Po raz pierwszy zobaczyłam ten billboard, wracając z wakacji. „Mówisz: Chodź do pańci! Myślisz: Perła". Uśmiechnięta kobieta, wesoły pies, smycz. Na naszej trasie przez Polskę były i inne warianty: „Mówisz: żelazko. Myślisz: Perła". „Mówisz: Tak!" - na grafice facet klęka z pierścionkiem - i wiesz, co niby myśli kobieta. Wiem, wiem. To tylko reklama. Ktoś ją wymyślił, zapewne specjalnie kontrowersyjnie, by długo w sieci hulało jej echo, ktoś kupił, ktoś na tym na pewno zarobi, a za pół roku nikt jej nie będzie pamiętał. A jednak mimo wszystko wciąż mam nadzieję, że rozmawianie o niej nie tylko przyniesie zyski pewnemu browarowi.
Po raz pierwszy zobaczyłam ten billboard, wracając z wakacji. „Mówisz: Chodź do pańci! Myślisz: Perła". Uśmiechnięta kobieta, wesoły pies, smycz. Na naszej trasie przez Polskę były i inne warianty: „Mówisz: żelazko. Myślisz: Perła". „Mówisz: Tak!" - na grafice facet klęka z pierścionkiem - i wiesz, co niby myśli kobieta. Wiem, wiem. To tylko reklama. Ktoś ją wymyślił, zapewne specjalnie kontrowersyjnie, by długo w sieci hulało jej echo, ktoś kupił, ktoś na tym na pewno zarobi, a za pół roku nikt jej nie będzie pamiętał. A jednak mimo wszystko wciąż mam nadzieję, że rozmawianie o niej nie tylko przyniesie zyski pewnemu browarowi.
Jakie treści można umieścić na spersonalizowanych puszkach Coca Cali? Czy imię Jezusa przejdzie przez filtry konfiguratora? Wbrew pozorom sprawa wcale nie jest trzeciorzędna.
Jakie treści można umieścić na spersonalizowanych puszkach Coca Cali? Czy imię Jezusa przejdzie przez filtry konfiguratora? Wbrew pozorom sprawa wcale nie jest trzeciorzędna.
Choć wszyscy dążymy do autentyczności i wyjątkowości, współczesny, zglobalizowany świat cyfrowy sprowadza nas do sztampowych symboli i sztucznych avatarów. Rozwój technologii oraz sztucznej inteligencji zamiast zbliżać ludzi, stworzył zamaskowaną rzeczywistość i pogłębił kryzys relacji. Odpowiedzią na ten cyfrowy zaułek może być jednak powrót do wewnętrznej prawdy i sprawdzonych metod rozeznawania.
Choć wszyscy dążymy do autentyczności i wyjątkowości, współczesny, zglobalizowany świat cyfrowy sprowadza nas do sztampowych symboli i sztucznych avatarów. Rozwój technologii oraz sztucznej inteligencji zamiast zbliżać ludzi, stworzył zamaskowaną rzeczywistość i pogłębił kryzys relacji. Odpowiedzią na ten cyfrowy zaułek może być jednak powrót do wewnętrznej prawdy i sprawdzonych metod rozeznawania.
Ostatnio przemierzałam zakamarki internetu i natknęłam się na filmik, który zmroził mnie bardziej niż zimna kawa wypita w biegu. Dziewczyna wrzuciła nagranie z oświadczyn. Oboje z partnerem wrócili właśnie z pięknych, wyczekanych wakacji, na których – powiedzmy sobie szczerze – pewnie co druga osoba spodziewałaby się pierścionka w blasku zachodzącego słońca. Ale jej chłopak zrobił coś o wiele bardziej osobistego. Oświadczył się jej w ich własnym domu, który wcześniej cały przyozdobił balonami. Dziewczyna – po dwudziestu godzinach podróży, w wyciągniętym dresie, niewyspana, zmęczona, ale z pewnością ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem – powiedziała "tak".
