Niech Kościół odważy się posłuchać kobiet!

Aleksander Gomola

(Fot. sxc.hu)

ZOBACZ TAKŻE

Kościół bez świeckich wyglądałby chyba dość głupio. A Kościół bez kobiet? Przestałby istnieć!

 

Próbując odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie o miejsce kobiety w chrześcijaństwie, stajemy przed dylematem. Mamy bowiem do czynienia z religią, która z chwilą pojawienia się przyznała kobiecie znacznie wyższą pozycję niż miała ona dotąd w starożytności, by niebawem ujrzeć w niej narzędzie Szatana i przyczynę wszelkiego zła. Z religią, w której jedna kobieta zyskuje tytuł Theotokos, czyli „Rodzicielka Boga”, i doznaje niemal boskiej czci, a tysiące innych kobiet, oskarżonych o czary, umiera na stosach. Z religią, która nie pozwala kobietom przez długie wieki angażować się w życie społeczne, a zarazem nie ma nic przeciwko temu, by zza klasztornych murów napominały one biskupów i papieży.
 

 

Diabelska teologia
 

Postępowanie Jezusa stanowiło radykalne zerwanie ze zwyczajami judaizmu w stosunku do kobiet. Jezus nie traktuje ich jak istot niższych od mężczyzn, ale rozmawia z nimi, uzdrawia je i odwiedza nie tylko domy faryzeuszy, lecz także Martę i Marię. Sprzeciwia się ukamienowaniu kobiety przyłapanej na cudzołóstwie i odwołuje się do pracy i doświadczenia kobiet w przypowieściach.


Kobiety w Ewangeliach to osoby znane z imienia i miejsca pochodzenia, a nie anonimowe postacie. To one, a nie przestraszeni mężczyźni trwają przy Jezusie do końca, a potem, biegnąc co tchu, przynoszą wiadomość o pustym grobie. Ten ostatni epizod, o którym zgodnie zaświadczają wszyscy czterej Ewangeliści (a wiemy, że zgodność wszystkich czterech to rzadki fakt), jest niezmiernie istotny, gdyż w starożytności świadectwo kobiety nie miało wielkiego znaczenia. Tymczasem w relacjach Ewangelistów kobiety zostały nobilitowane do roli świadka najważniejszego wydarzenia w dziejach ludzkości.

Potwierdzeniem tego radykalnego przełomu dotyczącego statusu społecznego kobiet są słowa św. Pawła: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 28).


Jednak ten sam Paweł pisze o konieczności podporządkowania się żony mężowi i nakazuje kobiecie milczeć w czasie zgromadzenia, i widać coraz wyraźniej, że nowa religia, zwracając się do świata hellenistycznego z zamiarem jego nawrócenia, przejmuje stosunek tegoż świata do kobiet. Myśl grecka inspirująca tradycję wczesnochrześcijańską jest platońska, a zatem niechętna kobietom, skoro Platon pisze w Timajosie, że najlepsze, czego może pragnąć kobieta, to stać się mężczyzną. Jeśli dodać do tego przekaz Księgi Rodzaju wskazujący na Ewę jako przyczynę ludzkich nieszczęść, nie dziwi, że Tertulian na przełomie II i III wieku przypomina każdej chrześcijance, że „jest Ewą”, to znaczy „bramą diabła” (De cultu feminarum 1, 1), i odwołuje się do metafory, zgodnie z którą tak jak Maryja ze słowa Bożego poczęła Jezusa, podobnie Ewa ze słowa diabła poczęła Kaina (De carne Christi, 17).
 

Piękna kobieta jako kusicielka i przebranie diabła to częsty element w pismach ojców pustyni.

Bez mała tysiąc lat później Tomasz z Akwinu, wznosząc imponujący gmach myśli teologicznej, bezkrytycznie przejmuje podobne do platońskich poglądy Arystotelesa, tym razem uwiarygodniane nie za pomocą mitu, lecz pseudobiologii: „W odniesieniu do natury partykularnej kobieta jest czymś niedoszłym i niewydarzonym. Czemu? Bo tkwiąca w nasieniu mężczyzny siła czynna zmierza do utworzenia czegoś doskonałego: podobnego do siebie co do płci męskiej. A że rodzi się kobieta, dzieje się to albo z powodu słabości siły czynnej, albo z powodu jakiejś niedyspo¬zycji materii, albo też spowodowało to coś z zewnątrz, np. wiatry południowe, o których [Filozof] pisze, że są wilgotne” (Suma teologiczna, I, q. 92, a. 1, ad 1).

Te i podobne opinie utrzymują się w Kościele przez całe wieki. Ich lista jest bardzo długa, a wśród wypowiadających je znajdziemy ojców Kościoła, świętych, biskupów i papieży. Czyżby tylko kobieta była postrzegana jako byt niższy, niedorównujący rozumem mężczyźnie…? Nieszczęsne dziedzictwo Tertuliana prowadzi do demonizowania kobiet i do powstania takich przerażających dzieł, jak Młot na czarownice, w których diabelska teologia sprawia, że w Europie zaczynają płonąć stosy. Niewielką pociechę przynosi konstatacja, iż pozycja kobiet w chrześcijaństwie była i jest zdecydowanie wyższa niż w judaizmie i islamie, oraz świadomość tego, że w historii Kościoła pojawiły się żeńskie głosy zakłócające męskie unisono i należące między innymi do Katarzyny ze Sieny, Brygidy Szwedzkiej, Juliany z Norwich czy Teresy z Avila. 

1 2 3 4 5  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.33

Liczba głosów:

18

Komentarze użytkowników (9)

Dodaj komentarz
2011-11-17 08:20:11 | Cytuj | Zgłoś
~kobieta2
Określenie teolożki wywołuje u mnie ciarki .

No to masz problem :-). Fajnie byłoby gdyś się z nim samodzielnie uporał :-).
2011-11-16 22:29:37 | Cytuj | Zgłoś
~monika
Świetny artykuł. Nareszcie ktoś przestał sprowadzać kwestię równości płci w Kościele do tematu wyświęcania kobiet. Jetem praktykującą katoliczką, nie chcę zostać księdzem, ale uważam, że tak samo jak mężczyzna, zostałam stworzona na Boży obraz. Zgadzam się z autorem tekstu, że konieczne są zmiany w języku, którym Kościół mówi, bo w obrazie Boga jakiego nam przedstawia trudno znaleźć podobieństwo do kobiety. Bardzo trafne jest też spostrzeżenie dotyczące cech kobiet promowanych przez Kościół (pokora, cichość, posłuszeństwo, cierpliwość) i zadań, jakie powinna kobieta sobie stawiać (bycie matką). Wierzę, że to Bóg jest w nas sprawcą "chcenia" i wiele kobiet chce mieć wpływ na decyzje podejmowane w Kościele nie z ambicji, ale z chęci wypełnienia powołania i podjęcia odpowiedzialności za wspólnotę, do której należą. Natomiast nadmierne akcentowanie roli matki jest dla mnie (chcącej mieć dzieci) sprowadzaniem mojego znaczenia do jednej tylko funkcji. To zaprzeczenie podmiotowemu traktowaniu kobiety. Wysiłek podejmowany w celu oczyszczenia obrazu kobiety w Kościele z historycznych naleciałości, by znaleźć to co rzeczywiście Bóg o niej mówi, jest bardzo cenny.
2010-01-18 13:08:53 | Cytuj | Zgłoś
~Kobieta
Strasznie dużo emocji zawieraja poprzednie komentarze. Chyba autorzy nie lubia kobiet. Opowieści, że Kościól nie służy zaspokajaniu niczyich ambicji... nie dotyczą mężczyzn? Lesbijki? A homoseksualistów nie ma wsród kleru? Kosciól, tak jak cały świat - to wielki szpital. A faktem jest, że mężczyźni nie zachęceni przez kobiety nie bedą w kościele bywać. Nie jestem za wyswięcaniem kobiet. Byłyby tak atakowane, rownież przez inne kobiety, że strach pomyśleć. No i wtedy owocu dobrego by nie przyniosły. Ale wiem z romów z ludźmi, że Bóg który jest miłością to przede wszystkim Bóg kobiet. Dla mężczyzn wizja Boga to Stary Testament: sprawiedliwy, karzący, wszechmocny - nieludzki!
2009-12-03 09:08:39 | Cytuj | Zgłoś
~Zainteresowana
Może niech same kobiety wypowiedzą się w sprawie swojego "milczenia" w Kościele. Pan "Podwawelski" nie zna, jak widać, nauczania Jana Pawła II w tej sprawie, który wyraźnie mówił, że kobieta powinna mieć głos w różnych sprawach dotyczących Kościoła. Nie zgodził się tylko na święcenia kobiet.
2009-12-03 07:06:11 | Cytuj | Zgłoś
~Podwawelski
Określenie teolożki  wywołuje u mnie ciarki . Kobiety niech absolutnie milczą w Kościele.
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?