„O uczciwy handel” - ale dlaczego?

Artykuł nadesłany / Bogusław

(fot. Steve Crane / flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Ten przekorny tytuł jest streszczeniem całości. Odpowiedź na tak postawione pytanie wydaje się oczywista, wynika wręcz z Dekalogu. O tym zresztą wielokrotnie wspomina Stolica Apostolska, u nas mówił o tym niedawno ks. Abp Gądecki. Wciąż trwa nauczanie, gorzej z wykonaniem. Dlaczego tak jest – spróbuję odpowiedzieć poniżej.

 

Krytycy Kościoła znają odpowiedź bardzo prostą. Dla nich Kościół to fasada, wierni i tak robią wszystko po swojemu, wiele jest przykładów, itd. Patrząc na stan społeczeństw ocena taka wydaje się być podejściem realistycznym. Według mnie jest inaczej. To nie dziewięćdziesiąt kilka procent Katolików łamie na co dzień dziesięcioro przykazań. Raczej owa rzesza wiernych daje się manipulować gdyż sami myśląc prostolinijnie dają się manipulować małej grupie oszustów. Nie chcę w ten sposób usprawiedliwić owych dziewięćdziesięciu kilku procent współwyznawców gdyż są w takim razie winni co najmniej grzechu zaniedbania polegającego na leniwym nie dociekaniu skutków swego działania. Jest to jednak co innego niż działanie z premedytacją. Mechanizm powyższy pokażę na przykładach poniżej.

 

Porównam firmę handlową z Poznańskiego z przełomu XIX i XX wieku z pracą kilku hurtowni istniejących dzisiaj. W dawnym poznańskim handlu istniało pojęcie „zysku godziwego”. W znanej mi branży oznaczało to maximum 17% zysku w odniesieniu do wartości towaru. W praktyce oznaczało to, że jeżeli mój przodek uzyskał czysty zysk z jednej transakcji przekraczający owe 17% to „stawał na dywaniku” przed pryncypałem i musiał tłumaczyć się czy nie skrzywdził kogo przy dokonywaniu tej transakcji. Większy zysk był oczywiście mile widziany ale nie za cenę cudzej krzywdy. Podkreślam, że nie rozróżniano tu żadnych wrogów których krzywdzić można i przyjaciół których okradać nie należy. Działo się tak pomimo zaborów i trwającego Kulturkampfu gdzie wrogów wskazać było dość łatwo. Po prostu zysk był godziwy lub niegodziwy a pojęcie „innych” lub wręcz wrogów nie było kategorią handlową i nie stanowiło pretekstu do nieuczciwości.

 

Miałem kilka okazji przyjrzeć się handlowi hurtowemu robionemu dziś. Jeden z szefów „szkolił” swych pracowników mówiąc że handel to sztuka uśmiechania się i patrzenia komuś w oczy przy jednoczesnym wsadzaniu ręki do jego kieszeni. Gdzie indziej szczycono się prowizją którą przyznał komuś szef za zysk z jednej transakcji na poziomie 230% włożonego kapitału. Ktoś tylko z cicha żartował pytając czy owa prowizja zwróci koszty wynikłe z „pomagania” w zbankrutowaniu innej firmy. Potem można było tanio kupić towar z wyprzedaży masy upadłościowej i te 230% zysku „zrobić” i prowizję zyskać.

 

Zamiast „dywanika” prowizja z wygodnym nie pytaniem o szczegóły (oby tylko to). Podobnych przykładów można by podać wiele. Nikt nie pytał o skutki. Nikt nie powiedział słowa o pracownikach których zatrudniała kiedyś owa zbankrutowana firma. Co kogo obchodzi to, że iluś tam ludzi musi teraz zdobywać inny zawód pracując za pół poprzedniej pensji skoro była prowizja do podziału? Moja wypowiedź o zwyczajach z Poznańskiego sprzed ponad stu lat została potraktowana jako żart.

