6 rzeczy, których nauczyłam się, kiedy na rok odstawiłam alkohol

Catholic Link
(fot. shutterstock.com)

Zwróciłam się ku alkoholowi po odpowiedzi, na które to Bóg powinien był mi odpowiadać. Byłam uzależniona, a każde uzależnienie jest złe. To wszystko dotarło do mnie w nocy, równo rok temu.

 

W zasadzie, nie zamierzam już nigdy go pić alkoholu. Od dłuższego czasu zdawałam sobie sprawę, że trwałam w niezdrowym związku z alkoholem, ale nie byłam świadoma tego jak bardzo byłam od niego zależna dopóki nie zdecydowałam się tego skończyć. Odstawienie alkoholu było dla mnie nie do pomyślenia, wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że mam problem.

 

Co dawał mi alkohol? Przez kilka lat dawał mi wszystko to czego szukałam. Nie będzie to wyolbrzymienie kiedy powiem, że go kochałam. Wiem jak żałośnie to brzmi. Alkohol odbierał mi nienasycone pragnienie bycia perfekcyjną w każdym calu i dawał mi pozwolenie na chwilę relaksu. Dostarczył mi ujścia mojego niepokoju. Wydłużył i nasilił mój entuzjazm do życia, którego nie mogłam opanować. Ale to było więcej niż tylko to. Dużo czasu zajęło mi zaakceptowanie tego, że alkohol pomagał mi wypełnić bolącą pustkę, której nie chciałam słuchać.

 

Od samego początku, moje picie wyglądało "normalnie". Nie było niczego nadzwyczajnego w tym jak piłam, żadnego specyficznego otoczenia, w którym bym żyła. Ale wiem, że to jak piłam, było złe. Reszta mojego życia była w porządku, studiowałam, pracowałam, kochałam swoją wiarę.

 

Teraz jednak widzę, że zwróciłam się ku alkoholowi po odpowiedzi, na które to Bóg powinien był mi odpowiadać. Byłam uzależniona, a każde uzależnienie jest złe. To wszystko dotarło do mnie w nocy, równo rok temu. W końcu zdałam sobie sprawę, że kończę z tym. To był czas by to rzucić, nieważne jak bardzo smutna się czułam, kiedy musiałam się rozstać z alkoholem. Teraz dziękuję Bogu za ten dar. Za to, że byłam w stanie zostawić to wszystko za sobą. Nie tęsknię za tym, a “nie picie" jest moją drugą naturą.

 

Więc czego się nauczyłam i co zyskałam po roku abstynencji? Lepiej sypiam, moja skóra jest zdrowsza, mam więcej energii, jestem spokojna, nie mam kaca czy wyrzutów sumienia. To są moje korzyści płynące z abstynencji. Ale istnieją głębsze i większe rzeczy, których się nauczyłam.

 

Może ktoś z was miał to męczące uczucie, że picie nie jest zdrowe, albo czuł potrzebę zostawienia tego za sobą. Mam nadzieję, że moje doświadczenie może was zainspirować i przekonać do tego, że to jest możliwe.

 

 

1. Alkohol to droga na skróty... ale nie ta dobra

 

Najprawdopodobniej jedną z najlepszych rzeczy jakich się nauczyłam podczas tego okresu, to bycie cierpliwą. Zdałam sobie sprawę, że nadużywanie alkoholu jest leniwą drogą do zaspokajania moich pragnień. Drogą na skróty, by poczuć się lepiej ze sobą, do zabawy, do budowania przyjaźni. Dałam temu zbyt duże uznanie. Myślałam, że to uleczy mój wewnętrzny ból, wypełni moją pustkę i mi zastąpi Boga.

 

Tak jak większość dróg, które sobie upraszczamy, alkohol posiadają ukryty wpływ na nasze zdrowie i rozsądek. Nie możesz po prostu sobie upraszczać tych ważnych rzeczy w życiu.

 

Nauczyłam się nawiązywać przyjaźnie powoli i stawiać czoła problemom. Zrozumiałam, że potrzeba czasu by pracować nad sobą i dogadać się z Bogiem. Potrzeba całego życia. Nieważne ile nam to zajmie, ważne, że idziemy do przodu.

 

 

2. Ludzie zawsze mają swój punkt widzenia

 

Opinia innych ludzi była dla mnie bardzo ważna kiedy pierwszy raz zrezygnowałam. Są ludzie, którzy myślą, że po prostu potrzebuję więcej samokontroli by pić z umiarem. Niektórzy myślą, że przesadzam albo "robię z igły widły". Nauczyłam się tego, że mój nawyk nie jest ich sprawą. To było takie wyzwalające uczucie. Uczucie tego, że nie zmienię zdania innych ludzi i że wcale tego nie potrzebuję. Inni nigdy nie pogodzą się z tym co robię lub mówię.

 

To była jedna z przyczyn mojego uzależnienia, chciałam wpasować się w życie wszystkich. Jak kameleon. Teraz już wiem, że każdy ma swój punkt widzenia. Może być różny od mojego ale nie musi. To też dużo mówi o ich nawykach. Idę powolutku do przodu wraz z moją trzeźwością.

 

 

3. Nauczyłam się akceptować pomoc

 

Kiedy jesteś nałogowcem i odrzucisz swoje uzależnienie, brzmi to jak dziwny i niespotykany ląd. Nie należy go lekceważyć mimo przerażenia jakie wywołuje. Życie toczy się dalej chociaż   czujesz się w nim obcy.

