Rachunek sumienia przedświątecznej spowiedzi

Posłaniec
(fot. cheese_unit/flickr.com/CC)

Idą święta... W tym rozpędzonym świecie kto ma dziś czas na solidne rachunki sumienia?

 

Bardzo chciałbym “popsuć" te święta zwłaszcza tym, którzy spędzą je na kompulsywnej konsumpcji tradycyjnych potraw i obsesyjnym wpatrywaniu się w świeżo nabyty telewizor plazmowy czy też inne cudo techniki. Po co? A choćby po to, by posiedzieć i pomilczeć, przypomnieć sobie, jak bardzo ludzkie, godne i pożyteczne to zajęcie, choć zanikające niczym niektóre gatunki zwierząt. Albo by zrobić uczciwy rachunek sumienia, lepszy od tego wyuczonego na pamięć z książeczki pierwszokomunijnej, z którego właściwie zostało tylko kilka prostych haseł mnożonych co roku przez kolejne cyfry: zgrzeszyłam/em dwa razy przeciw temu, a trzy razy przeciw tamtemu przykazaniu, nie odmawiałam/em paciorka, jadłam/em mięso w piątek, więcej nie pamiętam i obiecuję się poprawić.

 

Tak wygląda odwieczny dramat ludzkiej grzeszności w naszej polskiej odsłonie, deklamowany najczęściej na jednym oddechu i w dziwacznej pozycji ciała. Kpina to czy mistrzostwo świata? - trudno powiedzieć. Czy o to chodzi w przedświątecznej spowiedzi? Może uczciwiej byłoby wyznać, że fatygujemy się do kratek konfesjonału z czysto pragmatycznych (by nie powiedzieć terapeutycznych, a może nawet magicznych) racji, bo dzięki temu zyskujemy chwilę pozornego spokoju i wytchnienia… Zróbmy w tym roku rachunek sumienia w inny sposób i inne postanowienie poprawy. Zacząć możemy od czegokolwiek, choćby od… wigilijnego stołu, byle bliżej realnego życia.

 

Za wigilijnym stołem


Na dobry początek zrelaksujmy się i odetchnijmy głęboko (można palić). Zamknijmy oczy i urządźmy sobie w wyobraźni taką małą symulację kolacji wigilijnej. Posadźmy wszystkich wygodnie za stołem i dobrze się dookoła rozejrzyjmy. Zatrzymajmy wzrok najpierw na tradycyjnie pustym nakryciu dla nieoczekiwanego gościa. Ciekawe, czy przez te wszystkie lata ktoś niespodziewany do nas kiedykolwiek zastukał? Pewnie nikt, dlatego od lat nie wystawiamy tego nakrycia albo przestaliśmy wystawiać, bo za bardzo przypominało pustkę po kimś bliskim. Może i w tym roku będzie to puste miejsce po mamie lub tacie, żonie lub mężu, siostrze lub bracie, którzy z różnych racji są gdzie indziej. Może szukają szczęścia za granicą (tyle milionów dorosłych Polaków to robi) albo w nowych rodzinach, albo jedno i drugie.


Następnie popatrzmy na tych, którzy są obecni. Gdyby ktoś miał trudności z zapełnieniem stołu, to warto być nieco bardziej hojnym niż zwykle i na tę wigilię - to nic nie kosztuje! - zaprosić dalszą rodzinę, a w ekstremalnej potrzebie nawet sąsiadów czy znajomych. Niech to będzie uroczysty stół wigilijny. I patrząc po kolei na naszych gości zobaczmy, jak wyglądają, w co są ubrani i jak się prezentują. Posłuchajmy o czym rozmawiają i z kim, czy są interesujący czy nudni, radośni czy smutni itd. Zasadniczo ludzie, których znamy, nawet w wyobraźni nie będą zachowywać się inaczej niż zwykle, więc z pewnością scena od razu ożyje swojskimi klimatami.


A teraz spójrzcie na siebie samych: jak wyglądacie, koło kogo siedzicie i dlaczego, z kim rozmawiacie i o czym, czy jesteście rozluźnieni czy raczej sztywni itd.? Spożycie dwunastu tradycyjnych potraw nawet w wyobraźni zabierze sporo czasu i stworzy mnóstwo różnych okazji do przyglądnięcia się z bliska naszemu rodzinnemu szczęściu. To cenny materiał do analizy.

 

I co my tu widzimy?


Jeśli odważnie weszliśmy w to ćwiczenie, to wyniesiemy wiele pożytku, o ile zachowamy odwagę do końca. Zadajmy kilka prostych pytań, by określić, co przed chwilą się wydarzyło. Czy spotkaliśmy się z rodziną? Nie. Czy odświeżyliśmy stare znajomości? Nie. Czy ktoś rozdrapał nam zabliźnione rany? Nie. Czy w miłej atmosferze wspominaliśmy z innymi dawne dzieje? Ależ skąd, przed chwilą - i to jest rzecz o podstawowym znaczeniu - spotkaliśmy samych siebie. To banalna prawda, ale użyteczna i pouczająca.

 

Dzięki takim myślowym eksperymentom zwykle odkrywamy lepiej własne wnętrze, a ponieważ dajemy się ponieść wyobraźni, to przez zaskoczenie czegoś nowego dowiemy się o sobie i o naszych relacjach z innymi. Zawsze jednak najbardziej uderza to, jak bardzo jesteśmy schematyczni i stereotypowi, tj. przyzwyczajeni do różnego rodzaju gotowych kalek myślowych, uprzedzeń, manieryzmów itp. Wiemy, co kto powie zanim jeszcze usta otworzy. A podobno każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny.

 

Po pierwsze: rozmawiać!


W omawianym tu kontekście warto nawet ograniczyć się do tej jednej dziedziny: do rozmów w naszym domu. Nieco prowokacyjne pytanie: czy my mówimy do siebie ludzkim głosem? - warte jest poruszenia na szerszym forum… Gabinety psychologiczne zaczynają pękać w szwach za sprawą tego, że nie rozmawiamy z sobą i nie potrafimy rozmawiać. Masz problem? Idź do psychologa! - to najczęstszy komunikat, gdy ktoś w rodzinie próbuje coś zmieniać. Krótka piłka, bo ważniejsza jest powtórka półfinału ligi mistrzów lub romantyczny film w TV. Co gorsza, tego typu dialogi słyszy się w tzw. porządnych domach, gdzie nie ma przemocy, pijaństwa czy innych patologii, dlatego nigdy nie zostanie to nagłośnione w mediach. Ale przecież w ten sposób również można zadawać głębokie rany, rany tym boleśniejsze, że dłużej się goją i nie zostawiają śladów na ciele, które by mogły zaalarmować otoczenie. Brak bliskości - matki, ojca, męża, żony itd. - to nieodwracalne straty, których żadna terapia nie nadrobi. I to byłoby dobre postanowienie poprawy: porozmawiać z bliskimi i okazać im odrobinę czułości, uwagi i troski. A dialogi, nawet z małymi dziećmi, mogą być pasjonujące, oczywiście o ile zechcemy zrezygnować z naszych schematów. Oto przykład.


Nie boję się, tzn. boję się


Jeden z moich amerykańskich współbraci opowiedział mi niedawno historię, która przydarzyła mu się minionego lata. W dzień wolny wybrał się na plażę, by odpocząć i spokojnie poczytać książkę. Był środek tygodnia, więc plaża była prawie pusta. Jedynie jakaś rodzina z małymi dziećmi urządzała sobie piknik. Gdy pogrążył się na dobre w lekturze książki, nagle usłyszał za sobą dziecięcy głosik: Chcesz obejrzeć moje kraby? Niechętnie odwrócił się i zobaczył kilkuletnią dziewczynkę z wiaderkiem w ręku. Chętnie popatrzę! - odpowiedział nie do końca zgodnie z prawdą, ale zerknął do środka plastikowego wiaderka. Na dnie poruszało się niemrawo kilka małych skorupiaków. Wyciągnij sobie jednego - zachęciła go dziewczynka i podsunęła bliżej wiaderko. On jednak stanowczo odmówił. Co, boisz się! - rzuciła filuternie. Nie, nie boję. Po prostu nie chcę - odpowiedział lekko urażony jezuita. Wtedy dziewczynka poprosiła, żeby wyciągnął rękę i leciutko szczypiąc go w grzbiet dłoni, jeszcze raz go zachęciła: To tylko tyle boli. Nie bój się, weź jednego. Wziął i rzeczywiście bolało tylko tyle.


Konkludując zatem: przygotowując się do przeżycia świąt Bożego Narodzenia zróbmy w tym roku inny, mniej schematyczno-książeczkowy rachunek sumienia, a w postanowieniu poprawy uwzględnijmy odpowiedź na pytanie o nasze relacje z bliskimi i nie tylko…

 

 

Stanisław Morgalla SJ: Psycholog, kierownik duchowy, wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2002-2008 dyrektor Szkoly Formatorow przy WSFP Ignatianum w Krakowie. Ostatnio opublikował: Dojrzałość osobowościowa i religijna (2006); Miłość do kwadratu. Poradnik dla nieprzystosowanych (2009);Duchowość daru z siebie (2010).

 

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.82

Liczba głosów:

126

 

 

Komentarze użytkowników (37)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Andrzej 07:14:38 | 2014-12-14
Realny pomysł na przedświąteczne obudzenie sumienia :)

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tor 21:15:24 | 2014-12-13
Rachunek sumienia warto zrobić, ale spowiedź uszna nie ma sensu. Mieszkam na Zachodzie, tu jest spowiedź ogólna na początku mszy, po czym wszyscy idą do komuni. polecam, warto rozpowszechnić w Polsce.

Oceń 6 14 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

m0cna 20:43:07 | 2010-12-14
A przy okazji polecam inspirowaną tym artykułem propozycję do modlitwy własnej w formie rozważania:

Trzy relacje

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

brat_robot 16:48:38 | 2010-12-14
Dla mnie podstawą jest kierownik duchowy i dzięki Bogu takiego mam od 5 lat.


Ja tam wolę sam odpowiadać za swoje życie.

Oceń 1 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~effa 16:29:01 | 2010-12-14
Super tekst i bardzo prawdziwy..............szczególnie o tych niepatologicznych rodzinach............
Rany bez śladów na ciele, są często równie bolesne i trudne do uzdrowienia..........
Pozdrawiam wszystkich zmagających się z samymi sobą i tymi z którymi zasiądziemy przy wigilijnym stole.....
 

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Aneta 16:06:06 | 2010-12-14
Dla mnie podstawą jest kierownik duchowy i dzięki Bogu takiego mam od 5 lat. Zna on mnie bardzo dobrze, zna kontekst mojego życia, mojego męża - zresztą też jest jego stałym spowiednikiem, więc zna kontekst naszego małżeństwa. Czasem jest trudno przyjść kolejny raz z powielonymi już 500-tny raz grzechami, ale dzięki temu, że mój spowiednik, wie o tym, to jest w stanie mi pomóc - znaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy. Naprawdę warto poszukać stałego spowiednika jeśli to tylko możliwe - gorąco wszystkim zachęcam!

Spowiedź to WYZNANIE grzechów.
Rachunek sumienia dotyczy grzechów.


Oprócz wyznania grzechów uważam, że spowiedź to także rachunek z tego czy miłością potrafiłam odpowiedzieć na miłość, czy podjęłam współpracę z Duchem Świętym. Bo kiedy już naszym udziałem przestają być grzechy ciężkie, to warto spojrzeć na nasze życie czy wybieramy to co lepsze czy to co dobre. Fantastycznym sposobem aby zajrzeć w głąb siebie i zobaczyć działanie Boga w naszym życiu i naszą współpracę (lub jej brak) z Nim jest Ignacjański Rachunek Sumienia - moim zdaniem piękna ale jakże trudna modlitwa :)

Oceń 3 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Maria Jolanta Sienko 15:24:55 | 2010-12-14
Ja nie wiem jak to z nami jest . Grzeszyc sie nie wstydzimy ale do konfesjonalu pojsc to juz gorzej . Moze trzeba chodzic czesciej to nie bedzie problemow z rozgrzeszeniem , bo jak mowi fr.John Corapi nasze sumienie jest jak filter , ktory trzeba czyscic co jakis czas . A ksieza tez maja swoje dobre i zle dni . Albo po prostu znalezc dobrego spowiednika ktory bedzie rozumial Twoja dusze . Artykul jest swietny , dziekuje o.Stanislawie !

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~iga 14:56:38 | 2010-12-14
 A jak się raz szczerze wyspowiadałam to nie dostałam rozgrzeszenia :P 
Bo po co przychodzę do spowiedzi skoro mam wątpliwości czy wierzyć w Boga? Nie wiem czy pójde w tym roku. Bo po co...?  

Oceń 3 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~R 12:18:47 | 2010-12-14
To mit, z tą "rozmową duchową". Dominuje rutyna i strach księzy przed zagłębianie się w ludzkie dusze. Raz jeden w życiu udało mi się porozmawiać o moich problemach z egzorcystą. Wielkim , sędziwym egzorcystą. A czego ja chę, to moja sprawa, święta koleżanko i mnie tu nie pouczaj z typowo katolicką, nieznośną wyższością.


R., trochę szkoda się zrażać..To prawda, że wielu ludzi często czuje się tak, jakby byli traktowani rutynowo, ale sądzę, że to niełatwe, siedzieć i rozmawiać z ludźmi, którzy stoją w ogonku i z których wielu mówi tak, jakby chciała szybko odklepać co ma do odklepania i mieć wreszcie święty spokój. Może warto spróbować jeszcze poszukać takiego księdza? A jak okaże się, że to była pomyłka, spróbować jeszcze raz...
Takie rozmowy to naprawdę nie mit. Skoro udało Ci się porozmawiać z tym egzorcystą, to dowód, że jest to możliwe.

Co do "typowo katolickiej wyższości" - nie jesteś katolikiem ? Tylko mi nie zarzucaj, że stawiam to pytanie z powodu poczucia wyższości ;)

Wśród ankiety przeprowadzonej w USA, którą niedawno czytałem katolik kojarzy sie przede wszystkim z  kimś, kto wszystko wie lepiej. Jeśli o mnie chodzi to jestem głupi i NIC nie wiem. Może więc juz nie jestem katolikiem i wcale tego nie zauważyłem? Poz.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~spowiedź 12:06:16 | 2010-12-14
Spowiedź to WYZNANIE grzechów.
Rachunek sumienia dotyczy grzechów.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook