Bóg tak wysoko Cię ceni

Krzysztof Osuch SJ

(fot. Vicintosh - Victor Ruiz/flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE | TEGO AUTORA

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3, 1-2).

 

Cicha rozpacz

 
„Większość ludzi żyje w cichej rozpaczy" - twierdzi Henry D. Tho-reau. Trudno powiedzieć, czy jest to na pewno większość ludzi, ale na pewno duża ich liczba doświadcza zniechęcenia, beznadziei; wielu ociera się o rozpacz. Mówi się co pewien czas o rosnącej liczbie ludzi dotkniętych depresją. Narastanie tego przykrego zjawiska wiążemy głównie z transformacją ustroju społeczno-gospodarczego. Tysiące, a nawet miliony ludzi czują się zepchnięte na margines życia. Mówienie im, że ponoszą koszty transformacji, podczas gdy inni „dzięki" tej transformacji niegodziwie się bogacą, jest niebywałym oszustwem i manipulacją. Jednak nie o tym chcę mówić. Nie o tym przede wszystkim.
 
Jako ludzie - poniekąd niezależnie od stanu posiadania i statusu społecznego - zderzamy się z doświadczeniem radykalnego ubóstwa i wręcz człowieczej nędzy. Niezależnie od wieku i grubości portfela, wcześniej czy później, każdemu zajrzeć w oczy musi to, co filozofia nazywa przygodnym istnieniem. Jeszcze nie tak dawno nie było nas, jesteśmy tu na krótko i wnet znów nas nie będzie! Człowiek doświadcza kruchości i ograniczenia życia, bezpieczeństwa, wiedzy, mądrości, miłości. Z powodu radykalnego ubóstwa i „skazania" na doświadczanie ograniczoności - człowiek nosi w sobie poczucie skrzywdzenia. A stąd tylko krok do wyżej wspomnianej „cichej rozpaczy". Jak tu nie czuć się skrzywdzonym i popychanym ku depresji i rozpaczy, gdy odkrywa się w sobie pragnienie doskonałej dobroci, pełnej prawdy i tylko prawdy, doskonałej wiedzy, trwałego życia, pełnego bezpieczeństwa, pełnej radości, niezachwianego pokoju, idealnej miłości, a tymczasem realne życie funduje nam tyle złości, zaborczość, przemoc, wojny, zamęt poznawczy, relatywizm poznawczy i etyczny, kłamstwa, pogardę dla życia małych i bezbronnych, niepokój, lęki, manipulacje itd.
 
Nic zatem dziwnego, że oscylujemy między nadzieją na znacznie lepszą jakość życia a beznadzieją, rozpaczą! Albo jeszcze gorączkowo szukamy „motywów życia i nadziei", albo już ich nie szukamy, czując się poddanymi „cywilizacji śmierci", czując się skazanymi na ciche rozpaczanie (bowiem głośne rozpaczanie zdaje się zarezerwowane dla tych, którzy na teoretycznym i praktycznym kultywowaniu śmierci i beznadziejności potrafią zbić kapitał sławy i majątek).
 
Henryk Ibsen w sztuce Peer Gynt przedstawia przejmujący dialog syna i matki. Gdy tytułowy blagier naopowiadał już tyle o swych rzekomych podróżach i o pobycie w wielu krajach, zapytał matkę: „Gdzie ja właściwie żyłem, czy ja w ogóle gdzieś istniałem?". „Jak to gdzie - odpowiedziała matka - zawsze żyłeś w mojej miłości". W tym dialogu mogłoby się odnaleźć wiele współczesnych kobiet i mężczyzn. Rzeczywiście, współczesny człowiek występuje w różnych rolach, a jednocześnie nie ma żywego poczucia tożsamości, tzn. nie wie, kim jest!
 

Brak żywego doświadczenia miłości Boga

 
Jest jasne, że jeśli nie chcemy żyć w rozpaczy, to musimy znaleźć motywy życia i nadziei. I to nadal trwając w konkretnej egzystencji, ze wszystkim ograniczeniami i zagrożeniami. Kto może nam dostarczyć tych motywów?
 
Jest chyba jasne, że jeśli nie chcemy należeć do tych, co cicho rozpaczają, to powinniśmy odnaleźć naszą tożsamość. Trzeba wiedzieć, kim jesteśmy naprawdę i kto jest dawcą naszej tożsamości. Nawet najwspanialsza miłość matki i ojca okazuje się niewystarczająca. Trzeba czegoś, a raczej Kogoś znacznie większego. Kiedyś M. Heidegger mówił do swoich doktorantów: „Tylko Bóg może nas uratować". Dokładniej powiedzmy o tym w nawiązaniu do św. Jana: Tylko nieskończona, wspaniała miłość Boga Ojca może nas uratować. Ona jedna nadaje nam niezbywalną godność i wspaniałą tożsamość dzieci Bożych.
 
Tak, najbardziej brakuje nam żywego doświadczenia miłości ze strony Boga Ojca. Chrystusowy Kościół jest takim wspaniałym miejscem, gdzie wszyscy mogą uczyć się poznawać Miłość Boga Ojca, wierzyć w nią, polegać na niej, zawierzyć jej siebie z całego serca. Zakorzenienie człowieka na powrót w Miłości Boga (po wykorzenieniu się z niej poprzez grzech w raju) jest wielkim przedsięwzięciem Boga Trójjedynego i wielu osób zaproszonych do współdziałania. Zakorzenienie człowieka w Miłości Boga Ojca nie jest dziełem prostym i łatwym. Rozradowanie się tożsamością dziecka Bożego ma swój (zda się) prosty początek w Chrzcie świętym, ale potem trzeba podjąć świadomy trud pielęgnowania więzi wiary, nadziei i miłości względem Boga. Trzeba uczyć się sztuki nasycania się Miłością Ojca.
 
Nie można uczciwie obiecać, że jedno rozważanie czy jeden artykuł wystarczy, by pomóc zakorzenić się w Miłości Boga Ojca. Matka Kościół zaprasza nas w imię Jezusa - Dobrego Pasterza -do ruszenia w długą drogę wiary i duchowej formacji.
 

Wybrać kształt życia

 
Bóg wystarczająco angażuje się w dzieje ludzkiej rodziny, by okazały się one dziejami zbawienia. My osobiście też otrzymujemy dość światła, byśmy mogli rozeznać się w naszej sytuacji i wybrać kształt życia zgodny z zamysłem Boga i z wielkimi pragnieniami naszych serc. Tym światłem są ponawiane przez Boga - na wiele sposobów (Hbr 1, 1n) - wyznania Miłości, zaproszenia do miłosnej komunii. Bóg przynagla do wyboru Jego miłości i życia. Odsłania też, co jest alternatywą (Pwp 30, 15-20). Jeśli nie wybierzemy życia, które jest w Miłości Boga, to skażemy siebie na naprzemienne pysznienie się i poniżanie! Coraz większa pycha i coraz większe poniżanie siebie samego stanie się naszym losem i żywiołem, jeśli nie zechcemy wkorzeniać się i ugruntowywać w Miłości Boga Ojca (por. Ef 3, 17)!
 
Jeśli człowiek poddaje się niedowierzaniu w Miłość Boga, to skazuje siebie na ciągłe cierpienie. Jeśli tę Miłość przekreśla i gardzi nią, to nieuchronnie popada w chorobę ducha, w pewien rodzaj szaleństwa. Wyraża się ono w tym, że człowiek raz namiętnie siebie wywyższa, kiedy indziej zaś namiętnie sobą pogardza. Wahadło pychy i pogardy wychyla się coraz mocniej! Między jednym i drugim skrajnym wychyleniem pojawiają się zwykle różne fatalne stany, np. zwątpienia, depresje, poczucie wyczerpania i jakiegoś zasadniczego sfrustrowania, czyli niespełnienia.
 
Na ogół trudno jest przyznać się do skrajnych (chorobliwych) zachowań w postaci wywyższania i poniżania siebie. Łatwiej jest zauważyć w sobie wymienione fatalne stany i uczucia. Z łagodnością wobec siebie, ale i z powagą należy pytać, co one oznaczają.
Tak, jeśli Bóg będący Miłością stworzył nas jako skierowanych ku Niemu w miłości, to nie można przeinaczać naszej natury! Owszem, można, ale nie bezkarnie. Swoistą karą za rozmijanie się z Miłością Boga jest także ból ducha i trawiący nas niepokój! Stworzyłeś nas, Boże, jako ku Tobie skierowanych i niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, o Panie - mówi słusznie św. Augustyn.
 

Ważne, co Bóg nam wyznaje

 
W gestii naszej wolności jest to, czy będziemy jak piłka kopana od nogi do nogi i czy zdominuje nas przymus - raz wywyższania (pycha), raz poniżania siebie (pogarda). Od naszej decyzji zależy (o ile wzeszło już nad nami Słońce Boskiej Miłości), czy nadal będziemy naprzemiennie uwłaczać sobie i wywyższać siebie (ponad wszystkich i ponad Boga samego). Można też biernie przyzwalać, by zalewały nas fale zwątpienia i gorycz (niektóre powody wymieniłem na początku); można jednak zbudować siebie na tym, co Bóg mówi do nas i o nas! Przecież, w końcu, ważne jest nie to, co Zły nam podpowiada i co jest naszą tylko myślą o sobie (wielorako uwarunkowaną); ważne, a nawet najważniejsze i rozstrzygające jest to, co Bóg nam wyznaje, co On nam zaofiarowuje.
 
Od nas zależy, czy (i w jakim stopniu jeszcze na ziemi) przyswoimy sobie wspaniały Zamysł Stwórcy wobec nas. Łaska Boża zawsze nas uprzedza i nam towarzyszy. Piłeczka w tej „grze miłości" jest po naszej stronie. Odczytujmy zatem apel skierowany do naszej rozumnej wolności, by otworzyć się na Miłość Boga Ojca, by docenić to, jak On nas ceni, jak poważa! I jaką nadał nam „wagę" - na zawsze!
 
Obyśmy mogli kiedyś napisać wiersz podobny do tego, który napisał G.M. Hopkins, angielski poeta, jezuita:
 
I staję się tym, czym jest Chrystus,
bo On tym, czym ja był;
i wiem: ten
głupi Jaś, pośmiewisko, śmieć niski, strzęp, nic - jest diamentem,
jest nieśmiertelnym diamentem.
 

Nie poniżaj siebie

 
Gorące wezwanie św. Jana: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy - skojarzmy z serdeczną perswazją św. Piotra Chryzologa (380-450):
 
Człowieku, dlaczego sobie samemu uwłaczasz, skoro Bóg tak wysoko cię ceni.
Dlaczego wywyższony przez Boga tak bardzo siebie poniżasz. [...]
Czyż nie widzisz, że ta cała budowla świata
dla ciebie została stworzona?
Dla ciebie zesłane światło rozprasza wszędzie ciemności,
dla ciebie nocy wyznaczono granice, dla ciebie odmierzono dzień;
dla ciebie niebo zostało rozjaśnione różnobarwnym
blaskiem słońca, księżyca i gwiazd;
dla ciebie ziemia została wymalowana kwiatami,
drzewami i owocami;
dla ciebie zostało stworzone bogactwo przedziwnych zwierząt w powietrzu, na ziemi i w wodzie,
aby smutna samotność nie mąciła radości z powodu nowego świata.
 
 

 

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.9

Liczba głosów:

58

Komentarze użytkowników (6)

Dodaj komentarz
2011-05-02 00:07:38 | Cytuj | Zgłoś
~oksj
Otrzymuje codziennie sms z myślą z "ON i ja". Dziś otrzymałem akurat taki - zbieżny z treścią tego rozważania: "Nie pozostawaj samotną: czy znasz na ziemi kogoś, kto byłby ci bliższy ode Mnie? O, jak mocna jest myśl o mojej obecności! Mówi się o obecności Boga, ale ty myśl o obecności Wielkiego Przyjaciela, tego Jedynego, Niezrównanego, o wizji jutra, o obecności Wiekuistej Miłości w tobie, dokoła ciebie. Jesteś jak gdyby zanurzona we Mnie w dzień i w nocy. Czyż nie jest dla ciebie słodka owa pewność, że jesteś zatopiona nie w obojętności, ale w miłości? Otwórz szeroko swe serce, swą nadzieję. Okaż Mi swą radość”. Można znaleźć tu: www.onija.pl
2010-08-26 12:50:43 | Cytuj | Zgłoś
~kwiatek
bardzo ładny artykuł...
tylko jak to się ma do dźwięczących mi w głowie stanowczych słów
mądrego zresztą jezuity... "nie zasługujesz, NIE ZASŁUGUJESZ!"

...tłumaczę sobie: nie zasługuję, a kocha?
... zupełnie nie po ludzku rzecz jasna...
i po jakimś czasie zostaje samo... "nie zasługujesz"...
2010-04-28 19:55:39 | Cytuj | Zgłoś
~gość portalu
"Rzeczywiście, współczesny człowiek występuje w różnych rolach, a jednocześnie nie ma żywego poczucia tożsamości, tzn. nie wie, kim jest!". Ogólnie ludzie, ktorych znam raczej wiedzą, kim są. Może to jednak zbyt wielkie uogólnienie?


Jesteś pewny, że Ci ludzie wiedzą, że w głebi serca nie nachodzą ich, gdy spokoj i cisza, wątpliwości...? Jesteś pewny, że Co o tym powiedzą?
2010-04-28 19:16:40 | Cytuj | Zgłoś
~R
"Rzeczywiście, współczesny człowiek występuje w różnych rolach, a jednocześnie nie ma żywego poczucia tożsamości, tzn. nie wie, kim jest!". Ogólnie ludzie, ktorych znam raczej wiedzą, kim są. Może to jednak zbyt wielkie uogólnienie?
2010-04-28 18:49:30 | Cytuj | Zgłoś
~gość
Piękny artykuł. Dziękuję.


i ja dziękuję
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?