Kobieto, nie zaczynaj z tym znowu!
Mężczyźni również mają mnóstwo ubogacających, ale także trudnych doświadczeń w rozmowach z kobietami.
"Najlepszy przyjaciel najprawdopodobniej będzie miał dobrą żonę, ponieważ dobre małżeństwo polega na talencie do przyjaźni".
Fryderyk Nietzsche
Nadwyrężenie płaszczyzny relacji
Podam niemalże klasyczny przykład z psychologii komunikacji: Mąż pyta żonę: „Co to jest to zielone, co pływa w zupie?". Najoczywistszą odpowiedzią byłaby: „To jest pietruszka" (albo szczypiorek, albo cokolwiek by to mogło być). Udzielając takiej odpowiedzi, żona pozostałaby na płaszczyźnie rzeczowej. Jednak bardzo niewielu kobietom się to udaje. Najczęściej przechodzą one do odbijania piłeczki w kierunku ucha relacyjnego, odpowiadając pytaniem na pytanie: „Dlaczego pytasz? Nie smakuje ci to zielone?", przez co zmuszają męża do wyjaśnień („Pytam, bo...").
Jeszcze mniej bezpiecznie jest, gdy „ona" myśli, że może sobie darować to pytanie, ponieważ uważa, że dobrze odczytała „intencję relacji" i np. odpowiada z rozdrażnieniem: „Wcale nie musisz jeść tej zupy, jeśli ci nie smakuje". Albo: „No to gotuj sam, skoro nigdy nie można ci dogodzić!". W tym przypadku ona popełnia błąd przeniesienia raczej kobiecych wzorców komunikacji na partnera i zarzuca mu formę komunikacji niebezpośredniej, która jest jak najbardziej typowa dla kobiet, ale nie dla mężczyzn. W tym momencie rozmowa staje się dla mężczyzny naprawdę uciążliwa, ponieważ musi on bronić się przed zarzutami. Jeśli np. na pytanie: „Dlaczego pytasz?" odpowie: „Po prostu mnie to interesuje", a ona natychmiast zacznie drążyć dalej: „Ale dlaczego cię to zainteresowało? Przyznaj się, że ci nie smakuje!", to on, wzdychając, powie: „Ależ nie, smakuje mi!" i będzie miał cichą nadzieję, że tej wypowiedzi nie będzie już analizowała krytycznie.
Innymi słowy, najczęściej daremne jest usiłowanie wyciągnięcia z mężczyzn wyznania „ukrytej informacji nt. relacji", ponieważ na ogół jej tam nie ma. Jeśli kobieta w to nie wierzy, to świadczy to o braku kobiecej intuicji. Jeśli kobieta zapyta mężczyznę podczas zakupów: „Jak myślisz, pasuje mi ta sukienka?", a on odpowie prosto: „Tak, bardzo ładnie ci w tym!", to nie powinna się zastanawiać, jaki interes albo myśl może się kryć za tymi słowami („Czy on chce mieć wreszcie święty spokój? Czy on przypadkiem nie chce mnie zirytować? Czy on może chce jak najszybciej wrócić do domu?").
Bezlitośnie skarykaturował tę kobiecą skłonność do doszukiwania się drugiego dna w prostych męskich zdaniach Loriot* w skeczu Co robisz? (Was machst du?). Pracująca w kuchni żona nie potrafi poprzestać na prostej odpowiedzi spokojnie siedzącego w fotelu męża („Nic!") i zadając mu kolejne natarczywe pytania, w końcu doprowadza go do białej gorączki. To samo zresztą można przećwiczyć z pytaniem: „O czym myślisz?". Męska odpowiedź: „O niczym!" kobiecie wprawdzie nie mieści się w głowie, ale ona powinna w to uwierzyć, ponieważ mężczyźni rzeczywiście potrafią „nie myśleć o niczym", czytaj: bez problemu potrafią odciąć świadomy strumień myśli (co zresztą jest niesłychanie pomocne przy zasypianiu!).
Także na ulubione pytanie kobiet: „Kochasz mnie (jeszcze)?" trudno jest mężczyźnie odpowiedzieć, ponieważ pytany słusznie przeczuwa, że pytająca przypuszczalnie nie zadowoli się jednosylabowym „tak". Ale nie potrafi znaleźć w tym pytaniu informacji „po co?", ponieważ treść informacji - co tutaj znaczy słowo „miłość"? - wydaje mu się wystarczająco niejasna i ponieważ przeczuwa, że na to pytanie też niełatwo będzie odpowiedzieć na płaszczyźnie czysto rzeczowej. Dlatego wielu mężczyzn reaguje na to pytanie raczej unikiem („Znowu zaczynasz!", „Co ma znaczyć to pytanie?", „Przecież wiesz!", „Przecież niedawno ci mówiłem!") nie dlatego, że nie kochają partnerki, lecz dlatego, że się obawiają, że to pytanie mogłoby być wstępem do rozmowy na temat relacji, której to rozmowie mogą nie sprostać albo chcą uniknąć trudu z nią związanego.
Mieszanie płaszczyzny rzeczowej i płaszczyzny relacji
Mężczyźni często mówią, że kobiety w rozmowie są „bardziej emocjonalne i nierzeczowe" niż oni. Jeśli zaczniemy zgłębiać, co dokładnie mają przez to na myśli, to okaże się, że mężczyźni nie lubią, gdy kobiety schodzą z płaszczyzny czysto rzeczowej, tzn. jeśli uwzględniają płaszczyznę relacji. Z jakiego względu tego nie lubią, widać jak na dłoni po tym, co zostało tu powiedziane: komunikacja staje się przez to nie tylko wielopłaszczyznowa i o wiele bardziej skomplikowana, lecz - dla mężczyzn - także o wiele bardziej męcząca i stwarzająca okazję do konfliktu.
Z pewnością nie jest to jedyny powód. Uważam, że między ludźmi jak najbardziej istnieje dużo okazji i treści do komunikacji, w których koncentracja na przedmiocie i odsunięcie na bok płaszczyzny emocjonalnej są nie tylko wskazane, lecz także rozsądne.
Upraszcza to współżycie, jeśli skoncentrujemy się na przekazanej informacji albo na zadanym pytaniu, a nie od razu zaczniemy snuć przypuszczenia, co przez to mogło być powiedziane między wierszami. Współżycie ułatwia także, jeśli spodziewamy się od bliskiej osoby, że w formie jak najbardziej jasnej i wolnej od nieporozumień wyrazi to, czego pragnie albo czego jej brak.
Na przykład gdy podczas jazdy samochodem kobieta zechce pilnie odwiedzić toaletę, nie powinna pytać męża: „Czy nie uważasz, że powinniśmy zrobić przerwę?" - a potem się denerwować, jeśli on odpowie krótko i węzłowato: „Nie, nie potrzebuję przerwy!". Jeśli natomiast na to odpowie: „Aleja muszę do toalety!", to on zapyta - i będzie miał rację - „To dlaczego od razu tego nie powiedziałaś?!".
Mężczyźni mają prawo do tego, by kobiety dostosowały się trochę do ich stylu komunikacji - tam, gdzie jest to wskazane. To znaczy kobiety powinny zauważyć korzyści płynące z jasnego oddzielania płaszczyzny rzeczowej i płaszczyzny relacji - nie żeby wykluczyć płaszczyznę relacji, ale żeby jej permanentnie nie wplatać w płaszczyznę rzeczową.
Skłonność wielu kobiet do zbyt chętnego i zbyt szybkiego mieszania tych dwóch rzeczy - przynajmniej w rozmowie z mężami - prowadzi do tego, że mężczyźni unikają takich rozmów, jak mogą, ponieważ czują, że nie są w stanie sprostać tej mieszaninie i nie widzą w tym korzystnego oddziaływania na komunikację. Podczas gdy kobietom z łatwością przychodzi, że tak powiem, zwinne przeskakiwanie pomiędzy płaszczyznami rzeczową i relacji, dla mężczyzn ta „skoczność" jest wyjątkowo trudna. Ba, dla większości z nich jest to coś zupełnie obcego, ponieważ oni w miarę możliwości odcinają płaszczyznę relacji.
Kobieta mówi do partnera:
- Uważam, że powinniśmy na nowo urządzić ogród, ten mi się już nie podoba.
- Co chcesz zmienić? (płaszczyzna rzeczowa!)
- Jeszcze nie wiem, też mógłbyś się nad tym trochę zastanowić!(przejście z płaszczyzny rzeczowej do płaszczyzny relacji, połączone z niebezpośrednią krytyką)
- Dlaczego mam się zastanawiać, mnie się podoba tak, jak jest! (płaszczyzna rzeczowa, płaszczyzna relacji została zignorowana!)
- Jasne, że ci się podoba, bo tak jest najwygodniej. Gdyby to zależało od ciebie, to do tej pory mielibyśmy te same meble kuchenne, które kupiliśmy zaraz po ślubie! (kolejny zarzut na płaszczyźnie relacji)
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego mam zmieniać coś, co mi się podoba i co jeszcze jest dobre? (płaszczyzna rzeczowa, płaszczyzna relacji nadal jest ignorowana, tak jak nowy zarzut)
- Mógłbyś to zrobić na przykład dla mnie! Inne kobiety co parę lat robią sobie nowe ogrody, a mężowie je przy tym wspierają! (nowy zarzut na płaszczyźnie relacji w połączeniu z rezygnacją z argumentów na płaszczyźnie rzeczowej).
Jeszcze długo można by tak kontynuować ten dialog, z rosnącym rozdrażnieniem i agresją po obu stronach. „Ona" permanentnie miesza przedmiot - pragnienie zmian w ogrodzie - i relację: własne niezadowolenie z rzekomego braku inicjatywy i zainteresowania ze strony partnera, które być może jest dla niej oznaką braku szacunku.
„On" natomiast koncentruje się na przedmiocie (czy ogród trzeba urządzić na nowo - tak czy nie?) i niezmiennie ignoruje jej wplatane i coraz wyraźniejsze zarzuty. To mijanie się w rozmowie zdarza się wielu parom, ale kto właściwie jest za to odpowiedzialny? Moim zdaniem zarówno kobieta, jak i mężczyzna. Zasadniczo można powiedzieć, że problemy w relacjach nie są powodowane ani przez jedną, ani przez drugą osobę, lecz przez sposób, w jaki one do siebie podchodzą.
Proszę pozwolić mi zilustrować to na przytoczonym przykładzie. Odpowiedzi żony wyraźnie pokazują, że raz dwa potrafi ona temat rzeczowy potraktować jako wstęp do wytknięcia problemu w relacji, co nie jest zbyt konstruktywne, jak widać po rozmowie. Odpowiedzi męża sygnalizują, że nie jest on skłonny (albo nie jest w stanie) zająć się tymi dwoma zupełnie różnymi złożonymi tematami jednocześnie, a już zupełnie nie, jeśli niezwłocznie zostanie zepchnięty do roli oskarżonego.
Należy zadać takie pytanie: Dlaczego kobieta miesza te dwa tematy? Jakiej korzyści oczekuje od ich przeplatania? Przypuszczam, że w ogóle się nad tym nie zastanawia - po prostu tak robi. Pragnienie przedyskutowania do końca tematów dotyczących relacji pomiędzy płciami przez „pas transmisyjny" tematów rzeczowych rokuje niewielkie nadzieje na powodzenie! Mężczyźni czują się podenerwowani tak dużym brakiem rzeczowości, kobiety nie czują się traktowane poważnie w swojej - według własnego przekonania krystalicznie czystej i przejrzystej - informacji na temat relacji.
Co byłoby rozwiązaniem? Jeśli mężczyzna zadałby sobie pytanie: „Jaki problem w naszej relacji kryje się za tym rzeczowym pytaniem?", to mógłby o to od razu bezpośrednio zapytać partnerkę: „Mam wrażenie, jakbyś oczekiwała ode mnie więcej kreatywności w kwestii domu i ogrodu. Czy czujesz się w tym za bardzo zostawiona samej sobie?". Na to kobieta mogłaby - rzeczowo! - odpowiedzieć: „Tak, dokładnie o to chodzi!" albo: „Nie, nie mam takiego poczucia". W tym przypadku byłaby zmuszona do konkretnego sformułowania problemu, co byłoby ze wszech miar korzystne dla dalszego przebiegu rozmowy: „Wiesz, chodzi mi o to, że...".
Jeśli natomiast kobieta zadałaby sobie samej pytanie: „Jaki problem w naszej relacji łączę z tym rzeczowym pytaniem?", to mogłaby z góry jasno oddzielić te tematy i np. powiedzieć: „Rozumiem, że ogród ci się podoba, ale byłoby mi miło, gdybyś uszanował moją potrzebę i mimo to pomógł mi w tych czy innych zmianach!". Na to on mógłby spokojnie odpowiedzieć: „Przekonałaś mnie! Pomogę ci, ale proszę, nie oczekuj ode mnie zbyt wiele!".
Wykorzystywanie werbalnej przewagi w dziedzinie emocji
Jak wielokrotnie stwierdziliśmy, kobiety są najczęściej o wiele sprawniejsze językowo, jeśli idzie o uczucia, ponieważ ewidentnie mają mniej trudności z ich uświadomieniem sobie i ubraniem w formy językowe. Jeśli używają one swojej zręczności słownej do tego, by coś wmówić bądź wybić z głowy mężczyźnie, wykpić go albo zapędzić w kozi róg, to mężczyznę ogarnia przy tym coraz bardziej nieprzyjemne uczucie („Nie dam sobie z nią rady!"). Tym bardziej ma to miejsce, gdy ona upokarza go raniącymi ocenami („Z niczym sobie nie radzisz, popatrz na swojego brata - jemu wszystko idzie jak z płatka").
Jeśli kobieta wykorzystuje swoją zręczność słowną, to nieuchronnie wytwarza w mężczyźnie poczucie bycia słabszym lub bezbronnym. Czuje się zagrożony. Na to reaguje mózg - niezależnie, czy chodzi o fizyczne czy psychiczne poczucie zagrożenia - niezmiennym, utrwalonym programem alarmowym, tzw. reakcją na stres, która obejmuje całe ciało. Reakcja na stres zna dwie alternatywy: albo walkę (agresywność, atak werbalny albo fizyczny - rękoczyny), albo ucieczkę (odejście, milczenie, wycofanie emocjonalne itd.).
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.74
Liczba głosów:
35
Komentarze użytkowników (17)
Dodaj komentarzAle na początku - faktycznie trzeba się z tym facetem dogadać... Ich rzeczowość i prostota komunikatów mogą w tym pomóc. A wiedza o nich pomoże wrażliwszym kobietom uniknąć wielu cierpień, i trochę inaczej patrzeć na bycie w związku z tą akurat osobą.
Co do samotności - wielokrotnie w "Urzekającej" podkreślany jest wątek Romansu. I to jest jakaś odpowiedź na głębokie kobiece tęsknoty. Osobiście nie jestem zdania, że wszystkie nasze głody emocjonalne i pragnienie powinna/ może zaspokajać druga osoba w związku. Ale nie wiem, jak to w praktyce wygląda.
Cenne są uwagi autorki artykułu o męskiej wrażliwośći, męskim ego - że łatwo ich urazić, że nie wycofują się np. z głupty czy tchórzostwa czy złej woli, ale dlatego, że czują się niepewnie. Kobiety same najlepiej wiedzą, co to znaczy... I ta opinia, że kobietom brakuje empatii w rozmowach z facetami (a przecież mają być bardziej uczuciowe). I druga - pocieszająca - iż, w zasadzie faceci akceptują kobiety, z którymi są. "Kobiety niech będą, jakie chcą, byle by były" - powiedział ktoś. Jeśli nie oznacza to, że nieczego od nich nie wymagają, to całkiem dobrze rokuje to chyba dla zwiąków:)
No bynajmniej ja nie potrafię :-)
Logowanie
Niektórzy to mają zawsze...
Małe - mniejsze -...
21.05.2012 14:43
1
5
Małe - mniejsze -...
20.05.2012 23:06
1
4.7
Kosaciec
Wiosna
19.05.2012 21:53
3
4.7
... schodząc z...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:17
3
4.69
***
Galeryjka wiosenna
18.05.2012 09:55
4.63
... zasypiając pod...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:14
4.58