Ostatnio przemierzałam zakamarki internetu i natknęłam się na filmik, który zmroził mnie bardziej niż zimna kawa wypita w biegu. Dziewczyna wrzuciła nagranie z oświadczyn. Oboje z partnerem wrócili właśnie z pięknych, wyczekanych wakacji, na których – powiedzmy sobie szczerze – pewnie co druga osoba spodziewałaby się pierścionka w blasku zachodzącego słońca. Ale jej chłopak zrobił coś o wiele bardziej osobistego. Oświadczył się jej w ich własnym domu, który wcześniej cały przyozdobił balonami. Dziewczyna – po dwudziestu godzinach podróży, w wyciągniętym dresie, niewyspana, zmęczona, ale z pewnością ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem – powiedziała "tak".
Na przestrzeni wieków chrześcijaństwo miało różnych wrogów i ma też dzisiaj wielu zdeklarowanych przeciwników. Największym jednak wrogiem Ewangelii byli zawsze ci, którzy podszywając się pod chrześcijan, szerzyli nienawiść i traktowali religię jako narzędzie do osiągnięcia i utrzymania władzy – farbowane lisy.
Na przestrzeni wieków chrześcijaństwo miało różnych wrogów i ma też dzisiaj wielu zdeklarowanych przeciwników. Największym jednak wrogiem Ewangelii byli zawsze ci, którzy podszywając się pod chrześcijan, szerzyli nienawiść i traktowali religię jako narzędzie do osiągnięcia i utrzymania władzy – farbowane lisy.
Zaczął się sierpień, miesiąc kojarzony w Kościele z trzeźwością. Gdy myślę “trzeźwość” nie widzę braku alkoholu czy narkotyków, ale moją pierwszą myślą jest “trzeźwy to ten, który jest w relacji”. Przede wszystkim z samym sobą, wszak alkoholizm uważany jest za chorobę ludzkiego wnętrza.
Zaczął się sierpień, miesiąc kojarzony w Kościele z trzeźwością. Gdy myślę “trzeźwość” nie widzę braku alkoholu czy narkotyków, ale moją pierwszą myślą jest “trzeźwy to ten, który jest w relacji”. Przede wszystkim z samym sobą, wszak alkoholizm uważany jest za chorobę ludzkiego wnętrza.
Ministerstwo Sprawiedliwości skrytykowało przygotowany przez Konferencję Episkopatu Polski projekt statutu "Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele". Skrytykowało to zresztą chyba dość delikatne stwierdzenie. Krytyka jest druzgocąca. Pozostańmy jedynie przy tym, że projekt statutu uznano za niezgodny z prawem polskim oraz europejskim.
Ministerstwo Sprawiedliwości skrytykowało przygotowany przez Konferencję Episkopatu Polski projekt statutu "Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele". Skrytykowało to zresztą chyba dość delikatne stwierdzenie. Krytyka jest druzgocąca. Pozostańmy jedynie przy tym, że projekt statutu uznano za niezgodny z prawem polskim oraz europejskim.
Czas sprawia, że patrzymy na własne życie z większym dystansem. Dostrzegamy własne błędy i zaczynamy rozumieć, co można było zrobić inaczej. Zmienia się także sposób patrzenia na decyzje własne i innych, zwłaszcza te, które miały wpływ na nasze życie. Łatwo ulec pokusie, by oceniać przeszłość w sposób zero-jedynkowy, bez próby zrozumienia ówczesnego kontekstu.
Czas sprawia, że patrzymy na własne życie z większym dystansem. Dostrzegamy własne błędy i zaczynamy rozumieć, co można było zrobić inaczej. Zmienia się także sposób patrzenia na decyzje własne i innych, zwłaszcza te, które miały wpływ na nasze życie. Łatwo ulec pokusie, by oceniać przeszłość w sposób zero-jedynkowy, bez próby zrozumienia ówczesnego kontekstu.
Choć cała encyklika Magnifica Humanitas Leona XIV ma podtytuł „O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji”, to dopiero w trzecim rozdziale zatrzymuje się on nad fenomenem chatbotów, które niespodziewanie stały się naszą codziennością i choć zaczęły rozwiązywać mnóstwo problemów, z którymi się zmagaliśmy, tak równocześnie stworzyły nowe, często znacznie bardziej poważne i wnikające w samo sedno naszego człowieczeństwa i myślenia o świecie. Papież nie próbuje powiedzieć, że technologia jest zła, ale zwraca uwagę na niespotykane dotąd wyzwania z nią związane.
Choć cała encyklika Magnifica Humanitas Leona XIV ma podtytuł „O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji”, to dopiero w trzecim rozdziale zatrzymuje się on nad fenomenem chatbotów, które niespodziewanie stały się naszą codziennością i choć zaczęły rozwiązywać mnóstwo problemów, z którymi się zmagaliśmy, tak równocześnie stworzyły nowe, często znacznie bardziej poważne i wnikające w samo sedno naszego człowieczeństwa i myślenia o świecie. Papież nie próbuje powiedzieć, że technologia jest zła, ale zwraca uwagę na niespotykane dotąd wyzwania z nią związane.
Od kiedy zdarzyło mi się śledzić słynny stream Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters, algorytm nie ustaje w próbach przechwycenia mojej uwagi nietuzinkowymi akcjami o charytatywnym wydźwięku. W ten weekend mu się udało. Raz po raz zaglądałam na YouTube'a, żeby z zapartym tchem obserwować niesamowity wyczyn dwojga Polaków, próbujących przepłynąć wpław Bałtyk na trasie Szwecja-Polska.
Od kiedy zdarzyło mi się śledzić słynny stream Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters, algorytm nie ustaje w próbach przechwycenia mojej uwagi nietuzinkowymi akcjami o charytatywnym wydźwięku. W ten weekend mu się udało. Raz po raz zaglądałam na YouTube'a, żeby z zapartym tchem obserwować niesamowity wyczyn dwojga Polaków, próbujących przepłynąć wpław Bałtyk na trasie Szwecja-Polska.
Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że podejście do spraw wiary i religii jest inne w dużych i średnich miastach niż na wsiach i w miasteczkach. Co z tego wynika dla Kościoła w Polsce?
Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że podejście do spraw wiary i religii jest inne w dużych i średnich miastach niż na wsiach i w miasteczkach. Co z tego wynika dla Kościoła w Polsce?
Być może problem jest całkowicie wydumany, bo przecież nikt normalny nie myśli o własnym pogrzebie – niech się o to martwią ci, co pozostaną. Jednak w moim kościelnym środowisku pytanie to odżywa co roku – i bynajmniej nie tyle jest wyrazem troski o przebieg żałobnych egzekwii, podczas których to my – a właściwie to, co po nas zostanie – będziemy w centrum uwagi, ale jest wyrazem niepokoju o dramatyczną statystykę powołań. Jesteśmy w połowie wakacji, czas więc, aby po raz kolejny zadać to sakramentalne pytanie.
Być może problem jest całkowicie wydumany, bo przecież nikt normalny nie myśli o własnym pogrzebie – niech się o to martwią ci, co pozostaną. Jednak w moim kościelnym środowisku pytanie to odżywa co roku – i bynajmniej nie tyle jest wyrazem troski o przebieg żałobnych egzekwii, podczas których to my – a właściwie to, co po nas zostanie – będziemy w centrum uwagi, ale jest wyrazem niepokoju o dramatyczną statystykę powołań. Jesteśmy w połowie wakacji, czas więc, aby po raz kolejny zadać to sakramentalne pytanie.
Sierpień to w Kościele miesiąc trzeźwości – i od razu słychać jęki: po co nam ograniczenia, wyrzeczenia, asceza? Popatrzmy inaczej – nie chodzi o to, co odrzucamy, lecz o to, co daje prawdziwe życie. A czasem nasza „abstynencja” może być wsparciem dla kogoś, kto zmaga się ze swoim nałogiem.
