Parytety. Sprawiedliwość czy obraza kobiet?
Zwolennicy parytetu twierdzą, że likwiduje on dotychczasowe przywileje mężczyzn wynikające z płci i tradycji
(fot. waving at you/flickr.com)
Sprawa parytetów spolaryzowała społeczeństwo na zwolenników i przeciwników tego rozwiązania w sposób niebanalny. I tak mamy mężczyzn, zbierających podpisy pod projektem ustawy, i kobiety, które przeciwko temu rozwiązaniu zdecydowanie protestują.
Wszystko zaczęło się od ubiegłorocznego Kongresu Kobiet. To wtedy – jak twierdzi Henryka Bochniarz – kobiety dostrzegły, że 20 lat polska sfera publiczna jest sukcesywnie „zawłaszczana przez mężczyzn” i że przyszedł czas, by to zmienić.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Środowiska związane z Kongresem przygotowały projekt ustawy o parytetach i lawina ruszyła. Parytety stały się przedmiotem dyskusji polityków, publicystów, działaczy społecznych i środowisk naukowych. Temat spolaryzował społeczeństwo. Z jednej strony słyszymy o wyrównywaniu szans, sprawiedliwości społecznej i walce z dyskryminacją, z drugiej o centralnym planowaniu, inżynierii społecznej i o samo-deprecjonowaniu kobiet.
Obie strony przytaczają różne dane statystyczne, różnie interpretowane i – co w takiej sytuacji oczywiste – przedstawiają różne wnioski. Co z tego wynika?
Rozbić „męski układ” i pójść za zmianami
Projekt ustawy o parytetach zakłada zmianę ordynacji wyborczej – do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich, na taką, która zapewniałaby nie mniejszą niż 50 procentową obecność kobiet na listach – mówi Bożena Wawrzewska, dyrektor Biura Kongresu Kobiet.
Kongres Kobiet przekonuje, że parytet na listach wyborczych sprawi, że w dyskursie publicznym pojawią się kwestie do tej pory marginalizowane, a bezpośrednio wpływające na sytuację kobiet w Polsce. - Sprawy takie jak: zdrowie reprodukcyjne, opieka okołoporodowa, przemoc, polityka prorodzinna, kwestie alimentów – obecnie spychane na dalszy plan – dzięki reprezentacji kobiet w strukturach rządowych i samorządowych mają szansę znaleźć się w głównym nurcie problemów politycznych – przekonuje Henryka Bochniarz, jedna ze współorganizatorek Kongresu.
Zwolennicy parytetu podkreślają, że nie jest to specjalna taryfa ulgowa dla kobiet. Twierdzą, że likwiduje on dotychczasowe przywileje mężczyzn wynikające z płci i tradycji.
Miłada Jędrysik przytacza na łamach „Gazety Wyborczej” wypowiedź szwedzkiej ekspertki Drude Dahlerup, która podkreślała na konferencji w Sejmie, iż z jej badań wyraźnie wynika, że kobiety są w polityce dyskryminowane. Dahlerup mówiła o politycznym "męskim układzie", zacementowanym przyjaźniami i zależnościami.
Teksty zamieszczone na oficjalnej stronie Kongresu wydają się potwierdzać opinię o zniekształcającym scenę polityczną w Polsce "męskim układzie". Są tam informacje o tym, że „to kobiety są lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne, skupione na konkretnych problemach a nie na własnych ambicjach”, a mimo to ciągle przytłaczającą większość stanowisk we władzach państwowych zajmują mężczyźni.
Socjolożka Beata Łaciak w rozmowie z Aleksandrą Klich (również na łamach "Gazety Wyborczej") twierdzi, że problemem są zbyt konserwatywni politycy, którzy nie dostrzegają zmian zachodzących w obyczajowości społeczeństwa. W tym kontekście mówi o ewolucji stosunku do homoseksualistów. – Dzisiaj, dokonując coming outu w świecie rozrywki, można nawet liczyć na pochwałę, jak Tomasz Raczek i jego partner, zdobywcy tytułu Najpiękniejszej Pary magazynu "Gala" – zwraca uwagę. – A gdyby polityk ujawnił swoją homoseksualność? – pyta Aleksandra Klich. – Jestem przekonana, że wyborcy by to zaakceptowali. Ale nie sądzę, by któryś polityk się na to zdecydował. Nasi politycy są bardziej konserwatywni niż ich elektorat – odpowiedziała Łaciak.
Na tę samą kwestię zwróciła także uwagę inna uczestniczka parytetowej konferencji w Sejmie, szwedzka dziennikarka i dyplomatka Mika Larsson. Jak mówiła, nie może zroumieć, dlaczego w Polsce politycy są w tyle za społeczeństwem. Bo w Szwecji to sami politycy wyszli z propozycją parytetu w imię sprawiedliwszego społeczeństwa”.
Polskie kobiety to nie tylko feministki
Jednak nie wszystkim kobietom podoba się pomysł wprowadzenia parytetów. "Czy owe 50 procent wymyślono na podstawie założenia, że wszędzie jest nas, kobiet i mężczyzn, po połowie? Przecież to nieprawda, w różnych grupach demograficznych w zależności od wieku, zawodu, wykształcenia i miejsca zamieszkania jest nas raz nieco mniej, innym razem nieco więcej niż 50 procent. W Radzie Naukowej WAT i na Wydziale Pedagogiki owe 50 procent oznacza zupełnie inne rozwiązanie. Na jednym trzeba będzie zapewne ograniczyć liczbę kobiet, na drugim dokooptować je niezależnie od kompetencji, doświadczenia i dorobku. Po co?" – czytamy w liście otwartym na stronie parytety.pl.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.35
Liczba głosów:
17
Komentarze użytkowników (31)
Dodaj komentarz"W okresie ciszy wyborczej tj. w okresie 24 godzin poprzedzających dzień wyborów i aż do chwili zakończenia głosowania zabronione jest prowadzenie agitacji wyborczej na rzecz kandydatów i list kandydatów w jakiejkolwiek formie. Publikacja na forum jakichkolwiek komentarzy mających charakter agitacji wyborczej może zostać uznana za naruszenie przepisów ordynacji wyborczej oraz stanowi czyn zagrożony karą grzywny w wysokości do 1 000 000 zł"
(Art.86 i 87 oraz art. 219 i 220 Ordynacji wyborczej do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 12 kwietnia 2001 roku DZ.U. 2001 Nr 46 poz. 499 z późn. zm.)






