Stawianie granic w relacjach. Jak robić to dobrze?

(fot. shutterstock,com)

Brak natychmiastowego postawienia granic, uczy agresora powtarzania zabronionych zachowań. Jeśli na samym początku nie powiemy: stop, później może znaczyć "za późno".  


Na umiejętność budowania dobrych relacji składa się wiele czynników. Jednym z podstawowych jest sztuka stawiania granic.

 

Chrześcijanie nierzadko mają na tym gruncie problem. Uważamy, często nieświadomie, że wprowadzanie kogoś w dyskomfort czy nawet mocniej - urażenie kogoś, co może mieć miejsce przy zdecydowanym postawieniu granicy, zakrawa na grzech. Tymczasem jest przeciwnie: łamanie czyichś granic jest według oceny etycznej złym zachowaniem, a postawienie granicy - stosownym upomnieniem, do którego jesteśmy zobowiązani.

 

W momencie, gdy ktoś łamie nasze granice, niemoralne byłyby dwa rodzaje zachowań. Pierwszy to agresja, czyli obrona oparta na psychicznej przemocy, która narusza godność drugiej osoby. Drugie niewłaściwe zachowanie to bierność, czyli zaniechanie obrony własnej, zgoda na traktowanie nas bez szacunku, który przecież należy się każdemu. Jak twierdzi o. Mateusz Roman Hinc OFM Cap., za agresją kryje się buta i lęk, za biernością tylko lęk.

 

Przeczytaj też: 4 sposoby na uwolnienie z toksycznych relacji >>

Jak rozpoznać agresora?

Kiedy możemy mówić o łamaniu granic? Odwołam się tutaj do niezbywalnych praw każdego człowieka, korzystając z ich opracowania na potrzeby terapii DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików). Oczywiście, nie wszyscy dorastaliśmy w tak dysfunkcyjnych rodzinach, ale często podobnie, godząc się na łamanie naszych granic, podzielamy pewne patologiczne przekonania.


Odpowiedzmy sobie: czy jestem głęboko przekonany i wyraża się to w moim zachowaniu, że:

 

  • mam prawo do trwałej radości
  • mam prawo aktywnie dążyć do sytuacji, ludzi i miejsc, które pomagają mi osiągnąć dobre życie
  • mam prawo powiedzieć, gdy czuję, że coś nie jest dla mnie bezpieczne lub gdy nie jestem do czegoś gotowy
  • mam prawo zmieniać moje nastawienie, strategię i mój sposób myślenie
  • mam prawo do popełniania pomyłek i do niespełniania oczekiwań
  • mam prawo opuścić towarzystwo osób, które świadomie lub przez nieuwagą tłamszą mnie, wpędzają w poczucie winy lub upokarzają
  • mam prawo położyć kres obcowaniu z ludźmi, którzy powodują, że czuję się poniżony lub upokorzony
  • mam prawo ufać swoim uczuciom, sądom, wrażeniom, intuicji
  • mam prawo wyrażać wszystkie moje uczucia w sposób niedestrukcyjny, w bezpiecznym miejscu i czasie
  • mam prawo do zdrowego psychicznie sposobu życia, nawet jeśli będzie on odbiegał od sposobu życia przekazanego mi przez bliskich
  • mam prawo do znalezienia swojego miejsca w świecie


Jeśli subiektywnie czujemy, że ktoś łamie którekolwiek z tych praw, powinniśmy adekwatnie zareagować. Co ważne, trzeba reagować od razu, od pierwszego przypadku naruszenia strefy naszej godności i intymności. Brak natychmiastowego postawienia granic, uczy agresora powtarzania zabronionych zachowań. Jeśli na samym początku nie powiemy: stop, później może znaczyć "za późno".  


Trudne słowo na A

W nauczeniu się stawiania granic z pomocą przychodzi nam zwłaszcza jedna ze szkół dotyczących umiejętności psychologicznych: asertywność. Wiele się o niej mówi, niewiele osób naprawdę ją stosuje. Często za asertywność uważa się coś, co jest co najmniej jej wykoślawieniem - aspołeczność, a nawet agresję. Tymczasem asertywność na pierwszym miejscu stawia przede wszystkim szacunek do siebie i innych, zgodnie z poglądem, że "moje prawo kończy się tam, gdzie zaczyna się prawo drugiego". Nie można jednak zapominać, że ta zasada działa również w drugą stronę: prawa drugiego kończą się tam, gdzie zaczynają się moje prawa.


Asertywność to trudna sztuka, zwłaszcza jeśli z domu wynieśliśmy inne wzorce zachowań. Na szczęście, człowiek uczy się całe życie, więc także w tym przypadku, meandry asertywności można i trzeba przyswajać sobie w każdym wieku. Najtrudniejsze, jak zwykle, są początki. To, co nowe, zawsze wzbudza lęk, więc również nasze próby odmiennych od dotychczasowych reakcji będę wiązały się z tym nieprzyjemnym uczuciem. Już na początku musimy założyć, że bronienie naszych granic będzie początkowo oznaczało stanięcie oko w oko ze swoim lękiem. To jego najpierw musimy pokonać. Przy pierwszych próbach obrony siebie tylko na tym się skupmy: mam do pokonania lęk. Na naukę wywoływania odpowiedniego wrażenia będzie jeszcze pora.


Co ważne, lęk za każdym naszym wystąpieniem, będzie malał i wtedy możemy zacząć pracować nad poprawianiem trafności używanych słów i ćwiczeniu się w opanowywaniu dystansu do agresorów. Pamiętajmy też: jeśli coś nas przerasta i w danym czasie nie jesteśmy w stanie sprostać agresorowi, lepiej wycofać się z danych okoliczności, niż dopuścić do ataków skierowanych na naszą osobę. Takie zachowanie nie oznacza od razu, że później nie będziemy w stanie sprostać kolejnej, nawet analogicznej sytuacji. Należy wtedy pierwsze zdarzenie przemyśleć, wyciągnąć wnioski i na drugi raz uczyć się na błędach.


Jak konkretnie reagować? Można używać następujących formuł:

 

  • nie podoba mi się...
  • nie akceptuję tej formy...
  • nie życzę sobie...
  • nie mam teraz ochoty...
  • nie lubię, kiedy...
  • proszę uszanować to, że...


Nie należy dodawać tłumaczenia, dlaczego właśnie tak odczuwamy daną sytuację. Jak to już było wspomniane: mamy prawo do własnych uczuć i - co więcej - mamy prawo im ufać!


Stawianie granic to troska o siebie, która nie pozostaje bez konsekwencji także dla innych. Tylko bowiem kiedy ja jestem mocny, mogę dawać z siebie innym i kochać ich bez skrywanych pretensji, zakopanego żalu - jasno i czysto.

***


Bibliografia: "Relacje a potrzeba stawiania granic", o. Mateusz Roman Hinc OFMCap., Wydawnictwo SALWATOR, Kraków 2015

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.33

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook