Małżeństwa niesakramentalne. Jak mogą żyć w Kościele?

Przewodnik Katolicki
(fot. shutterstock.com)

Świadomie mówię o małżeństwach, nie związkach niesakramentalnych. Życie bez sakramentów jest konsekwencją ludzkich wyborów. Status tych małżeństw jest inny niż małżeństw sakramentalnych, ale czy znaczy to, że zasługują oni na odrzucenie?

 

Początki duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych w Bydgoszczy były banalne. Na wizytację parafii pw. bł. Andrzeja Boboli w 2002 r. przyjechał bp Bogdan Wojtuś, który poprosił, żeby to właśnie jezuici takie duszpasterstwo zorganizowali. Ówczesny proboszcz o. Mieczysław Łusiak szukał najpierw kogoś, kto mógłby się tym zająć - wreszcie zajął się sam.
 
- W Wielkim Poście 2002 r. odbyły się pierwsze rekolekcje. Przeznaczone były dla małżeństw, ale z zaproszeniem również dla małżeństw niesakramentalnych - wspomina o. Łusiak.

- Chodziło o to, żeby ci niesakramentalni nie krępowali się i nie czuli się naznaczeni, żeby mogli zachować anonimowość. Czas pokazał, że to była słuszna decyzja. Ludzie żyjący w małżeństwach niesakramentalnych często czują się w Kościele ludźmi drugiej kategorii. Zupełnie bezpodstawnie.
 
Wolno kochać
 
Po wielkopostnych rekolekcjach zebrała się grupa ludzi, którzy chcieli się spotykać regularnie, a których łączył jeden problem - wynikająca z przeszkody niesakramentalność związku. Są wśród nich małżeństwa młode albo liczące nawet 40 lat stażu. Bywa, że przychodzą, kiedy trzeba ochrzcić urodzone w nowym związku dzieci. Najczęściej jednak do duszpasterstwa trafiają, kiedy ich dzieci mają przystępować do Pierwszej Komunii Świętej. To wtedy budzi się w ludziach głód pełnego uczestnictwa w sakramentach, poczucie, że tracą coś ważnego, ból, czasem złość i bunt.
 
- Kiedy mnie pytają, dlaczego Kościół nie pozwala im się kochać, odpowiadam, że kochać pozwala, nie może tylko nowego związku pobłogosławić - tłumaczy o. Łusiak. - Gdyby Kościół błogosławił ponowne związki, zrezygnowałby z pielęgnowania tak ważnego elementu nauczania Jezusa, jakim jest nierozerwalność małżeństwa. Ale nie można powiedzieć, że Kościół nie pozwala kochać czy wyrzuca kogokolwiek poza swój nawias.
 
Skandal odrzucenia
 
Życie bez sakramentów jest konsekwencją ludzkich wyborów. Status osób żyjących w związkach niesakramentalnych jest inny niż małżeństw sakramentalnych, ale nie znaczy to, że zasługują oni na potępienie czy odrzucenie. Oni za swoje decyzje już płacą brakiem sakramentów - nie potrzeba im dalszych upokorzeń. Często na widok ludzi wracających po przyjęciu Komunii św. mają łzy w oczach.
 
- Wielokrotnie dostaję od ludzi e-maile, w których opowiadają mi, jak zostali potraktowani przez środowisko. Chyba nie zmyślają, po co po mieliby zmyślać...? Opowiadają, że przychodzą do kościoła, do spowiedzi ze świadomością, że mają problem, z którym sobie nie radzą - mówi o. Łusiak. Ludzie są różni. Jedni próbują pomóc osobom żyjącym w niesakramentalnym związku, inni ich odrzucają. Trzeba uświadamiać grzech, a jednocześnie pokazywać im miejsce w Kościele, mówić o Bożym Miłosierdziu.
 
Nie można niesakramentalnych odsuwać od Kościoła, bo oni w Kościele mają prawo szukać. Szukają akceptacji, zrozumienia, wybaczenia. Przecież niektórzy wchodzili w nowe związki bez intencji grzechu, czynili to dla dobra swojego albo swoich dzieci. Wchodzili w nie, bo nie radzili sobie w pierwszym związku, bo on okazał się zbyt trudny, bo musieli z pierwszego związku uciekać.
 
Stereotypy każą nam wrzucać wszystkie niesakramentalne małżeństwa do jednego wora. Łatwo się mówi: "żyją w grzechu". Oczywiście bywa, że ktoś po prostu zostawia rodzinę i odchodzi do kogoś młodszego albo bogatszego. Ale wszystkie przypadki powinno się rozpatrywać indywidualnie, to zbyt skomplikowana materia, żeby pozwolić sobie na uproszczenia. - Wielkim grzechem jest takie właśnie upraszczanie: żyjesz w małżeństwie niesakramentalnym, jesteś potępiony. Żyjesz w małżeństwie - choćbyś maltretował swoją żonę i ją zdradzał, Bóg ci wybaczy - mówi o. Łusiak.
 
Historia pierwsza
 
Ludzkie historie są przedziwne i o wiele bardziej skomplikowane. Wyobraźmy sobie kobietę. Dajmy jej na imię A. Jej mąż, bezwzględny despota, przez lata maltretował zarówno ją, jak i dzieci. W domu nie było może wielkiej przemocy fizycznej, ale była przemoc i psychiczna, i ekonomiczna, atmosfera była naprawdę potworna.
 
W końcu dorastające dzieci, nie mogąc patrzeć na to, jak ona ciągle płacze, zaczęły wręcz błagać matkę, żeby rozstała się z mężem. Ona długo nie potrafiła tego zrobić. Nie miała dokąd pójść, nie miała mieszkania, lata psychicznego znęcenia się nad nią pozbawiły ją odwagi i samodzielności, nie umiała podjąć żadnej decyzji. W końcu spotkała mężczyznę, który zaczął interesować się jej życiem i tym, dlaczego jest taka smutna i zaniedbana.
 
Ona stopniowo zaczynała się przed nim otwierać. Zrodziła się między nimi najpierw przyjaźń, potem miłość. Ona zaczęła się uczyć, co to znaczy mieć w mężczyźnie oparcie. Odżyła przy nim, wreszcie miała z kim porozmawiać, nawet o Bogu - bo z mężem nigdy na takie tematy rozmawiać nie mogła. Wreszcie on zaproponował, żeby zostawiła męża, żeby zamieszkali razem.
 
Jej rodzina odradzała ten pomysł, przekonując, że w małżeństwie trzeba wytrwać za wszelką cenę. Ale dzieci cieszyły się, same chciały jak najszybciej zamieszkać z dala od ojca. Wreszcie podjęła decyzję, razem z dziećmi wyprowadziła się z domu. One zaakceptowały jej nowego mężczyznę jako ojca, a on szybko i z radością wszedł w tę rolę, w trudnym czasie dorastania stał się dla nich autorytetem i wzorem.
 
- Czy ci ludzie, przychodząc do Kościoła, mają ode mnie usłyszeć: zrobiliście źle? - pyta o. Łusiak. - Formalnie zrobili źle, żyją w grzechu. Ale przecież gdybym powiedział, zwłaszcza tym dzieciom, że Bóg tego nie chciał, że postąpili wbrew woli Bożej - oni znienawidziliby Boga. Bo te dzieci dopiero teraz, po latach upokorzeń, nie boją się wracać do domu, są spokojne i szczęśliwe. Bóg tego nie chciał?
 
Historia druga
 
O. Łusiak opowiada również o innej ludzkiej historii. Kobieta, żona i matka dwójki małych dzieci, postanowiła wyjechać na pół roku do rodziny mieszkającej w USA. Mąż nie był z tego zadowolony, ale jej w tym wyjeździe nie przeszkadzał. Po pół roku otrzymał wiadomość, że żona nie wróci. Zajęty biznesmen został nagle sam z małymi dziećmi. W wychowaniu dzieci trochę pomagali mu rodzice, ale to przecież nie zmieniało faktu, że dzieci nie miały mamy.
 
Wreszcie pojawiła się w jego życiu kobieta, która powiedziała: "mogę być dla ciebie żoną, mogę być matką dla twoich dzieci". Mężczyzna wiedział i rozumiał, że dzieci będą lepiej wychowane, kiedy będzie przy nich kobieta - matka. Ona zaś robiła wrażenie osoby bardzo dobrej, która rzeczywiście mogła wzorowo sprawdzić się w nowej roli. W końcu zdecydował się na ten związek. Nie dla siebie, nie tylko dla siebie - ale przede wszystkim dla dzieci. Ze świadomością, że gdyby chodziło tylko o niego, pewnie pozostałby sam.
 
- Czy ten człowiek miał intencję grzechu? - pyta o. Łusiak. - Czy chciał zrobić coś wbrew woli Boga? Przeciwnie, przeżywał wewnętrzny ból, że musi zrobić coś, co jest niezgodne z Bożymi przykazaniami, a jednak jest dobrem dla dzieci... To właśnie jest dramat małżeństw niesakramentalnych.
 
Bajpasy duszy
 
Ludzie żyjący w małżeństwach niesakramentalnych, związani z duszpasterstwem, często są ludźmi naprawdę głębokiej wiary, mającymi silną więź z Jezusem. Dlatego tym większym cierpieniem jest dla nich oddalenie od sakramentów. Pomóc im może to, co nazywają "duchowymi bajpasami".
 
- Sakramenty są łaską i oczywistym środkiem do duchowego wzrastania - tłumaczy o. Łusiak. - Często dopiero odcięcie od sakramentów uświadamia człowiekowi, jakim są one skarbem. Ci, którzy do tego skarbu nie mają dostępu, powinni szukać środków zastępczych. To właśnie dlatego przychodzą do duszpasterstwa. Na spotkaniach adorujemy Najświętszy Sakrament, rozważamy słowo Boże. Na odprawianej dla nich Mszy św., zamiast przystępować do Komunii św., podchodzą po indywidualne błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem.
 
To właśnie są dla nich ważne momenty, momenty duchowej Komunii. Dzięki nim mają pomoc we wzrastaniu w świętości, pomoc w stawaniu się świętymi ludźmi. Myślę również, że ludzie żyjący w związkach niesakramentalnych, będący w duszpasterstwach, często modlą się wspólnie w domach częściej niż przeciętna katolicka rodzina. Mówią, że skoro nie mogą uczestniczyć w pełni w Eucharystii, to chociaż tak chcą być bliżej Boga.
 
By niesakramentalni mogli na powrót przystępować do sakramentów, muszą uregulować swoją sytuację przed Bogiem. Małżeństwo sakramentalne mogą zawrzeć, kiedy ustaną przeszkody: gdy Kościół orzeknie nieważność pierwszych związków lub gdy ich pierwsi małżonkowie umrą. Istnieje również możliwość podjęcia decyzji o życiu w białym małżeństwie, jak brat z siostrą.
 
- Na to rozwiązanie ludzie decydują się niezwykle rzadko, zwykle wówczas, gdy współżycie w naturalny sposób, na przykład ze względu na stan zdrowia, ustaje - mówi o. Łusiak. - Ja osobiście nie spotkałem się z przypadkiem, żeby ludzie pod wpływem bycia w duszpasterstwie zdecydowali się na taki krok. Paradoksalnie bierze się to stąd, że duszpasterstwo zbliża ludzi do siebie i wzmacnia ich więź.
 
Kiedyś ktoś powiedział mi, że najbardziej ceni właśnie to moje zaangażowanie: że pomagam ludziom, by nie rozwiedli się po raz drugi. By przynajmniej to drugie małżeństwo im się udało. Nie wiem, czy gdybym nalegał na to, żeby zaprzestali współżycia, nie oddaliłbym ich od siebie. Nie spotkałem takich ludzi i nie ma w tym nic dziwnego, takimi ludźmi stworzył nas Pan Bóg.
 
Dowód
 
Mówiąc o małżeństwach niesakramentalnych, trzeba uważać, żeby życie takie nie wydało się komuś bezproblemowym. Żeby nie uznał, że skoro Kościół znajduje dla nich miejsce, to nie trzeba mieć oporów przed rozbijaniem sakramentalnego związku i szukaniem szczęścia gdzie indziej.
 
- Kiedy mówimy o małżeństwach niesakramentalnych, mówimy o trudnej, bolesnej i skomplikowanej historii, której nikomu nie życzę i której nikt, myśląc o małżeństwie, nie powinien brać pod uwagę - ostrzega o. Łusiak.
 
- Zanim ci ludzie znaleźli się w tym punkcie, w którym są dzisiaj, zanim poczuli sie akceptowani, przeszli przez straszne cierpienia. Dlatego nikt nie powinien nawet brać pod uwagę takiego rozwiązania. Oczywiście, że Pan Bóg potrafi nas wyprowadzić z najtrudniejszego nawet położenia duchowego - ale do takich dramatów w ogóle nie powinno dochodzić.
 
Pytany o to, czy nauczył się czegoś przez lata pracy z małżeństwami niesakramentalnymi, o. Łusiak odpowiada: - Oni są dla mnie dowodem na istnienie Pana Boga. Bo skąd by był w tych ludziach taki głód Pana Boga? Skąd taka chęć bycia z Nim mimo wszystko, pragnienie zgłębiania wiary i życia wiarą, i to pomimo wszystkich trudnych doświadczeń? Skąd by to w nich było, gdyby nie było Pana Boga? Ich głód i pragnienie wbrew wszystkiemu - to jest wielki dowód na istnienie Pana Boga.  
  
Ludzie żyjący w małżeństwach niesakramentalnych, związani z duszpasterstwem, często są ludźmi naprawdę głębokiej wiary, mającymi silną więź z Jezusem
 
Ludzie żyjący w małżeństwach niesakramentalnych często czują się w Kościele ludźmi drugiej kategorii. Zupełnie bezpodstawnie. Oni są dla mnie dowodem na istnienie Pana Boga. Bo skąd by był w tych ludziach taki głód Pana Boga? Skąd taka chęć bycia z Nim mimo wszystko, pragnienie zgłębiania wiary i życia wiarą, i to pomimo wszystkich trudnych doświadczeń? Skąd by to w nich było, gdyby nie było Pana Boga?
 
 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.45

Liczba głosów:

922

 

 

Komentarze użytkowników (3957)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 05:23:31 | 2016-11-14
Kościół nie uznaje w swojej praktyce zjawiska niezdolności niektórych osób do zawarcia małżeństwa w pełnym zakresie znaczenia tego pojęcia. Wybrał sobie tylko niektóre przypadłości, uznał je za niezdolność do zawarcia małżeństwa i się zadowolił. Tymczasem  małżeństwa te  de facto nie istnieją, ponieważ nie został spełniony warunek sprawności do małżeństwa składającego przysięgę małżeńską. Kościół ponosi zatem winę z tytułu gehenny wiernych, którzy mieli nieszczęście źle trafić, pomimo, że osoby te dokonały wszelkich starań, by poznać kandydata na małżonka. Chrystus przewidział takie zjawiska i dlatego  dał możliwość Kościołowi rozwiązywania. Cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie i rozwiązane w niebie. Ale hierarchowie nie chcą się do Jego polecenia zastosować. Wolą zniszczyć ludziom życie niż  uznać fakt niezdolności do małżeństwa  a tym samym nieważność zawartego małżeństwa. Odpowiedzą przed Panem.

Czy  osoba która zdradziła współmałżonka (przykład z artykułu) posiada zdolność do małżeństwa? Nie, ponieważ nie posiadała w strukturze swojej osobowości ukształtowanej sprawności moralnej a ta jest przeszkodą do zawarcia małżeństwa. Bez właściwej formacji moralnej osoby, nie może istnieć poprawnie zawarte małżeństwo. Małżeństwo to bardzo poważna sprawa a hierarchowie uważają, że  gołosłowne wypowiedzenie przysięgi to jest już znakiem ważnie zawartego małżeństwa. Ważnie zawarte małżeństwo nie polega na gołosłownym wypowiedzeniu przysięgi, musi za tym iść realizm przygotowania  struktury osobowości obu partnerów zdolnych do podejmowania działań zapewniających stabilność i rozwój ich małżeńskiego związku i przez nich założonej rodziny.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jazmig 19:28:47 | 2015-12-27
Autorka świadomie kłamie. Nie ma małżeństw niesakramentalnych, choćby nie wiem, jak się ona naprężała i prostowała swoje zwoje móżgowe.

Oceń 7 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Kocham Pana Jezusa 15:32:08 | 2015-10-13
Odmawiam różaniec w intencji zmarłych. Zamówienie usługi i kontakt: [email protected]
Odsyłam niezobowiązujący numer konta.

Oceń 6 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Arletta Bolesta 07:36:44 | 2015-10-06
Do T7HRR
kan. 1055 par. 2 - baptizatos w pl, FC (nieliteralnie) nr 68.
Uszanowanie!

Oceń 1 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ola 19:05:29 | 2015-02-22
Przez cudzołóstwo otwiera się najwięcej furtek dla szatana. Egzorcyści mówią, że to nie są już furtki, ale wręcz autostrady dla szatana. Przez trwanie w cudzołóstwie, czyli życie w kolejnych zwiazkach, szatan ma otwarte pole do działania. ZAWSZE. Szatan potrafi podszywać się nawet pod Boga, potrafi nazywać zło dobrem. W tym artykule widać, jak szatan zbałamucił duchownego.
Ojcze Mieczysławie Łusiaku nie prowadź ludzi do piekła.

Oceń 21 19 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Zacznij od siebie 18:23:10 | 2015-02-22
Kocham cie, to on/ona sprawia ,jego osobowosc,ze ja go kocham,bo jest moja polowka.
Potem nastepuje moj egoizm podporzadkowania polowki do mnie i moich oczekiwan,wymagam... - e g o.
Juz nie widze jego/ja ,dziala egoizm , j a : dla mnie,wedlug mnie nie spelnia moich oczekiwan .......

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

chcacy 17:34:30 | 2015-01-10
Lepiej zróbcie tak, polecam: http://youtu.be/lJlK6vS_0fE

Tak budujcie swój wspólny dom. Pozostańcie zwyczajnymi katolikami jak mówił ks. Kaczkowski :)

Oceń 4 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Natalia 19:36:36 | 2015-01-04
Witam!
Nazywam się Natalia i wraz z moimi koleżankami – Kasią i Magdą, studiujemy kulturoznawstwo w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Prowadzimy badania dotyczące portali społecznościowych, skierowanych do ludzi wierzących. Serdecznie zapraszamy do wypełnienia krótkiej ankiety, która pomoże nam w pełni zagłębić się w temat  Jeśli są osoby zainteresowane wynikami naszego badania, to w ankiecie będzie miejsce na podanie adresu mailowego, na który chętnie wyślemy sporządzony przez nas raport na podstawie poniższej ankiety.
https://noely1.typeform.com/to/dRnWYa

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nawracajcie się 21:06:08 | 2014-11-20
Synod rodzin zadbał o związki niesakramentalne, ... aby nie rozwiodły się drugi raz.
Biskupi nawracajcie się i czytajcie Ewangelię!

Oceń 14 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Milosc 23:57:28 | 2014-11-18
Proponuję Ci pewną podróż. Przenieś się na chwilę do świata, którego nie znasz, tj. świata bez książek, mediów, ludzi. Wyobraź sobie, że jesteś tam tylko Ty, który niczego nie pamięta i nie umie mówić i Adam/Ewa, ale on/ona też  niczego nie pamięta i też nic nie mówi. Widzicie siebie, obserwujecie świat, słyszycie dźwięki natury, ale nie zamieniacie ze sobą ani jednego słowa, bo go nie znacie. Obydwoje macie wolną wolę, więc robicie, co chcecie – nie ma tam nikogo innego, więc nikt Was nie ocenia, nie każe ani nie zakazuje czegoś robić, nie oczekuje od Was. Obserwujesz, co robi Twój partner, a on obserwuje Ciebie. Z czasem sami zaczynacie wydawać jakieś dźwięki, by nawiązać porozumienie. Czasem robicie coś wspólnie, czasem osobno. Gdy układacie się do snu, widzicie jedynie obrazy. A potem zapadacie w sen i znów widzicie obrazy. Następnego dnia próbujecie je sobie przedstawić rysując je patykiem na ziemi.  Dodajecie do tego mimikę, gesty i dźwięki. Ty dzielisz się swoim obrazem, partner słucha i reaguje.  A potem odwrotnie. I tak wyrabiacie sobie swoje wyobrażenia na temat obrazu drugiego, choć go tak naprawdę nie widzieliście.
Pewnej nocy jeden z Was ma sen pełen ciepłych skojarzeń, a drugi przeciwnie. I znów sobie rysujecie. I znów dodajecie do nich pewne towarzyszące Wam emocje, które odbiera drugi, choć pojmuje je trochę odmiennie mając już swoje wcześniejsze doświadczenia.

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook