Ubóstwo duchowe i wewnętrzna wolność

Życie Duchowe
(fot. Fiduz/flickr.com/CC))

Refleksja nad duchowym ubóstwem oraz związaną z nim wewnętrzną wolnością to zagadnienia fundamentalne w prowadzeniu pogłębionego życia duchowego. Szukając drogi do ich uzyskania, warto odwołać się do Ćwiczeń duchownych św. Ignacego Loyoli, ponieważ stanowią one bardzo osobistą, a zarazem uniwersalną metodę zdobywania wewnętrznej wolności.

 

Ćwiczenia od samego początku uświadamiają nam, że Bóg jako pierwszy wybrał nas i umiłował. On, będąc Miłością, nie ma wątpliwości, czy zwrócić się do nas z przymierzem miłości. Wątpliwości i przeszkody rodzą się zawsze po stronie człowieka. Mają one różny charakter i tworzą rodzaj "domu niewoli". W tym kontekście nasuwa się zasadnicze pytanie: Kto i jaką mocą może wywieść nas z owego domu niewoli?


Fundament miłości

 

Jezus obiecuje: Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8, 32). Tą wyzwalającą prawdą jest On sam. Spotykamy Go, choć w sposób domyślny, już w Fundamencie Ćwiczeń duchownych: "Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to duszę zbawił swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony. Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu" (Ćd 23).

 

Wzniosły ideał wolności, spełniającej się w zjednoczeniu naszej woli z wolą Boga, staje się faktem tylko dzięki poznawaniu, miłowaniu i naśladowaniu Jezusa. I o to właśnie chodzi nie tylko we wszystkich czterech tygodniach Ćwiczeń duchownych, ale także w całym życiu chrześcijańskim.


Czy od razu jednak i w pełni jesteśmy w stanie zgodzić się z wizją Fundamentu? Jakie myśli i uczucia rodzą się w nas w czasie rozważania tego zwięzłego tekstu? Czy wnioski wywiedzione z pierwszych zdań Fundamentu są dla nas oczywiste? Czy niejako z marszu możemy uznać, że z zasadami tymi żyjemy zgodnie już od dawna? Najczęściej ignacjańska "zasada pierwsza i podstawowa", którą jest Fundament, z reguły budzi nasze wątpliwości i zastrzeżenia. A kiedy zrozumiemy jego przesłanie i uznamy słuszność drogi, którą zaleca, otwiera się przed nami mozolna droga walki o wewnętrzną wolność i miłowanie Boga ponad wszystko.


Być może niektórych dziwi, że w Fundamencie nie pojawia się słowo "miłość". Rzeczywiście samo słowo nie pojawia się tam ani razu, ale miłość Boga jest w Fundamencie obecna. Na początku drogi ku zjednoczeniu z Bogiem św. Ignacy wolał miłość Boga do człowieka niejako zaszyfrować. Szyfr ten jednak łatwo złamać, wczytując się w pierwsze zdanie Fundamentu: "Człowiek jest stworzony...". Już sam akt stwórczy to ze strony Boga wyznanie miłości. Tyle że człowiek ma trudność z usłyszeniem go. Zawodzą ludzkie oczy i uszy. Nic więc dziwnego, że otwarcie lub skrycie "krzywimy się", słysząc zapewnienie, że droga do zbawienia wiedzie przez chwalenie Boga, oddawanie Mu czci i służenie Mu.


Nasze odniesienie do Boga, postulowane w Fundamencie, napotyka w nas na realny opór. "Coś" w nas ów opór wywołuje i próbuje tak nas zdeterminować, byśmy to my sami pozostawali w centrum własnej uwagi. Postawienie w centrum Boga i naszego Stwórcy jawi się nam wówczas jako zamach na ludzką wolność, autonomię i samowystarczalność. Można by obrazowo powiedzieć, że choć jesteśmy ukształtowani jako skierowani ku Bogu, to jednak borykamy się z siłą grawitacyjną, która sprawia, że najchętniej koncentrujemy się na sobie. Czasem naprawdę długo znajdujemy przyjemność w grzechu nieustannego "zakrzywiania się ku sobie" - jak powiedziałby św. Augustyn.


Na szczęście Bóg jest cierpliwy i zna wiele sposobów docierania do ludzi. Każdego człowieka przyjaźnie naprowadza na siebie, gdyż z każdą osobą - jako Jemu podobną - łączy Go "święty romans". Jeśli słońce wschodzi nad wszystkimi i wszystkich ogrzewa, to tym bardziej nieustannie oddziałuje na wszystkich potężny magnes Bożej miłości. W pewnych sprzyjających okolicznościach zapewne każdy człowiek odczuwa, że pole magnetyczne Boskiej miłości przenika wszystkie pokłady jego osoby, porządkując je w taki sposób, że odtąd pragnie się na poważnie liczyć z Bogiem i zbliżać do Niego poprzez każdy świadomy i dobrowolny "zamiar, decyzję i czyn".


Wówczas rzeczy (stworzenia), traktowane dotąd jako coś, co miało czynić człowieka coraz bardziej bogatym, niezależnym, mocnym i pewnym siebie, zaczynają jawić się po prostu jako cenne i miłosne dary Boga. Przestają być uważane za autonomiczne źródło szczęścia. Nie konkurują ze Stwórcą i nie przesłaniają Go. Nie udają, że są lepsze i cenniejsze niż Bóg, który je stworzył. Oczywiście, owa tak istotna zmiana zachodzi nie tyle w rzeczach, co w sercu człowieka. To urok doświadczanej miłości Boga działa jak światło, w którym wszystkie rzeczy (stworzenia) jawią się w prawdzie.

 

Zafascynowanie miłością Boga sprawia, że nie chce się używać rzeczy w taki sposób, by wytrącały z postawy czci, służby i chwalenia Boga. W kolejnym zdaniu Fundamentu czytamy: "I dlatego trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi [nie robiącymi różnicy] w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej woli, a nie jest jej zakazane [lub nakazane], tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa [więcej] niż ubóstwa, zaszczytów [więcej] niż wzgardy, życia długiego [więcej] niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach" (Ćd 23).

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.84

Liczba głosów:

25

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?