Wybacz Panie - mam sesję

Wybacz Panie - mam sesję
(fot. photographer padawan, xava du/ foter.com/ CC BY-NC-ND 2.0)
Krzysztof Kołacz

Czasami popadamy w przeświadczenie, że życie z Bogiem to taki kulturalny dodatek do całości naszych spraw i zmartwień. OK., być może jest to stwierdzenie na wyrost, ale choćby studenci doskonale znają zjawisko za krótkiej doby. Chcemy, aby Pan Bóg działał i czynił cuda, a jednocześnie by robił to tylko wtedy, kiedy mamy na to czas.

Od - do

Kończy się rok szkolny, sesje egzaminacyjne trwają, trzeba już - całkiem poważnie - myśleć o wakacyjnym urlopie. Sęk w tym, że to nasze myślenie pełne jest niepoważności. Mam wrażenie, że powoli zapominamy o prawdziwym znaczeniu słowa "wypoczynek". Zamieniliśmy je na angielskie "relax" lub potraktowaliśmy jako synonim "urlopu". Ten z definicji jest czasem wolnym od pracy, często także wolnym od Pana Boga.

Przywykliśmy do życia "od - do". Więc albo jest dobrze, czyli wszystko idzie po naszej myśli, problemów nie ma, albo przeciwnie. Dziękować też chcemy tylko wtedy, gdy jest za co. Po co przecież dziękować Bogu za coś zwyczajnego. Zwyczajne to zwyczajne, nic szczególnego.

DEON.PL POLECA


Coraz trudniej nam wpuścić w nasze życie Tego, który właśnie tym Życiem jest. Lepiej jest przecież ponarzekać, aniżeli pomyśleć, że Ktoś chcę nam pomóc. Jak pomóc? Wydłużając dobę? Nie. Nic z tych rzeczy.

Święta obojętność

Zacznę od gościa, który żył parę wieków temu. Św. Ignacy Loyola, założyciel zakonu Jezuitów pozostawił konkretne narzędzia, pozwalające zwiększyć naszą produktywność i dystans - tak do siebie jak i do świata. Nie był specjalistą od socjotechniki, a mimo to pozostawił po sobie spory kawałek jej fundamentu.

Ignacy mawiał o tzw. świętej obojętności, w której chodzi o zaakceptowanie faktu, że nasze życie jest sinusoidą. Raz jesteśmy nad kreską, raz pod kreską. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, do porażki będziemy mogli podejść tak samo jak do sukcesu. Dlaczego? Bo wyrobimy w sobie nawyk motywowania się do działania.

To pozwoli nam się wznieść ponad to, co jest namacalne i pozwoli podążać w wyznaczonym kierunku. Jeśli porażka będzie tak samo oczekiwana jak sukces, nie skupimy się wyłącznie na wierzchołkach tej sinusoidy, ale zaczniemy dobrze wypełniać pole pomiędzy nimi. Na czym to polega? Na robieniu tego, co kochamy. Grajmy naszą melodię tak, by porywała innych.

Pan Bóg naprawdę jest przy nas, gdy mamy klasówkę, sesję, rozmowę kwalifikacyjną o pracę czy też, kiedy zostajemy z tej pracy zwolnieni. Jest przy nas nie po to, by nas sądzić i rozliczać, nagradzać czy potępiać, ale by kochać, by pokazać nam lepszy plan naszego życia. Plan Boga roztropnej miłości.

Ta miłość jest sprawiedliwa. Jeśli zagłuszamy Jej głos, świadomie wybierając łatwe i dostępne rozwiązania, być może uśmierzymy na krótko ból porażki, ale problemu nie rozwiążemy. Bóg chce dla nas dobra, ale często niezbędna jest do tego święta katastrofa. Pytanie, czy chcesz na nią czekać?

Moja droga

Co więc konkretnie mamy robić? Robić swoje. To wszystko. Masz sesję - daj z siebie sto procent, by się do niej przygotować. Pan Bóg będzie Ci towarzyszył, jeśli Mu pozwolisz. Masz za dużo obowiązków - zastanów się, czy rzeczywiście wszystkie są Twoimi obowiązkami. Nie bój się robić cięć, odważ się na zmiany. Nawet jeśli popełnisz błąd. Przeżyj ten czas, ale z Nim. Nie bój się popełniać błędów, lecz odważ się wpuścić w nie Pana Boga. Po co? Aby - zgodnie z treścią psalmu mógł "zamienić w taniec, twój żałobny lament."

W tym wszystkim musimy pamiętać o jednym. O pokorze. Nie tylko ze względu na Papieża Franciszka, który swój pontyfikat niejako rozpoczął od ukłonu w jej stronę, ale ze względu na samego Jezusa. Przez cały czas głoszenia Słowa Ojca mówił On tłumom: "Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelią nie jest wymysłem ludzkim."

Nie próbujmy reformować Pana Boga. Nie da się wydłużyć doby, choćby wszystkie światowe rządy umówiły się, że trwa ona 48 godzin. Można jednak - żyjąc zgodnie z wolą dobrego Ojca - być ponad tym wszystkim. Tak jak nie da się osiągnąć poczucia spełnienia żyjąc tylko dla siebie - nie dostrzegając wokół drugiego człowieka, tak nie da się wyjść spod kreski bez Pana Boga. OK., można próbować to robić, oszukując siebie i innych, ale tylko z Nim da się podnieść, nawet kilka razy w ciągu dnia. Wstać, otrzeć z kolan piach i ruszyć dalej. Robić swoje.

Studentom życzę dużo błogosławieństwa i powodzenia w sesjach egzaminacyjnych!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wybacz Panie - mam sesję
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.