Kardynał o komunii dla rozwiedzionych

America Magazine
(fot. youtube.com)

Kardynał Francesco Coccopalmerio, największy ekspert Watykanu w dziedzinie prawa, zapewnił, że w swojej posynodalnej adhortacji o rodzinie papież Franciszek daje możliwość przyjmowania Eucharystii katolikom pozostającym w związkach niesakramentalnych, takich jak małżeństwa cywilne z osobami rozwiedzionymi.

 

Kardynał broni swojej tezy w krótkiej książce wydanej po włosku przez wydawnictwo watykańskie (wkrótce pojawi się także 51-stronicowe wydanie po angielsku). Publikacja ta skupia się na rozdziale ósmym adhortacji "Amoris Laetitia".

 

W wywiadzie udzielonym "America Magazine" 17 lutego kardynał Coccopalmerio opisał tę książkę jako swoją osobistą refleksję na temat tego, co "Amoris" mówi o możliwości przyjmowania sakramentów przez katolików pozostających w niesakramentalnych związkach małżeńskich. Autor publikacji zaprzecza jednak, jakoby książka była jego własną odpowiedzią lub odpowiedzią Stolicy Apostolskiej na pytania dotyczące tej kwestii zadane przez czterech kardynałów.

 

Komentarz Coccopalmerio jest jednak ważnym głosem w dyskusji. Kardynał uczestniczył w dwóch synodach o rodzinie, jest przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych, członkiem Kongregacji Doktryny Wiary oraz sądu najwyższego prawa kanonicznego.

 

Adhortacja papieska "jasno podkreśla nierozerwalność małżeństwa" - pisze kardynał. Wspomina także, że rozdział ósmy dokumentu zaczyna się od "klarownej definicji małżeństwa; wskazuje na samym początku na małżeństwo idealne. Dlatego nie można powiedzieć, że nauczanie Kościoła o małżeństwie zostało zmienione". Jednak według niego adhortacja "Amoris Laetitia" odnosi się także do katolików żyjących w związkach niesakramentalnych oraz otwiera dla nich możliwość przyjmowania Eucharystii pod pewnymi warunkami.

 

Kardynał powołuje się na przypadek kobiety, która według prawa kanonicznego jest stanu wolnego i podejmuje decyzję o stworzeniu stabilnego związku z żonatym mężczyzną opiekującym się trójką dzieci, który został porzucony przez swoją żonę. Coccopalmerio objaśnia, że w takiej sytuacji "dzieci przyjęłyby tę kobietę jako swoją matkę, a także stałaby się ona nowym życiem dla tego mężczyzny". Jeśli kobieta ostatecznie dostrzegłaby problem powstały dla niej w tej sytuacji i zdecydowałaby się odejść od tego mężczyzny, byłoby to ogromnie trudne zarówno dla niego, jak i dla dzieci. Kardynał dodaje: "Jeśli ta kobieta doszłaby do wniosku, że nie odejdzie, ponieważ to bardzo zraniłoby mężczyznę i dzieci, to ta sytuacja - kobieta chce ją zmienić, ale nie może - stwarza możliwość przystępowania do sakramentów".

 

Jak pisze kardynał Coccopalmerio, w takim przypadku można stwierdzić, że kobieta rozpoznała swój grzech i pojawiło się w niej szczere pragnienie poprawy, ale ta poprawa nie jest możliwa do wykonania. W tej sytuacji kardynał powiedziałby kobiecie: "Pozostań z tym mężczyzną. Ja cię rozgrzeszam". Kardynał stwierdził, że nigdy nie musiał nikomu odmówić rozgrzeszenia, nalega jednak, by "rozgrzeszenie było udzielone tylko osobie, która chce powrócić i ma pragnienie zmiany swojej sytuacji, nawet jeśli nie może spełnić tego pragnienia, ponieważ skrzywdziłoby to niewinne osoby". Kontynuując, kardynał pisze także: "doktryna jest niezmienna, ale bierze pod uwagę taką niemożność".

 

Wielu duchownych uważa, że przyjmować Eucharystię mogą tylko te osoby, które pozostając w związku niesakramentalnym, "żyją razem jak brat i siostra". Takie stwierdzenie pojawia się w adhortacji apostolskiej Jana Pawła II, "Familiaris consortio" (nr 84). Kardynał Coccopalmerio zauważa taką możliwość i przyznaje, że adhortacja Franciszka mówi: "jeśli jesteś w stanie tak żyć, to bardzo dobrze".

 

Dodaje jednak: "«Amoris Laetitia» przypomina, że Sobór Watykański II (w konstytucji «Gaudium et Spes», nr 51) zauważa, że jeśli para powstrzymuje się od stosunków małżeńskich, może to doprowadzić do kryzysu u jednego lub obu małżonków, co z kolei może skutkować złamaniem wierności i rozpadem związku".

 

W takiej sytuacji, kontynuuje kardynał, "musi rozsądzić sumienie danej osoby".

 

Coccopalmerio podziela wizję kardynała Christopha Schönborna, że "Amoris Laetitia" rozwija nauczanie Kościoła. "Nauczanie jest zawsze to samo, ale bierze pod uwagę konkretne sytuacje. Potwierdzamy to, co mówi doktryna, i mówimy, że taka para powinna żyć jak brat i siostra, ale rzeczywistość nie zawsze na to pozwala".

 

Kardynał podkreśla jednak, że w kwestii tego, czy pozwalać osobom pozostającym w nieuregulowanych związkach małżeńskich przyjmować sakramenty, "Amoris" stawia sprawę jasno. "Każdy przypadek musi zostać oceniony przez kompetentną władzę kościelną, którą naturalnie - w mojej ocenie - powinien być ksiądz z parafii danej osoby. W razie potrzeby może on skonsultować się z przełożonym. Dopiero wtedy można powiedzieć takiej parze: tak, możecie przystępować do sakramentów".

 

Co więcej, kardynał pisze także, że konieczna jest "edukacja wiernych i całej wspólnoty w tym ważnym temacie poprzez katechezy i objaśnienia, aby pomóc im uniknąć negatywnych czy nieprawidłowych osądów w przypadku, kiedy para pozostająca w związku niesakramentalnym dostaje przyzwolenie na korzystanie z sakramentu Eucharystii".

 

Przyznaje także, że istnieje pewien opór wobec "Amoris Laetitia" w niektórych środowiskach, ale wierzy, że jest on możliwy do przezwyciężenia za sprawą "formacji pasterskiej i kształcenia teoretycznego, dzięki którym prawda i doktryna zostaną docenione. Można to przezwyciężyć także poprzez formację uznającą, że czasem ludzie znajdują się w sytuacji, kiedy nie można udawać, że nauczanie jest wprowadzane w praktykę".

 

Ponadto kardynał pisze: "Wprowadzamy ontologię osoby, która jest ogólna i abstrakcyjna: człowiek został uczyniony takim, a chrześcijanin ma taką a nie inną strukturę. Jednak fakt jest taki, że nie masz przed sobą po prostu człowieka czy chrześcijanina. Masz przed sobą osobę z jej ograniczeniami, uwarunkowaniami, w konkretnych sytuacjach życiowych. Jeśli nie weźmiemy pod uwagę tej bardzo konkretnej ontologii, nie będziemy szanować stającej przed nami osoby".

 

Dla przykładu, "jeśli przychodzi do mnie ktoś, ktoś może wypełnić tylko 50% z wymaganych 100%, a ja rozpoznam, że to 50% jest dobrem możliwym w tym momencie, w tej konkretnej sytuacji, daję przyzwolenie na to 50%. Jednak nie mówię, że ta osoba nie powinna mierzyć wyżej i wykonać całych 100%".

 

Tym, którzy mają trudności w zaakceptowaniu podejścia papieża Franciszka, kardynał radzi, aby "nie bali się, ale próbowali zrozumieć oraz dostrzec piękno tych 50% i dali dostęp takim osobom do sakramentów. To oczywiście nie znaczy, że 50% jest najlepszym rozwiązaniem, nie. Ale jest to najlepszy wynik dla tych, którzy nie są w stanie nic więcej zrobić na tym etapie. Tak więc trzeba wziąć pod uwagę te dwa elementy: pragnienie zrobienia czegoś więcej, sięgnięcia po maksimum swoich możliwości oraz niemożność osiągnięcia maksymalnego poziomu i w związku z tym dostrzeżenie wartości w niższej jakości". Jak pisał kardynał Coccopalmerio, takie podejście jest spójne z "wielką intuicją" Soboru Watykańskiego II do rozpoznawania dobra, które jest już obecne w danej sytuacji, i budowania na nim.

 

Gerard O’Connell - watykanista, mieszka w Rzymie, korespondent jezuickiego tygodnika America Magazine

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.67

Liczba głosów:

136

 

 

Komentarze użytkowników (86)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 13:45:56 | 2017-04-15
Trzeba jak się wydaje rozgraniczyć nauczanie Kościoła od nauczania Chrystusa, którego to Kościół ma obowiązek głosić. Kościół ogłosił ,że jego nauczanie jest nieomylne w sprawach wiary i moralności. Historia sfalsyfikowała tak postawioną tezę a Kościół się skompromitował. Tylko Bóg jest nieomylny, atrybut ten nie dotyczy człowieka spełniającego nawet najwyższe urzędy w Kościele. Tak więc możemy mówić jedynie o pełnieniu misji Kościoła w realizacji testamentu Chrystusa. Jeśli Kościół głosi coś od siebie, musi liczyć się z możliwością naruszenia prawdy obiektywnej. Kościół może głosić naukę swoją własną  ale opartą na badaniach nauk szczegółowych, by w ten sposób zbliżać się mógł sam jak i ludzkość do asymptoty prawdy.

Sprawa definicji małżeństwa dotyczy zapisu ewangelicznego (stają się jednym ciałem) a nie, że składają formułkę jak chce Kościół katolicki po czym  w sposób czarodziejski stają się jednym ciałem. Żadne chciejstwo ludzi Kościoła nie utworzy cudu jedni małżeńskiej pod wpływem wypowiedzianej formułki. Dlatego racji  Chrystusa nie przyjęli przewodnicy Kościoła,  którzy przyzwyczaili się do "cudownej" formułki zamieniającej wg nich dwie osoby w małżeństwo czyli w jedno ciało. Jedno ciało obojga osób musi stać się jednak faktem a nie uznanie czegoś za fakt jedności , choć obiektywnie taka jedność nie występuje.  (... i stali się jednym ciałem) fakt taki określamy mianem małżeństwa. W ten sposób będziemy widzieć jak na dłoni  jaki związek jest rzeczywiście małżeństwem a jaki jest zawarty nieważnie. Tam gdzie funkcjonuje grzech nie może być przyjmowany  Najświętszy Sakrament. Tam gdzie nie można się wycofać dla dobra społecznego czy jednostkowego, nie może funkcjonować układ w którym człowiek został potępiony, pomnimo naruszenia obowiazującej zasady nierozerwalności małżeńskiej. Dobro osoby ludzkiej jest ważniejsze od realizacji zasady jako takiej.

Wydaje się, że warto popracować nad powyższymi tezami.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Agamemnon 03:18:39 | 2017-04-15
Trzeba jak się wydaje rozgraniczyć nauczanie Kościoła od nauczania Chrystusa, którego to Kościół ma obowiązek głosić. Kościół ogłosił ,że jego nauczanie jest nieomylne w sprawach wiary i moralności. Historia sfalsyfikowała tak postawioną tezę a Kościół się skompromitował. Tylko Bóg jest nieomylny, atrybut ten nie dotyczy człowieka spełniającego nawet najwyższe urzędy w Kościele. Tak więc możemy mówić jedynie o pełnieniu misji Kościoła w realizacji testamentu Chrystusa. Jeśli Kościół głosi coś od siebie, musi liczyć się z możliwością naruszenia prawdy obiektywnej. Kościół może głosić naukę swoją własną  ale opartą na badaniach nauk szczegółowych, by w ten sposób zbliżać się mógł sam jak i ludzkość do asymptoty prawdy.

Sprawa definicji małżeństwa dotyczy zapisu ewangelicznego (stają się jednym ciałem) a nie, że składają formułkę jak chce Kościół katolicki po czym  w sposób czarodziejski stają się jednym ciałem. Żadne chciejstwo ludzi Kościoła nie utworzy cudu jedni małżeńskiej pod wpływem wypowiedzianej formułki. Dlatego racji  Chrystusa nie przyjęli przewodnicy Kościóła,  którzy przyzwyczaili się do "cudownej" formułki zamieniającej wg nich dwie osoby w małżeństwo czyli w jedno ciało. Jedno ciało obojga osób musi stać się jednak faktem a nie uznanie czegoś za fakt jedności , choć obiektywnie taka jedność nie występuje.  (... i stali się jednym ciałem) fakt taki określamy mianem małżeństwa.

Wydaje się, że warto popracować nad powyższymi tezami.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

tomaszewska_mariola 14:07:59 | 2017-04-13
Ktoś tu napisał że z powodu braku sexu nikt jeszcze nie umarł, nieprawda! Mężczyźni dostają raka prostaty, a kobiety torbieli na jajnikach. Uprawianie sexu jest aktem naturalnym. Moim zdaniem ludzie po rozwodzie powinni móc żyć normalnie, nie wiemy co by powiedział Jezus gdyby dziś przyszedł na ziemię. Bóg kiedyś dopuścił rozwód. Bóg powiedział do Apotołów " Cokolwiek ustanowicie na ziemi, ja ustanowiłem". Jeżeli Papież mówi że po rozwodzie można przyjąć Eucharystię to chyba można, moim zdaniem to byłoby dobre bo każdy przypadek jest inny. Są ludzie porzucani przez partnera i nie chcą zostać do końca życia sami

Oceń 1 16 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Eleazar 18:07:40 | 2017-04-11
Ja już zadawałem takie pytanie, ale nik nie udzielił odpowiedzi, więc zadam je jeszcze raz: czy taką zasadę da się zastosować do zagmatwanych trókątów, np. mężczyzna szczerze kocha żonę i kochankę, z wzjemnością. Miłość ta jest tak wielka, że żona akceptuje związek mężczyzny z kochanką a kochanka akceptuje związek mężczyzny z żoną. W jednym i drugim związku są dzieci, a mężczyzna odpowiedzialnie dzieli swój czas między obie rodziny. Wszyscy bardzo cierpią i żałują, że nie mogą przystępować do komunii św. Czytają Pismo święte i wiele się modlą. Czy tu też jest możliwe przystępowanie do komunii św.? 

Oceń 12 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 21:23:21 | 2017-04-10
@Lucianp, pisałeś poniżej:
"Mógłbym dużo napisać o swojej życiowej sytuacji..."

Jeśli mógłbyś, to po prostu zrób to, a nie czaruj nas dobrymi chęciami. Jednak pisząc o tym ogranicz się wyłącznie do aspektu, który tu poruszamy.
Szukanie przez Ciebie analogii do historii o synu marnotrawnym jest pod tym tematem całkowicie nieuprawnione. Syn marnotrawny najpierw zrozumiał swoje błędy i nawrócił się. Komunia do której i słusznie ma prawo "dobry syn", to wg Ciebie nie może on ograniczać jej osobom żyjącym jak żona z mężem, ale nie ze swoim, tylko z cudzym?
Jeśli sam jesteś w takiej, jak to ładnie ująłeś - doświadczonego inaczej przez los - sytuacji, to być może dzielisz stół i łoże z prawowierną żoną, tylko, że nie ze swoją, a Andrzeja! Zatem sypiasz z czyjąś żoną, dodatkowo dajesz prawowitemu mężowi prztyczki w nos i w nagrodę za to domagasz się jeszcze Komunii Świętej?
Człowieku Ty nie masz w ogóle poczucia wstydu?!

Oceń 23 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 21:16:46 | 2017-04-10
cz II
Niechaj każdy wierny sam oceni czy pogrąża się jeszcze bardziej w grzechach, czy może dźwiga swój krzyż naśladując naszego Pana Jezusa i trzyma się Jego niezmiennych nauk.

Gdyby było inaczej to dlaczego Pan Jezus tak wiele razy przywoływał nauki o wysokich standardach Nieba i ostrzegał przed zaparciem się poszczególnych członków swojej owczarni?

Boję się, że na fali haseł spod sztandaru miłosierdzia miliony dusz dostąpi stanu na jaki pracuje całym swoim życiem (wieloma wyborami dokonanymi wedle praw tego świata) i nie będzie to, to samo Niebo obiecane Przez Jezusa.

Dlaczego to piszę?
Bo sam czasami doświadczam ogromnego miłosierdzia od Jezusa. I gdy czasami się gdzieś zagalopuję i wydaje mi się, że przecież Miłosierdzie Jezusa jest silniejsze niż nasze grzechy to Pan albo staje się milczący jak kamień albo czasem uderzy swoją rózgą żelazną, abym wiedział, że błądzę. Dzięki temu wiem, że Miłosierdziem Bożym nie można wymazać wszystkich naszych grzechów., że jest wiele warunków do wypełnienia, aby sobie zasłużyć na łaski od Boga. W tej przestrzeni mogę zaświadczyć, że Pan jest Sprawiedliwy i nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek nie miał racji.

Oceń 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 21:16:12 | 2017-04-10
cz I
Kiedyś jak się zepsuła lodówka to się ją naprawiało. Dzisiaj idzie się kupuje nową.
Ten sam trend powoli wkradał się ostatnimi dziesięcioleciami do świadomości wielu ludzi i przenosi na fundamenty ich życia. To co zepsute, niewygodne i stare nie trzeba naprawiać, bo za duże są koszta, tylko wymienić na nowszy model.

Dzisiaj miliony ludzi patrzy z tej samej perspektywy na związki dwojga ludzi. Jeśli związek się wypalił, to trzeba go uznać, że się unieważnił i zacząć szukać własnego szczęścia od nowa i z kimś innym.
Idąc dalej takim tokiem postrzegania świata wypadało by już nie przysięgać wierności do końca życia i na Boga, tylko do końca miłości w związku. Kończy się miłość i kończy się związek. Sąd by dowodził, że dla jednej ze stron związek się wypalił i by go unieważniał.
Ten świat właśnie zmierza ku takim rozwiązaniom prawnym dla unieważniania 2 lub 4 letnich związków.
W Niemczech poszli o krok dalej i chcą przejmować dzieci, gdy te wychowuje już tylko jeden rodzic. Życie jak z bajki dla wszelkich egoistycznych jednostek plastikowego świata.

Jednak naprzeciw takiemu modelowi życia stoi Boży Porządek, który jasno wyznacza granice dobra i zła w tym świecie.
Jeśli ktoś porzuci swoją żonę/męża i weźmie inną/ego to nie tylko sam będzie winien cudzołóstwa, lecz jeszcze tej nowej żony. Wedle Prawa Bożego taki człowiek będzie miał podwójnie ciężki grzech.

I teraz takiego człowieka zaprasza kapłan do Eucharystii.

I jak to oceniać z perspektywy wiary?
Jak oceniać wiarygodność słów takiego kapłana?

Wybaczcie jeśli to co napisałem jest za mocne.
Jednak pozbywając się naszej lukrowanej ludzkiej może czasem troszkę egoistycznej perspektywy na życie i spoglądając na nauki Pana naszego Jezusa Chrystusa, właśnie tak to wygląda.

Oceń 13 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

tenia 14:21:49 | 2017-04-10
oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci ...każdy żyje tylko raz i raz umiera. Związek z rozwiedzionym(ą) zamyka drogę powrotu sakramentalnemu małżonkowi i to jest grzech. Ponadto od wstrzemiężliwości nikt jeszcze nie umarł a od uprawiania seksu umiera codziennie tysiące ludzi. Małżeństwo to SAKRAMENT, który TRWA nawet po rozwodzie.

Oceń 23 -1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

m.reg 13:52:30 | 2017-04-10
To,ze ludzie dotychczas bedacy w polskim kosciele druga kategoria wiernych,moga obecnie skorzystac w pelni zgodnie z nauka KK z sakramentu pojednania powinno tylko cieszyc katolikow.Kolejne tlumaczenie adchortacji, która wyraznie mowi o rozeznaniu i mozliwosci dopuszczenia w niektorych sytuacjach jest ciagle w Polsce krytykowane.Nie ma to większego znaczenia bo nauczanie odowiazuje i dziala.Teraz przed swietami widac wielu Polakow, którzy ida do spowiedzi poza granicami.Wielu Polakow,ktorzy tu na stale mieszkaja chodzi z rodzinami do lokalnych kosciolow.Nie ma problemow ze spowiedzia,sa dyzury.Problem jest ze stwierdzeniem ewentualnej niewaznosci malzenstwa w Polsce.Trwa to latami,obie strony musza uczestniczyc.Tu jest normalnie,do roku zwykle trwa proces.Jesli jedna strona uporczywie się uchyla nie przedluza to procesu.Mysle,ze zanim dojdzie do ponownego związku ,malzonkowie probuja naprawic sakramentalne malzenstwo ewentualnie podjac starania o stwierdzenie niewaznosci.Czasem niestety jest niemozliwe,szczegolnie w Polsce.Takie są doswiadczenia niektorych moich znajomych.Kazda sytuacja jest inna,dlatego nie oceniajmy ani nie obrazajmy nikogo.Kazdy odpowiada za siebie.

Oceń 12 35 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

tomek59 09:49:07 | 2017-04-10
Trochę przypomina. Tylko że syn marnotrawny nie dostałby Tego, gdyby nie porzucił  grzesznego życia.

Oceń 23 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook