Dlaczego szantażujecie?

Żyliście – czy żyjecie – z piętnem tej odpowiedzi, którą wtedy na Was wymuszono. Z jakimś wyrzutem sumienia. Z poczuciem zdrady. Ciąży Wam, że odpowiedź była taka, a nie inna. (fot. by slaup / flickr.com)

Dlaczego dziecko po wielekroć słyszy, z różnych źródeł płynące, makabryczne pytanie: "Kogo bardziej kochasz, mamusię czy tatusia"? Dlaczego wobec każdego pokolenia to pytanie wybrzmiewa, dlaczego wszystkich nas dopada, nikogo nie oszczędza?

 

Znają to Państwo na pewno, rzuciło się na Was dawno temu, akurat w najbardziej wrażliwym momencie dzieciństwa, jeszcze przed szkołą, nim się nauczyliście pisać i czytać, gdzieś pomiędzy zabawą a przebłyskiem rozumu, gdy akurat zaczęła kiełkować intuicja moralna. Akurat wtedy, gdy się w Was kształtowały uczucia i zaufanie, sposób patrzenia na ludzi. Właśnie wtedy, gdy się ważył ten podstawowy dylemat człowieka: lgnąć do ludzi czy uciekać, padło to złowrogie pytanie: "kogo kochasz bardziej?". I odpowiedzieliście jakoś, jakkolwiek, nie wiadomo nawet, w imię czego. Nie wiadomo, w oparciu o jakie przesłanki, jaką siłą powodowani. Pewnie impulsem. Albo złośliwymi ponagleniami tego nieszczęśliwego rozmówcy, który Was tak wulgarnie indagował: "no powiedz, powiedz, kogo kochasz bardziej?!". Odpowiedzieliście ostatecznie, nie udało się Wam schować, nie było nawet miejsca na to. I ta odpowiedź Was, drodzy Państwo, jakoś samookreśliła na lata, stała się kursem, miarą różnych rzeczy, które Was potem w życiu spotykały: wszystkich wartości, znajomości, wyborów.

 

Żyliście - czy żyjecie -  z piętnem tej odpowiedzi, którą wtedy na Was wymuszono. Z jakimś wyrzutem sumienia. Z poczuciem zdrady. Ciąży Wam, że odpowiedź była taka, a nie inna. Ciąży, że wskazaliście matkę, a nie ojca. Albo vice versa. Wzbiera w Was żal, że jedno z rodziców zostało pokrzywdzone, że się do jednego z rodziców nie przyznaliście, odcięliście od niego. Pojawia się myśl, że macie dług, że coś komuś jesteście winni, że coś trzeba naprawić, zadośćuczynić. Pojawia się lęk, poczucie, że jesteście wyrodnymi dziećmi, kiepskimi ludźmi. A najbardziej ciąży, szanowni Czytelnicy, że w ogóle ktoś Wam wtedy kazał dokonać takiego wyboru. Najbardziej boli, że ktoś dawno temu takiego przedszkolaka, jakim byliście, zapytał o miłość w tak okrutny sposób, nakazał określić jakąś pozycję iście wojenną, ustawić się za kimś i zarazem przeciw komuś, z marszu przedsięwziąć wybór jednego człowieka i odrzucenie innego. Bardzo Was zraniło, żeście z kołyski trafili od razu na ścieżkę zniszczenia i stygmatyzacji, pogardy. Smuci, proszę Państwa, że to miało charakter potwornej inicjacji, że tym pytaniem zostaliście zbrukani, wprowadzeni w świat dorosłych animozji. W system dorosłych sporów i przesądów. Znam to z autopsji. Też to przeżywałem i przeżywam nadal. Mieliście po cztery, pięć lat, gotowi byliście każdemu podać rękę, każdemu zawierzyć, na każdego człowieka patrzyliście z zainteresowaniem. Nie było gorszych i lepszych ludzi, bardziej wartościowych, mniej wartościowych. Innymi się kierowaliście kategoriami. I wtedy nagle padło to, odważę się je tak nazwać, lucyferyczne pytanie: "kogo kochasz bardziej?"

