Ocieplenie klimatu konsekwencją grzechu pierworodnego?

Magdalena Jóźwik
(fot. Episkopat News / flickr.com)

Czekanie na "nowe niebo i nową ziemię" nie może jednocześnie oznaczać braku zainteresowania i troski wobec tej ziemi, danej w tym czasie dla całej ludzkości.

 

W dniach od 3 do 14 grudnia w Katowicach organizowana jest kolejna Konferencja Organizacji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. Na krótko przed nią abp Wiktor Skworc zwrócił się do wiernych archidiecezji katowickiej, by szczególnie wspierali to wydarzeniem modlitwą, a mieszkańców Katowic zachęcił do okazywania chrześcijańskiej gościnności. Dlaczego właściwie jako katowicki Kościół interesujemy się szczytem klimatycznym? Czy katolicy w Polsce powinni śledzić przebieg COP24, czy ma ono cokolwiek wspólnego z codziennością naszej wiary?

 

Jest przynajmniej kilka powodów, dla których wydarzenie, jakim jest szczyt klimatyczny, pozostaje w żywym zainteresowaniu Kościoła.

 

Po pierwsze od czasu Soboru Watykańskiego II Kościół na nowo zdefiniował swoją relację do świata, społeczności ludzkiej w wymiarze zarówno politycznym, jak i ekonomicznym. Uznając z jednej strony jej autonomię, ale też mając świadomość, że we wszystkie obszary ludzkiej działalności powinna zostać zaniesiona Ewangelia. To, czy stosunki społeczne zostaną zorganizowane zgodnie z wymogami Ewangelii, to już kwestia wyboru sumienia tych, którzy je układają, ale że obowiązkiem chrześcijan jest głoszenie Dobrej Nowiny, to druga strona tego medalu. Ewidentnie szczyt klimatyczny to wydarzenie poświęcone trosce o klimat, o to, jak nasza ludzka działalność wpływa na świat, środowisko, w którym żyjemy, jednak jednocześnie podstawą dla tych refleksji jest pytanie o to, na co my, ludzie XXI wieku, możemy sobie pozwolić w stosunku do świata, w którym żyjemy. A to pytanie staje się już kwestią bardziej teologiczną, bo przecież zmiany w środowisku naszego życia są efektem konkretnych działalności człowieka, ale też jego postawy, refleksji w sumieniu lub jej braku. Ostatecznie kluczowe staje się w tym miejscu pytanie o to, jak ma wyglądać nasze, ludzkie "czyńcie sobie ziemię poddaną".

 

Po drugie pontyfikat papieża Franciszka staje się dla katolików nieustannym przypominaniem, że patrzenie w przyszłość, czekanie na "nowe niebo i nową ziemię" nie może jednocześnie oznaczać braku zainteresowania i troski wobec tej ziemi, danej w tym czasie dla całej ludzkości. Już od homilii inaugurującej pontyfikat papież Franciszek, przywołując postać św. Józefa, zwraca uwagę na konieczność postawy opieki, służby wobec stworzenia, które Bóg powierzył człowiekowi, by nad nim panował, co znaczy troszczył się o nie. I właśnie teologia stworzenia, spojrzenie na świat jako na dzieło Boże, które ludzie dostali w zarządzanie, a nie dla wyzysku, jest jedną z tych prawd koniecznych do nieustannego przypominania. Ponieważ Boże dzieło stworzenia nie ogranicza się tylko do jakiejś dalekiej przeszłości, powszechnie kojarzonej z jakimś jednorazowym aktem, po czym wydaje się, jakby Bóg przestał być Stworzycielem, bo przecież wszystko już jest na świecie. Bóg jako Stwórca, choć możemy o tym zapominać, ciągle podtrzymuje wszystko w istnieniu, świat i my na nim jesteśmy tylko dlatego, że Bóg tego chce! Chrześcijanie przejmują się stworzeniem właśnie ze względu na tę świadomość - choć jako ludzie możemy dysponować dziełem Boga, to nie jesteśmy jego właścicielami.

 

Z tym, co powyżej, wiąże się kolejna kwestia, czyli pytanie, jak dalekowzroczny bądź krótkowzroczny jest człowiek XXI wieku? Kwestia klimatu to oczywiście sprawa przyspieszonego ocieplenia globalnego wynikającego z działalności człowieka. Ale z drugiej strony oprócz wzrostu temperatury na Ziemi, negatywnym skutkiem jest także coraz większe zanieczyszczenie środowiska. Chodzi więc o spojrzenie szerokie, geograficznie obejmujące jak najszerszy obszar, ale też o dalekowzroczność ku przyszłości kolejnych pokoleń. Inaczej mówiąc, na ile potrafimy popatrzeć na świat, ludzi na nim żyjących dalej niż tylko ograniczając się do swojej rodziny, znajomych, miasta, kraju? Przecież byśmy mogli cieszyć się różnymi produktami, które być może codziennie są w naszych sklepach, ktoś musi je produkować w warunkach niekoniecznie sprzyjających jego zdrowiu albo wdychać opary z fabryk. W skrajnych wypadkach od tego, w jakim miejscu na świecie dany człowiek żyje, jakim oddycha powietrzem, różnica w długości życia wynosi nawet kilkanaście lat! Zainteresowanie Kościoła kwestiami klimatu, ekologii jest w głównej mierze podyktowane elementarną miłością do drugiego, tego żyjącego dziś, może wiele kilometrów od nas, ale też tego, który dostanie od nas w "spadku" właśnie tak zepsuty albo tak zadbany świat - nasz wspólny dom. A o tym, jaki wpływ na zdrowie człowieka lub jego brak ma zanieczyszczenie środowiska, chyba nikomu nie trzeba przypominać.

 

I wreszcie, przypominając sobie opowiadanie o grzechu pierworodnym, można zauważyć tę przykrą prawidłowość, że w wyniku grzechu człowieka pierwotna harmonia świata stworzonego przez Boga zostaje zakłócona. Inaczej mówiąc, modląc się w sprawie szczytu klimatycznego tak naprawdę modlimy się o nawrócenie nas wszystkich od konsumpcji do umiaru, od chciwości do hojności, od wyzysku do miłości.

 

 

Magdalena Jóźwik - doktor teologii dogmatycznej, od ponad roku pracuje w Archidiecezjalnym Centrum Formacji Pastoralnej oraz współtworzy Szkołę Katechetów Parafialnych w Katowicach. Wcześniej przez 5 lat pracowała w sekretariacie II Synodu Archidiecezji Katowickiej

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.11

Liczba głosów:

258

 

 

Komentarze użytkowników (10)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

CzarnySzymon 08:47:54 | 2018-12-07
Jeszcze trochę, a trzeba będzie się spowiadać z jeżdżenia dieslem.

Oceń 19 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

wiktorkowal 10:14:19 | 2018-12-06
Rozumiem, że ochłodzenia, a w szczególności okresy zlodowaceń będziemy teraz rozpatrywać w kategoriach miłośierdzia.

Oceń 30 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

BUKA 22:42:11 | 2018-12-05
strasznie skąplikowany wielopoziomowy tekst teologiczny, widać że autorka zna się na swojej dziedzinie:)
postaram się pomóc swoją małą podpowiedzią dla innych: ocieplenie to skutek grzechu, tak jak nasz pociąg do zła. Czcłowiekowi łatwiej jest czynić zło niż dobro - tego się nie da zmienić - to skutek grzechu. Podobnie jest z ociepleniem. Pozostaje się przyzwyczaić, ale zawsze warto pamiętać o imigrantach z Afryki, przyjmować ich bo tam sie już żyć nie da, za gorąco.

Oceń 24 94 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 22:27:01 | 2018-12-05
Jest jeszcze jeden aspekt grzechu pierworodnego o którym autorka nie wspomniała. To kłamstwo, jak powiedział wąż: "na pewno nie umrzecie!". Współcześnie są to fake news, fałszywki udające prawdziwe informacje, mity czy mydlenie oczu. Np. jest rozpowszechniany mit, że jeden aktywny wulkan emituje emituje tyle CO2 co cały przemysł na świecie. To współczesna wersja słów węża: "na pewno nie umrzecie!".  Ale nie popełniajmy ponownie błędu pierwszych ludzi, nie słuchajmy węża. Słuchajmy tego, co nam Bóg ofiarował, czyli rozumu. Bóg nam dał potężne narzędzia którymi możemy zniszczyć świat, ale także Bóg dał nam narzędzia, którymi możemy się przed tym uchronić. Wybór należy do nas.

Oceń 14 126 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Zbych 10:52:36 | 2018-12-05
Jeden aktywny wulkan w ciągu roku może emitować tyle dwutlenku węgla, co przemysł całego świata w takim samym czasie. Poza tym transport emituje najbardziej szkodliwe substancje spalając produkty pochodne ropy naftowej.

Oceń 72 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook