Publiczne karmienie, niepubliczne piersi

Natalia Białobrzeska
(fot. shutterstock.com)

Jestem mamą. Karmię swoją córkę piersią, bo tak jak papież Franciszek uważam, że to najlepszy pokarm, jaki mogę jej dać. Karmię w miejscach publicznych, bo tak jak Franciszek jestem przekonana, że odpowiadając na potrzeby małego człowieka, nie mam się czego wstydzić.

 

Tak jak papież Franciszek wspieram modlitwą mamy, które dają własny pokarm i te, które nie mogą tego robić, bo wiem jak trudna jest ta droga.

 

Moje pierwsze, publiczne karmienie miało miejsce w lesie. Mimo to stresowałam się spacerowiczami, płaczącym, dwutygodniowym dzieckiem, brakiem doświadczenia i faktem, że pierwszy raz moją pierś może zobaczyć ktoś, kto nie jest moim mężem lub lekarzem. Bo choć karmię, piersi nadal są intymną i erotyczną częścią mojego ciała. Nie znam kobiety, która wyzbyła się tego poczucia wraz z rozpoczęciem laktacyjnej przygody. I pewnie dlatego nie spotkałam kobiety, która karmiła ostentacyjnie, bez wyczucia i poszanowania tej intymności.

 

Publiczne karmienie to przekroczenie własnej strefy komfortu. Przestrzeń miejska czy nawet ta, która ma służyć wypoczynkowi, nie gwarantuje mamom kameralnych kątów, zaopatrzonych w wygodne fotele, poduszki lub wyciszającą muzykę, więc bywa, że nakarmienie rozdrażnionego malca wymaga akrobacji. Byłoby dużym ukłonem w stronę mam, gdyby takie miejsca organizowano. Na razie są to jedynie miłe wyjątki. Tak czy inaczej priorytetem jest głodne dziecko, a matki - jak lwice - poradzą sobie w najbardziej ekstremalnych warunkach. Trudno jednak przełknąć brak wsparcia społecznego. Nie rozumiem osób, które rzucają nieprzyjemne spojrzenia, przykre komentarze lub, o zgrozo, wypraszają karmicielki z restauracji, kościoła, urzędu, a gdyby mogły, to wyprosiłyby również z ulic naszych miast.

 

Ilekroć słyszę, że kobiecie z głodnym niemowlakiem wskazano drzwi do toalety, tylekroć gotuje się we mnie krew. Dla zniesmaczonych widokiem karmionego dziecka mam tylko jedną radę: nie patrz, po prostu. W moim odczuciu to jeden z twardszych orzechów do zgryzienia przez środowiska prorodzinne. Temat wracający jak bumerang, a działania na rzecz promocji karmienia wciąż nie dość efektywne.

 

Będąc w ciąży znajomi uprzedzali mnie, że są to ostatnie Msze Święte, w których uczestniczę wraz z Mężem. Standard to niedzielne wymienianie się dzieckiem - mówili. Śmiałam się pod nosem, myśląc sobie: nigdy w życiu! "Never say never". Jednak historie moich koleżanek wypraszanych ze Świątyni i niewybredne komentarze purytanów wzmożyły moje obawy przed ewentualnym karmieniem w "kościelnej ławce". O ile jestem pewna, że Pan Bóg nie poczułby się zgorszony, w końcu sam to tak genialnie skonstruował, o tyle nie jestem już tak pewna reakcji księdza czy kogoś kto siedziałby obok mnie.

 

Dlatego mam takie małe marzenie, by gospodarze kościołów, proboszczowie, wikariusze wzięli przykład z Ojca Świętego i otwarcie zachęcali mamy do karmienia swoich dzieci, by wyczulili wspólnotę wiernych na potrzeby najmłodszych chrześcijan. Kilka wygodnych krzeseł w nawie bocznej, ewentualnie w zakrystii, obraz z Matką Bożą karmiącą na zachętę, plakat na drzwiach wejściowych z uśmiechniętą mamą i dobre słowo z ambony, to żaden koszt, a sprawia, że Kościół namacalnie staje się Domem.

 

Natalia Białobrzeska - żona i mama, szczęśliwa kura domowa.

 

>>Karmienie piersią w metrze to problem? 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.87

Liczba głosów:

212

 

 

Komentarze użytkowników (218)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

JK 23:33:20 | 2016-08-05
Centralną kwestią kultury jest szacunek do innych ludzi; wyczucie - czy coś, co dla nas wydaje się naturalnym tudzież przyzwolonym innych nie wprawi w zażenowanie czy zakłopotanie.

Argument polegający na tym, że karmienie piersią jest czynnością piękną i naturalną (pochodzącą od Boga, etc.) i dlatego nie ma nic zdrożnego w publicznym karmieniu jest nadużyciem i sofizmatem; eg: czy jeżeli stosunek małżeński jest rzeczą piękną, naturalną, uświęconą i daną od Boga, to należy to czynić gdzie mamy ochotę? I jedno i drugie rzeczywiście jest pięknym aktem, ale aktem intymnym, nie publicznym.

Inny popularny tu argument: jeżeli w przestrzeni publicznej jest tak wiele nagości i erotyzmu to tak niewinna czynność jak karmienie nie powinna nikogo obruszać; błąd tutaj tkwi w usprawiedliwianie jednego zachowania niewłaściwego innym. Obecny świat jest zepsuty i jest to fakt, z którym nie można polemizować. Czy zatem granice moralności przesunęły się, dlatego ze wszyscy czynią źle? 

Podyskutujmy merytorycznie, bez grania na uczuciach i bez ignorancji. Szanujmy się i nie prostytuujmy naszego intelektu. 

"nasza odmowa niezgoda i upór
[...] w gruncie rzeczy była to sprawa smaku"

Oceń 10 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

wanboma 16:50:46 | 2016-08-04
Sama karmię dziecko w miejscach publicznych, ale "nie wywalam" piersi na wierzch i nie widzę, aby ktokolwiek to robił aż w taki sposób, aby miało to kogokolwiek razić. W kościele też widuję panie karmiące, które robią to tak dyskretnie, że nikomu to nie przeszkadza. Jedyne moje "wywalanie" piersi miało miejsce, gdy synek leżał w szpitalu pod czterema kroplówkami jednocześnie - musiałam wówczas nieźle się nagimnastykować, aby podać mu pierś - było jednak warto :)

Oceń 3 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Fuks Mirosław 20:28:44 | 2015-01-15
Jak się chce to wszystko można zrobić dla sprawy.Jednak potrzeba tu wzajemnego zrozumienia.Intymność obowiązuje dwie strony.To wynika z szacunku do siebie.Wszystko mi wolno.ale tylko wtedy gdy moja wolność buduje . gdy jest to odwzajemnione.Mamy sobie pomagać a nie utrudniać.Niech wszystko odbywa się w w jakimś  sensownym konsensusie.

Oceń 10 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Anka 14:02:56 | 2015-01-15
Czy ktoś mógłby mi powiedzieć co dokładnie powiedział Papież Franciszek na ten temat? Dzięki z góry!

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 10:11:46 | 2015-01-15
Posumowując, bo widze iż negujecie moje wypowiedzi.

Nikt nie zaprzecza wartości karmienia piersią noworodka.
Problem w tym, iz obecnie karmienie piersią stała sie ideologią i jak widac ważniejsze jest nawet modlitewnego uczestnictwa we Mszy sw. 
Między bajki nalezy włożyć, iz matka zajeta swoim dzieckiem faktycznie uczestniczy we Mszy sw. Owszem przyszla, spełnila swój katolicki obowiązek, ale czy o to chodzi.
Równiez widąc, iż większosc uznaje, iz są takie sytuacje, iz niemowlaka nie zabiera sie ze soba i jakos czas rozłąki (także od "cyca") da radę przeżyć i dziecko i matka. Ale do takich miejsc nie zalicza sie juz kościoła. Bo i po co, skoro jest mniej wazny od restauracji czy kina, teatru....

Bzdurą jest tez opowiadanie, iż niemowlak, czy małe dziecko sie czegoś uczy. Owszem mozna nauczyc dziecko pewnych zachowań (klękania, czy stania, złożenia rączek), ale taka nauka jest bezsensowan, bo uczy sie rytuału w dodatku infantylnie go tłumacząc.
Tak, dziecko będzie umiało sie zachowąc w kościele, ale za kilka lat nie będzie juz tutaj przychodzić, bo będzie to dla niego jedynie pusty rytuał, bez żadnej treści. 
I to dziś juz widac, bo w kościołach nie ma młodych ludzi, choc zapewne jako dzieci byli prowadzani na Msze sw "dla dzieci" .

ps. te minusy przy OWMR mam nadzieję  iż dotycza mojej osoby, a nie Liturgii Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Oceń 46 19 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Tom Fox 15:05:06 | 2015-01-14
W Ameryce Lacinskiej jest rzecza bardzo normalne i naturalna karmienie piersia takze podczas Mszy i nikt sie temu nie dziwi. Bardziej niepokojaca rzecza jest kiedy dzieci rozrabiaja, biegaja, krzycza i placza przeszkadzajac innym uczestnikom liturgii. To bez watpienia trzeba poprawic, a karmienie piersia zostawic naturalnemu biegowi rzeczy i nie dziwic sie temu, nie spogladac mentorsko ma matke... Kosciol sam jest przeciez Matka.

Oceń 19 57 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~grzesznik 14:57:34 | 2015-01-14
dlatego tak się cieszę, że jestem we wspólnocie Drogi Neokatechumenalnej - tu jest wszystko spoko, dzieciaki rozrabiają (ale nie za bardzo, dorośli pilnują), matki karmią, pełno wójków i cioć... to jest Kościół-Rodzina (choć, racja, w skali mikro)!

Oceń 13 29 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~anet 11:48:50 | 2015-01-14
Dziś nonralne staje się nienormalne! A nienormalne, chore zboczenia, gorszące reklamy, filmy itp...  a "trzeba akceptować" :(

Oceń 14 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~.... 08:10:20 | 2015-01-14
Matki Polki.....

Oceń 2 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Milosc 00:30:58 | 2015-01-14
Wszystko co naturalne zostało stworzone przez Boga. Wstyd, potępienie, negacja, nieakceptacja - przez nieświadomego człowieka, który nie przypomniał sobie jeszcze Kim jest w istocie.
Historia Adama i Ewy z kuszącym w raju szatanem (symbolu odwołującego się do wolnej woli człowieka, z miłości podarowanej przez Boga), jest zobrazowaniem dwojga spraw - pełnej akceptacji dla człowieka dzięki bożej miłości oraz karykaturalnej wręcz ludzkiej "demoniczności" (wąż kusi "zjedz jabłko"? no błagam... :)). Bóg potrafi wznieść się ponad to. My też potrafimy.
Bo Bóg to Życie, Natura, Proces, Droga. Kochajmy je więc takim, jakie jest, bo wszystko jest właściwe. I nie dajmy się zwariować :)

Oceń 14 61 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook