuszeństwo, uważane za "świętą cnotę", nawet jeśli rozkazy są absurdalne. Taka była i jest formacja seminaryjna i zakonna. To właśnie trzeba zmienić.

Oceń 72 724 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Danka 09:59:29 | 2019-03-29
Podoba mi się artykuł. Podzielam opinię: nie dla ekskomuniki.
Ale czy nie powinno się zastosować kary zawieszenia sprawowania Eucharystii?
Z drugiej strony do tej pory jakoś nikt (oprócz Papieża Franciszka) nie bolał nad ekskomuniką dla kobiet popełniających aborcję.
W niedawnej przeszłości widać drastyczną różnicę w surowości kar.
To bulwersuje.

Oceń 15 107 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?