Sierpień to w Kościele miesiąc trzeźwości – i od razu słychać jęki: po co nam ograniczenia, wyrzeczenia, asceza? Popatrzmy inaczej – nie chodzi o to, co odrzucamy, lecz o to, co daje prawdziwe życie. A czasem nasza „abstynencja” może być wsparciem dla kogoś, kto zmaga się ze swoim nałogiem.
Co złego, to nie my. To oni zaczęli! To ich wina! Jeden ze sklepów internetowych sprzedaje zatyczkę do wina z sarkastycznym napisem „to wina Kaczyńskiego”, a w prześmiewczym wierszu Wojciecha Młynarskiego czytamy: „w szczerym polu uschła brzózka - wina Tuska”. Na śmiechu się jednak nie kończy. Jak komuś trzeba dowalić, to trzeba. Powód zawsze się znajdzie. Politycy, jak dzieci w piaskownicy, wyrywają sobie zabawki i zwalają winę jeden na drugiego.
Co złego, to nie my. To oni zaczęli! To ich wina! Jeden ze sklepów internetowych sprzedaje zatyczkę do wina z sarkastycznym napisem „to wina Kaczyńskiego”, a w prześmiewczym wierszu Wojciecha Młynarskiego czytamy: „w szczerym polu uschła brzózka - wina Tuska”. Na śmiechu się jednak nie kończy. Jak komuś trzeba dowalić, to trzeba. Powód zawsze się znajdzie. Politycy, jak dzieci w piaskownicy, wyrywają sobie zabawki i zwalają winę jeden na drugiego.
Duchowość ignacjańska nie jest zbiorem pobożnych zasad ani metodą na udane życie. To droga, która uczy rozeznawania, prowadzi przez codzienność i pomaga odkrywać Boga w tym, co zwyczajne. Tak wygląda moje doświadczenie po dwudziestu latach.
Duchowość ignacjańska nie jest zbiorem pobożnych zasad ani metodą na udane życie. To droga, która uczy rozeznawania, prowadzi przez codzienność i pomaga odkrywać Boga w tym, co zwyczajne. Tak wygląda moje doświadczenie po dwudziestu latach.
Problem wykorzystywania seksualnego i przemocy wobec dorosłych bezbronnych przestaje być w polskim Kościele tematem tabu. Symboliczny przełom przynosi decyzja metropolity krakowskiego kard. Grzegorza Rysia o powołaniu specjalnej komisji historycznej. Działania na poziomie diecezjalnym obnażają jednak brak jednolitego, ogólnopolskiego systemu ochrony ofiar.
Problem wykorzystywania seksualnego i przemocy wobec dorosłych bezbronnych przestaje być w polskim Kościele tematem tabu. Symboliczny przełom przynosi decyzja metropolity krakowskiego kard. Grzegorza Rysia o powołaniu specjalnej komisji historycznej. Działania na poziomie diecezjalnym obnażają jednak brak jednolitego, ogólnopolskiego systemu ochrony ofiar.
Sprawcą zniszczenia figury Matki Bożej w Medziugoriu okazał się Polak. I to nie żaden satanista ani – tym bardziej – „lewak”, jak wielu zdążyło sobie wyobrazić. Był to Polak-katolik, ewangelizator. Młody człowiek, który jeździł na rekolekcje, działał we wspólnocie, publicznie opowiadał o swoim nawróceniu, a nawet napisał o nim książkę. Reakcja na jego czyn również okazała się... „katolicka”. „Żeby mu ręce odpadły”. „Sam skazał się na piekło”. „To nie Polak, tylko osoba polskojęzyczna”. „Diabeł w ludzkiej skórze”. „Zwyrodnialec”. „Komuch”... Takie komentarze publikowali często ludzie, którzy na swoich profilach umieszczają krzyże, różańce i deklaracje miłości do Matki Bożej. A to tylko część wpisów. Nie wspominam już o komentarzach Chorwatów i Bośniaków, słynących z wyjątkowo barwnego – i w takich sytuacjach niezwykle dosadnego – języka.
Sprawcą zniszczenia figury Matki Bożej w Medziugoriu okazał się Polak. I to nie żaden satanista ani – tym bardziej – „lewak”, jak wielu zdążyło sobie wyobrazić. Był to Polak-katolik, ewangelizator. Młody człowiek, który jeździł na rekolekcje, działał we wspólnocie, publicznie opowiadał o swoim nawróceniu, a nawet napisał o nim książkę. Reakcja na jego czyn również okazała się... „katolicka”. „Żeby mu ręce odpadły”. „Sam skazał się na piekło”. „To nie Polak, tylko osoba polskojęzyczna”. „Diabeł w ludzkiej skórze”. „Zwyrodnialec”. „Komuch”... Takie komentarze publikowali często ludzie, którzy na swoich profilach umieszczają krzyże, różańce i deklaracje miłości do Matki Bożej. A to tylko część wpisów. Nie wspominam już o komentarzach Chorwatów i Bośniaków, słynących z wyjątkowo barwnego – i w takich sytuacjach niezwykle dosadnego – języka.
Życie to nieustanny ciąg wyznaczania sobie kolejnych celów. Dotyczą one zarówno codziennych obowiązków, jak i planów na przyszłość - zdobycia wykształcenia, kupna mieszkania, budowy domu czy upragnionego awansu. Wydaje się, że dotarcie do mety zapewni nam długotrwałe poczucie szczęścia. Tymczasem radość często trwa krótko. Szybko pojawia się kolejny kierunek i następne marzenie. Żyjemy od celu do celu, ale nie potrafimy w pełni cieszyć się ich osiąganiem.
Życie to nieustanny ciąg wyznaczania sobie kolejnych celów. Dotyczą one zarówno codziennych obowiązków, jak i planów na przyszłość - zdobycia wykształcenia, kupna mieszkania, budowy domu czy upragnionego awansu. Wydaje się, że dotarcie do mety zapewni nam długotrwałe poczucie szczęścia. Tymczasem radość często trwa krótko. Szybko pojawia się kolejny kierunek i następne marzenie. Żyjemy od celu do celu, ale nie potrafimy w pełni cieszyć się ich osiąganiem.
Jeździmy tam od kilku lat. Plaża niedaleko rezerwatu ptaków - jedno z ostatnich znanych mi miejsc na polskim wybrzeżu, gdzie nie ma frytek, kukurydzy, gofrów, dmuchanej zjeżdżalni ani ryczących megafonów zapraszających na rejs statkiem piratów albo przejażdżkę autkiem Nemo. Rezerwatowe obostrzenia przynajmniej od strony prawnej dają luksus ciszy i obcowania z naturą.
Jeździmy tam od kilku lat. Plaża niedaleko rezerwatu ptaków - jedno z ostatnich znanych mi miejsc na polskim wybrzeżu, gdzie nie ma frytek, kukurydzy, gofrów, dmuchanej zjeżdżalni ani ryczących megafonów zapraszających na rejs statkiem piratów albo przejażdżkę autkiem Nemo. Rezerwatowe obostrzenia przynajmniej od strony prawnej dają luksus ciszy i obcowania z naturą.
Wyobraźmy sobie taką scenę: niedzielny poranek, kościelne dzwony biją na sumę, w ławkach tłoczno, a z ust płynie gorliwe „… i jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Istna sielanka, gdyby nie fakt, że w poniedziałek rano ten rytm serca zaczyna dyktować już nie Ewangelia, a sejmowa szczekaczka. To nie jest złośliwość felietonisty, to bezlitosna statystyka, która wylewa nam na głowy kubeł lodowatej wody.
Wyobraźmy sobie taką scenę: niedzielny poranek, kościelne dzwony biją na sumę, w ławkach tłoczno, a z ust płynie gorliwe „… i jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Istna sielanka, gdyby nie fakt, że w poniedziałek rano ten rytm serca zaczyna dyktować już nie Ewangelia, a sejmowa szczekaczka. To nie jest złośliwość felietonisty, to bezlitosna statystyka, która wylewa nam na głowy kubeł lodowatej wody.