Archidiecezja częstochowska dołącza do nielicznych diecezji, które zdecydowały się na własną rękę zbadać przeszłość dotyczącą wykorzystywania małoletnich. Zapowiedź abp. Wacława Depo o powołaniu specjalnej komisji to nie tylko lokalna inicjatywa, ale też wyraźny sygnał wysłany w stronę podzielonego Episkopatu. Podczas gdy jedni hierarchowie obawiają się „burzenia Kościoła”, doświadczenia z Sosnowca pokazują, że tylko bolesna kwerenda archiwów i stanięcie w prawdzie mogą przynieść realne oczyszczenie.
Archidiecezja częstochowska dołącza do nielicznych diecezji, które zdecydowały się na własną rękę zbadać przeszłość dotyczącą wykorzystywania małoletnich. Zapowiedź abp. Wacława Depo o powołaniu specjalnej komisji to nie tylko lokalna inicjatywa, ale też wyraźny sygnał wysłany w stronę podzielonego Episkopatu. Podczas gdy jedni hierarchowie obawiają się „burzenia Kościoła”, doświadczenia z Sosnowca pokazują, że tylko bolesna kwerenda archiwów i stanięcie w prawdzie mogą przynieść realne oczyszczenie.
Każdy kto prowadzi działalność publiczną lub chociaż trochę bardziej niż inni zaangażowany jest w Internecie, prędzej czy później spotka się z hejtem. To znak naszych czasów, bo jeszcze kilkanaście lat temu, jak komuś się coś nie podobało, to mógł co najwyżej pokrzyczeć sobie do telewizora, a teraz ma nieograniczone możliwości wyrażania swojego zdania. Z przykrością musimy stwierdzić, że często to zdanie jest nie tylko negatywne, ale też obraźliwe, nieadekwatne i poniżające.
Każdy kto prowadzi działalność publiczną lub chociaż trochę bardziej niż inni zaangażowany jest w Internecie, prędzej czy później spotka się z hejtem. To znak naszych czasów, bo jeszcze kilkanaście lat temu, jak komuś się coś nie podobało, to mógł co najwyżej pokrzyczeć sobie do telewizora, a teraz ma nieograniczone możliwości wyrażania swojego zdania. Z przykrością musimy stwierdzić, że często to zdanie jest nie tylko negatywne, ale też obraźliwe, nieadekwatne i poniżające.
W ostatnich dniach przypomniałem sobie, jak wyglądał Wielki Post jeszcze kilka lat temu. W mojej rodzinnej parafii, razem ze wspólnotą oazową, przygotowywaliśmy wielkopostne czuwanie modlitewne. Jednak nie doszło ono do skutku. Czuwanie zostało odwołane, a resztę 40-dniowego czasu zadumy spędziliśmy w prawdziwym odosobnieniu. Był to rok 2020. Czego uczy tamten czas?
W ostatnich dniach przypomniałem sobie, jak wyglądał Wielki Post jeszcze kilka lat temu. W mojej rodzinnej parafii, razem ze wspólnotą oazową, przygotowywaliśmy wielkopostne czuwanie modlitewne. Jednak nie doszło ono do skutku. Czuwanie zostało odwołane, a resztę 40-dniowego czasu zadumy spędziliśmy w prawdziwym odosobnieniu. Był to rok 2020. Czego uczy tamten czas?
Czy to, co mówimy, pomaga drugiemu człowiekowi, czy go osłabia? Codzienne eksponowanie ironii, wulgaryzmu i szyderstwa w otaczającej nas przestrzeni szybko staje się częścią kultury i obezwładnia nas siłą inercji. Skąd się bierze ta powszechna gotowości do oswajania wulgaryzmów i akceptowania "gwiazdek" z intencją, że jak się brzydkie słowo nieco zasłoni, to można uznać, że problem zniknął?
Czy to, co mówimy, pomaga drugiemu człowiekowi, czy go osłabia? Codzienne eksponowanie ironii, wulgaryzmu i szyderstwa w otaczającej nas przestrzeni szybko staje się częścią kultury i obezwładnia nas siłą inercji. Skąd się bierze ta powszechna gotowości do oswajania wulgaryzmów i akceptowania "gwiazdek" z intencją, że jak się brzydkie słowo nieco zasłoni, to można uznać, że problem zniknął?
Leon XIV ma świadomość problemów, z którymi muszą się dzisiaj mierzyć księża i widać, że bardzo mu zależy na ich wspieraniu. Także w zderzeniu ze sztuczną inteligencją.
Leon XIV ma świadomość problemów, z którymi muszą się dzisiaj mierzyć księża i widać, że bardzo mu zależy na ich wspieraniu. Także w zderzeniu ze sztuczną inteligencją.
W czasach globalnych napięć i kryzysu międzynarodowych instytucji coraz wyraźniej widać, że spór toczy się nie tylko o granice i interesy, lecz także o język. Słowa mogą ranić, wykluczać i dzielić, ale mogą też przywracać sens wspólnocie. Od nich zaczyna się droga ku katastrofie albo ku pokojowi.
W czasach globalnych napięć i kryzysu międzynarodowych instytucji coraz wyraźniej widać, że spór toczy się nie tylko o granice i interesy, lecz także o język. Słowa mogą ranić, wykluczać i dzielić, ale mogą też przywracać sens wspólnocie. Od nich zaczyna się droga ku katastrofie albo ku pokojowi.
Niemal każda wierząca osoba, jaką znam, dostała kiedyś od Boga jakieś specjalne słowo z Biblii. Taki werset, który w momentach kryzysu trzyma ją przy życiu. Bardzo konkretną Bożą obietnicę. 
Niemal każda wierząca osoba, jaką znam, dostała kiedyś od Boga jakieś specjalne słowo z Biblii. Taki werset, który w momentach kryzysu trzyma ją przy życiu. Bardzo konkretną Bożą obietnicę. 
Dzięki sztucznej inteligencji powstają dziś obrazy, wiersze i muzyka. W kilka sekund. Nigdy wcześniej tworzenie nie wydawało się tak łatwe, a jednak nigdy wcześniej akt twórczy nie był tak zagrożony utratą swojej duszy.
Dzięki sztucznej inteligencji powstają dziś obrazy, wiersze i muzyka. W kilka sekund. Nigdy wcześniej tworzenie nie wydawało się tak łatwe, a jednak nigdy wcześniej akt twórczy nie był tak zagrożony utratą swojej duszy.
Gdy myślę o nabożeństwach drogi krzyżowej dla dzieci, przypominają mi się artykuły, które czytałam na świeckich portalach i które były skierowane przeciwko lekcjom religii w szkole. Jednymi z głównych argumentów jakie się tam pojawiały były myśli w stylu: nie będę dziecka straszyć cierpieniem; nie będę pokazywać mu krzyża; nie dla promowania przemocy!
Gdy myślę o nabożeństwach drogi krzyżowej dla dzieci, przypominają mi się artykuły, które czytałam na świeckich portalach i które były skierowane przeciwko lekcjom religii w szkole. Jednymi z głównych argumentów jakie się tam pojawiały były myśli w stylu: nie będę dziecka straszyć cierpieniem; nie będę pokazywać mu krzyża; nie dla promowania przemocy!
Obecność biskupa Andrzeja Jeża na sali rozpraw w charakterze oskarżonego to precedensowy proces. Kluczowym punktem sporu prawnego zdaje się być interpretacja pojęć „wiarygodna wiadomość” oraz „niezwłoczność” zgłoszenia. Sprawa ta może wyznaczyć granice między wewnętrznym dochodzeniem kanonicznym a obowiązkiem natychmiastowego współdziałania z państwowymi organami ścigania w sprawach dotyczących wykorzystywania małoletnich. To dopiero początek.
Obecność biskupa Andrzeja Jeża na sali rozpraw w charakterze oskarżonego to precedensowy proces. Kluczowym punktem sporu prawnego zdaje się być interpretacja pojęć „wiarygodna wiadomość” oraz „niezwłoczność” zgłoszenia. Sprawa ta może wyznaczyć granice między wewnętrznym dochodzeniem kanonicznym a obowiązkiem natychmiastowego współdziałania z państwowymi organami ścigania w sprawach dotyczących wykorzystywania małoletnich. To dopiero początek.
Bł. kard. Stefan Wyszyński przypominał: „jeśli w naszym narodzie ma nadal istnieć wiara, istnieć Kościół, jeśli ma istnieć sam naród, to musi zostać pokonana plaga pijaństwa”. Apele o trzeźwość brzmią jak wyuczony wierszyk, ale inaczej myślą osoby, których alkohol doprowadził na skraj przepaści. Tegoroczny Wielki Post to kolejna szansa, aby zmienić świat na lepszy - konkretnym czynem i osobistym przykładem.
Bł. kard. Stefan Wyszyński przypominał: „jeśli w naszym narodzie ma nadal istnieć wiara, istnieć Kościół, jeśli ma istnieć sam naród, to musi zostać pokonana plaga pijaństwa”. Apele o trzeźwość brzmią jak wyuczony wierszyk, ale inaczej myślą osoby, których alkohol doprowadził na skraj przepaści. Tegoroczny Wielki Post to kolejna szansa, aby zmienić świat na lepszy - konkretnym czynem i osobistym przykładem.
Niedawno brałem udział w dwudniowym spotkaniu ewangelizacyjnym, podczas którego jeden z prelegentów podzielił się świadectwem. Opowiedział m.in. o tym, jak kilka lat temu otarł się o śmierć, a przed jego oczami przewinęło się życie. Opisał, że nie miał wtedy poczucia swojej grzeszności, a jedynie niesmak związany z tym, że nie potrafił bardziej odpowiadać na Bożą miłość. To piękne świadectwo podsumował jednak słowami, że "nasz grzech nie jest żadnym problemem", a jedyną rzeczą, która liczy się w życiu, jest miłość.
Niedawno brałem udział w dwudniowym spotkaniu ewangelizacyjnym, podczas którego jeden z prelegentów podzielił się świadectwem. Opowiedział m.in. o tym, jak kilka lat temu otarł się o śmierć, a przed jego oczami przewinęło się życie. Opisał, że nie miał wtedy poczucia swojej grzeszności, a jedynie niesmak związany z tym, że nie potrafił bardziej odpowiadać na Bożą miłość. To piękne świadectwo podsumował jednak słowami, że "nasz grzech nie jest żadnym problemem", a jedyną rzeczą, która liczy się w życiu, jest miłość.
Jedną z fatalnych konsekwencji przebodźcowania ekranami jest coraz słabsze panowanie nad emocjami. I bardzo łatwo jest doprowadzić się do stanu, w którym stajemy się jednym wielkim, pulsującym uczuciem, a każda nasza łza i uśmiech musi mieć widownię, by zostać uznana.  Stopniowo tracimy rozeznanie, które emocje są do przeżycia w intymności serca, a które powinny być wypowiedziane na głos, do kamery smartfona czy tej telewizyjnej. I nie jesteśmy gotowi na to, że naszą kruchość pokazaną światu ktoś celowo podepcze, wyszydzi i wykąpie w błocie obelg.
Jedną z fatalnych konsekwencji przebodźcowania ekranami jest coraz słabsze panowanie nad emocjami. I bardzo łatwo jest doprowadzić się do stanu, w którym stajemy się jednym wielkim, pulsującym uczuciem, a każda nasza łza i uśmiech musi mieć widownię, by zostać uznana.  Stopniowo tracimy rozeznanie, które emocje są do przeżycia w intymności serca, a które powinny być wypowiedziane na głos, do kamery smartfona czy tej telewizyjnej. I nie jesteśmy gotowi na to, że naszą kruchość pokazaną światu ktoś celowo podepcze, wyszydzi i wykąpie w błocie obelg.
Nie od dziś wiadomo, że jednym z fundamentalnych problemów Kościoła w Polsce w ostatnich latach jest komunikacja, zarówno ta skierowana na zewnątrz, jak i ta wewnątrz wspólnoty. Pojawiają się jednak jaskółki wskazujące, że idą zmiany.
Nie od dziś wiadomo, że jednym z fundamentalnych problemów Kościoła w Polsce w ostatnich latach jest komunikacja, zarówno ta skierowana na zewnątrz, jak i ta wewnątrz wspólnoty. Pojawiają się jednak jaskółki wskazujące, że idą zmiany.
Żyjemy w świecie, który mało dba o to, co jest, ale bardziej zwraca uwagę na to, jak coś się prezentuje. Wszystko musi być odpowiednio przygotowane, podrasowane i zaprezentowane w przestrzeni publicznej. Ta presja zewnętrzna na ‘sukces’ jest tak duża, że zapomnieliśmy co to znaczy ‘być sobą, być naturalnym’.
Żyjemy w świecie, który mało dba o to, co jest, ale bardziej zwraca uwagę na to, jak coś się prezentuje. Wszystko musi być odpowiednio przygotowane, podrasowane i zaprezentowane w przestrzeni publicznej. Ta presja zewnętrzna na ‘sukces’ jest tak duża, że zapomnieliśmy co to znaczy ‘być sobą, być naturalnym’.
Tytuł tego tekstu nie jest przypadkowy. Zdanie to jest fragmentem spontanicznej modlitwy starego kapucyna z Argentyny, o. Dri, którego pod koniec życia Papież Franciszek mianował kardynałem. Ojciec Dri był niestrudzonym spowiednikiem, który codziennie wiele godzin spędzał w konfesjonale i zasłynął z tego, że… wszystkich rozgrzeszał. Czy właśnie tak powinni się zachowywać wszyscy księża?
Tytuł tego tekstu nie jest przypadkowy. Zdanie to jest fragmentem spontanicznej modlitwy starego kapucyna z Argentyny, o. Dri, którego pod koniec życia Papież Franciszek mianował kardynałem. Ojciec Dri był niestrudzonym spowiednikiem, który codziennie wiele godzin spędzał w konfesjonale i zasłynął z tego, że… wszystkich rozgrzeszał. Czy właśnie tak powinni się zachowywać wszyscy księża?
Ostatki i koniec karnawału, to bardzo dobry czas żeby przyjrzeć się temu w jaki sposób przeżywamy naszą relację z Bogiem w codzienności. Za chwilę w Wielkim Poście będziemy trwać w okresie pokuty za nasze grzechy, zdawać sobie sprawę ze słabości i towarzyszyć Jezusowi w cierpieniach podczas męki. Potem wraz z całym Kościołem świętować będziemy zwycięstwo nad śmiercią i szatanem. Radość podczas tego świętowania będzie bardzo wzniosła, niosąca w sobie teologiczną wagę Zmartwychwstania, sięgającą wieczności całego stworzenia. Tymczasem radość, którą przeżywamy w tych ostatnich dniach karnawału może wydawać się zbyt przyziemna, żeby zapraszać do niej Pana Boga.
Ostatki i koniec karnawału, to bardzo dobry czas żeby przyjrzeć się temu w jaki sposób przeżywamy naszą relację z Bogiem w codzienności. Za chwilę w Wielkim Poście będziemy trwać w okresie pokuty za nasze grzechy, zdawać sobie sprawę ze słabości i towarzyszyć Jezusowi w cierpieniach podczas męki. Potem wraz z całym Kościołem świętować będziemy zwycięstwo nad śmiercią i szatanem. Radość podczas tego świętowania będzie bardzo wzniosła, niosąca w sobie teologiczną wagę Zmartwychwstania, sięgającą wieczności całego stworzenia. Tymczasem radość, którą przeżywamy w tych ostatnich dniach karnawału może wydawać się zbyt przyziemna, żeby zapraszać do niej Pana Boga.
Olena Tkaczuk
Gdyby miłość nie była wieczna, nie potrafiłabym jej zaufać. Codzienne doświadczenie uczy nas przecież, że wszystko w tym płynnym, zmieniającym się świecie ma swój kres. Kończą się zapasy kawy i mąki, kończą się pieniądze na karcie i lata studiów. Kończą się wojny i okresy zawieranego po nich pokoju. Przyjaźnie i relacje urywają się z tysiąca powodów. A co z miłością?
Gdyby miłość nie była wieczna, nie potrafiłabym jej zaufać. Codzienne doświadczenie uczy nas przecież, że wszystko w tym płynnym, zmieniającym się świecie ma swój kres. Kończą się zapasy kawy i mąki, kończą się pieniądze na karcie i lata studiów. Kończą się wojny i okresy zawieranego po nich pokoju. Przyjaźnie i relacje urywają się z tysiąca powodów. A co z miłością?
Gdzie Bóg szuka uczniów, gdy seminaria pustoszeją? Czy współczesne chrześcijaństwo imprezowe dla młodzieży jest adekwatną odpowiedzią na wezwanie Chrystusa: „Pójdź za Mną”? Czy grupy rekonstrukcyjne rozmiłowane w dawnej liturgii budują królestwo Boże na ziemi, czy mury wokół piaskownicy z zabawkami? Gdy widzę, jak ludzie bawią się w chrześcijaństwo, wydeptują ścieżki do miejsc prywatnych objawień albo uprawiają turystykę religijną, to cierpliwie czekam aż spotkają Chrystusa, który zapyta: Nie widzieliście moich owiec?
Gdzie Bóg szuka uczniów, gdy seminaria pustoszeją? Czy współczesne chrześcijaństwo imprezowe dla młodzieży jest adekwatną odpowiedzią na wezwanie Chrystusa: „Pójdź za Mną”? Czy grupy rekonstrukcyjne rozmiłowane w dawnej liturgii budują królestwo Boże na ziemi, czy mury wokół piaskownicy z zabawkami? Gdy widzę, jak ludzie bawią się w chrześcijaństwo, wydeptują ścieżki do miejsc prywatnych objawień albo uprawiają turystykę religijną, to cierpliwie czekam aż spotkają Chrystusa, który zapyta: Nie widzieliście moich owiec?
Obchodziliśmy wczoraj Światowy Dzień Chorego. To święto ustanowione przez papieża Jana Pawła II w 1992 roku, obchodzone co roku 11 lutego, w dzień liturgicznego wspomnienia Matki Bożej z Lourdes. Być może zwróciło naszą uwagę nietypowe ogłoszenie duszpasterskie, które padło z ambony w minioną niedzielę, że tego dnia można przyjść do kościoła i przyjąć sakrament namaszczenia chorych. Być może nawet pojawiło się w nas pytanie: ale po co? czy to nie jest sakrament dla umierających i tych, których uleczyć się już nie da?
Obchodziliśmy wczoraj Światowy Dzień Chorego. To święto ustanowione przez papieża Jana Pawła II w 1992 roku, obchodzone co roku 11 lutego, w dzień liturgicznego wspomnienia Matki Bożej z Lourdes. Być może zwróciło naszą uwagę nietypowe ogłoszenie duszpasterskie, które padło z ambony w minioną niedzielę, że tego dnia można przyjść do kościoła i przyjąć sakrament namaszczenia chorych. Być może nawet pojawiło się w nas pytanie: ale po co? czy to nie jest sakrament dla umierających i tych, których uleczyć się już nie da?