Z kart historii: Dramat polskiego skoczka

Niedawny upadek Adama Małysza kolejny raz przypomniał jak niebezpiecznym sportem bywają skoki narciarskie. Mistrzowi z Wisły nic się nie stało, a i ofiary groźnych wypadków w ostatnich latach - jak Simon Ammann, Jan Mazoch czy Walerij Kobieliew - potrafiły wrócić do zdrowia. Podobnego szczęścia nie miał 28 stycznia 1960 roku Zdzisław Hryniewiecki.

 

To historia bez happy endu, opowieść o skoczku, którego talent eksplodował nagle, budząc nadzieje na wielkie sukcesy, lecz ślepy los pozbawił marzeń w jednej chwili, zamieniając życie w pasmo cierpienia...

Zdzisław Hryniewicki urodził się we Lwowie, dokładnie rok przed wybuchem II wojny światowej. Po jej zakończeniu rodzina Hryniewickich musiała opuścić rodzinne miasto i trafiła do Bielska-Białej. Tam młody Zdzisław rozpoczął treningi narciarskie, a wkrótce zdecydował się uprawiać skoki.

Talent skoczka rozbłysnął w 1959 roku i było to "wejście smoka". Zdobył tytuł mistrza Polski pokonując najlepszych zawodników, zwyciężył w konkursie rozegranym podczas Memoriału Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny.

W roku następnym walczył już jak równy ze światową czołówką dyscypliny. Wygrał zawody w Klingenthal i Oberwiesenthal. Pokonał najlepszego z najlepszych - reprezentanta NRD, Helmuta Recknagela. Był murowanym kandydatem do medalu podczas igrzysk olimpijskich, które w 1960 roku miały odbyć się w amerykańskim Squaw Valley.

Tragedia wydarzyła się kilka dni przed wylotem do USA. Hryniewicki przebywał na zgrupowaniu reprezentacji w Wiśle. Mimo nie najlepszych warunków, oblodzonych torów i zeskoku wiślańskiej skoczni, trener kadry Władysław Kozdruń nakazał przeprowadzić trening. Podczas drugiej serii skoków Hryniewicki zbyt wcześnie się odbił, zrobił salto w powietrzu i runął plecami i karkiem na lodowy zeskok. Przytomności nie stracił, wiedział że jest całkowicie sparaliżowany. Złamał kręgosłup i trzon kręgu szyjnego...

Po długim leczeniu i rehabilitacji lekarzom udało się nauczyć skoczka siedzieć. W tym czasie Hryniewicki poznał przyszłą żonę, pielęgniarkę Wandę Góralską. Wydawało się, że skoczek pogodził się z kalectwem, tak się jednak nie stało. Po pięciu latach małżeństwo się rozpadło, za to pojawił się alkohol,a wraz z nim kłopoty finansowe. Zapomniany przez świat Hryniewicki sprzedał sportowe pamiątki. Popadł w depresję, z każdym dniem uchodziła z niego wola życia. Wyniszczany apatią, bezruchem, złym odżywianiem i alkoholem organizm odmówił wreszcie posłuszeństwa. Skoczek zmarł 17 listopada 1981 roku, w wieku 43 lat.

Historia Hryniewickiego pokazuje, jak ryzykownym sportem są skoki narciarskie i jak wiele trzeba odwagi, by usiąść na belce startowej, odbić się i ruszyć w dół. Pamiętajmy o tym, gdy zdarza się nam z lekceważeniem wypowiadać o słabych wynikach polskich zawodników.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?