 

Masz przecież jeszcze tyle do zrobienia! Jak będziesz prowadził swoje życie towarzyskie? Jak nauczysz się dobrze bawić? Kiedy spotkasz nowych ludzi na swojej drodze, czy dasz sobie radę bez wsparcia alkoholu? Czy jeszcze kiedykolwiek będziesz szczęśliwy?

 

Na wszystkie te pytania odpowiesz twierdząco, zapewniam cię. Musisz też wiedzieć, że możesz to osiągnąć samemu. W tym wszystkim chodzi o łaskę, nie o silną wolę.

 

Używanie wyłącznie swojej siły woli jest zwyczajnie wyczerpujące i nieuchronnie skutkuje porażką. Restrykcyjne życie i próba życia tylko w oparciu na prawie, dają złudne uczucie wyjścia na prostą. Musiałam poprosić zaufanych ludzi o pomoc, kiedy chciałam zrezygnować.

 

W końcu muszę przyznać, że był to całkowity dar łaski Bożej, że odbiłam się od dna i swoją miłość do alkoholu zmieniłam w nienawiść.

 

 

4. To nie kara tylko zaszczyt!

 

Zdecydowałam, że muszę zareagować na każdy z tych problemów zdrowym podejściem. Samo pozbycie się picia było niewystarczające. To nie rozwiązało wszystkich moich problemów, mimo że depresja i apatia się osłabiły. W dalszym ciągu nie rozwiązało to problemu bólu i cierpienia. Poszłam do specjalisty.

 

Zaczęłam uprawiać sport. Zwróciłam się do Boga ze sprawami, które nie dawały mi spokoju. Byłam cierpliwa w cichym cierpieniu, które wcześniej zagłuszyłabym alkoholem. Lepiej sypiałam, przestałam się nad sobą użalać. Odkryłam nowe pasje, które wniosły kreatywność i wzbogaciły moje życie o wiele bardziej niż picie do późnej nocy i poranny kac. Nie zawsze było łatwo, ale spojrzałam na swoje życie jak nowonarodzona; wyostrzyłam zmysły, czułam się naga, ale życie było wyraźne, przejrzyste, czystsze.

 

Zdałam sobie sprawę, że był to dar, by spojrzeć na wszystko jeszcze raz. Zaszczyt, by dostrzec to, co brakujące i móc to zdrowo wypełnić.

 

Nie czyni mnie to lepszej od innych; myślę, że każdy ma taką możliwość w jakimś momencie swojego życia. Ja musiałam po prostu przejść akurat przez to.

 

 

5. Trzeźwość nie może być moją wizytówką

 

Podczas mojej pierwszej, nieudanej próby trzeźwości kilka lat temu - kiedy trzymałam się tego kurczowo przez 6 miesięcy - trzeźwość stała się dużą częścią mojego życia. Wymieniłam moją “pijaczą" osobowość na “trzeźwą". Z początku brzmi fajnie, ale budowanie życia wokół abstynencji stało się moim jedynym hobby. Doprowadziło to do zapatrzenia w siebie, co stało się nudne dla ludzi dookoła i dla mnie samej. Znowu zaczęłam pić by dobrze się zabawić.

 

Ostatecznie zdałam sobie sprawę, że nie można opierać swojego życia na jednym zamiłowaniu, która bardzo cię pochłania bez względu na to czy jest dobre, czy nie. Nie powinno się budować swojej tożsamości na rzeczy, czy to na sporcie, muzyce, talencie czy pasji. Tylko w bliskiej relacji z Bogiem możemy się odnaleźć, a wraz z Nim prawdziwą wolność.

 

Nauczyłam się koncentrować na trzeźwości na tyle, by uczynić ją swoją drugą naturą, ale też na tyle by nie stała się przytłaczającym egocentryzmem.

 

 

6. Nałóg potrzebuje współczucia by móc z nim zerwać

 

Poniżej załączam video, które było dla mnie dużą pomocą. Oglądałam je zanim skończyłam z nałogiem i to ono dodało mi odwagi, by myśleć o możliwości abstynencji. Wyjaśniło też związek pomiędzy uzależnieniem i bólem. Tylko dzięki temu, że ktoś - w moim wypadku Bóg i przyjaciele - mnie wysłuchał, mogłam zastanawiać się nad porzuceniem alkoholu, który był dla mnie wparciem.

 

 

Czasami jest dla mnie trudne to, że muszę odmówić drinka. Nudne bywa też tłumaczenie, kiedy ktoś niegrzecznie pyta: dlaczego? Wywołuje to bolesne wspomnienia o dawnych błędach. Wtedy jednak odprężam się i wspieram słowami z 2 listu Św. Pawła do Koryntian:

 

Lecz [Pan] mi powiedział: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali". Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

 

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Catholic Link

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.67

Liczba głosów:

3

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

szymon.owedyk 14:19:23 | 2019-04-30
Sporo tych zalet. Ja jeszcze inne wyminiłem u siebie na blogu. A abstynencja alkoholowa z wyboru to najlepsza opcja, na którą warto sobie pozwolić :) https://jaksierozwijac.pl/co-zyskujesz-nie-pijac-alkoholu/

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook