Św. Brat Albert Chmielowski - Dobry jak chleb

Był artystą malarzem, przed którym otworem stała kariera artystyczna. Wrażliwość na nędzę człowieka, zwłaszcza na brak Boga, doprowadziła go do odkrycia Bożego Piękna, które przywraca godność grzesznikowi. Bóg jest najdoskonalszym Artystą; On stwarza z niczego. Adam, przeżywając głębokie nawrócenie, stał się świadkiem Chrystusa. Wielu artystów go nie rozumiało, zwłaszcza wtedy gdy odwiedzał najbardziej niebezpieczne dzielnice nędzy w Krakowie. 

 
Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem w rodzinie ziemiańskiej. Bardzo wcześnie został osierocony i jego wychowaniem i kształceniem zajęła się rodzina. Uczył się w szkole kadetów w Petersburgu a następnie w gimnazjum w Warszawie. W latach 1861 - 1863 studiował w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach. Brał udział w Powstaniu Styczniowym i podczas walk został ranny. Dostał się do niewoli rosyjskiej, gdzie w wieku 18 lat przeżył amputację nogi bez środków znieczulających.
 
Dzięki staraniom rodziny udało mu się opuścić carskie więzienie. Adam Chmielowski udał się wtedy do Paryża, gdzie odbył studia malarskie. Studiował też inżynierię w Gandawie. Studia malarskie kontynuował w Monachium. W każdym środowisku dawał świadectwo wielkiego przywiązania do wiary chrześcijańskiej.
 
W 1874 r. powrócił do Ojczyzny. Środowisko artystyczne nie dawało mu jednak radości. Jego serce drążył głęboki niepokój i pytanie o sens życia, o zbawienie. Odbył rekolekcje u jezuitów w Tarnopolu a nawet przez jakiś czas przebywał w nowicjacie jezuitów w Starej Wsi. Nie była to jednak jego droga. W czasie pobytu na Podolu zafascynowała go postać św. Franciszka z Asyżu.
 
Po przybyciu Adama do Krakowa w 1884 r., obok pracy artystycznej, interesowało go życie miasta, jednak nie to salonowe, oddalone od codziennych problemów ludzi troszczących się o kawałek chleba dla rodziny, bezrobotnych, żebraków i ludzi z marginesu. Jasno widział, że kiedy zabraknie ratunku dla nich, wtedy zostaną wykorzystani przez ruchy lewicowe, co niestety się stało w XX wieku. Dramat tego spotkania artysty z ludzką nędzą wyraził ks. Karol Wojtyła w dziele Brat naszego Boga. Sprzedawał swoje obrazy, by wspierać materialnie nędzarzy.  
 
Adam Chmielowski coraz bardziej przesuwał na drugi plan swoje ambicje związane z twórczością malarską. Bardziej od obrazów, malowanych olejną farbą na płótnie, interesował go człowiek - żywy obraz i podobieństwo do Boga sponiewieranego przez grzech.
 
Malował wtedy obraz ubiczowanego Chrystusa, który z ranami na całym ciele, z obliczem zniekształconym przez bezlitosnych oprawców, w obdartej czerwonej szacie, milczący, stał przed pewnym siebie Piłatem. Król królów w największej męce i upokorzeniu. Malowanie tego obrazu zajęło Albertowi sporo czasu. Nie było to zwykłe malowanie, gdyż towarzyszyła mu intensywna modlitwa i kontemplacja. Było to dramatyczne i paradoksalne odkrywanie Chrystusowego piękna, które wciąż trwa i jedynie ono zbawia świat (F. Dostojewski).
 
Namalowanie obrazu Ecce homo sprawiło, że w Adamie zrodził się człowiek nowy, zwrócony do Chrystusa i do ubogich. Już nie mógł dłużej żyć bez stałej więzi z Upokorzonym Jezusem i jego braćmi: ludźmi z marginesu, wyrzutkami społeczeństwa, biedakami z krakowskich ogrzewalni. Adam stał się przyjacielem Pana w ubogich. Odtąd szli razem. Środowisko artystyczne sądziło, że malarz zwariował. On zaś nie usprawiedliwiał się. Więcej od słów przemawiały jego czyny. Miał teraz nowych przyjaciół.
 
Dla najbiedniejszych zaczął organizować przytuliska i domy opieki. Dnia 25 sierpnia 1887 roku Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię Brat Albert. Tak zrodziło się nowe zgromadzenie Albertynów. Przyłączyli się do niego bracia, a potem siostry Albertynki, które założył z Bernardyną Jabłońską. Brat Albert nowo przyjętym do zakonu przypominał proste słowa, że w życiu trzeba być dobrym jak chleb.    
 
Jego obrazy można oglądać w ubogiej pustelni na Kalatówkach przy klasztorze sióstr Albertynek. Przyjaźnił się ze Stanisławem Witkiewiczem, którego poprosił o zaprojektowanie kaplicy dla sióstr. Jej prostota oraz głęboka cisza pomaga wędrowcom adorować Najświętszy Sakrament.
 
Brat Albert z intuicją proroka odkrył kwestię społeczną, konieczną do szybkiego rozwiązania, ale nie drodze rewolucyjnej, jak chciał Marks, a za nim socjaliści i komuniści. On chciał Bożej "rewolucji", która na drodze Chrystusowego pokoju i miłości przywraca upragnioną sprawiedliwość. Wyraził to Karol Wojtyła w dramacie Brat naszego Boga, wkładając w usta Adama następującą refleksję:
 
"Każdy z nas idzie swoją drogą. Każdy lepi swoje gniazdko. Tymczasem dla tylu ludzi drogi stały się za ciasne. Nie ma gdzie postawić stopy. Nie ma skrawka ziemi, który by można nazwać swoim. Nie ma kromki chleba, na którą by mogli zapracować. Nie ma dziecka, które by mogli wydać na świat z tym przeświadczeniem, że nie będzie zawalidrogą. A my w tym wszystkim poruszamy się, zadufani w siłę jakiegoś powszechnego układu, który każe przemilczać rzeczy krzyczące i tłumić usprawiedliwiony wybuch. Nie, nie. W nas wszystkich czegoś brak. Nie wiem jeszcze czego. Męczę się, aby odgadnąć. Ale wiem, że brak - i wiem, że to rozsadzi".
 
Brat Albert zmarł w opinii świętości 25 grudnia 1916 r. Beatyfikował go Jan Paweł II w 1983 roku na krakowskich Błoniach, a kanonizował w Watykanie w 1989 roku.

 

 

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.85

Liczba głosów:

26

Komentarze użytkowników (17)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Krzysztof Świątek 08:43:42 | 2014-07-11
Tak trzeba być takim jak był ŚWIĘTY BRAT ALBERT BOBRYM DLA WSZYSKICH mimo swego kalectwa nie przeszkadzało to mu by nieść pomoc ludziom biednym był prawie na każde zawołanie biednych i chorych czy my teraz tak czynimy że jesteśmy i patrzymy tylko by nam było dobrze. Jest medal ŚWIĘTEGO BRATA ALBERTA przyznaje go się tym co lubią pomagać chorym i udzielać się ja zostałem tym medalem oddznaczony ale wiele osób czeka na ten medal a jak go dostanoł wchodzą w nich wiliki i zapominają o ludziach chorych potrzebujących pomocy nawet materialnej ale i wtedy trzeba tej pomocy udzielić. SZCZĘŚĆ BOŻE+

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~sylwia 18:40:28 | 2013-10-28
 mam fajny  maciorek teraz wam powiem w imie ojca i syna i ducha świętego tak łatwo modlić się do niego.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~weronika 18:37:50 | 2013-10-28
 czemu mój komentarz nie jest pierwszy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~misjonarz 17:11:14 | 2013-10-19
Brata Albert, jakoś dziwnie "lubi mnie ścigać" :-). Żartuję, ale już tak mam, że pewni święci i ich dzieła -np. malarskie lubią przyciągać moją uwagę. Dla mnie br. Albert jest inspirujacy z pewnych względów. Jeden to, to, że zrezygnował ze światowości (np. tej kariery malarskiej, albo z zawodu inżyniera). Druga sprawa jest trudniejsza - jego przygoda z Jezuitami. Jestem gorącym zwolennikiem Jezuitów i drogi Ćwiczeń Duchownych, jednak rozumiem pewną kwestię - C.D nie są dla wszystkich ludzi, bo u niektórych mogą powodować poważne kryzysy psycho - duchowe. Pobyt br. Alberta u Jezuitów był ciężką sprawą, a może nawet "próbą Pana Boga", lecz też doświadczeniem, że "to nie droga dla Alberta". Bóg lub  tak zmieniać zdanie i powoływać "jak i kiedy chce". Także mamy w kościel różne drogi i niektóre drogi mogą być mylące, ale chcę podkreślić, że dotyczy to wszystkich dróg. Tak więc nacisk niektórych -np. różnych wspólnot charyzmatycznych na tzw. "otwieranie się" też może być błędne i krzywdzące. No i teraz "powiedz to jakiemuś charyzmatykowi". Oj nie da rady, charzymatyk wie, że "otwarcie" to "otwarcie na Ducha Świętego" i już i dlatego też naciskają na tzw. charyzmaty. No a, że później wynikają z tego problemy ?, no to każdy charyzmatyk wyjaśni po swojemu. Mógłbym dawać przykłady takiego błędnego myślenia ,jednak charyzmatykom nie przemówi do rozumu. "Sorry, że się czepiam", ale naprawdę droga charyzmatyczna wyrządziła już tyle krzywd ludziom, że trzeba o tym mówić, tylko, że mało kto lubi ten problem poruszać. Ja akurat lubię, a że ludzie tego nie rozumieją, lub źle rozumieją, to inna sprawa, no ale mówić trzeba.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~asia 15:11:40 | 2013-10-19
 lol ja napisalam dokończ zdanie w życiu trzwba być dobrym jak chleb a to co innego mi wyszlo o nim jakimś starszym panu lol  lol lol lol ała moja ręka .

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

al_ren 01:52:58 | 2013-06-18
.Nie rozumiem dlaczego ciągle jeszcze pomija się fakty z życia Świętych,gdzie przechodzą oni oczyszczenie przez Boga na granicy choroby psychicznej.Dzięki tej wiedzy o nich,stają się bardziej ludzcy i jeszcze bardziej otwierają na zaufanie Bożemu działaniu.Adam Chmielowski,obdarzony przez Boga malarskim talentem,wieloma szlachetnymi przymiotami charakteru,nie mógł jednak do końca oddać się sztuce.Gdzieś w głębi duszy odczuwał znikomość i pustkę sławy.Nigdy nie przeszedł obojętnie obok biedaka.Po długich wewnętrznych rozterkach odkrył wreszcie,że Bóg powołuje go do bliższej zażyłości z sobą.W wieku ok.35-ciu lat,wstąpił do Zakonu Jezuitów.Po krótkim okresie pokoju w duszy,znowu zaczął odczuwać wątpliwości.Rozpoczyna się okres oczyszczenia.Adam zapadł na głęboką depresję.Nikt mu nie mógł pomóc.Trafił do szpitala psychiatrycznego,skąd po kilku tygodniach zabierał go brat i opiekował się nim.Sam Adam tak mówi o tym czasie"Czuję się jak pogorzelisko po wielkim pożarze.Widzę,że Pan Bóg dopuścił do tego,aby wypaliło się wszystko,co niepotrzebne.Teraz mogę na nowo budować."Wstępuje do Trzeciego Zakonu Św.Franciszka z Asyżu,składa śluby ubóstwa,czystości i posłuszeństwa,wdziewa szary tercjarski habit i przybiera imię Albert.Odtąd znany jest jako brat Albert.Wreszcie odkrył swoje powołanie.Miał iść za swym Panem jeszcze dalej.Całkowite opuszczenie dotychczasowego życia.Służba tym,którzy są odrzuceni,bezimienni.Życie z nimi,w tych samych warunkach.Brat Albert bardzo przestrzegał tego,aby w jego przytuliskach do każdego biedaka zwracano się po imieniu.Każdy znajdował schronienie niezależnie od wyznania. Polecam zainteresowanym życiem Brata Alberta książkę biograficzną,Marii Winowskiej pt.ZNIEWAŻONE OBLICZE Opowieść o Świętym Bracie Albercie.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~zyta al_ren 08:37:03 | 2014-06-18
Mała poprawka: brat zabrał Adama Chmielowskiego ze szpitlala psychiatrycznego po 9 miesiącach a nie po kilku tygodniach. Ten cytat , że Brat Albert czuje się jak pogorzelisko jak na razie nie jest tekstem źródłowym. Ogólnie Maria Winowska napisała dobrą książkę pokazująca ducha Brata Alberta, ale w wielu szczegółach odbiega od faktów i trudno ustalić skąd czerpała niektóre informacje.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~MATULA 23:17:26 | 2013-06-17
http://www.bosko.pl/muzyka/mp3/Matula-Bog-jest-dobry-jak-chleb.html

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Dorota 17:21:33 | 2013-06-17
http://pl.gloria.tv/?media=391293
Ta pieśń sprawiła ,z Brat Albert jest mi bliski

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Nikodem 15:12:36 | 2013-06-17
Każdy chrześcijanin ma w sobie cechy Boga, lecz czasem wolimy być tylko dla siebie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Super kozak 15:37:15 | 2012-10-28
 ale lubie Alberta chodził ze mną do przedszkola

Oceń 2 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?