 

Dlaczego lucyferyczne? Bo to Lucyfer w Biblii stworzył drastyczne podziały, powymyślał sobie jakieś drugorzędne kategorie opisu świata, zorganizował próbę sił. To on stworzył wszelkie klasyfikacje, typowania. To on kazał porównywać, kojarzyć, głowić się, uściślać, mieć plany i ideologie. Człowiek mający łaskę wszystko widział dobrym, tak spoglądał na siebie, drugiego człowieka, Boga.  Był spokojny, czuł, że  jest na swoim miejscu. Do głowy mu nie przyszło, żeby jątrzyć, szukać różnic, czynić jakieś zestawienia, konfrontacje. I nagle pojawił się Zły ze swoim szaleńczym pytaniem, którym złamał człowieka: "a dlaczego ty nie jesteś taki sam jak Bóg?", a potem, już z konkretną pokusą: "a chciałbyś być taki?". Te pytania płynące do nas z Genesis, trudno ukryć, rzeczywiście bardzo są podobne do tego, o którym tu piszę: "kogo kochasz bardziej, mamusię czy tatusia?". Taki sam niepokój wprowadzają, nakazują podejmować szereg zupełnie niepotrzebnych akcji, pozycjonować się na froncie, wkładać jakąś maskę, choć to niczemu nie służy i jest nieistotne, nie rozwija. W kontekście tych szatańskich pytań okazuje się, że nie można normalnie kochać, że trzeba kombinować, trzeba coś z miłością ciągle robić, przestawiać ją z toru na tor, ciągle dopasowywać ją do czyichś oczekiwań. Nie można żyć we wspólnocie, ale albo w jednej grupie, albo w innej. Na miłość zaczyna tym samym spadać grad pobocznych kryteriów, zostaje uwikłana. Kochać, to już nie jest prosta, elementarna sprawa, trzeba się raczej wykazać odpowiednią legitymacją, stanąć po którejś stronie, jeśli się tego nie dokona, zostaje się pozbawionym prawa do kochania, do bycia dobrym człowiekiem, otrzymuje się jakąś jaskrawą łatkę i to ta łatka staje się dla świata najważniejsza. Jest się tu często wyrzutkiem, bo miłość w takim porządku to kwestia struktury społecznej, jakiejś ekonomii tego czy innego środowiska, odmawia się zatem prawa do niej osobom o innej wizji, o innym światopoglądzie, ma się ich za niegodziwców. Miłość staje się więc kalkulacją, zostaje zinstrumentalizowana przez jednych a kosztem innych, zaczyna się nią frymarczyć. Padają napuszone, prymitywne głosy: "tylko u nas jest miłość" albo "u was to na pewno nie ma miłości". Miłość staje się towarem, jest zanurzona w świat podchodów i małych interesów.

 

Widać to wpierw w rodzinach. W tym pytaniu, o którym tu dużo mówimy, a które, jak wykazałem, ma korzenie w raju, w podstępności węża. Skupmy się na tym pytaniu raz jeszcze. Dlaczego ktoś zwraca się do dziecka słowami: "kogo bardziej kochasz?". Skąd to pytanie? Stąd, że pytający dorosły nie może w żadnym razie zrozumieć, dlaczego dziecko, w przeciwieństwie do dorosłego, nie selekcjonuje i nie odrzuca, dlaczego kocha i matkę, i ojca, i nie wybiera, nie przypina łatek, ale jest szczęśliwe z jednym i z drugim rodzicem.

 

Dorosły nie rozumie, skąd w dziecku taka gotowość na miłość, bo dorosły w żadnym razie jej nie ma, wręcz przeciwnie nawet: robi wszystko, żeby sobie raz po raz udowadniać, że są ludzie, których nie warto kochać. Nie potrafi tym samym uszanować, że dziecko może stosować inny wzorzec. Dorosły przykłada swoją miarę, próbuje dziecko zanurzyć w swoich uprzedzeniach, miłość dziecka do rodziców zastąpić swoimi obsesjami i plotkami. To zdaje się przyjmować taką formę, dajmy na przykład, dość jaskrawy, ale wiele tłumaczący: jak dziecko może kochać matkę, skoro powszechna jest w danym środowisku opinia, że matka to puszczalska, ma kochanków, nie ma stałej pracy, jest za młoda?! Pytający, nieznoszący matki dziecka, na ogół z powodów bardzo niesprawiedliwych i wynikających z pychy i złej oceny danej sytuacji, nie umie tolerować, że dziecko matkę kocha. Dziwi się temu. Ta dziecięca logika go przerasta. Jak można kochać taką matkę?! Przecież jej tu nikt nie kocha! Nikt jej nie potrzebuje w tej rodzinie, w tym budynku, w tym otoczeniu! Zatem i dziecko nie może jej potrzebować! A jeśli próbuje potrzebować, to mu trzeba to szybko wyperswadować! Bo takiej matki kochać nie można! W danym środowisku jest po prostu dana wykładnia miłości, dany klucz, kogo się kocha, a kogo nie, kto jest godny miłości, kto nie jest. Kto uchodzi za umiejącego kochać. Trzeba dziecko więc przekabacić, niech będzie po słusznej stronie!