 

Wątpię aby ktoś zadał sobie trud porównania skutków powyższych praktyk handlowych. Kiedy po I-szej Wojnie Światowej odzyskaliśmy niepodległość to właśnie Poznań mógł pochwalić się targami międzynarodowymi które potem przerodziły się w coroczne „Targi Poznańskie” znane w całej Polsce. Poznań leżał na obrzeżu ówczesnej Polski a było to w czasach kiedy samochód był rzadkością a podróż koleją luksusem. Pomimo to położenie „serca handlu” na obrzeżu kraju nie było wpadką a Targi Poznańskie istnieją do dziś. Tamta Polska podniosła się z ruin powojennych w ciągu dwudziestolecia sama.

 

W obecnej Polsce pomimo pomocy Unijnej młodzież wciąż szuka dobrobytu w Londynie a nawet tracąc pracę woli przebywać tam niż wracać. Czy należy się dziwić że mało kto chce wracać do kraju w którym zmarnowano dorobek kilku pokoleń? Czy aby na pewno synowie zapomną lekcję polegającą na obserwacji ojców wyrzucanych z pracy z firm które budowali przez całe życie? Stocznia która zbudowała Titanica istnieje do dzisiaj. Co jest ze stoczniami polskimi które jakoś nie zbudowały głównego aktora najgłośniejszej tragedii morskiej? Czy to dotyczy tylko stoczni?

 

Może dość mówienia o przykładach, czas na wnioski. Nie chcę nikogo namawiać aby naśladując Don Kichotta walczył samotnie z cała firmą. Na podobny czyn było stać Jezusa Chrystusa a nie wiem czy wszyscy są w stanie zapłacić podobną cenę jaka zapłacił za prawdę Zbawiciel. Wielu stać chyba jednak na podszkolenie się aby potem móc zadać w towarzystwie kilka pytań które nadadzą dyskusji trochę obiektywizmu. Jeżeli zrobimy to taktownie to chyba na stos to nas od razu nie zaprowadzi.

 

Powtarzanie tego eksperymentu (byle nie za często) może być kroplą wody która drąży kamień. W skrajnym przypadku staniemy się przez to niepożądanymi dyskutantami od „głupich pomysłów” ale czy na pewno towarzystwo ludzi o taki systemie wartości jest tak cenne? Do stawiania jednak takich pytań potrzeba wiedzy jeżeli nie chcemy być ośmieszeni w dyskusji. Wypowiedzi podobne do tej Abp. Gadeckiego z konieczności muszą być ogólnikowe, nie mogą dotyczyć szczegółów każdej dziedziny życia. Szczegóły odnośnie danego miejsca pracy każdy musi zdobyć sam, według swoich możliwości. Zdobycie takiej wiedzy to chyba nie jest zbyt wielki krzyż dla ludzi którzy chcą choć trochę naśladować Mistrza z Nazaretu.

 

Czas kończyć. Problem nie dotyczy zresztą tylko handlu. Podałem przykłady skrajne, bardzo przejaskrawiając rzeczywistość. Rzeczywistość ta bywa zwykle szara, trudno zauważyć drobiazgi z których składa się mechanizm niszczący nasze życie społeczne. Na to trzeba spostrzegawczości którą trzeba sobie wyrobić. Jestem jednak optymistą. Nie potrafię uwierzyć w to, aby miliony Polaków dobrowolnie pracowały w kieracie oszustów którzy bogacą się ich kosztem. Ufam, że wyżej opisana praktyka „kropli drążącej kamień” zrównoważy choć trochę propagandę beneficjentów „mętnej wody”. Jeżeli udało mi się przekonać choć kilka osób to już dobrze poświęciłem czas pisząc ten artykuł.

 

 

dodał(a): BS_LEx
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

Komentarze użytkowników (2)

Dodaj komentarz
2010-10-25 17:13:07 | Cytuj | Zgłoś
BS_LEx
Onośnie "dawniej było lepiej":
proponuję lekturę mego artykułu "Handel i misje – co mają ze sobą wspólnego?" bo ja nie jestem peny czy zawsze i wszędzie "dawniej było lepiej".
Przy okazji: Twój wniosek drogi Wojtku nie był odosobniony.
2010-10-01 21:03:32 | Cytuj | Zgłoś
~Wojtek
Chyba "maksimum" i "pomocy unijnej". Poza tymi drobiazgami tekst jest słuszny i potrzebny. Ale nasuwa się wniosek, że jednak dawniej było lepiej.
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?