Być księdzem - pytania o motywacje

Przewodnik Katolicki ks. Artur Stopka / "Przewodnik Katolicki"

(fot. danielkedinger/f;iclr.c0m)

ZOBACZ TAKŻE

„To efekt beatyfikacji ks. Jerzego?” – zastanawiała się we wrześniu ubiegłego roku Ewa K. Czaczkowska na łamach „Rzeczpospolitej”, informując, że: „Do wielu seminariów wstąpiło więcej kleryków niż w latach poprzednich”.

 
Jakiś internauta skomentował tę wiadomość następująco: „Ciekawe, czy wpływ na motywacje kleryków i zwiększenie ich liczby mają powody religijne, czy raczej kryzys na rynku pracy? Delikatnie obstawiam tę drugą możliwość”. Swego sceptycyzmu (a może realizmu?) nie pozostawił bez uzasadnienia: „W sumie mają zapewnioną stabilną pracę, etat nauczycielski w szkole, inne dochody, służbowe mieszkanie i w niektórych środowiskach prestiż, a w czasach kiedy ukończenie studiów wyższych nie gwarantuje niczego, to dużo dostają”...
 
Błąd w rytuale
 
Informacje o spadku, a nawet kryzysie powołań duchownych w Polsce stały się od pewnego czasu swoistym rytuałem w mediach. Błąd większości tego typu materiałów dziennikarskich polega na tym, że zatrzymują się one jedynie na liczbie wstępujących na pierwszy rok do seminariów diecezjalnych oraz do zakonów. Tak jakby autorzy nie zdawali sobie sprawy z faktu, że do końca formacji dotrwa jedynie część (niejednokrotnie mniejsza niż 50 proc.) z tych, którzy ją podjęli. Nic w tym nadzwyczajnego. Tak było, jest i będzie zawsze.
 
Niedawno w dwóch polskich tygodnikach opinii („Uważam Rze” i „Wprost”) równocześnie ukazały się obszerne artykuły poświęcone polskim seminariom duchownym. Jeden był po prostu relacją ze zorganizowanej akcji „Zostań klerykiem na 48 godzin”. Drugi był oparty na relacji byłego alumna innego seminarium. Obydwa teksty, chociaż pisane z zupełnie innych pozycji, przyniosły obraz miejsca przygotowania do kapłaństwa dla mnie osobiście odpychający i zniechęcający. Żaden też nie próbował zgłębić motywacji, którymi kierują się dzisiaj młodzi ludzie wstępujący w progi takich właśnie instytucji.
 
Ważniejsi od Boga
 
W styczniu 2009 r. na łamach „Tygodnika Powszechnego” pojawił się podpisany pseudonimem tekst praktyka na temat wykorzystywania psychologii w formacji kleryków. Moją uwagę zwróciły w nim dwa zdania: „Pytania o motywacje ucinali: «Mam powołanie i już» lub «O tym rozmawiam tylko z ojcem duchowym». Ich reakcje bywały zadziwiająco podobne”.
 
Gdy po ponad dwóch latach znów czytałem ten artykuł, przypomniała mi się rozmowa sprzed kilku tygodni z alumnem trzeciego roku, który właśnie natrafił na pewne „zahamowania” w swej drodze do kapłaństwa. Nie został dopuszczony do jednej z posług. Inteligentny chłopak zrobił mi nadzwyczaj racjonalny wykład na temat konieczności „dostosowania” się do seminaryjnego „szablonu”, a zwłaszcza „udawania” przed przełożonymi kogoś innego, niż się jest w rzeczywistości, po to, aby podjęli korzystną dla kandydata do kapłaństwa decyzję. Mówił, że sam tego dotychczas nie robił, ale teraz ma nauczkę, bo koledzy, którzy już od dawna prowadzą „podwójne życie”, nie mają żadnych kłopotów, a on ma. „Chcesz powiedzieć, że w seminarium przełożeni są ważniejsi od Boga?” – zapytałem. „W takich sprawach tak” – odpowiedział zdecydowanie. Zszokowany rzuciłem: „Słuchaj, ty się starasz o fajną robotę w dochodowej korporacji czy chcesz służyć Bogu jako ksiądz w Kościele?”. „A to dobre pytanie” – odrzekł po chwili milczenia. I dodał: „O to mnie jeszcze nikt nie zapytał”.
 
Smutna diagnoza
 
Pytanie o motywacje, którymi kierują się wstępujący do seminariów duchownych lub do zgromadzeń, jest niesłychanie ważne w każdym okresie. Myślę, że brzmi ono między innymi w wypowiedzi rektora krakowskiego seminarium, ks. Grzegorza Rysia, który podkreślając, że eksplozja powołań w minionych dziesięcioleciach była wynikiem pontyfikatu Jana Pawła II, dodaje: „Powinniśmy zadać sobie pytanie, jak tę obfitość wykorzystaliśmy”.
 
Na stronie salwatoriańskiego Centrum Formacji Duchowej wśród materiałów dotyczących „Szkoły Wychowawców WSD” można znaleźć konstatację: „W pokoleniu, które rozpoczyna dziś swoją seminaryjną drogę, można zauważyć pewne przejawy zmian mentalności takie, jak: indywidualizm, trudność do wchodzenia w relacje międzyosobowe, niedojrzałość emocjonalną, które utrudniają realizację przedstawionego ideału życia kapłańskiego”. Dalej diagnoza jest jeszcze ostrzejsza i... smutniejsza. Mówi o często nieuświadomionych problemach, które przynoszą alumni ze swych rodzin i środowisk. W tym kontekście wielokrotnie i na różne sposoby stawiane pytanie o motywacje wydaje się niezbędnym elementem formacji.
 
Dlaczego i po co?
 
W badaniu motywów kandydatów do kapłaństwa chodzi przede wszystkim o dwa aspekty. Po pierwsze, o rzetelną i uczciwą odpowiedź na pytanie: „Dlaczego?”. Zarówno w odniesieniu do samego wstąpienia w progi seminaryjne czy zakonne, jak i w odniesieniu do wyboru konkretnego sposobu życia. Jest to pytanie kierujące uwagę w przeszłość kandydata do kapłaństwa lub zakonu. Po drugie, chodzi o odważne sformułowanie odpowiedzi na pytanie: „Po co?”. To pytanie wybiegające w swej istocie daleko w przyszłość, to pytanie o cele, które człowiek wkraczający do seminarium lub przekraczający klasztorną furtę sobie stawia.
 
Ks. prof. Sławomir Zaręba, socjolog religii, w wywiadzie udzielonym w portalowi Wirtualna Polska tuż przed beatyfikacją Jana Pawła II, powiedział: „Kościół powinien wychodzić z atrakcyjną ofertą zwłaszcza do młodych ludzi. Do pracy z młodzieżą trzeba kierować odpowiednio przygotowanych duszpasterzy, nowoczesnych, «na topie», ale i świadków wiary, pełnych charyzmy. Obecnie trzeba korzystać z nowych technologii, iść z postępem, ale jednocześnie Kościół nie może się sprzeniewierzać twardym zasadom. To nie jest prosta misja. Młodzież potrzebuje przeżyć i przygód. Kontakt z Kościołem dostarcza głębokich przeżyć, może to być także przygoda. Jan Paweł II potrafił młodzież zachęcić i zachwycić. Takich właśnie osobowości wciąż potrzebuje Kościół”. Można powiedzieć, że udało mu się całkiem dobrze doprecyzować ważny fragment „zamówienia” na przyszłych księży i członków zakonów.
Rzecz w tym, że trzeba pytać, na ile ludzie twierdzący dzisiaj, że odpowiadają na Boże powołanie, chcą też odpowiedzieć na tak przedstawiane „zapotrzebowanie”.
 
Tu się dowiem
Gdy wstępowałem do seminarium, na pytanie przełożonego, czy mam powołanie, odpowiedziałem: „Nie wiem. Mam nadzieję, że tu się tego dowiem”. W książce Krzywda i przebaczenie autorstwa ks. Tadeusza Huka i Anny Foltańskiej można przeczytać, że jednym z ważnych celów rekolekcji seminaryjnych jest wyjaśnianie, oczyszczanie i pogłębianie zasadniczych motywacji, z powodu których kleryk dąży do kapłaństwa. Myślę, że o to chodzi w całej formacji seminaryjnej czy zakonnej, nie tylko w rekolekcjach.
 
*
 
LICZBA SEMINARZYSTÓW diecezjalnych i zakonnych w Polsce w wybranych latach:
 
1978 r. – 5327
1980 r. – 6101
1988 r. – 8457
1994 r. – 7180
2000 r. – 6812
2004 r. – 7465
 
Na koniec 2010 r. było 6017 alumnów, w tym:
– w seminariach diecezjalnych 3732
– w seminariach zakonnych 2285
 
W roku 2010 na I rok studiów przyjęto 851 kleryków do seminariów diecezjalnych i zakonnych. W rekordowym 2004 roku na pierwszym roku było 1501 alumnów.
Mimo niewielkiego spadku liczby seminarzystów w ostatnich latach, co czwarty kleryk w Europie to Polak.
 
Liczba sióstr zakonnych w Polsce (czynnych i klauzurowych) w 2010 r. – 21 350 (w 2000 r. – 23 300). Liczba nowicjuszek i postulantek w 2010 r. – 686 (w 2000 r. – 1763)

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.5

Liczba głosów:

18

Komentarze użytkowników (30)

Dodaj komentarz
2011-05-20 12:52:19 | Cytuj | Zgłoś
~Ania
Motywacje SĄ, albo ich NIE MA.
"TAK,TAK-NIE,NIE"

Pewnie tak, ale moą być dobre lub złe. I z całą pewnością mogą się też zmieniać... tak jak poglądy (już o krowie tu nie będę wspominać;) No i czasem człowiek nie do końca jest świadom swoich motywacji, wydaje mu się, że robi coś dla Boga, a w rzeczywistości robi tylko i wyłącznie dla siebie...
2011-05-20 12:41:41 | Cytuj | Zgłoś
~tsj
skoro Bóg dozwolił aby złożył śluby zakonne i\\lub przyjął święcenia kapłańskie, to znaczy, że to jest TO), albo po prostu ta osoba jest niedojrzała emocjonalnie... Być może była ona niezdolna do trwałego wyboru i trwania w tym wyborze, tylko zmieniała zdanie jak chorągiewka...


Może dozwala też niektórym, by odegrali rolę czarnego charakteru, nieszczęsnego Judasza. Przede wszystkim najwidoczniej dozwala, by ludzie realizowali swoją wolną... i niewolną wolę.

Niedojrzałość emocjonalna (przez niektórych zwana indywidualizmem), niezdolność do trwałych wyborów (przez niektórych zwana elastycznością) - ponoć przykry znak czasów.
2011-05-20 11:09:48 | Cytuj | Zgłoś
Błękitne Niebo
"To cudowne doświadczenie skuteczności opieki Niepokalanej miało dla kleryka Maksymiliana znaczenie nie tylko w wymiarze czysto medycznym (powrót do zdrowia). Według ówczesnej praktyki Kościoła – utrata kciuka prawej ręki mogła być przeszkodą utrudniającą otrzymanie święceń kapłańskich. To cudowne uzdrowienie było więc dla niego także znakiem troski Maryi o Jego powołanie kapłańskie. Po raz kolejny doświadczył tej troski Niepokalanej gdy w roku 1917 zachorował na gruźlicę i udało się tę chorobę zaleczyć. Dzięki temu mógł bez przeszkód przyjąć święcenia kapłańskie. Te doświadczenia sprawiły, że Ojciec Maksymilian w sposób szczególny czcił Maryję Niepokalaną jako Patronkę i Opiekunkę swojego kapłaństwa5. Sam zaś uważał siebie za tego, który doświadczył dobrodziejstwa uzdrowienia dzięki objawieniom Maryi w Lourdes (dzięki cudownej wodzie)."

http://ptm.rel.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=87%3Asw-maksymilian-maria-kobe-o-lourdes&catid=56%3Aartykuly&Itemid=81&limitstart=1
2011-05-20 11:04:11 | Cytuj | Zgłoś
Kinch
@Słaba
Ci którzy przyszli dla kasy, przynajmniej na moim roczniku, szybko się wykruszyli, choć nie do końca dzięki formacji duchowej, raczej mieli problemy ze zdaniem egzaminów. Został bodajże jeden, ale tu trudno powiedzieć, bo to człowiek tak zamknięty w sobie, że trudno coś o nim powiedzieć.
Zaczynam jednak myśleć, że o prawdziwą motywację można by pytać dopiero na piątym, szóstym roku, bo w ciągu tych paru lat bardzo dużo zmienia się w człowieku, u niektórych na lepsze, u innych na gorsze.
2011-05-19 22:05:00 | Cytuj | Zgłoś
~Maciej
Niektórzy przekonani przekonują się, że nie dla nich kapłańska droga (może mieli tylko powołanie do sprawdzenia tego: niektórzy podczas formacji znajdują małżonków, jak siostra mojego kolegi - dominikanka spotkała pewnego franciszkanina - obecnie są małżeństwem, wszystko zgodnie z prawem :)). Gorzej, jak po iluś latach od święceń ksiądz dochodzi do wniosku, że nie dla niego działalność kapłańska. To jest dramat. Czy formacja zakonna nie przygotowuje lepiej do podjęcia ostatecznej decyzji od formacji "świeckiej" ograniczając skalę wspomnianych dramatów? Chodzi również o względy finansowe - zakonnik raczej się dla siebie nie dorobi, prawda? Ogólnie rzecz biorąc księża zakonni cieszą się większą sympatią...


Tu się zgadzam. Sam bym powiedział, że Bóg "kusi" (jakkolwiek to zabrzmi ;) człowieka do zakonu, być może też po to, że właśnie tam, będzie mógł (Bóg), dokładnie i w odpowiednich warunkach przekazać jakie jest właściwe powołanie takiego delikwenta. W świecie często nie masz czasu ani\lub warunków do tego, aby móc spokojnie wejść w siebie - w zakonach, lepszych warunków do tego nie znajdziesz (zwłaszcza w jezuickich - 30 dniowe rekolekcje Ignacjańskie - jeśli ktoś je dobrze odprawi, to wg. mnie to nie ma siły żeby nie wiedział wtedy już co chce w życiu robić).
Co do sytuacji gdzie ktoś po latach odkrywa, że "to nie to", cóż ja mam dwie teorie na ten temat - albo jest to pokusa, której ktoś ulega (no bo skoro Bóg dozwolił aby złożył śluby zakonne i\lub przyjął święcenia kapłańskie, to znaczy, że to jest TO), albo po prostu ta osoba jest niedojrzała emocjonalnie... Być może była ona niezdolna do trwałego wyboru i trwania w tym wyborze, tylko zmieniała zdanie jak chorągiewka... W czasie formacji seminaryjnej pewnie jest takie myślenie, że "jakoś to będzie" - nie będzie...
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?