 

Znam przypadek ciotki pytającej bratanka, kogo bardziej kocha, czy matkę, czy ojca, i chcącej w ten sposób zyskać w przyszłości sojusznika w walce o jakieś rodzinne dobra, nieruchomości czy pieniądze. Bratankiem tak się manipuluje, żeby bardziej kochał swojego ojca, do matki miał dystans i za lat kilkanaście odsunął ją od spraw spadkowych. Takich przykładów znamy całe mnóstwo, są ich tysiące, na ogół banalniejsze niż podane przeze mnie. Mnie pytała jakieś dwadzieścia lat temu stara sąsiadka mieszkająca przy mojej ulicy, czy bardziej kocham mamusię, czy tatusia, bo po prostu chyba nie lubiła mojego ojca i wydawało się jej egocentrycznie,  że ja też go tym samym powinienem mieć w nosie. Miała jakiś swój lęk na punkcie mojego ojca i próbowała mnie tym lękiem zarazić. Na szczęście, bezskutecznie. Może to kwestia tego, że była sąsiadką i pozostawialiśmy z nią li tylko na sąsiedzkiej stopie, za dużych wpływów nie miała zatem.

 

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.26

Liczba głosów:

23

 

 

Komentarze użytkowników (57)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~leszek 11:46:30 | 2011-05-19

Właśnie w tych słowach autora, które przytoczyłam. Wytłuszczenie słowa "użył" jest moje, dla jaśniejszego pokazania tej sprawy. Powinnam (również z tego powodu) wytłuścić jeszcze słowa "odwołał się do tradycyjnego instrumentarium" i "staropolska obrzędowość. I nic poza tym".
Myślę, że np. nikt zakochany nie wyraziłby się w ten sposób o pocałunku, który jest też wyrazem i "przekazaniem sobie znaku" miłości.

Nigdy bym się nie spodziewał możliwości takiej interpretacji. Ale świadczy ona wg mnie o jednym. Twoje poglądy na dzielenie opłatkiem są bliskie tych które autor krytykował. Wóczas całkiem logiczne jest że krytykujesz poglądy autora.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Słaba 00:25:35 | 2011-05-19
"Przekreślili wszyscy mojego znajomego, bo nie usiadł z nimi do świątecznego stołu, nie użył opłatka, nie odwołał się do tradycyjnego instrumentarium,(...)"

"Bo miłość to jest dla tych ludzi tylko to, co się robi przy wspólnym stole, w najlepszym ubraniu, zgodnie ze zwyczajem. Miłość to jest staropolska obrzędowość. I nic poza tym."

W sumie smutne... :-( ... że autor w taki sposób widzi dzielenie się opłatkiem przy stole wigilijnym...
Może tak czasem być... Ale smutne, że jakieś bolesne rany tak przesłaniają ten wyraz miłości...

@Słaba, a gdzie Ty tu widzisz cokolwiek o tym jak autor widzi dzielenie się opłatkiem? Autor nie napisał ani słowa o tym jak on widzi dzielenie się opłatkiem!


Właśnie w tych słowach autora, które przytoczyłam. Wytłuszczenie słowa "użył" jest moje, dla jaśniejszego pokazania tej sprawy. Powinnam (również z tego powodu) wytłuścić jeszcze słowa "odwołał się do tradycyjnego instrumentarium" i "staropolska obrzędowość. I nic poza tym".
Myślę, że np. nikt zakochany nie wyraziłby się w ten sposób o pocałunku, który jest też wyrazem i "przekazaniem sobie znaku" miłości.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 07:47:05 | 2011-05-18
"Przekreślili wszyscy mojego znajomego, bo nie usiadł z nimi do świątecznego stołu, nie użył opłatka, nie odwołał się do tradycyjnego instrumentarium,(...)"

"Bo miłość to jest dla tych ludzi tylko to, co się robi przy wspólnym stole, w najlepszym ubraniu, zgodnie ze zwyczajem. Miłość to jest staropolska obrzędowość. I nic poza tym."

W sumie smutne... :-( ... że autor w taki sposób widzi dzielenie się opłatkiem przy stole wigilijnym...
Może tak czasem być... Ale smutne, że jakieś bolesne rany tak przesłaniają ten wyraz miłości...

@Słaba, a gdzie Ty tu widzisz cokolwiek o tym jak autor widzi dzielenie się opłatkiem? Autor nie napisał ani słowa o tym jak on widzi dzielenie się opłatkiem!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Słaba 00:20:43 | 2011-05-18
"Przekreślili wszyscy mojego znajomego, bo nie usiadł z nimi do świątecznego stołu, nie użył opłatka, nie odwołał się do tradycyjnego instrumentarium,(...)"

"Bo miłość to jest dla tych ludzi tylko to, co się robi przy wspólnym stole, w najlepszym ubraniu, zgodnie ze zwyczajem. Miłość to jest staropolska obrzędowość. I nic poza tym."

W sumie smutne... :-( ... że autor w taki sposób widzi dzielenie się opłatkiem przy stole wigilijnym...
Może tak czasem być... Ale smutne, że jakieś bolesne rany tak przesłaniają ten wyraz miłości...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ika 12:09:20 | 2011-05-16
I chórem uznano, jak familia długa i szeroka, że miłości w tym nie ma na pewno. Bo miłość to jest dla tych ludzi tylko to, co się robi przy wspólnym stole, w najlepszym ubraniu, zgodnie ze zwyczajem. Miłość to jest staropolska obrzędowość. I nic poza tym.

I peeeełno miłości w powarkiwaniu przy tym stole, obżarciu, obaleniu flaszeczki, wgapianiu w tv...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 00:04:53 | 2011-05-16

Wcześniej podawałem również na to cytaty Biblijne które zignorowałaś...

Pewnie, że zignorowałam. Bo jestem owieczką z owczarni Dobrego Pasterza. A takie znają głos Dobrego Pasterza i idą za nim.
Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych.

Ja podawałem cytaty z Biblii. Ignorowałaś cytaty z Biblii. Więc nie mów że jesteś owieczką z owczarni Dobrego Pasterza i że znasz Jego głos skoro ignorujesz Jego słowa i jeszcze otwarcie się do tego przyznajesz!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~klara 00:02:02 | 2011-05-16

Wcześniej podawałem również na to cytaty Biblijne które zignorowałaś...

Pewnie, że zignorowałam. Bo jestem owieczką z owczarni Dobrego Pasterza. A takie znają głos Dobrego Pasterza i idą za nim.
Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 23:44:17 | 2011-05-15

A twierdzenie że jak będziemy się bardzo starać i robić dobre uczynki to załużymy sobie na nagrodę w postaci nieba to infantylizm.

A kto twierdzi, że niebo jest dla wszystkich niezależnie od postępowania - ten  nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, a więc jest złodziejem i rozbójnikiem

@klaro, nie fałszuj moich wpowiedzi urywając z nich jedno pasujące Ci zdanie oraz insynuując coś czego nie twierdziłem. Nikt tu nie twierdził że niebo jest dla wszystkich niezależnie od postępowania.
W dn 2011-05-15 14:04:24 pisałem o tym, że zbawienie jest darem darmo danym i że choćbyśmy się nie wiadomo jak starali to i tak nie jesteśmy w stanie na nie sobie zasłużyć. Stwierdziłem:
Zaufanie Bogu z dziecięcą ufnością to zawierzenie Mu że nas kocha, chce dla nas jak najlepiej i daje nam to co najlepsze, i że zbawienie to jest dar DARMO dany, więc jeśli zaufamy Bogu i zawierzymy Mu to ta postawa zostanie nam poczytana jako sprawiedliwość i dzięki niej osiągniemy zbawienie.
A twierdzenie że jak będziemy się bardzo starać i robić dobre uczynki to załużymy sobie na nagrodę w postaci nieba to infantylizm.

Wcześniej podawałem również na to cytaty Biblijne które zignorowałaś...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~klara 21:04:27 | 2011-05-15

A twierdzenie że jak będziemy się bardzo starać i robić dobre uczynki to załużymy sobie na nagrodę w postaci nieba to infantylizm.

A kto twierdzi, że niebo jest dla wszystkich niezależnie od postępowania - ten  nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, a więc jest złodziejem i rozbójnikiem

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 16:42:23 | 2011-05-15
To Jezus mówi, co to znaczy kochać, a nie ciocia Krysia (...)Przeczytaliście uważnie przykłady, które podał autor? Przykład człowieka, który wyjechał na święta i wszyscy nim wzgardzili, bo nie usiadł do świątecznego stołu? Takich historii są tysiące.

Ciekawe, kto chce nam wmówić, że prawdziwą miłość możemy sobie okazać odrzucając rodzinne i narodowe tradycje.

A mnie ciekawi dlaczego chcesz nam wmówić Klaro że ktoś nam tu wmawia iż prawdziwą miłość możemy sobie okazywać odrzucając rodzinne i narodowe tradycje? Niby kto i gdzie nam coś takiego chce wmówić?

Dlaczego Żydzi pomimo
rozproszenia zachowują swoją narodową tożsamość? Bo kultywują tradycje.

My nie rozmawiamy o zachowywaniu tożsamości narodowej ale o wywieraniu szantażu dla załatwiania świeckich interesów pod pretekstem obrony wartości religijnych.
Dokłądnie tak jak właśnie zrobiłaś Ty. Twierdząc że jak ktoś na okres świąt wyjechał na wczasy to znaczy że chce nam wmówić iż prawdziwą miłość można sobie okazać odrzucając rodzinne i narodowe tradycje.
Już Jezus jednoznacznie ostrzegał przed takimi w Mk 7,6-9:
6 Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.
7 Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi.
8 Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, <dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie>.
9 I mówił do nich: Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook