J. Prusak SJ: Trudno skazać mnie na zesłanie

dts

Rozmowa z jezuitą o. Jackiem Prusakiem SJ, publicystą "Tygodnika Powszechnego", psychoterapeutą, od ponad roku operariuszem w kościele kolejowym w Nowym Sączu.

 

Katarzyna Gajdosz: Czuje się ksiądz w Nowym Sączu jak na zesłaniu?
 

Jacek Prusak SJ: To było dość powszechne stwierdzenie, gdy tu ponad rok temu przyjechałem. Zostałem wyrwany ze środowiska, w którym spędziłem 10 lat. Ale to nie było zesłanie - nie mieszkam w więzieniu. Niektórzy myślą, że jeśli nie ma tu TVN, Tomasza Lisa, telewizji w ogóle, to już trudno mi będzie się odnaleźć. A przecież ja nie poślubiłem mediów. Mówienie że jestem na zesłaniu, źle by świadczyło o Nowym Sączu i tutejszych placówkach jezuickich. Widząc, ile tu można robić, nie odebrałem przyjazdu tutaj w ten sposób. Święcenia kapłańskie otrzymałem 11 lat temu, a jeszcze nigdy nie pracowałem w parafii. Pobyt tutaj, poprzez uczenie religii w szkole oraz posługę w parafii, służył nabraniu doświadczenia duszpasterskiego, by lepiej przygotować się do trzeciej probacji, na którą wyjeżdżam wkrótce do Meksyku.
 

Jest ksiądz postacią dość kontrowersyjną. Poglądy księdza nie są zawsze dobrze odbierane, szczególnie na religijnej i prawicowej Sądecczyźnie. Z czym przyszło się księdzu tu zmierzyć?

 

Tę etykietę przypięto mi kilka lat temu. Nie ma środowiska, które prędzej czy później nie uznałoby mnie za osobę kontrowersyjną, ponieważ nie mieszczę się w sztywnych schematach jakichś grup kościelnych czy politycznych. Już się z tym pogodziłem. Jedyne, co mnie mierzi, to fakt, że te kontrowersje polegają często na zarzucaniu mi rzeczy, których nie robię - bo komuś się wydaje, że ma monopol na przeżywanie wiary i określanie jej dla innych. Trafiłem do parafii bardzo prężnie działającej duszpastersko. Stoi za tym forma religijności, która nie tyle jest mi obca, ile nigdy nie brałem w niej udziału. Mam trochę inną wrażliwość religijną. Moja konfrontacja z nowym miejscem polegała właśnie na próbie zaadaptowania się w środowisku, gdzie religijność miesza się i łączy z tradycją, przekonaniami politycznymi, społecznymi i patriotyzmem.
 

Na czym polega ta księdza "inna wrażliwość religijna"?

 

Zawsze pracowałem z ludźmi, którzy w swojej wierze mieli dużo pytań bądź w ogóle ją utracili. Byli to najczęściej studenci lub osoby z wyższym wykształceniem. Jeśli przez kilka lat przebywa się w otoczeniu takich ludzi, zupełnie inaczej się nastraja do bycia księdzem. Rzeczy, które tu są oczywiste, dla innych oczywiste nie są. To miało wpływ na styl moich kazań, rozmowy. W Nowym Sączu musiałem się dostroić do nowej rzeczywistości, nie wyrzekając się jednak swoich poglądów: to, jak myślę, to jedno, a co mogę powiedzieć z ambony - drugie. Nie chodzi oczywiście, że czegoś nie wolno mi powiedzieć, albo usprawiedliwiać hipokryzję, tylko o to, że słowa, które kieruję tu do wiernych związane są najczęściej z działalnością kaznodziejską, a nie medialno-publicystyczną.
 

Sądeczanie nigdy więc nie będą mieli okazji widzieć księdza grzmiącego z ambony (jak to mają w zwyczaju robić księża w innych parafiach na Sądecczyźnie), że osoby głosujące w wyborach parlamentarnych na Ruch Palikota popełniły grzech i powinny się z tego wyspowiadać.


