Niestety, w tym roku doroczny okres wyciszenia i zadumy został w naszym kraju zakłócony przez wydarzenia o charakterze politycznym. Czy Kościół ma szansę na odegranie kojącej i godzącej roli w aktualnych zażartych sporach niszczących naszą Ojczyznę?
Wojny, polityczne napięcia i nieprzewidywalność współczesnego świata skłaniają do refleksji nad kruchością ludzkiego życia. Listopadowy czas pamięci o zmarłych może pomóc spojrzeć z dystansu na codzienne konflikty, docenić bliskość i odnaleźć wartości, które nadają życiu głębszy sens.
Stare myślenie ma się w Kościele dobrze. Ale przebija się spod niego jak młode zielone pędy seria wydarzeń, które dowodzą jednego: choć cel, serce i misja Kościoła pozostają niezmienione, to najwyraźniej zmienia się sposób realizacji tej misji. Nie pierwszy raz w historii. Pytanie, czy te młode pędy zostaną potraktowane jak chwasty. Takich małych znaków jest wiele. I z miesiąca na miesiąc przybierają na sile.
Miłość nie działa na rozkaz, a Bóg nie grozi nam piekłem – przypomniał papież Leon XIV. Jezus zrewolucjonizował rozumienie przykazania miłości: zamiast szukać, kto jest naszym bliźnim, wzywa nas do stawania się nim dla każdego potrzebującego. Prawdziwa miłość wymaga bezinteresownych czynów, nie słów.
Kiedy spaceruję po skąpanych w jesiennym słońcu parkach, towarzyszy mi zachwyt, który prowadzi mnie do uwielbienia Stwórcy. W języku duchowości ignacjańskiej mogę powiedzieć, że doświadczam pocieszenia za konkretną przyczyną – codzienność przynosi mi wiele dobra: piękne spotkania, rozmowy, filmy, audiobooki i chwile odpoczynku. Także częste wyjazdy pozwalają mi spojrzeć na życie z innej perspektywy. Patrzę na nie i zachwycam się tym, jak wiele mam i jak bardzo zostałam obdarowana.
Jak co roku, pod koniec października, rozgrywa się w mediach potyczka: czy wolno katolikowi świętować halloween? Czy pozwalać dzieciom chodzić od drzwi do drzwi i zbierać słodycze od obcych ludzi? Dlaczego Kościół wyskakuje z konkurencyjną imprezą, balem wszystkich świętych? I tak dalej, bez końca… Kolejny rok z rzędu mam poczucie, że kręcenie się wokół tego tematu jest trochę bez sensu… Spieranie się z tymi, którzy wolą przebrać dziecko za upiora nic nie wniesie. Nie da się zmienić pewnych rzeczy gwałtem, ale można za to zrobić coś bezcennego - pokazać swoim życiem, że warto walczyć o świętość. Każdego dnia, nie tylko kreując się na świętego, wychodząc na bal do salki parafialnej.
Powołanie przewodniczącego komisji ds. wyjaśnienia przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich to dopiero początek długiej drogi. Przed komisją stoją nie tylko wyzwania organizacyjne i finansowe, ale przede wszystkim trudne pytania o odpowiedzialność hierarchów za ukrywanie przestępstw. Bez rzetelnego wyjaśnienia przeszłości trudno będzie mówić o prawdziwym rozliczeniu.
Zbliżają się pierwsze dni listopada, które nazywamy czasem zadumy. W jesiennej aurze udamy się na cmentarze, by stanąć nad grobami naszych bliskich, pomodlić się i pokazać, że pamięć o nich jest wciąż żywa. Te dni w niejednym z nas otworzą wciąż niezagojone rany. Dlatego ważne, by skupiając się na zmarłych, nie zapomnieć o wsparciu dla tych, dla których te dni to ciężar trudny do uniesienia.
Wróciliśmy z mężem z Kongresu Nowej Ewangelizacji w Sosnowcu z głowami pełnymi treści, emocji i wrażeń. Pojechaliśmy tam całkowicie prywatnie, jako liderzy, którzy od lat angażują się w życie Kościoła na różnych frontach i noszą w sobie wyraźne, palące pragnienie: dzielić się Dobrem, którego od Boga doświadczamy. Hasło tegorocznego, ósmego już kongresu, „Ciało do kochania. Dobra nowina o ciele”, zapowiadało się interesująco, a program wyglądał na papierze jak menu, z którego chce się zamówić wszystko naraz.
Uczestnicy budzącego kontrowersje spotkania katolickich biskupów z Donaldem Trumpem tuż przed połówkowymi wyborami, powołują się na dobrą wolę i możliwość rozmowy z rządzącymi. Rodzą się jednak wątpliwości.
Jubileusz to coś więcej niż okazja do wspomnień i podsumowań. To przede wszystkim czas wdzięczności Bogu i ludziom, którzy współtworzyli naszą drogę. Świętując 25-lecie Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago, warto spojrzeć wstecz z pokorą i odważnie patrzeć w przyszłość.
Powrót debaty o aborcji ujawnia głęboki kryzys komunikacji między Kościołem a społeczeństwem. Zamiast operować ostrymi pojęciami i narzucać racje z pozycji władzy, Kościół musi nauczyć się empatii i słuchania. Kluczem do przekonania innych jest wiarygodność oraz budowanie dialogu opartego na szacunku.
Kilka dni temu toczyłam bardzo ciekawą dyskusję z nastoletnim synem. On jako wielki przeciwnik pisania ręką i ja, osoba z zupełnie odmienną perspektywą. Rozumiem moje dziecko, które żali się, że ktoś każe mu bezrefleksyjnie spisywać fragment podręcznika do zeszytu, zamiast nauczyć jak robić dobre notatki czy mapy myśli, które w późniejszej nauce – choćby powtórce przed sprawdzianem – mogłyby okazać się bardziej przydatne. Trudno z tym argumentem jakkolwiek dyskutować. Jest jednak druga strona tego medalu. Przepisywanie, nawet to w którym nie zmieniamy w tekście ani kropki, ma bardzo dobry wpływ na nasz mózg.
Już od pewnego czasu coraz więcej miejsca w debacie publicznej zajmuje temat wojny, ale nie tylko tej toczącej się za naszą wschodnią granicą, lecz także zagrożeń i bezpieczeństwa naszego kraju. Okazuje się, że wojna wcale nie musi toczyć się na naszym terytorium, abyśmy zaczęli żyć nią na co dzień. Jak więc zachować rozwagę i nie tracić teraźniejszości z obawy przed przyszłością?
Świat, który obiecuje bezbłędność i natychmiastowość, zostawia po sobie mnóstwo zmęczonych ludzi: uczniów, którzy nie widzą sensu w nauce, dorosłych drżących przed pierwszą pomyłką w nowej pracy, naukowców pytających, do czego są jeszcze potrzebni. Wszyscy oni pytają w gruncie rzeczy o sens życia i o to, czy ktoś zaakceptuje ich z ludzkimi, zwykłymi niedoskonałościami.
Historia relacji radzieckich i rosyjskich przywódców z papieżami w minionych dekadach pokazuje, że niedawny telefon Leona XIV do Władimira Putina może mieć większe znaczenie, niż się wydaje.
Pięć dni – tyle trwałą kariera Katie Zacharia w Białym Domu. Choć z boku wygląda to na wizerunkową katastrofę, historia jej życia pokazuje, jak relatywne są nasze porażki i sukcesy. To opowieść o przebytym kryzysie, sile wsparcia drugiego człowieka i nadziei na to, że życie wciąż pozostaje otwartą księgą.
Straszenie piekłem i nauczanie o Bogu, który karze, odpycha młodych ludzi od Kościoła. Podczas promocji książki „W Bogu nie ma przemocy” o. Mieczysław Łusiak SJ wskazuje, że budowanie religijności na lęku i przymusie przynosi odwrotny skutek, a wiara wymaga uwolnienia od języka przemocy.
Co łączy brytyjskiego agenta w nienagannie skrojonym garniturze z polską mistyczką, która w zaciszu szczecińskiego mieszkania spisywała słowa samego Jezusa? Pozornie absolutnie nic. A jednak sztuka, nawet ta kinowa, potrafi płatać figle i prowokować do rachunku sumienia tam, gdzie się go nie spodziewaliśmy.
Obchodziliśmy wczoraj Dzień Edukacji Narodowej. Mam poczucie, że dawno jako naród nie byliśmy tak mocno podzieleni co do tego, jak powinna funkcjonować polska szkoła. Ataki nożowników w placówkach oświatowy sprawiły, że zrobiło się jeszcze bardziej głośno, a ja jako mama i nauczyciel widzę, że nie zdajemy egzaminów z jednego, z mądrego towarzyszenia naszym dzieciom.
{{ article.description }}