Zapłaciłam swój "rachunek" za aborcję

Miłujcie się
(fot. shutterstock.com)

O tym, jak wielkim nieszczęściem w życiu kobiety jest aborcja i jak tragiczne powoduje ona konsekwencje, mówi świadectwo Carolyn, opublikowane w książce Aborted Women. Silent no more.

 

To było 10 lat temu. Zaszłam w ciążę. Byłam rozwiedziona i faktycznie samotna. Pierwszą moją reakcją była panika. Miałam już 4-letnią córkę, pracowałam tylko dorywczo, więc niewiele zarabiałam. Ojciec dziecka, kiedy się dowiedział, że jestem w ciąży, wycofał propozycję małżeństwa. Byłam bez środków do życia, bez ubezpieczenia i nie wiedziałam, gdzie szukać pomocy...


Kiedy zwracałam się do znajomych, każdy mi mówił coś innego: "Z czego się utrzymasz przy twoich zarobkach?", "Przecież masz już jedno dziecko do wyżywienia", "Z czego zapłacisz za poród i pobyt w szpitalu?"... Miałam okropny zamęt w głowie, nikt mnie nie wsparł, nie zapytał, co czuję, nie przytulił. A wystarczyłaby choć odrobina miłości czy wsparcia...


Znajoma, która 25 lat wcześniej poddała się nielegalnej aborcji, pierwsza podsunęła mi to rozwiązanie: "Przecież teraz aborcja jest już legalna i »bezpieczna«". I choć ona sama na skutek aborcji nie mogła mieć dzieci, bardzo mnie do niej namawiała. Czułam się jak w potrzasku. Nie było czasu na myślenie...


Byłam kompletnie zdezorientowana i ogłupiona, nie wiedziałam, co robić. W tej sytuacji moi znajomi postanowili się zająć wszystkim sami. Czułam się jak ktoś patrzący na to wszystko z zewnątrz, jakby to w ogóle mnie nie dotyczyło, jakby chodziło o kogoś innego... Nie oskarżam teraz nikogo, oni po prostu robili to, co uważali za najlepsze. Dlatego teraz wiem, że tak ważne jest, by ludzi uczyć i uświadamiać w tym, co naprawdę jest dobre!
Znalazłam się w Cleveland, u znajomych, którzy zawieźli mnie do kliniki aborcyjnej. Moje serce mówiło mi wtedy, że robię źle, jednak rozsądek tłumaczył to, do czego namawiali inni.


Zostałam sama w klinice. Wzięto ode mnie pieniądze, poddano testowi ciążowemu i przydzielono metalową szafkę, taką jak na pływalni. Dostałam papierową jednoczęściową piżamę. Wszystko wokół było zimne, personel zachowywał się w sposób mechaniczny i formalny. Żadnego współczucia, żadnego wsparcia... Jak w jakiejś fabryce. Kazano mi czekać na wywołanie w małej poczekalni. Potem przeprowadzono mnie do innego pomieszczenia, kazano położyć się na stole i włożyć stopy w coś w rodzaju strzemion. Wszystko było tak zimne, że miałam dreszcze.

 

Jeszcze nigdy tak się nie bałam i nie byłam taka samotna. Okazało się, że zabieg, który miał być bezbolesny, wcale taki nie był. Kiedy wyrywano ze mnie dziecko, ból stał się tak nieznośny, że z oczu popłynęły mi łzy. Kazano mi leżeć spokojnie i obiecywano, że "to zaraz się skończy". Po aborcji kazano mi przejść do innego pokoju, gdzie pozwolono mi położyć się na pół godziny, po czym kazano wstać i pójść. Poszłam do szafki i ubrałam się. Miałam się zgłosić do lekarza rodzinnego za sześć tygodni. Zapytałam, czy mogę zadzwonić po kogoś. Odpowiedziano, że szpital nie ma telefonu na użytek pacjentek i że mogę zadzwonić z budki na zewnątrz.


Wyszłam na ulicę. Był zimny, listopadowy dzień. Kiedy czekałam przed kliniką na samochód, byłam zmarznięta, czułam nudności, zawroty głowy, samotność i pustkę. Podjechała po mnie znajoma ze swoją przyjaciółką. Jechały właśnie na lunch do restauracji, więc byłam zmuszona im towarzyszyć. Chciałam po prostu z kimś być. Po dwóch dniach ktoś ze znajomych odstawił mnie z powrotem do domu i dosłownie zostawił przed drzwiami mieszkania... Ciekawe, że tyle osób było gotowych, żeby mi doradzać przed aborcją, a po wszystkim zostałam kompletnie sama...


Wszystko, co nastąpiło później, przypominało bardziej koszmar niż rzeczywistość. W nocy śniło mi się moje własne, zabite dziecko... Zaczęłam pić, doszłam do pięciu butelek alkoholu tygodniowo. Czasem nie jadłam przez kilka dni, a potem, zmusiwszy się do jedzenia, wymiotowałam wszystko, co wcześniej zjadłam. W końcu poszłam do lekarza i okazało się, że po aborcji wdała się infekcja dróg rodnych. Lekarz zaczął mnie leczyć, lecz nic nie skutkowało. Kiedy opowiedziałam mu o nocnych koszmarach i o moim rozstrojeniu nerwowym, zapisał środki uspokajające. Żadnej pomocy, żadnej rady - po prostu tabletki...


Brałam tabletki uspokajające na noc, żeby móc spać, i tabletki pobudzające na dzień, żeby się jakoś trzymać. Cztery razy świadomie przedawkowałam, próbując się zabić. Nie sądzę, żebym naprawdę chciała wtedy umrzeć, po prostu chodziło o to, żeby mną się ktoś zajął, wysłuchał, wsparł. Chciałam, żeby to cierpienie się wreszcie skończyło. Lekarz próbował leczyć poaborcyjną infekcję coraz to nowymi sposobami, ale bez skutku. Zmieniałam lekarzy jednego po drugim i w końcu musiałam się poddać operacji chirurgicznej, bo infekcja uszkodziła szyjkę macicy. Na krótko poczułam się lepiej.


W końcu poznałam mężczyznę, który dzisiaj jest moim mężem. Dzięki jego miłości i wsparciu zaczęłam swoje życie jakoś składać na nowo. Razem zaczęliśmy chodzić do kościoła, gdzie wreszcie spotkałam Chrystusa, mojego Zbawcę. On bez zwłoki przebaczył mi to, co zrobiłam, ale upłynęło wiele czasu, zanim byłam zdolna wybaczyć sama sobie. Po długim okresie duchowej śmierci i doświadczenia prawdziwego piekła powróciłam wreszcie do życia.

 

Fizyczne skutki aborcji dawały jednak ciągle znać o sobie: spadek odporności, ciągle nowe infekcje, guzki, endometrioza... W końcu lekarze stwierdzili, że wyleczenie jest niemożliwe, i dlatego byłam zmuszona poddać się operacji usunięcia macicy. Po 10 latach zapłaciłam wreszcie swój "rachunek" za aborcję.


Kiedy spoglądam wstecz, myślę, że jeśli wtedy znalazłabym wokół siebie miłość, zrozumienie i wsparcie, a przede wszystkim rzetelną znajomość faktów związanych z aborcją, nigdy bym się na nią nie zdecydowała. Aborcja boli, boli już na zawsze. Sądzę, że stowarzyszenia kobiet, które poddały się aborcji, powinny być dużo głośniejsze. Mamy prawo ostrzegać przed tym bólem.


A świadomość, że miliony kobiet przeżywają ten sam koszmar, który ja przeszłam, rozdziera mi serce.

 

Źródło: Miłujcie się!

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.7

Liczba głosów:

171

 

 

Komentarze użytkowników (114)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

nicolaflame123 01:58:38 | 2016-10-17
ludzie uczcie się i swoje dzieci o antykoncepcji serio wiedza nie boli

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

nicolaflame123 01:53:28 | 2016-10-17
ludzie jesteście strasznymi osądzającymi dupkami bez krzty jakiejkolwiek empatii i wyobraźni 

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Krzysiek13 11:41:57 | 2016-04-04
Rachunki w postaci utraty zdrowia za dokonanie aborcji (a także za stosowanie antykoncepcji) płaci tylko i wyłącznie kobieta. Dobrze, żeby więcej babek o tym pamiętało.

Dodam też, że "zabieg" opisany w tekście kojarzy mi isę z gwałtem.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

fundacja.javani 12:55:34 | 2016-04-01
Autorce życzę siły! 
U nas w Fundacji Javani zrobimy wszystko by dziewczyny w takim położeniu jak Pani otrzymały nadzieję i wsparcie :-)

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

fundacja.javani 12:42:51 | 2016-04-01
Fundacja Javani wspiera nastolatki w ciąży, ich partnerów, rodziców. 
Przeżywasz dramat i potrzebujesz oparcia? My jesteśmy gotowi Ci je dać!
https://www.facebook.com/fundacja.javani/
http://javani.archpoznan.pl/
Pozdrawiam
Dorota

Oceń 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Tajemnica 21:41:50 | 2015-04-02
Nie mam zamiaru Cię usprawiedliwić. Nie ma dla Ciebie usprawidliwienia. Mogłaś oddać do adopcji. Dla mnie jesteś morderczynią bez serca.

Oceń 5 57 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~AlBo 09:48:44 | 2015-04-02
A gdzie w tym wszystkim jest mężczyzna? Ojciec dziecka? Gdzie jego sumienie, gdzie jego odpowiedzialność za działanie?
Kiedyś mądrzy ludzie mówili dziewczynom, że fizyczne konsekwencje współżycia ponosi kobieta.
Kobiety, w każdym wieku pamiętajcie o tym. Biologia się nie zmieniła. I nie zmieni, choćby nie wiem jak chcielibyśmy to zmienić!!!

Oceń 24 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~robi 02:37:33 | 2015-04-02
Przepis na SZCZĘŚCIE: (1) trwałe zerwanie z grzechem, (2) rachunek sumienia - najlepiej przed Najświętszym Sakramentem jeszcze w tym tygodniu np. jutro wieczorem w Wielki Czwartek, (3) żal za grzechy, (4) mocne postanowienie poprawy, (5) szczera spowiedź, (6) przyjęcie Komunii Świętej (najlepiej w najbliższą Niedzielę Wielkanocną) (7) i przyjmowanie Komunii Świętej jak najczęściej, przynajmniej raz na tydzień, (8) czytanie Słowa Bożego, tak często jak się da, ponieważ to właśnie Słowo prowadzi nas, pociesza, wlewa nadzieję, uczy jak żyć i co konkretnie robić. To Słowo Boże przynosi i wlewa w nasze serca miłość i szczęście. A dzięki Komunii Świętej, która jest pokarmem naszej duszy chcemy to Słowo czytać i mamy łaskę odczytywania Co Bóg chce nam dziś powiedzieć. (9) Codzienna modlitwa, która podtrzymuje naszą relację z Bogiem. Niestety, wystarczy 3 dni bez modlitwy, aby stracić tę relację. To wszystko nie jest mega trudne, do zrobienia, wystarczy zacząć. A korzyści bezcenne i wieczne.

Oceń 16 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mala 01:39:12 | 2015-04-02
Z księgi Izajasza "Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi".
Mam 3 córki. W każdej ciąży musiałam coś poświęcić: wysokie stanowisko, dobrą pensję, fajną firmę, sympatię innych"ważnych" ludzi. W pracy, podczas ciąży często byłam upokarzana i w końcu zdyskwalifikowana. Ale nigdy nie żałowałam tego, że JESTEM W CIĄŻY. Byłam szczęśliwa, w moim ciele dokonywał się cud nowego życia. Nie bolało upokarzanie i strata pracy. Wiedziałam, że wszystko się ułoży, bo ze mną był Bóg. Jemu powierzyłam swoje życie i zaufałam. Wyprowadził mnie stamtąd, znalazł inną fajną pracę. Poukładał wszystko. Jestem szczęśliwa (pomimo ząbkowania najmłodszej), a dzięki miłości moich córek, czuję jak bardzo kocha mnie Bóg. Wiem, że nigdy nie zostanę sama, bo zawsze przy mnie jest Bóg i nie boję się, nawet wojny, nawet śmierci. ON mnie wybawi. A wszystko zaczęło się od... oddania mojego życia Jezusowi, który jest moim Panem i Zbawicielem.  

Oceń 16 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jawna 21:48:22 | 2015-04-01
Jestem czwartym dzieckiem - i kiedy moja mama 35- letnia ( w latach 60-tych) powiedziała o tym rodzinie i znajomym, wielu z nich namawiało ją, żeby usunęła ciąże. Wtedy to było w miare normalne a czwarte dziecko w niezamożnej rodzinie wydawało się tak nierozsądne. Mama postapiła nierozsądnie......... ja żyję. Jako dojrzała osoba dziękuję jej za to - ona zaryzykowała a ja i moje dzieci mają życie.
Jak to się dzieje? Czy świat beze mnie byłby inny? Moje życie nie jest pasmem sukcesów i jednym wielkim spazmem radości. Ale cieszę się, że żyje. Mozolę się w tym moim życiu, upadam, podnoszę, szarpię i dalej idę do przodu - a Pan jest przy mnie. Patrzę na moją mamę - mam z nią trudną relacje - ale za dar życia, szanuję i bardzo ją kocham. Odważna była z niej kobieta!!!!! 

Oceń 28 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook