Ofiary katastrofy domu w Szczyrku spoczęły na miejscowym cmentarzu

Ofiary katastrofy domu w Szczyrku spoczęły na miejscowym cmentarzu
(fot. PAP/Andrzej Grygiel)
PAP / jb

Osiem ofiar, które zginęły pod gruzami domu w Szczyrku, wśród nich czworo dzieci, spoczęło w czwartek na miejscowym cmentarzu parafialnym. Urny z prochami złożono w dwóch sąsiadujących grobach.

 

W ostatniej drodze tragicznie zmarłym członkom jednej rodziny – Kaimów, lubianej i szanowanej w Szczyrku, towarzyszyli najbliżsi, przyjaciele i znajomi, przedstawiciel prezydenta RP, reprezentanci różnych środowisk beskidzkiego kurortu, samorządowcy, poczty sztandarowe, koleżanki i koledzy ze szkół, a także setki mieszkańców miasta.

Prezydent RP Andrzej Duda w odczytanym podczas uroczystości pogrzebowych liście napisał, że tragedii, która się wydarzyła w Szczyrku, nie sposób wyrazić słowami. "W jednej krótkiej chwili zginęły dwa małżeństwa i czworo dzieci, z których żadne nie miało jeszcze 10 lat. Chcę wyrazić głęboki smutek z powodu ich tragicznego, niespodziewanego odejścia" – napisał prezydent, składając najszczersze kondolencje bliskim ofiar.

"Jestem przekonany, że zmarli pozostaną na zawsze w pamięci społeczności, jako dobrzy, pracowici, uczynni i serdeczni gazdowie. Takimi zapamiętają ich liczne osoby, które przez kilkadziesiąt lat gościły u nich, na Kaimówce, aby tutaj, u stóp Skrzycznego wypoczywać, uczyć się podstaw narciarstwa, czerpiąc z ogromnej wiedzy i doświadczenia zawodniczego i trenerskiego Józefa i Wojciecha Kaimów. Będzie nam ich brakowało. Pozostaje żal, pamięć i modlitwa" – napisał prezydent.

Kondukt pogrzebowy przeszedł główną ulicą miasta. "Znaliśmy ich tu wszyscy. Czułam potrzebę przyjścia, by ich pożegnać" – powiedziała PAP jedna z mieszkanek miasteczka.

"Cóż innego możemy dziś zrobić? Ja też jestem matką. Wiem, co przeżywają ci, którzy żyją. Mieszkamy blisko. Byliśmy w bliskim kontakcie. Moi synowie są narciarzami. Bardzo się lubili. To bardzo smutny dzień" – powiedziała inna mieszkanka Szczyrku, roniąc łzy.

Wśród żałobników był burmistrz Antoni Byrdy. Powiedział, że "miasto jest w żałobie, w bólu". "Myślę, że także i dziś wielu wciąż zadaje sobie pytanie: dlaczego? A może nawet dramatycznie: gdzie byłeś Boże?" - mówił w rozmowie z PAP.

Ceremonię na cmentarzu parafii św. Jakuba poprzedziła msza św. w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła, którą odprawił bielsko-żywiecki biskup pomocniczy Piotr Greger.

Duchowny w homilii powiedział, że dla małżonków Józefa i Jolanty, ich wnuka Szymona, dla rodziców Wojciecha i Anny oraz ich dzieci Michaliny, Marceliny i Stanisława kres "ziemskiego życia nastąpił w okolicznościach niespodziewanych i niezwykle tragicznych". Jak dodał, to dramatyczne wydarzenie dowodzi, że "ludzkie życie na ziemi jest niesamowicie kruche".

"Nasza codzienność jest kroczeniem na krawędzi pomiędzy doczesnością i wiecznością. Oni przekroczyli próg życia i śmierci w chwili, której nikt z nas się nie spodziewał. Byli w domu, a więc tam, gdzie człowiek (…) ma prawo czuć się bezpiecznym. Pośród prozaicznych działań wykonywanych każdego dnia nadeszła godzina śmierci" – mówił biskup.

Dodał, że w obliczu tragedii ludzie zadają pytanie: dlaczego? "Emocjonalnie nie potrafimy sobie z tym poradzić. Jest to ból trudny do uniesienia, ale nam trzeba się wzbić ponad emocje. Dopuśćmy do głosu tego, który nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Nie (…) czujmy się przez niego odrzuconymi. Nasz udział w pogrzebie i pamięć modlitewna (…) jest najlepszą formą podziękowania złożoną dla nich: że żyli wśród nas, że było nam dane doświadczyć od nich wiele dobra i szczęścia – chociaż po ludzku sądząc, było to wszystko zbyt krótkie i zakończyło się zdecydowanie za szybko" – powiedział bp Greger.

Burmistrz Byrdy, zwracając się do bliskich ofiar, wskazał, że wszystko, co chciałby powiedzieć, będzie blade w stosunku do tego, co czują serca rodziny zmarłych, a także wszystkich przyjaciół i szczyrkowian. "To, co przeżywamy od dwóch tygodni, to nie koszmarny sen, ale dramatyczna rzeczywistość. W obliczu tej ogromnej tragedii żadne słowa nie są w stanie wyrazić i ukoić bólu oraz cierpienia" – powiedział.

Do tragedii w Szczyrku doszło 4 grudnia wieczorem. Wybuch gazu zniszczył całkowicie trzykondygnacyjny dom. Ratownicy znaleźli w gruzach osiem ciał ofiar.

Sprawę katastrofy wyjaśnia bielska prokuratura okręgowa. Według śledczych, jest ścisły związek między wybuchem, który doprowadził do zawalenia się domu, a pracami wiertniczymi prowadzonymi przez prywatną firmę na zlecenie innej. Uszkodzony został wówczas gazociąg.

W środę prokuratura zleciła policji zatrzymanie trzech osób: Romana D., prezesa firmy budowlanej, która zleciła przewiert, Marcina S. i Józefa D., którzy wykonywali zlecenie. Wszyscy usłyszeli zarzuty sprowadzenia katastrofy. Grozi za to nawet 12 lat więzienia. Śledczy wnioskują o tymczasowe aresztowanie zatrzymanych.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ofiary katastrofy domu w Szczyrku spoczęły na miejscowym cmentarzu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.