Gdybyśmy się trochę więcej modlili...

Gdybyśmy się trochę więcej modlili...
(fot. shutterstock.com)

Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze (Łk 12, 34). Serce człowieka to siedlisko jego wewnętrznych przeżyć, doznań i duchowych doświadczeń. To głębia ludzkiej duszy. Centrum, które zarządza życiem człowieka i decyduje o jego kształcie. Ale ludzkie serce, podobnie jak ludzkie istnienie, jest rzeczywistością dynamiczną i zmienną. Podlega nieustannemu rozwojowi.

Serce ludzkie, jak wszystko, co żyje, pozostaje kruche i delikatne, wymaga codziennej pielęgnacji, pokarmu, napoju i uwagi. Jeżeli ludzkie serce ma się dobrze rozwijać, to człowiek musi się o nie zatroszczyć, nakarmić je i dać mu pić. Daj Mi pić - mówi Jezus do Samarytanki (J 4, 7). Jeżeli Serce Jezusa pragnie, o ileż bardziej potrzebuje źródła wody żywej serce każdego z nas.

Serce nasiąka tym, co stanowi jego napój i pokarm. Nasyca się tym, co kontemplujemy na co dzień. Światłem ciała i serca jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, twoje ciało i twoje serce będą w świetle (por. Mt 6, 22). Nie pozostaje więc obojętne, na co patrzymy całymi godzinami, o czym marzymy i za czym tęsknimy. Serce ludzkie spontanicznie wiąże się z tymi dobrami, które mu podsuwamy. Jeżeli karmimy je dobrym pokarmem, to stajemy się ludźmi dobrego serca. Jeśli zaś żywimy je zatrutymi pokarmami, to stajemy się ludźmi nieprawego, zepsutego serca. Jeżeli zaniedbujemy nasze serce, to bezwiednie ulega ono stopniowej degradacji. Tak łatwo można zatracić swoje serce, stać się człowiekiem bez serca lub człowiekiem o kamiennym sercu.
Jezus pyta nas o stan naszego serca: Czym je karmimy na co dzień? Do jakiego źródła je prowadzimy? Ile uwagi i czasu mu poświęcamy? Ile trudu wkładamy w troskę o nie? Do jakich skarbów je przywiązujemy?
W Ewangelii Jezus przestrzega nas, by skarbem serca nie stało się posiadanie rzeczy. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy (Łk 12, 33). Serce ludzkie zgłodniałe ciepła, bezpieczeństwa i miłości łatwo przywiązuje się, wręcz klei, do wszelkich namiastek miłości: rzeczy, władzy i doznań. A ponieważ namiastki te nie zaspokajają jego głodu, pod ich wpływem gorzknieje: rodzi się w nim gniew i nienawiść. Serce pozbawione miłości staje się ślepe i zachowuje się destrukcyjnie.
Bogacimy nasze serca, kiedy wolni wobec dóbr dzielimy je z potrzebującymi. Każda szklanka czystej wody, każdy kęs chleba, chwila serdeczności i współczucia, każdy akt przebaczenia ubogaca nasze serca, czyni je coraz bardziej szlachetnym i hojnym. A każda jałmużna trafia do niebieskiego trzosu, który nie niszczeje. Złodziej już nie ukradnie tego, co podzielimy z potrzebującym, a mól i rdza nam tego nie zniszczy. Dzieląc się z innymi tym, co posiadamy, stajemy się ludźmi dobrego serca i doznajemy wewnętrznej radości zgodnie z tym, co mówi Psalmista: Wlałeś w moje serce więcej radości niż w czasie obfitego plonu pszenicy i młodego wina (Ps 4, 8).
 
Nade wszystko jednak stajemy się ludźmi dobrego serca dzięki czuwaniu przed Panem. To na modlitwie i dzięki niej odkrywamy, że skarbem naszego serca jest jego Pan i Twórca. Ludzkie serce winno nieustannie wyczekiwać swego Pana: Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy [bądźcie] podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze (Łk 12, 35-36). Ludzkie serce trwa i żyje tylko dzięki temu, że Pan czuwa nad nim, podtrzymuje je w jego istnieniu. I ono winno - odpowiadając na czuwanie Pana - trwać i czuwać przed Nim.
Bez modlitwy i czuwania przed Panem ludzkie serce tak łatwo się psuje, degraduje i staje nieczułe; twarde jak skała, jak dolny kamień młyński (Hi 41, 16). Buntuje się ono wówczas przeciw Panu i knuje zasadzki (Ps 5, 10). To brak modlitwy sprawia, że tak łatwo stajemy się ludźmi bez serca, ludźmi niewrażliwymi. Zadziwia nas nieraz okrutna postawa niektórych młodych osób, brutalnie znęcających się nad rówieśnikami i upokarzających swoich wychowawców. Zaskakują nas takie zachowania. Czy są one jednak aż tak dziwne, jeżeli nikt nie dał im świadectwa modlitwy, nie nauczył stawania przed Bogiem jako Stwórcą i Panem ludzkiego serca?
Ludzkie serce samo z siebie nie jest źródłem dobra. Czyż Jezus nie powiedział, że tylko Bóg jest dobry? Że bez Niego nie możemy niczego uczynić? Że tylko On odpuszcza grzechy? Człowiek staje się dobrego serca tylko wówczas, kiedy czerpie z nieskończonej dobroci Boskiego serca. To codzienna kontemplacja Dobroci Boga czyni człowieka dobrym. Stąd też potrzeba codziennego wołania do Boga: "Uczyń serce moje według Serca Twego". Kiedy człowiek za dnia woła do Boga, jego serce upomina go nawet nocą (por. Ps 16, 7).
Gdybyśmy codziennie modlili się, szczerze stając przed Bogiem jako Panem i Stwórcą, żylibyśmy niewątpliwie w głębszym poczuciu sensu i jaśniej widzielibyśmy cel życia. Nasze serca wiedziałyby, dla kogo biją i komu są oddane. To przecież dzięki modlitwie odkrywamy, że wyszliśmy od Boga i do Niego zbliża nas każdy nowy dzień, że każde uderzenie serca zawdzięczamy właśnie Jemu. Wszak tutaj, na ziemi, jesteśmy tylko przechodniami i pielgrzymami. A ponieważ modlimy się mało, niedbale, nasze serca łatwo ulegają złudzeniu. Usiłujemy zbudować sobie na ziemi "trwałe mieszkanie", które jest przecież tylko zamkiem z piasku. Nasze serca przeczuwają jednak iluzoryczność takiego rozwiązania, dlatego też ogarnia je lęk i niepokój. Ludzkie serce może doznać pokoju tylko wówczas, kiedy powierzy się Bogu.
W naszych rodzinach byłoby więcej zgody, jedności, współczucia i przebaczenia, gdybyśmy codziennie stawali szczerym sercem przed Bogiem, powierzając Panu naszych bliskich. Modlitwa przypominałaby nam, że Bóg jest Ojcem wszystkich, a człowiek dla człowieka - tylko bratem czy siostrą; nigdy jego panem i władcą. Nasze serca nie wynosiłyby się nad innych, nie uzurpowałyby sobie prawa do przemocy, manipulacji, destrukcyjnych nałogów i krzywdzenia drugiego człowieka. Modlitwa, i tylko modlitwa, może ochronić nasze serca przed obojętnością wobec bliźnich, przed krzywdzeniem ich, poniżaniem, stosowaniem przemocy, niewiernością i zdradą.
Gdybyśmy codziennie z większą hojnością serca modlili się, nie żałując czasu, żylibyśmy w większym pokoju, a codzienna radość życia byłaby naszym udziałem. Bóg i tylko On może ukoić skołatane ludzkie serca. Tylko On może uleczyć je z chciwości, nieopanowanego pożądania, niechęci wobec bliźnich. Gdybyśmy się więcej modlili w ciągu całego naszego życia, nasze twarze - wraz z upływem czasu - byłyby coraz bardziej pogodne, ponieważ widzielibyśmy w nas, wokół nas, a nade wszystko w naszych bliźnich więcej dobra. Powierzając codziennie nasze dusze Bogu, rano i wieczorem, łatwo przebaczylibyśmy sobie te nasze błędy i grzechy, z powodu których ciągle zadręczamy siebie i innych. Wszak nikt nie jest bez grzechu, dlaczego więc my mielibyśmy się okazać jedynymi ludźmi bez niego. Zrozumielibyśmy też, że bezsensowne jest wypominanie sobie tych grzechów, których już nie ma, ponieważ wyznane przed Bogiem zostały zanurzone w Jego Boskim miłosierdziu.
Gdybyśmy się więcej modlili, z większym spokojem myślelibyśmy także o naszych dzieciach i ich przyszłości. To prawda, że tak trudno jest dziś wychować potomstwo. Rodzice i dziadkowie drżą często o swoje pociechy. Są bowiem świadomi, że nawet najlepsza rodzina nie daje gwarancji, że nasze dzieci wyrosną na dobrych ludzi. Środowisko rówieśników, szkoła i media mają nieraz wielki wpływ na zachowanie, postawę i kształtowanie się świata wartości dziecka. Jak uchronić je przed błędami, za które musiałoby płacić wysoką cenę? Jest tylko jeden sposób! Nauczyć dziecko od najwcześniejszych lat modlitwy. Przyprowadzać dziecięce serca przed Boskie serce. Nikt nie ma dostępu do serca człowieka, jak tylko Bóg. Dzieci wiedzą o tym od pierwszych lat swojego życia. Pozwalają sobie na kłamstwa wobec rodziców, ponieważ rozumieją, że rodzice nie są w stanie ich odkryć. Te drobne kłamstwa nie są wcale tragedią, o ile dziecko staje z nimi szczerze przed Bogiem.
Polskie pieśni Kiedy ranne wstają zorze oraz Wszystkie nasze dzienne sprawy przypominają o potrzebie codziennej modlitwy, która polega przede wszystkim na powierzeniu serca Bogu. W Kiedy ranne wstają zorze śpiewamy: "Ledwie oczy przetrzeć zdołam, / Wnet do mego Boga wołam, / Do mego Boga na niebie / I szukam Go wkoło siebie". A w pieśni Wszystkie nasze dzienne sprawy powierzamy Panu cały dzień, prosząc: "Wszystkie nasze dzienne sprawy, / Przyjm litośnie, Boże prawy, / A gdy będziem zasypiali, / Niech Cię nawet sen nasz chwali".
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Gdybyśmy się trochę więcej modlili...
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.