Z kart historii: Uśmiech fortuny na Okurayamie

Bez wątpienia był to wielki dzień polskiego narciarstwa klasycznego. Reprezentant biało-czerwonych odniósł najbardziej zaskakujące zwycięstwo w historii rodzimego sportu. 11 lutego 1972 roku złoty medal igrzysk olimpijskich w Sapporo zdobył Wojciech Fortuna.


Niewiele brakowało, a skoczek nie poleciałby do Japonii. Słabe występy we wcześniejszych sezonach postawiły pod wielkim znakiem zapytania udział Fortuny w igrzyskach, dobra forma przyszła dosłownie w ostatnim momencie, a za zawodnikiem wstawił się trener kadry Janusz Fortecki. To był pierwszy uśmiech - nomen omen - fortuny.

Kolejne przyszły już w Sapporo. Dobry występ na skoczni normalnej i wysokie szóste miejsce pokazały, że decyzja o wysłaniu zawodnika była słuszna. Jednak to, co wydarzyło się na skoczni Okurayama 11 lutego przeszło wszelkie wyobrażenia.

Gospodarze szykowali się do świętowania drugiego złotego medalu będącego w wyśmienitej formie Yukio Kasayi. Nastrój popsuły im skoki Polaka. Właściwie to jeden skok - ten pierwszy. Fortuna idealnie trafił w próg i mocno wybił się w powietrze. Szczęście ponownie spojrzało łaskawym okiem na skoczka, zsyłając pod narty wiatr, który zaniósł go aż na 111 metr.

Skok był zaledwie 2 metry krótszy od rekordu obiektu. Sędziowie po skoku Fortuny przerwali na krótko konkurs. Arbitrzy z Niemiec i Czechosłowacji, których zawodnicy spisali się słabo, domagali się obniżenia rozbiegu i pierwszej serii. Jednak pozostali sprzeciwili się. Zadecydował głos sędziego z Japonii, pana Fumio Asaki, który był za przekonany, że Kasaya przeskoczy Fortunę. Do Polaka szczęście uśmiechnęło się po raz kolejny. Japończyk uzyskał zaledwie 106 metrów.

Druga seria była wielką wojną nerwów, którą przegrali... wszyscy. Przy obniżonym rozbiegu słabo skoczył Fortuna (87,5 metra), ale najwięksi rywale również nie wytrzymali obciążenia. Najbliżej zdystansowania Polaka był  Walter Steiner ze Szwajcarii, któremu zabrakło zaledwie 0,1 punktu. Który to już szczęśliwy zbieg okoliczności w tej historii? Ponad trzydzieści lat później historia zatoczyła jednak koło, lecz tym razem to Szwajcar Simon Ammann pozbawił polskiego skoczka Adama Małysza złotych medali...

Fortuna został pierwszym polskim złotym medalistą zimowych igrzysk. W jednej chwili stał się bohaterem w Polsce. Przytłoczony sławą skoczek nie zdołał powtórzyć sukcesu i jego kariera sportowa uległa szybko załamaniu. W kolejnych latach, zapomniany przez kibiców i działaczy, nie zawsze radził sobie z trudami życia. Pracował jako taksówkarz w Zakopanem, handlował walutą jako cinkciarz, wreszcie wyjechał do Stanów Zjednoczonych by zostać malarzem pokojowym. W kraju jego złoty medal powoli obrastał legendą, ale działo się to jakby w oderwaniu od postaci bohatera olimpijskiego konkursu. Kibice, dziennikarze i działacze przypomnieli sobie o Fortunie dopiero na fali sukcesów Małysza.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook