Jestem dzieckiem Boga

Jestem dzieckiem Boga
(fot. unsplash.com)

Dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego słusznie prowadzi nasze myśli od razu do momentu naszego własnego chrztu, kiedy fizyczny kontakt naszego ciała z wodą włączył nas w duchową rzeczywistość dziecięctwa Bożego, czyniąc nas umiłowanymi córkami i synami Najwyższego.

Wydaje mi się, że zbyt rzadko zwracamy uwagę na nasz chrzest, uznając go jedynie za wydarzenie z przeszłości, którego w dodatku nie pamiętamy, bo większość z nas przyjęła ten sakrament nieświadomie, będąc jeszcze niemowlęciem czy dzieckiem. Nie zwalnia to nas jednak ze zdobywania coraz większej wiedzy na temat tego, czym jest ten dar, do czego nas uzdalnia, a do czego wzywa. Może właśnie dlatego Pan Bóg często, w różnych znakach, przypomina nam o tym, kim jesteśmy jako chrześcijanie.

Przyjmując chrzest, staliśmy się dziećmi Bożymi, czyli kimś, wobec kogo Bóg, tak samo jak wobec Jezusa podczas chrztu w Jordanie, wypowiada słowa: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11). Te słowa odnoszą się także do każdego z nas! Mam je „usłyszeć” swoim dotykiem zawsze wtedy, gdy wchodzę do kościoła – stąd święcona woda w kropielnicy zaraz przy drzwiach (w czasie pandemii ograniczyliśmy jednak stosowanie tego znaku ze względów higienicznych). Mam je „poczuć”, gdy z okazji święta lub przy okolicznościowym błogosławieństwie zostaję nią pokropiony. Mam to zdanie „zobaczyć”, kiedy do moich uszu docierają słowa „Pan z wami!” czy też słowa konsekracji, a moim oczom ukazuje się już nie chleb i wino, lecz Ciało i Krew ofiarowane nam wszystkim jako pokarm. Mam być przekonany, że jestem ukochanym dzieckiem Boga, gdy najpierw odpuszcza mi grzechy w spowiedzi świętej, bym potem mógł dowiedzieć się, jak smakuje prawdziwa Miłość.

Czy jednak czuję się umiłowanym dzieckiem Boga? Jeśli nie potrafisz dać jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, z pomocą przychodzi nam odśpiewywany dzisiaj w ramach psalmu responsoryjnego fragment Księgi Izajasza, w którym prorok mówi o tym, jak zachowuje się i jaką postawę przyjmuje Boże dziecko: „Oto Bóg jest moim zbawieniem! Jemu zaufam i bać się nie będę. (…) Chwalcie Pana, wzywajcie Jego imienia! Ukażcie narodom Jego dzieła, przypominajcie, że Jego imię jest chwalebne” (Iz 12,2.4).

Bóg na wiele sposobów próbuje przekonać nas o swojej miłości: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! (…) Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko!” (Iz 55,1.6). Taki jest nasz Pan. Schodzi ze swoich wysokości, by przekonać nas o swojej Miłości. Wchodzi do Jordanu i oddaje się w ręce Jana, by pokazać, że ten, kto kocha naprawdę, oddaje się w ręce ukochanej osoby. Chrystus kocha Kościół, któremu zostawił siebie, by świadczył o Jego Miłosierdziu wobec świata. Chrystus kocha nas, a my nie możemy o tym zapomnieć i nie powinniśmy przestać o tym mówić innym.

Chrzest, którego udzielał Jan w Jordanie, różni się od tego, który przyjmują chrześcijanie. Chrzest Janowy był z jednej strony chrztem nawrócenia, czyli obmyciem, które wyznaczało symboliczny moment zmiany życia z grzesznego na życie według przykazań, z drugiej strony był to chrzest zapowiadający nadchodzącego Mesjasza, który „chrzcić was będzie Duchem Świętym” (Mk 1,8). I oto rzeczywiście pośród tłumu pojawia się Ten, którego przyjście Chrzciciel zapowiadał. Pozwala się obmyć w wodach Jordanu, jednak nie dlatego, że chce się nawrócić, lecz po to, by wskazać nową Drogę, którą jest On sam, by udowodnić, że to On jest Prawdą, na którą od setek lat czeka lud, by powiedzieć, że to On jest Życiem.

Chrystus kocha Kościół, któremu zostawił siebie, by świadczył o Jego Miłosierdziu wobec świata.

Odtąd woda nie tyle jest symbolem śmierci i zagłady, jak wody potopu czy wody Morza Czerwonego, w których zginęło egipskie wojsko, ile odrodzenia i zbawienia. Jezus wodę przemienia w wino, po wodzie chodzi, w wodzie topi demony, uczniom pozwala wyciągnąć z wody sieci pełne ryb. Wreszcie z Jego przebitego na krzyżu serca wypływają krew i woda, dając początek sakramentom Kościoła, z których to właśnie chrzest jest tym pierwszym i fundamentalnym sakramentem włączającym człowieka w życie, śmierć i zmartwychwstanie samego Chrystusa. Jan Apostoł ujmuje tę prawdę w prostych słowach: „Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo, bo duch jest prawdą. Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą” (1 J 5,6-8). Woda i krew, które wypłynęły z przebitego Serca Zbawiciela jako dowód na to, że Jego śmierć była prawdziwa, nie świadczą jeszcze o bóstwie Jezusa. O tym zaświadcza przemawiający i działający w Nim i przez Niego Duch Święty.

Chrzest włącza nas we wspólnotę uczniów Chrystusa, którzy obdarzeni są wiarą zwyciężającą świat: „Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A któż zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” (1 J 5,4-5). Zwycięstwo wiary nad światem polega na tym, że śmierć już nie jest dla ludzi końcem, bo obietnica przyszłej nieśmiertelności pozwala spojrzeć na nią oczyma pełnymi nadziei. Dzięki temu też perspektywa spojrzenia na świat staje się szersza i głębsza, a człowiek zauważa też swoją godność i wyjątkowość jako stworzenia Bożego. Wiara zwycięża nad światem także wtedy, gdy pokazuje człowiekowi, że nie jest on samotnym indywiduum.

Jezus, poprzez swoje człowieczeństwo, stał się dla każdego z nas Bratem, czyniąc także nas wszystkich braćmi. Relacja z Panem, na którą otwiera nas chrzest, to nigdy relacja On-Ja, ale zawsze: On-My (Głowa-Ciało). Nie można bowiem mówić o człowieku ochrzczonym w oderwaniu od wspólnoty. Chrzest włączył nas bowiem do Kościoła. Sakrament ten jest więc dla każdego z nas zadaniem, by wspólnie przeżywać radości i troski drogi do zbawienia w Chrystusie, by razem się cieszyć i nawzajem się wspierać, by czekać na przyjście Pana wspólnie, pobudzając jedni drugich do wytrwałości. Być ochrzczonym i żyć w Kościele oznacza uczyć się nieustannie tego, że wiara nie jest niczyją prywatną sprawą. Ten, kto troszczy się o Chrystusa i Jego Ewangelię, musi też troszczyć się o zbawienie swoich braci. Ten, kto przyznaje się do Chrystusa, musi przyznać się także do braci, z którymi łączy go jeden chrzest. I to chyba jest jedno z najtrudniejszych wyzwań chrztu – bracia, których się wstydzimy. Ale to temat na osobne rozważanie o tym, jak miłować ludzi trudnych do miłowania.

Św. Jan daje nam jednak wskazówkę, jak zweryfikować naszą miłość wobec bliźniego: „Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5,2-3). Wszystkie przykazania, choć odnoszą się wprost do pojedynczego wierzącego poprzez formę „ty” (np. nie zabijaj), przeżywane i zachowane mogą być tylko we wspólnocie, a ustanowione są dla jej dobra i wzrostu we wzajemnej miłości. Tak samo i każde „wierzę” wypowiadane przez ochrzczonego jest równoznaczne z „wierzymy” całej wspólnoty. Dlatego „przykazania Jego nie są ciężkie”, bo mierzymy się z wyzwaniami, jakie przed nami stawiają, jako wspólnota, a nie w pojedynkę.

Kierownik redakcji gdańskiego oddziału "Gościa Niedzielnego". Dyrektor Wydziału Kurii Metropolitalnej Gdańskiej ds. Komunikacji Medialnej. Współtwórca kanału "Inny wymiar"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
James Martin SJ

Nie jest to przewodnik, który umożliwi zrozumienie wszystkiego o wszystkim.Pokazuje on raczej, jak odnaleźć Boga w każdym wymiarze swojego życia.

  • Skąd mam wiedzieć, co powinienem w życiu robić?
  • Skąd mam wiedzieć, kim być w życiu?
  • ...

Skomentuj artykuł

Jestem dzieckiem Boga
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.