Pedofilia to problem nie tylko biskupów i księży

Tomasz Krzyżak
(fot. EpiskopatNews / flickr.com)

Ktoś powie, że winę za ten kryzys ponoszą biskupi, bo to oni przez lata ukrywali problem, a i dziś niektórzy podchodzą do tematu z wyraźną niechęcią i twierdzą, że ujawnianie przypadków pedofilii to atak na Kościół. W dużej części będzie miał rację, ale czy oznacza to, że jako osoba wierząca mam wsadzić ręce do kieszeni i udawać, że nic się nie stało?

 

Od kilku miesięcy - właściwie bez przerwy - temat pedofilii w Kościele jest jednym z ważniejszych w debacie publicznej. O problemie rozmawia się nie tylko na forum publicznym, ale pojawia się on także w rozmowach prywatnych w domach, sklepach, przystankach autobusowych. Po filmie braci Sekielskich oraz liście prezydium Konferencji Episkopatu Polski, który czytano w kościołach pod koniec maja dyskusje te stały się bardzo emocjonalne i właściwie każdy ma jakieś oczekiwania. Trudno się temu dziwić. O krzywdzie nieletnich nie da się mówić bez emocji, nie można zaprzestać poszukiwania winnych, wolno oczekiwać od Kościoła, by zajął się tematem z całą powagą i zrobił wszystko, by do molestowania nie dochodziło w przyszłości, itp.

 

W dyskusji o tym problemie popełniamy jednak bardzo duży błąd. Mówiąc "Kościół" nasze oczy i myśli zawsze wędrują w kierunku biskupów i księży. Tymczasem Kościół to nie tylko duchowni, ale przede wszystkim wierni świeccy. Wszyscy mamy problem. Wszyscy znajdujemy się w kryzysie. I wszyscy musimy zadawać sobie pytanie co zrobić, by z tego kryzysu wyjść. Ktoś powie, że winę za ten kryzys ponoszą biskupi, bo to oni przez lata ukrywali problem, a i dziś niektórzy podchodzą do tematu z wyraźną niechęcią i twierdzą, że ujawnianie przypadków pedofilii to atak na Kościół. W dużej części będzie miał rację, ale czy oznacza to, że jako osoba wierząca mam wsadzić ręce do kieszeni i udawać, że nic się nie stało? Odpowiedzialność za wspólnotę każe podjąć jakieś działanie. Oczywiście ja nie jestem od tworzenia dokumentów, ustalania norm i procedur - to domena biskupów. Ale mam wiele innych możliwości, by o moją wspólnotę zadbać i jej pomóc.

 

Na początku swojego pontyfikatu - pod koniec 2013 roku - papież Franciszek opublikował adhortację apostolską "Evangelii gaudium". Ten kapitalny dokument szybko okrzyknięto programem papieża. W tej adhortacji Franciszek zapisał cztery zasady, którymi powinniśmy kierować się w życiu politycznym i społecznym. I w mojej opinii owe zasady da się zastosować dziś, gdy mierzymy się z kryzysem pedofilii.

 

"Czas przewyższa przestrzeń" - to pierwsza zasada Franciszka. Papież zwraca uwagę na to, że mamy obsesję na punkcie natychmiastowych rezultatów. Inicjujemy jakiś proces i jego owoców oczekujemy jutro, najdalej za tydzień. Dobrze widać to właśnie w debacie o pedofilii. Oczekujemy natychmiastowych efektów. Po filmie Sekielskich żądaliśmy błyskawicznego wyciągania konsekwencji wobec ukazanych w nim sprawców molestowania, pojawiły się głosy wzywające biskupów do dymisji. Emocje sięgnęły zenitu, gdy okazało się, że do Polski przyjedzie abp Charles Scicluna, który od lat zajmuje się walką z pedofilią w Kościele. Dziś w niektórych kręgach daje się słyszeć jęk zawodu. Bo nic właściwie się nie stało. Nie ma żadnej spektakularnej dymisji, itp. Umyka nam jednak fakt, że pewne procesy zostały zapoczątkowane i potrzebny jest czas, by przyniosły efekt. Ten czas potrzebny jest przede wszystkim do zmiany mentalności biskupów, księży, zakonników, świeckich. Nic nie dokona się natychmiast jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ja jako dziennikarz mogę poprzez dostępne mi media prowadzić działalność kontrolną, wskazywać błędy i krytykować, ale muszę prowadzić też działalność prewencyjną i edukacyjną. To dzięki mojej pracy ludzie mają szansę dowiedzieć się o istniejących w Kościele procedurach, to ja mogę pisać o tym gdzie skrzywdzeni mogą szukać pomocy, itp. Jeśli będę milczał - wszystko będzie po staremu.

 

Ale podobną - jeśli nie ważniejszą rolę - mają do wypełnienia nauczyciele, pedagodzy, psycholodzy, terapeuci. Jedni poprzez działalność edukacyjną w szkole, inni poprzez zaangażowanie się w tworzenie i prowadzenie grup wsparcia dla pokrzywdzonych przy parafiach lub w różnego rodzaju fundacjach, dyżury w telefonach zaufania - np. bardzo cennej inicjatywie "Zranieni w Kościele", która działa od marca. Nic nie stoi na przeszkodzie, by akcje edukacyjne organizować w parafiach, wspólnotach, itp. Oczywiście trzeba do tego przekonać proboszczów, dziekanów, biskupów. Niektórzy podejdą do tego z entuzjazmem, inni będą mieli opory. Jest jednak wielu duszpasterzy, którzy docenią zaangażowanie się świeckich.

 

Tu kłania się inna zasada sformułowana przez Franciszka: "Jedność przewyższa nad konfliktem". Niektórzy udają, że nic się nie dzieje i umywają ręce. Inni wchodzą w konflikt i stają się jego zakładnikami. Ale inni widzą, że coś się dzieje, dokonują diagnozy, szukają dróg wyjścia i z konfliktu starają się wyprowadzać dobro. Diagnozy nie da się postawić bez przełamania oporów, dróg wyjścia nie da się znaleźć bez pomocy ludzi kompetentnych. Trzeba ich wyszukiwać, namawiać do działania i po prostu działać. Nie narzekać tylko na zło w Kościele lecz szukać sojuszników i to zło zwalczać. Jak? Na przykład prostym zwróceniem uwagi drugiemu człowiekowi na jego niestosowne zachowanie. Milczeniem przywalamy przecież na zło.

 

Ale "rzeczywistość jest ważniejsza od idei". To trzecia zasada Franciszka. W temacie pedofilii nie zrobimy nic jeśli nie będziemy uwzględniać otaczającej nas rzeczywistości. Idee - nawet te najpiękniejsze - pozostaną jedynie ideami jeśli nie uwzględnimy zewnętrznych okoliczności. "Na różne sposoby manipuluje się prawdą, podobnie jak gimnastykę zastępuje się kosmetyką" - pisze papież. I trudno nie przyznać mu racji. Cóż nam bowiem po procedurze jak nikt jej nie zna, nikt jej nie rozumie? Cóż nam po idei jeśli dalej będziemy udawać, że wszystko jest w porządku? Potrzebna jest zatem odwaga do tego, by mówić, że nie jest. Powie ktoś, że brakuje mu śmiałości, że nie ma kompetencji, by pomóc skrzywdzonym. Ale pomóc można udostępniając nieodpłatnie lokal tym, którzy chcą terapię uruchomić. Zawieźć kogoś na taką terapię, wesprzeć finansowo. 

 

I wreszcie: "całość przewyższa część". Jeśli rzeczywiście zależy nam na tym, by dzieci i młodzież były lepiej chronione nie możemy zamykać się tylko we własnym środowisku. Trzeba nam otwarcia na innych, także inaczej myślących, również tych, którzy są poza Kościołem. Oni też mogą mieć pomysły na to jak uporać się z kryzysem, który przecież dotyczy całego społeczeństwa. Wysłuchanie ich i skorzystanie z ich propozycji może przynieść pożytek.

 

Czas chyba byśmy wszyscy wzięli współodpowiedzialność za naszą wspólnotę. Prawdziwy Kościół to przecież my. I każdy z nas ma w Kościele do odegrania swoją rolę. Nie może się ona ograniczać tylko do odbierania "usługi religijnej".  

 

Tomasz Krzyżak - autor jest dziennikarzem, kierownikiem działu krajowego "Rzeczpospolitej". W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.5

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MR 08:39:58 | 2019-06-26
Pedofilia to część jednego z największych problemów współczesnego świata - ogólnego zdziczenia seksualnego. To pokłosie "rewolucji obyczajowej" połowy lat sześćdziesiątych, tej najwiekszej zapaści kulturowej XX wieku.

Oceń 15 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Sebastian93 18:50:26 | 2019-06-25
Bzdury. Nie ma czegoś takiego w naszej cywilizacji jak odpowiedzialność zbiorowa. To problem przede wszystkim sprawców!!

Oceń 20 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~strzelec514 11:49:28 | 2019-06-25
Swojej żonie powiedziałem, że gdybym ją zdradził, to przybiegłbym najkrótszą drogą, by jej o tym powiedzieć. Wiecie dlaczego? Bo nie zniosłbym myśli, że osobę którą kocham i która mnie kocha, tak bardzo zraniłem. Myśli ktoś, że nie było stosownych sytuacji? Były, z racji pracy w mieszanym towarzystwie, dysponowaniu pomieszczeniem i licznych wyjazdach, i kusicielkach, które nie miały żadnych hamulców, albo i swoje życie już zrujnowały. Przeżyliśmy z sobą wiele lat i kochamy się tak samo, a może jeszcze dojżalej - bo wiemy, jak jesteśmy dla siebie niezastąpieni. Za swoje dzieci, wnuki, nie wahałbym się oddać życia, gdyby zaszła taka konieczność - byle tylko ocalić Rodzinę. Dawno temu, z ambony słyszałem o powinnościach wobec swoich najbliższych, czyli rodziców i dzieci, jakie zachowania są godne, a jakie niegodne. O tym, że swoich synów należy wychowywać w karności.
Teraz pytanie: czy ksieża i biskupi kochają kogoś taką miłością? Jak można ukrywać problem, gdy dzieje się zło? Czy słychać teraz o grzechach cudzych? Jeżeli ukrywasz zło to masz większy grzech od tego, którego może przerosła jego rola. Spowiadacie sie? Naprawdę współczuję uczciwym księżom, młodym księzom i klerykom, na ktorych teraz spoczywa kpiący wzrok, ludzi czesto mających zabazgrane sumienia. Jeżeli słychać o tym rozmowy w miejscach publicznych, to raczej ze strony tych, co z Kościołem niewiele mają wspólnego.
Nie doczytałem w tekscie, o roli rodziców w chronieniu swoich dzieci i wnuków. W kulturach, gdzie seniorzy mają w rodzinach godne miejsce - dzieci są bezpieczne, a dewiacje są zjawiskiem marginalnym, i skrzętnie ukrywanym.  W kulturach gdzie brak autorytetów, preferuje się  rozproszenie rodziny na rzecz fachowych usług - drapieżnikom żyje się łatwiej.

Oceń 18 3 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?