Cela, prycza i... indeks
Za kilkanaście dni maturzyści otrzymają wyniki swojego egzaminu dojrzałości i będą podejmować decyzje dotyczące swojego dalszego kształcenia. Wielu dostanie się na wymarzone kierunki studiów, dla niektórych poprzeczka wymaganych punktów okaże się zawieszona za wysoko.
Będą i tacy, dla których za wysoka może się okazać bariera finansowa, zwłaszcza gdy studiuje się poza domem. Koszty utrzymania z akademikiem czy stancją, niestety, przekraczają możliwości finansowe niemałej liczby polskich rodzin.
Być może jakimś panaceum na te trudności będzie absolutnie nowatorski pomysł, jaki od nowego roku akademickiego ma być realizowany w Radomiu. Mianowicie, 3,5-letnie studia inżynierskie dla osadzonych - wspólne przedsięwzięcie Politechniki Radomskiej oraz Aresztu Śledczego w Radomiu. Przez pierwsze dwa lata studiów wykłady będą odbywały się w areszcie, gdzie na zajęcia przyjeżdżać będą wykładowcy. Wygodnie, na miejscu, za darmo. Po tym okresie skazani kierowani będą do zakładu karnego typu półotwartego, skąd będą dojeżdżać do auli wykładowych i laboratoriów Politechniki.
Trzeba więc tylko skutecznie wejść w konflikt z prawem, a wtedy studia i akademik w jednym miejscu, bez żadnych kosztów, zapewnione. Nawet jeśli pechowo się złoży, że nie trafi się do więzienia w Radomiu, to też nie problem, bo więźniowie mają być dowożeni także z innych zakładów karnych; koszty przecież nie grają roli przy realizacji tak szczytnej idei. Poza tym można przypuszczać, że i w innych miastach nie zabraknie naśladowców pionierskich metod resocjalizacji.
Nie wiem, czy taka propozycja przypadnie do gustu tegorocznym maturzystom, spodobał się natomiast bardzo pomysł studiów przynajmniej niektórym więźniom. W Programie 1 Polskiego Radia wypowiedzieli się skazani: jeden na dożywocie, drugi na 25 lat. Stwierdzili zgodnie, że bardzo chętnie skorzystają z tej możliwości, bo dzięki odbytym studiom będą mieli inny start w życie postpenitencjarne, a zacząć studia za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, gdy opuszczą więzienie, byłoby im trudno. Bardzo logiczna argumentacja. Trudno też przypuszczać, by więzień skazany na dożywocie, gdy za 30 lat opuści zakład karny, zdążył np. zwiedzić cały świat, a dlaczego pozbawiać go takiej możliwości? Proponuję, by w ramach resocjalizacji i słusznych praw więźniów zorganizować np. co pół roku wycieczkę krajoznawczą. Żeby nie przesadzić, można zacząć np. od Rzymu, Paryża i Wysp Kanaryjskich. Korzyść poznawania historii i kultury, piękna przyrody i obcych języków oczywista, więc może się dałoby napisać jakiś projekt wsparty z unijnych funduszy…
A tak całkiem poważnie, nie mam nic przeciwko studiom dla więźniów, nie kwestionuję też ich waloru resocjalizacyjnego. Oburza mnie jednak fakt, że w sytuacji, gdy niemała część polskiej młodzieży z powodów finansowych nie może pozwolić sobie na studia, lub podejmuje je kosztem wielkich wyrzeczeń; gdy ogranicza się środki na stypendia studenckie, dydaktykę i na badania naukowe, funduje się jednocześnie bezpłatne studia więźniom. Jeśliby zapracowali i zapłacili za te studia, pomysł byłby godny pochwały. W przeciwnym razie mamy do czynienia z rażącym naruszeniem może nie tyle konstytucyjnej zasady sprawiedliwości społecznej, ile zwyczajnej sprawiedliwości i zwyczajnego poczucia przyzwoitości. Tym bardziej, gdy uświadomimy sobie, że w ub. roku dzienny koszt utrzymania więźnia w Polsce wynosił 76 zł, czyli blisko 2,5 tys. zł miesięcznie. Dla porównania dzienna stawka żywieniowa w szpitalu wynosi około 8,50zł, do dziecka z domów dziecka państwo dodaje dziennie jedynie 7,70zł na osobę zaś najniższa emerytura nie przekracza 700 zł miesięcznie.
„Państwo, które nie kierowałoby się sprawiedliwością, zredukowałoby się do wielkiej bandy złodziei” – takie mocne słowa powtórzył za św. Augustynem papież Benedykt XVI w encyklice Deus Caritas est. (nr 28). Państwo, w którym łatwiej ukończyć studia skazanemu na dożywocie zbrodniarzowi niż uczciwej, zdolnej młodzieży z ubogich rodzin, nie jest państwem sprawiedliwym. A z drugiej strony, czy warto studiować w państwie, które więcej płaci za utrzymanie więźnia niż np. za pracę dyplomowanego nauczyciela z dwoma fakultetami i trzydziestoletnim stażem?
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.69
Liczba głosów:
26
Komentarze użytkowników (9)
Dodaj komentarzA ja uważam inaczej - to się opłaci!
Lepiej wykształcić więźnia i dać mu perspektywy po wyjściu z zakładu karnego, bo wtedy nie trzeba będzie za kilka lat za niego płacić. .....
Nie podoba mi się też mentalność wielu ludzi na forum - jak państwo chce komukolwiek coś dać, to jest źle, bo są inni, którzy nie dostaną. Myślicie, że jak nie dla wieźniów, to te pieniądze trafią np. do studentów? Naiwni...
Być może jakaś korzyść z tego by była, ale to tylko słabiutka hipoteza.. Prawdopodobieństwo jednak, że wiedza zdobyta dziś przez więźnia będzie z korzyscią dla panstwa i społeczenstwa spożytkowana, a nawet że przyda się samemu więźniowi, gdy za 20 lub 30 lat wyjdzie na wolność wydaje się bardzo małe. O wiele więc bardziej racjonalne, a przede wszystkim o wiele sprawiedliwsze, uczciwsze jest inwestowanie w studiująca na ucvzelniach młodzież i w ogóle w naukę, a nie w więźniów. A stwierdzenie, że te pieniądze i tak nie pójda na studentów... No cóż, to właśnie pokazuje, jak chore jest państwo, które lekką ręka da dla więźniów pienioądze, które bardziej racjonalnmie i sprawidliwioe mogłyby byc spozytkowane.
Lepiej wykształcić więźnia i dać mu perspektywy po wyjściu z zakładu karnego, bo wtedy nie trzeba będzie za kilka lat za niego płacić. Inaczej po wyjściu na wolność ponownie popadnie w konflikt z prawem i trafi do więzienia.. a państwo będzie musiało za to płacić.
Z kolei jak skończy te studia - to po wyjściu na wolność jeszcze państwo uzyska korzyść z podatków płaconych przez pracującego.
Nie podoba mi się też mentalność wielu ludzi na forum - jak państwo chce komukolwiek coś dać, to jest źle, bo są inni, którzy nie dostaną. Myślicie, że jak nie dla wieźniów, to te pieniądze trafią np. do studentów? Naiwni...
Tyle w temacie.
Pozdrawiam






