Żegnaj RPA! Żegnaj Leo!

Żegnaj RPA! Żegnaj Leo!
Leo Beenhakker (fot. PAP / Andrzej Grygiel)
Piotr Rapciak

Polscy piłkarze nie pojadą na drugą wycieczkę do Republiki Południowej Afryki. Pierwsza w czerwcu tego roku zakończyła się fatalnym występem przeciwko gospodarzom przyszłorocznych MŚ (0:1) i reprezentacji Iraku (1:1). Druga, w czerwcu 2010,  nie dojdzie do skutku z powodu braku umiejętności rodzimych „grajków” i odbiegającej od realiów myśli szkoleniowej holenderskiego trenera.

 

W tym miejscu miało być omówienie meczu Słowenia – Polska, który mógł dać rodakom złudzenie szansy na awans do finałów piłkarskich Mistrzostw Świata. Złudzenie prysło już w 13 min. spotkania w Mariborze, kiedy Zlatko Dedić posłał piłkę pod kładącym się na placu gry Arturem Borucem. Boruc położył się, bo nie miał innego wyjścia, koledzy, którzy mieli nie dopuszczać Słoweńców do jego świątyni, zawiedli.

Później Boruc nie kładł się tak często, bo i Słoweńcy nie szarżowali. Niestety, nie szarżowali i biało – czerwoni. Pierwszy strzał nasi reprezentanci na bramkę rywali oddali w 69 minucie!!! Już więcej o tym spotkaniu nie warto pisać, bo wspominanie bramek straconych, może wywołać jeszcze większą frustrację. A nie o to chodzi. Chodzi o to, by wreszcie zrozumieć, dlaczego w 40-milionowym kraju nie można znaleźć 15 – 20 dobrych piłkarzy, skoro ponoć piłka nożna to najpopularniejszy tu sport. Może szwankuje wyszukiwanie.

Jakoś tak to bywa, że co pojawi się kolejny zbawiciel polskiego futbolu, to jego wizja sprawdza się w pierwszych kilkunastu miesiącach. Tak było z Beenhakkerem, tak było z Janasem, tak było z Engelem. Między 1986 a 2002 rokiem nie istnieliśmy na piłkarskiej mapie. Przegrywaliśmy eliminacje za eliminacjami. Nagle zdarzył się cud.

Engel wygrał eliminacje do Mistrzostw Świata. I tyle. W finałach Polacy wygrali tylko z USA, grając w tym meczu pięcioma rezerwowymi.

Paweł Janas wprowadził Polskę na MŚ w Niemczech. W finałach znowu jedno zwycięstwo nad Kostaryką.

Zbawieniem miał być Beenhakker. I był, ale krótko.

Holenderski selekcjoner nie uwierzył, że polscy piłkarze są tacy słabi, jak się o nich pisze (przynajmniej czasami, innym razem wini się trenerów). Obiecywał reanimację kadry i rozwój zawodników. Szkoda, że nie dał szansy młodym, bo ci starsi kadrowicze na rozwój byli już chyba za starzy. O ile udało się w eliminacjach Mistrzostw Europy w 2008, o tyle w eliminacjach Mistrzostw Świata 2010 nie wychodziło nic. Przepraszam! Oprócz meczu z San Marino. Uniesieni ambicją Polacy strzelili aż 10 goli fryzjerom i sklepikarzom z republiki liczącej tylu mieszkańców co podkrakowskie Myślenice. Obiecanki trenera to jedno, ale obiecywali także piłkarze. Albo niby piłkarze. Bo trudno tu przyrównywać polskich zawodników, do tych występujących w Realu, Chelsea, Barcelonie, Manchesterze czy Milanie.

Perełką polskiej piłki  jest Kuba Błaszczykowski, perełką mógł być Ebi Smolarek. Pewnie dojrzałą perłą jest Ludovic Obraniak, którego zmienia się w trakcie decydujących o życiu naszej kadry spotkań. No i skandalizujący Artur Boruc. Reszta to rzesza przeciętniaków, którzy oprócz polskiej ligi nigdzie indziej świata nie podbili. Dlaczego Leo oparł się na takich grajkach? Ma jeszcze miesiąc na odpowiedź. Za miesiąc już go tu nie będzie. Dramatyczny prezes, wraz z dramatycznymi działaczami wybiorą nowego coacha. Już może przerażać myśl, iż będzie nim ponoć faworyt, Stefan Majewski, który ostatnio niemal spuścił Cracovię do I ligi. Wtedy dopiero zapytamy dokąd zmierzasz polska kadro?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Żegnaj RPA! Żegnaj Leo!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.