Żenada pod krzyżem
(fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)
Niektórzy twierdzą, że sprawa krzyża obnażyła słabość Kościoła. No cóż! Sugerowanie, że z całą sytuacją powinien osobiście się zmagać arcybiskup Warszawy, oraz tworzenie w tym kontekście teorii o podziale, to rozminięcie się z rzeczywistością. A obwinianie Kościoła o to, co się stało, to głupota lub zła wola.
Byłem pod krzyżem. Stałem w kilkutysięcznym tłumie, który wypełnił Krakowskie Przedmieście od Pałacu Prezydenckiego do kościoła św. Anny. Wśród zebranych ludzi można by wyróżnić kilka grup ludzi. Byli tzw. obrońcy krzyża. Zdeterminowani i przekonani o tym, że krzyż ma stać tam, gdzie stał. Było wielu młodych ludzi, którzy doskonale się bawili, robiąc sobie ze wszystkiego żarty. Kolejna grupa to liczni dziennikarze, dla których wybudowano nawet specjalną platformę. Byli też tacy, którzy przyszli, bo spodziewali się, że krzyż zostanie przeniesiony, i chcieli nabożnie, z powagą uczestniczyć w tym wydarzeniu.
Stałem 30 m. od krzyża, ale nie mogłem dostrzec, co tam właściwie się dzieje. Podnoszone przez bezpośrednich „obrońców krzyża” okrzyki były dość słabo nagłośnione. Przede mną jacyś starsi ludzie sprzeczali się na temat PO i PiS. Za mną kilku młodzieńców przechwalało się, ile to minionej nocy wypili na imprezie, i dziwili się, że procesja z krzyżem jeszcze nie rusza. Kilka metrów dalej postawny mężczyzna krzyczał: „Precz z komuną i liberałami!”. Odnosiłem wrażenie, że nie wiadomo, kto właściwie bierze odpowiedzialność za przebieg całego wydarzenia. Wieść o pozostawieniu krzyża została przywitana brawami jednych, złością lub zdziwieniem innych.
Moim zdaniem grzechem pierworodnym całej sytuacji były jątrzące artykuły w prasie, która zaraz po wyborach uznała za stosowne zająć się krzyżem przed Pałacem Prezydenckim. Po co zaraz po wygranej Komorowskiego było nawoływać do usunięcia krzyża? Sam prezydent-elekt dał się w to „wkręcić” w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Zupełnie niepotrzebnie dwa dni po wygraniu wyborów ogłosił, że krzyż ma zostać przeniesiony. Od tego momentu sytuacja zaczęła eskalować. Wówczas politycy zaczęli wzywać Kościół do rozwiązania problemu. Tymczasem to nie Kościół wywołał całą awanturę. Podmiotem, który powinien wziąć odpowiedzialność za całą sprawę, jest kancelaria prezydenta. Powstała sytuacja obnaża słabość państwa.
Niektórzy twierdzą, że sprawa krzyża obnażyła też słabość Kościoła, bo przecież decyzja o przeniesieniu krzyża do kościoła św. Anny została podjęta przy współpracy Kurii metropolitalnej. A ludzie nie posłuchali… No cóż! pamiętam, że jak były organizowane procesje ku czci św. Andrzeja Boboli, to co roku pojawiała się grupka dziwnych osób, który trzymały transparent: „Święty Andrzeju Bobolo, broń nas przed szatańską Unią Europejską”. To tego rodzaju osoby są najbardziej aktywne pod krzyżem. One były gotowe krytykować także Jana Pawła II i zasadniczo nie przejmują się kościelną władzą. Sugerowanie, że z takimi ludźmi powinien osobiście się zmagać arcybiskup Warszawy, oraz tworzenie w tym kontekście jakichś teorii o podziale Kościoła, to rozminięcie się z rzeczywistością.
