Kobieta w Kościele

Don Bosco Małgorzata i Tomasz Terlikowscy / "Don Bosco" lipiec-sierpień 2010

(fot. Let Ideas Compete/flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Kobiety są dyskryminowane w Kościele – to jeden z najczęściej powracających zarzutów wobec katolicyzmu. Problem z nim polega tylko na tym, że jest on całkowicie nieprawdziwy, i to do tego stopnia, że katolicyzm często z „rzymskiego katolicyzmu”, przekształca się w „żeński katolicyzm”.

 
Ten temat wraca niemal w każdej dyskusji z niewierzącymi czy wątpiącymi. Gdy człowiek wytłumaczy już, że Galileusz nie został spalony na stosie, inkwizycja nie tropiła zawodowo czarownic i nie wydawała wyroków śmierci, gdy już wyjaśni, dlaczego antykoncepcja nie ratuje życia Afrykańczykom i opowie o przeszłości Benedykta XVI, wreszcie nadchodzi moment, gdy trzeba odpowiadać na pytania o dyskryminację kobiet, pozbawianie ich głosu i możliwości sprawowania funkcji kapłańskich. Kłótnia (czasem dyskusja na ten temat) zawsze rozpoczyna się od zarzutu, że są kobiety, które chciałyby być księżmi, ale „zły Kościół” im to uniemożliwia.
 
Prawda jest jednak taka, że to nie Kościół uniemożliwił kobietom kapłaństwo, a Stwórca. Zmiana stanowiska Kościoła niczego by w tej kwestii nie zmieniła, to natura bowiem sprawia, że do kapłaństwa (tak jak do ojcostwa) powołani są mężczyźni. Kobiety zaś mają zupełnie inne, ale równie ważne powołanie macierzyńskie (dotyczy to także zakonnic czy osób samotnych), które naznaczone jest całą specyficzną naturą kobiecą. Aby to jednak zrozumieć w całej pełni, konieczny jest powrót do antropologii, której źródła znajdują się w Księdze Rodzaju. Doskonale uchwycił to polski filozof Marian Grabowski wskazujący, iż „historia początku oprócz swego teologicznego przesłania zawiera opowiedzianą za pomocą obrazów antropologię. W genialnym symboliczno--narracyjnym skrócie przedstawia idee antropologiczne, które dzisiaj opowiadamy, używając abstrakcyjnych, filozoficznych pojęć wypracowanych tysiące lat po powstaniu tamtej opowieści”.
 

Mężczyzną i kobietą stworzył ich

 

Fundamentem antropologii leżącej u podstaw tradycyjnego rozumienia kapłaństwa i posługi kobiet w Kościele są, jak wskazuje Jan Paweł II w liście apostolskim Mulieris Dignitatem, słowa o stworzeniu człowieka, czyli mężczyzny i kobiety, na „obraz i podobieństwo Boże”; „Ten zwięzły tekst zawiera podstawowe prawdy antropologiczne: człowiek jest szczytem całego porządku stworzenia w świecie widzialnym; rodzaj ludzki, który bierze początek w powołaniu do istnienia mężczyzny i kobiety, wieńczy całe dzieło stworzenia; istotami ludzkimi są oboje, w równym stopniu mężczyzna i kobieta, oboje stworzeni na obraz Boga”. A następca Jana Pawła II, w swojej pierwszej encyklice Deus caritas est dodaje, że opowieść o stworzeniu człowieka wskazuje na absolutną samotność Adama pozbawionego Ewy: „Żadne ze stworzeń nie może być dla człowieka pomocą, jakiej potrzebuje (...). Tak więc Bóg stwarza kobietę z żebra mężczyzny i Adam znajduje pomoc, jakiej potrzebuje”.
 
Co to oznacza? Aby w pełni to zrozumieć, trzeba przywołać rabiniczne, żydowskie komentarze do tego rozdziału Biblii. Człowiek samotny – w myśl tych komentarzy – pozbawiony uzupełnienia przez drugiego lub drugą (innej płci) pozostaje niekompletny. Rabini powiedzieliby wprost: dopiero małżeństwo czyni mężczyznę i kobietę w pełni człowiekiem albo posługując się słowami Talmudu: „bez kobiety mężczyzna nie jest człowiekiem”. Dopiero pojednanie dwóch płci w jednej tajemnicy małżeństwa, która wyraża się zresztą w stosunku seksualnym, ukazuje pełnię człowieczeństwa.
 
Benedykt XVI ujmuje to łagodniej, ale wymowa pozostaje taka sama: „Myśl, że człowiek jest w jakiś sposób niekompletny, że ze swej natury dąży do znalezienia w drugim swojej całości; że tylko w zjednoczeniu kobiety i mężczyzny człowiek może stać się »kompletny«, jest bez wątpienia obecna” i dodaje, że jej najpełniejszym wyrazem staje się proroctwo dotyczące Adama: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24).
 
Takie ujęcie sprawy rodzi jednak nie tylko przekonanie o równej godności kobiety i mężczyzny, z czym zgadzają się wszyscy współcześni chrześcijanie, ale także założenie, że męskość i kobiecość realnie się różnią. Kobieta i mężczyzna, choć oboje są ludźmi, to swoje człowieczeństwo realizują na rozmaite sposoby, które nie mogą i nie powinny być do siebie sprowadzane. Płeć bowiem nie jest tworem jedynie kulturowym czy biologicznym, ale ontycznym i duchowym. „Kobiecość i męskość są komplementarne nie tylko z punktu widzenia fizycznego i psychicznego, ale i duchowego. Tylko dzięki łasce dwoistości elementu »męskiego« i »kobiecego« człowieczeństwo realizuje się w pełni”– wskazywał Jan Paweł II w Liście do Kobiet z 1995 roku.
 
Męskość i kobiecość nie są zatem tylko kulturowymi tworami, kształtowanymi i podlegającymi kształtowaniu, ale ontycznymi różnicami, których nic nie może zniwelować. Równość godności nie oznacza tu zatem tożsamości powołań czy szerzej tożsamości ontycznej. A jeśli tak, to wynika z tego antropologiczny powód, dla którego do posługi kapłańskiej dopuszczani są tylko mężczyźni. Ujmując rzecz wprost: fakt, że Kościół katolicki i prawosławny nie wyświęcają na kapłanów kobiet, wynika antropologicznie także z faktu, iż mimo równej godności dzieci Bożych, mężczyzna i kobieta realnie się różnią, są dla siebie innymi, niezastępowalnymi w swoich rolach. Mężczyzna nie może i nie powinien stać się zniewieściały, a kobieta zmaskulinizowana. Niosłoby to bowiem realną stratę dla pełni człowieczeństwa. I podobnie jest z ich powołaniami. Inne ma kobieta (macierzyństwo, posługa diakonijna i dziewictwo), a inne mężczyzna (ojcostwo i kapłaństwo). I tego, pochodzącego z mocy stworzenia podziału, Kościół nie tylko nie ma prawa, ale po prostu nie może zmienić.

 

Kobiecy Kościół

 

Takie stanowisko Kościoła nie oznacza jednak jakiejś dyskwalifikacji kobiet. Już na początku chrześcijaństwa kobiety zajęły w nim godne miejsce. Chrystus swoje zmartwychwstanie objawił najpierw kobietom, choć w tamtej kulturze ich świadectwo było pozbawione znaczenia. Kobiety także zawsze były najbliżej jego osoby, a pod krzyżem – poza niepełnoletnim prawdopodobnie Janem – stały same kobiety. Kobiety są również, by pozostać przy czasach apostolskich, największymi świętymi Kościoła. Maryja i święta równa apostołom – Maria Magdalena – były już w pierwszych wiekach wyniesione w kulcie Kościoła niezwykle wysoko. I tak pozostało.
 
Także oskarżany o mizoginizm czy antyfeminizm św. Paweł zupełnie jednoznacznie, i zupełnie wbrew ówczesnemu myśleniu, stwierdza, że „nie ma już Żyda ani Greka, mężczyzny ani kobiety” i koresponduje z kobietami, które są dla niego ostoją w budowaniu Kościoła. I tak w zasadzie pozostało już na zawsze. Fundamentem (w znaczeniu doczesnym) Kościoła, tymi, które go budują, pozostają kobiety. Przykłady można mnożyć. Św. Katarzyna Sieneńska w średniowieczu, a św. Teresa Benedykta od Krzyża w XX wieku – spokojnie pouczały papieży, sugerując im zachowania odmienne od tych, które podejmowali. Św. Hildegarda z Bingen i św. Teresa z Avilla w dawnych czasach, a potem św. Tereska od Dzieciątka Jezus i Adrianna von Speyre – kształtowały myśl Kościoła w stopniu nie mniejszym niż mężczyźni. A wszystko to działo się w kulturach, które kobiecości nie były specjalnie przyjazne i które musiały być stopniowo przez chrześcijaństwo przemieniane.
 
Teraz jest podobnie. Dla Kościoła – równie istotna jak posługa księży – jest wytrwała modlitewna posługa sióstr zakonnych, matek i babć. To one często przekazują wiarę, one wychowują młode pokolenie i one wreszcie otaczają modlitwą księży. Ich cicha i pokorna praca często w istocie podtrzymuje Kościół, a pokora i zaangażowanie nierzadko kontrastują z męską pewnością siebie, zadufaniem i pychą. Bez nich nie byłoby nie tylko setek szkół, domów dziecka, szpitali, ale przede wszystkim sprawnie działających parafii. Nie byłoby wreszcie zaplecza modlitewnego.
 

Dyskryminowani mężczyźni

 

Paradoksem całej tej sytuacji jest również to, że w dyskusjach najczęściej mówi się o dyskryminacji kobiet w Kościele, a w rzeczywistości można raczej mówić o dyskryminacji mężczyzn. Cały kościelny przekaz, sposób głoszenia kazań, metody modlitewne czy styl działania dostosowany jest do kościelnej większości, czyli do kobiet. Mężczyzna niezbyt często może w kaznodziejstwie czy świątyni znaleźć coś dostosowanego do jego stylu myślenia i działania. I tak jest nie tylko w Polsce, ale w większości krajów świata, gdzie Kościół nabiera coraz bardziej kobiecego oblicza.
 
Mężczyźni, szczególnie ci, którzy nie są księżmi, mają zaś w nim coraz mniej miejsca dla siebie. Często są traktowani jako rywale dla kapłana, a styl pobożności raczej odpycha ich niż przyciąga do Kościoła. I w niczym tej sytuacji nie zmienia to, że tylko mężczyźni mogą być księżmi i tylko mężczyźni (no prawie tylko) pracują w Kurii Rzymskiej. Dla zwyczajnego mężczyzny nie ma to najmniejszego znaczenia. Liczy się rzeczywistość jego parafii. A tam, to on jest obywatelem drugiej kategorii. I warto o tym przypominać, gdy wciąż słucha się o dyskryminacji kobiet, w sytuacji, gdy najczęściej dyskryminowani są mężczyźni.
 
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.61

Liczba głosów:

23

Komentarze użytkowników (55)

Dodaj komentarz
2010-10-14 21:09:59 | Cytuj | Zgłoś
~Ela*
Gdyby Chrystus był kobietą, to istniałoby kapłaństwo kobiet. ;)
2010-10-14 19:42:41 | Cytuj | Zgłoś
~Kobieta
M.i T. Terlikowscy - takiego "ciemnogrodu" dawno nie czytałam.
2010-09-13 00:09:03 | Cytuj | Zgłoś
szmind
Arystoteles twierdził, że istnieją ludzi zdatni tylko do tego, by być niewolnikami. Spierał się z nim nie będę, widocznie takich poznał. Ja neguję niewolnictwo dlatego, iż nie znam i nie poznam, bo ponad wszelką wątpliwość nie ma człowieka zdatnego, by być panem. Ale ani niewolnictwo, ani demokracja, ani komunizm same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Nasze skojarzenia co do "moralności" ustrojów wynikają wyłącznie z doświadczeń stosowania tychże ustrojów przez ludzi. Ale to zawsze owo takie lub inne stosowanie, czyli konkretne czyny są złe lub dobre, a nie sam ustrój. Jestem przekonany, że niejeden niewolnik był w zupełności zadowolony ze swojego nowego statusu po tym, jak jego pan się nawrócił i stał się chrześcijaninem i z pewnością niejeden pan się zbawił, pozostając panem.


podpisano szmind :-)
(wywaliło mnie w między czasie z logina)
2010-09-13 00:06:44 | Cytuj | Zgłoś
anonim
Arystoteles twierdził, że istnieją ludzi zdatni tylko do tego, by być niewolnikami. Spierał się z nim nie będę, widocznie takich poznał. Ja neguję niewolnictwo dlatego, iż nie znam i nie poznam, bo ponad wszelką wątpliwość nie ma człowieka zdatnego, by być panem. Ale ani niewolnictwo, ani demokracja, ani komunizm same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Nasze skojarzenia co do "moralności" ustrojów wynikają wyłącznie z doświadczeń stosowania tychże ustrojów przez ludzi. Ale to zawsze owo takie lub inne stosowanie, czyli konkretne czyny są złe lub dobre, a nie sam ustrój. Jestem przekonany, że niejeden niewolnik był w zupełności zadowolony ze swojego nowego statusu po tym, jak jego pan się nawrócił i stał się chrześcijaninem i z pewnością niejeden pan się zbawił, pozostając panem.
2010-09-12 21:49:30 | Cytuj | Zgłoś
velario
@szmind:

@Noname. Twoje oceny dotyczą nie niewolnictwa tylko postępowania wobec niewolnika. Niegodziwe jest pomiatanie człowiekiem, a nie samo bycie panem niewolnika. Pomiatanie człowieka wolnego też jest niegodziwe moralnie. Czy zatem mamy potępić wolność? Czy chcesz powiedzieć, że pan-chrześcijanin postępując po chrześcijańsku wobec niewolnika popełnia zło moralne z samego faktu, że jest panem?


Czytam i oczom nie wierzę. W XXI w. znalazł się chrześcijanin, który nie dostrzega zła w niewolnictwie jako takim! Przypomnę więc, że w niewolniku społeczeństwo ludzi wolnych widziało "instrumentum vocale" czyli "rzecz mówiącą" a nie człowieka, istotę im równą. NIEWOLNIK BYŁ RZECZĄ. Podlegał takim samym zasadom obrotu cywilnego jak np. nieruchomości. 
Niewolnictwo jest radykalnie sprzeczne z najbradziej podstawowymi zasadami moralności chrześcijańskiej, które opierają się na założeniu, że każdy człowiek jest stworzony na obraz Boga. Wolność osobista jest wprost wynika z przyrodzonej każdemu godności osoby ludzkiej.
Naprawdę w głowie mi się nie mieści, jak ktoś dzisiaj, po Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, może uważać inaczej...
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?