Do polityki staram się nie mieszać, co nie znaczy, że nie poruszam w kazaniach kwestii społecznych. Nie zajmuję się jednak oceną polityków czy partii. W ogóle uważam, że "grzmienie z ambony" mija się z celem. Moje kazania mają więc inny charakter. Niemniej powiem, że głosowanie na Palikota przez katolika nie jest sprawą neutralną. Jeśli Palikot domaga się aborcji - i to aborcji na życzenie - to jak mogę, głosując na jego program, pogodzić to ze swoim sumieniem jako katolik? Można postawić z ambony takie pytanie wiernym bez ubliżania im jako osobom.
 

Należy ksiądz do kręgu duchownych, którzy chętnie współpracują z mediami i nawet nie odmówi komentarza "Gazecie Wyborczej". Mówi się o was "księża salonowi". Czuje się ksiądz celebrytą w sutannie?

 

Udzielania się w mediach nie traktowałem jako bycie na salonach, tylko formę obecności Kościoła w przestrzeni publicznej. A ponieważ misją jezuitów jest "bycie na granicach", nie unikałem kontaktów ze światem świeckich mediów. Ponieważ niewielu księży funkcjonuje w mediach, otrzymywałem nieraz 20 telefonów dziennie od dziennikarzy. Nawet jeśli próbowałem odmówić komentarza, bo nie czułem się kompetentny, by na dany temat się wypowiadać, odpowiadali: "Nikogo innego nie możemy znaleźć, a potrzebujemy opinii "człowieka Kościoła", i potrzebujemy ją szybko". To mogło sprawiać wrażenie mojej nadobecności w mediach. Jako zakonnik miałem łatwiej niż ksiądz diecezjalny, który ma więcej szczebli do przejścia, by uzyskać zgodę przełożonych na wypowiadanie się do mediów.
 

Dlaczego tak niewielu księży jest w mediach?

 

Sam chciałbym usłyszeć odpowiedź na to pytanie od hierarchów Kościoła. Wydaje mi się, że wśród biskupów jest wciąż duża nieufność do mediów, nastawienie, że kontakt księdza z mediami będzie zmanipulowany, tak by oskarżyć czy ośmieszyć Kościół. To po pierwsze. Po drugie - wielu księży po prostu tego kontaktu się boi, bo nie czują się do niego przygotowani. Chętnie wypowiadają się do mediów katolickich, na swoim podwórku, ale już nastawionych świecko unikają.
 

Może cały Kościół boi się mediów?

 

Biskup Michalik w jednym ze swoich wywiadów przyznał, iż dużo czasu zajęło mu przekonanie się, że warto, by księża byli obecni w mediach. To nie znaczy, że biskupi nie próbują tego rozwiązać, tworząc raczej lokalne rozgłośnie radiowe i prasę diecezjalną. Tymczasem media publiczne stają się mocno antykościelne i antyklerykalne i jeśli nic się z tym nie robi, pogłębia się jedynie stereotypy. Obecność w mediach rozumiałem jako jeden z elementów bycia jezuitą. Bez tego pewnie szybciej obroniłbym doktorat i nie dostawałbym tak po głowie od ludzi, którzy zawsze sądzą o sobie, że są zatroskani o Kościół.

 

Dostaje ksiądz po głowie za poglądy, które śmiało wypowiada. Wielu spośród takich jak ksiądz odeszło z zakonu, nawet z Kościoła. Nie miał ksiądz chwili zawahania, kiedy na przykład psy wieszano na księdzu za niepopularne w kręgach katolików stwierdzenia na temat homoseksualizmu?

Jestem nie tylko księdzem, ale psychoterapeutą i doktorem psychologii . I w takich kwestiach wychodzi moja druga perspektywa patrzenia na rzeczywistość. Sposób mówienia o homoseksualizmie i agresja, jaka temu towarzyszy w kręgach katolickich, mocno mnie irytują. Jest oparta na kompletnych stereotypach. Nie mówię tego, by zmieniać czyjeś poglądy czy stanowisko Kościoła. Jako terapeuta i psycholog nie mogłem zachować milczenia. To byłoby jak wyrzut sumienia wobec osób, których byłem terapeutą. Później musiałem się zmierzyć z różnymi zarzutami i oskarżeniami. Jako publicysta poruszam tematy albo trudne doktrynalnie, albo niezrozumiałe dla ludzi stojących na obrzeżach Kościoła, albo takie, które bywają najczęściej kwestionowane przez samych katolików. Już z tego powodu narażam się na krytykę, gdyż w Polsce tradycję myli się z tradycjonalizmem, a wiarę z bezrefleksyjnym powtarzaniem Katechizmu. Niektóre środowiska mocno zbulwersowała moja wypowiedź, że cieszyłbym się, gdyby kobiety mogły w Kościele katolickim przyjmować święcenia prezbiteratu. Uznały to za sprzeczne z nauką Kościoła, a ja powiedziałem po prostu, że gdyby Kościół kiedyś taką możliwość uznał, to ja nie miałbym żadnych psychologicznych zahamowań w jej akceptacji. Nie uciekłbym od ołtarza, gdyby stała przy nim kobieta-ksiądz. Zajmowałem się również problematyką antykoncepcji i edukacji seksualnej, bo to są tematy "życiowe" i te elementy nauczania Kościoła, które katolicy najczęściej odrzucają. Nie unikałem również kwestii pedofilii w Kościele, bo znałem takie przypadki z kontaktów duszpasterskich i psychoterapii.

 

I jeszcze nie okrzyknięto księdza heretykiem? Zakonnik może mieć odrębne od doktryn Kościoła zdanie?

W jednym z najbardziej popularnych pism katolickich w Polsce zrobiono ze mnie współczesnego "ksiądzą-patriotę", główne zagrożenie dla jedności Kościoła w kraju. Na niektórych prawicowo-konserwatywnych portalach jestem z definicji ikoną "zepsutego księdza" - ale ta krytyka ma najczęściej podłoże emocjonalne, a nie merytoryczne. Trochę się już z nią oswoiłem, choć czasami poziom agresji skierowany na mnie po prostu mnie boli. Próba szukania przeze mnie języka, który by opisywał sens bycia chrześcijaninem, w sposób zrozumiały dla współczesnej wrażliwości i mentalności, powoduje, że zarzuca mi się liberalizm i progresizm. Nie jestem jednak żadnym heretykiem. Na mnie nie ciąży żadna kara kościelna. Liberała widzą we mnie prawicowi publicyści katoliccy, ale to są ich polityczne ograniczenia, a nie moje przekonania teologiczne. Nie jestem ani tradycjonalistą ani progresistą. A to, że od kilku lat jestem zaangażowany w dialog międzyreligijny, nie czyni ze mnie heretyka.


Wracając więc do poprzedniego pytania. Miałem wątpliwości, czy być księdzem w Polsce, skoro wystarczy, że się otworzy usta, a już znajdzie się "kościelny inkwizytor" gotowy do wydania wyroku potępienia. Czasami nachodziły mnie pytania, czy jezuici chcą pracować w Polsce na granicach, czy jedynie pozostać przy zastanych duszpasterstwach i posługach. To nie była jednak kwestia wystąpienia z zakonu, czy porzucenia kapłaństwa, tylko wyjechania za granicę, żeby nie żyć w ustawicznym poczuciu bycia wewnętrznym outsiderem. Od kilku lat odbieram coraz więcej sygnałów, że moja działalność, jako księdza, jest w Polsce potrzebna. I to mnie trzyma. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym ją pełnić, nie będąc jezuitą, więc bardzo trudno skazać mnie na zesłanie, co martwi moich "sympatyków".
 

 

Jacek Prusak SJ (ur. 22 marca 1971) jezuita, psychoterapeuta, publicysta. Wstąpił do zakonu w 1992, po dwuletnim okresie formacji w Seminarium Diecezjalnym w Przemyślu. Przyjął święcenia kapłańskie 29 czerwca 2000.. Absolwent teologii na Papieskim Wydziale Teologicznym "Bobolanum" w Warszawie oraz tzw. clinical social work (pracy socjalnej) ze specjalnością kliniczną w Boston College (USA). Obronił doktorat z psychologii klinicznej w Instytucie Psychologii UJ. Konsultant w Klinice Psychiatrii Dorosłych i Zakładzie Terapii Rodzin CM UJ. Członek redakcji "Tygodnika Powszechnego" (od 2007). Współpracownik kwartalnika "Życie Duchowe" (były zastępca redaktora naczelnego) oraz miesięcznika katolickiego "List". W 2010 wydał książkę "Poznaj siebie, spotkasz Boga".
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.58

Liczba głosów:

84

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?