Oczekuję, że stosowne władze państwa i miasta wypracują sposób postępowania w sprawie krzyża, a potem będą zdolne (bez zwalania odpowiedzialności na kogokolwiek) zrealizować podjęte decyzje. To władza ma wszelkie środki, aby – jeśli taka jej wola – przenieść krzyż wbrew grupce fanatycznych jego obrońców. Kościół może tu jedynie współpracować. W tej sytuacji może warto powrócić do koncepcji szybkiego przygotowania tablicy upamiętniającej katastrofę w Smoleńsku, która znalazłaby miejsce przy Pałacu Prezydenckim. I dopiero wówczas przenieść krzyż, nawet jeśli przy jego przenoszeniu trzeba by spacyfikować kilku „obrońców”. Zasłanianie się tym, że kilkanaście osób nie pozwala klerykom i harcerzom przenieść krzyża, to po prostu żenada. A obwinianie za to Kościoła, to głupota lub zła wola.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
3.86
Liczba głosów:
86
Komentarze użytkowników (111)
Dodaj komentarzprezydenta co odznaczył jarulescu Krzyżem Sybiraka?
Jerzego Szmajdzińskiego szefa Wydziału Organizacyjnego KC PZPR?
Piotra Nurowskiego za Peerelu agenta 2 oddziału (wywiad) Sztabu Generalnego?
Janusza Kochanowskiego ‘rzecznika praw obywatelskich’ neonazistów (w 2008 r dołożył starań by - przez zakwestionowanie ustawy o zakazie publicznego pomówienia narodu polskiego o zbrodnie nazistowskie lub bolszewickie - zalegalizować termin ‘polskie obozy zagłady’ wymyślony ongiś przez Nałkowską w ‘Medalionach’)
czy kogoś innego?
Na zakręcie naszej, także trudnej niepodległości, kiedy widzimy już inny zupełnie dorobek III Rzeczypospolitej, proszę, by Państwo wczytali się w te słowa.
Słowa Prymasa Hlonda z listu opublikowanego na Środę Popielcową 1932 roku - listu "O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem". Spróbujmy w ich kontekście zrozumieć nasze wyzwania i nasze zadania, kiedy przyszła pora na polski Popielec roku 2011... Posłuchajmy:
"Niestety są w Polsce bezbożnicy i jest bezbożniczy ruch. Oczywiście nie pod tą nazwą, lecz pod wygodniejszą nazwą wolnomyślicielstwa. (...) Nie przebrzmiało jeszcze w świecie zmartwychwzbudzające tchnienie: Polsko, wynijdź z grobu (J 11,43), a już odbywa się w łonie wskrzeszonej ojczyzny śmierciorodne zatruwanie pierwiastków życia i walka z jego stwórczym początkiem: Chrystusem. (...) Dopiero zaczęliśmy rozumieć swoje nowe posłannictwo narodowe, a już stajemy się widowiskiem walki z własną przyszłością i z prawdą duszy polskiej, z twórczymi pierwiastkami postępu i z podstawami własnego rozwoju.
Mówią, że to powiew Europy, a w rzeczywistości wieje tu woń przykra moralnego rozkładu tej Europy, która już cuchnie (J 11,39). (...)
krytyka polskiej demokracji nie wynika z jej zagrożenia, ale z zagrożenia
pozycji wąskiej grupy ludzi. "Okazuje się, że nie cała inteligencja myśli o
sobie" - mówi kompozytor. (IAR)
Jestem z zaścianka
Gdy zacząłem słyszeć o "moherowych beretach" uświadomiłem sobie, że ja jestem właśnie z takiego domu, że moja babcia, gdyby dzisiaj żyła to byłaby słuchaczką Radia Maryja. Ja też go słucham, ale ona pewnie byłaby taką babcią-słuchaczką od rana do wieczora. Jej zawdzięczam najważniejsze sprawy w życiu. Używając wielkich słów - patriotyzm, wiarę, szacunek dla innego człowieka.
po roku:
Powiedział pan kiedyś, że potrzebne jest Polakom leczenie dusz.
Niezrozumiały jest dla mnie podział jaki się dokonał na elity z jej autorytetami, swoimi telewizjami i sejmami i oderwany od nich szary tłum ludzi, traktowanych, bez względu na ich poglądy, tak pogardliwie jak właśnie pogardliwe jest określenie "moherowe berety". Tak jakby świat elit politycznych, medialnych, biznesowych należał do zupełnie innego narodu. Marzy mi się więc leczenie dusz w duchu "Kazania na Górze". To przesłanie miłości i solidarności, te osiem błogosławieństw, każdy polityk powinien czytać sobie codziennie przed snem.
Wojciech Kilar






