Moda na asertywność

(fot. Karissa&Chemicals/flickr.com/CC)

Współczesny człowiek ma tendencję do nadmiernego podkreślania "własnego prawa do szczęścia". Niemal kultowa stała się reklama promująca kosmetyki, która kończy się swoistym kredo skierowanym do kobiet: Jesteś tego warta! Niemal wszystkie czasopisma kobiece zamieszczają rady służące podkreślaniu indywidualności, niezależności, troski o siebie, zdrowia, zmysłowości... niestety często kosztem innych. Zdarza się, że w podobnym kierunku zmierza psychoterapia.

 

W czasie rekolekcji rozmawiałem z kobietą, która po przeprowadzonej terapii postanowiła zakończyć związek małżeński. Tymczasem podczas medytacji rekolekcyjnych nie dostrzegła większych problemów małżeńskich.


Była z mężem kilka lat, mieli dziecko, mąż był kochający, wyrozumiały, troskliwy... Jedyną przeszkodę stanowił... napotkany mężczyzna, który ją oczarował. Pojawił się niepokój i wyrzuty sumienia. W głębi serca bardzo kochała męża i dziecko. Jednakże podczas terapii doszła do wniosku, że ma "prawo" do "własnego szczęścia"; jeżeli spotkała "miłość swojego życia", nie powinna zaprzepaścić takiej szansy, nawet kosztem dziecka. Był to - jej zdaniem - wyraz asertywności!


W psychologii asertywnością określa się zwykle umiejętność wyrażania własnego zdania, uczuć i postaw, bez agresji i naruszania praw innych. Zachowanie asertywne sprzyja kształtowaniu równości w relacjach międzyludzkich, umożliwiając nam działanie w naszym najlepszym interesie, obronę własnego stanowiska bez nadmiernego lęku, swobodne i szczere wyrażanie uczuć i korzystanie z własnych praw bez naruszania praw innych ludzi (R. Alberti, M. Emmons). Osobę asertywną cechuje umiejętność wyrażania opinii, krytyki, a także potrzeb, życzeń czy poczucia winy; umiejętność odmowy (w sposób stanowczy, ale nieraniący innych); właściwy sposób przyjmowania krytyki i pochwał; autentyczność; elastyczność zachowania; świadomość siebie (swoich wad i zalet); wrażliwość na innych ludzi; stanowczość; właściwa samoocena (M. Giannantonio).


Asertywność jest przeciwwagą dla gniewu i agresji. Wskazują na to różnice w zachowaniu osób agresywnych, nieasertywnych i asertywnych. Zachowanie agresywne cechuje między innymi potrzeba dowartościowania własnej osoby kosztem innych, ekspresyjność, decydowanie za innych, osiąganie własnych celów poprzez ranienie innych. Odbiorca agresywnych zachowań czuje się zraniony, poniżony lub sam reaguje agresywnie. Zachowanie nieasertywne charakteryzuje się potrzebą samowyrzeczenia, zahamowaniami, zranieniami i lękami, zrzekaniem się na rzecz innych prawa do dokonywania wyborów, nieumiejętnością osiągania pożądanych celów. Wywołuje różnorodne uczucia u odbiorcy - od sympatii poprzez zmieszanie do pogardy, poczucie winy lub złość. Z kolei zachowanie asertywne charakteryzuje dowartościowanie własnej osoby, dobre samopoczucie, umiejętność dokonywania wyborów, właściwa autoekspresja, osiąganie pragnień i celów. Dotyczy to zarówno "nadawcy", jak i "odbiorcy" (R. Alberti, M. Emmons).


Psychologia wypracowała wiele sposobów radzenia sobie z gniewem i ćwiczenia postawy asertywnej. Redford Williams podaje proste rady: popraw relacje z innymi; przyjmij pozytywną postawę wobec życia; unikaj nadmiernej stymulacji lekami, stresem itd.; słuchaj innych; miej przyjaciół i ludzi zaufanych; śmiej się z siebie; medytuj; zwiększ swoją empatię; bądź tolerancyjny; przebaczaj. Robert Alberti i Michael Emmons uzupełniają: pracuj nad rozwiązaniem problemów z innymi osobami; rozwiązuj problemy od razu (nie odkładaj sprawy do lamusa). Poniższe przykładowe propozycje pracy nad asertywnością dotyczą w głównej mierze dwóch obszarów: świata uczuć i życia duchowego.


PRACA NAD UCZUCIAMI


Właściwa postawa wobec gniewu wymaga pracy nad uczuciami, których nie należy ignorować, tłumić, negować ani walczyć z nimi. Tłumione uczucia, również gniewu, wywołują zwykle negatywne skutki. Mogą być na przykład powodem zwielokrotnionej agresji, lęków i depresji, zaburzeń emocjonalnych i somatycznych, egoistycznych i niedojrzałych zachowań seksualnych, blokowania sfery duchowej.


W pracy nad uczuciami ważną rolę odgrywają: świadomość i akceptacja uczuć, werbalizacja oraz integracja z hierarchią wartości. Świadomość pozwala nazywać uczucia, nabierać do nich dystansu i unikać identyfikacji z nimi. Mówimy zwykle: jestem zazdrosny, przygnębiony, zły... To stwierdzenie nie jest jednak prawdziwe. W rzeczywistości to nie jestem "ja". Zazdrość, przygnębienie, złość nie są moją istotą, nie stanowią o mnie. Nie należy określać własnego "ja" w kategoriach uczuć. Należy raczej mówić: jest we mnie uczucie zazdrości, przygnębienia czy złości.


Istotne jest określenie źródła uczuć. John Powell radzi: Zbadaj pochodzenie twojej emocji. Być może nie uda ci się odtworzyć całego drzewa genealogicznego aktualnej emocji, lecz będziesz mógł chociaż przez chwilę uświadomić sobie swój kompleks niższości, do którego nigdy przedtem się nie przyznawałeś. Analizując własne uczucia, zwykle obwiniamy innych. Przyczyną gniewu i agresji jest wówczas drugi człowiek: mąż, żona, dzieci, przyjaciel albo struktury społeczne, systemy polityczne czy czasy, w jakich przyszło nam żyć. To prawda, że inni mogą wyzwalać w nas negatywne emocje, ale nie determinują naszych złych czy agresywnych zachowań. Aby móc oceniać własne reakcje uczuciowe, należy odwracać uwagę od innych i ich winy i skoncentrować się na sobie. Anthony de Mello podaje humorystyczny przykład: Wyobraźcie sobie pacjenta, który idzie do lekarza i mówi mu, na co cierpi. Doktor odpowiada: Rozumiem pańskie symptomy. Wie pan, co zrobię? Zapiszę lekarstwo dla pana sąsiada. Pacjent odpowiada: Dziękuję, bardzo dziękuję. To bardzo poprawi moje samopoczucie.


Świadomość umożliwia akceptację uczuć - wszystkich, również negatywnych, np. agresji, gniewu, złości, frustracji, zawiści, zazdrości. Akceptacja takich uczuć bywa trudna, gdyż kłóci się z idealnym wizerunkiem siebie. Bywa też odrzucana jako sprzeczna ze źle rozumianym ideałem życia chrześcijańskiego. Wiąże się z kryzysem wewnętrznym; domaga się zakwestionowania i zmiany siebie, swego idealnego "ja". Jednak bez niej nie ma możliwości podjęcia dalszych kroków. W akceptacji uczuć pomaga świadomość, że są one moralnie obojętne, nie są grzechem. Nie należy więc z ich powodu pielęgnować poczucia winy.


Bywają sytuacje, gdy pomimo trudu i szczerych chęci nie potrafimy poradzić sobie z emocjami. Przerastają nas one i utrudniają życie. W takich sytuacjach pomaga werbalizacja uczuć przed inną osobą. Może nią być małżonek, przyjaciel, osoba duchowna, kierownik duchowy czy terapeuta. Rozmowa o uczuciach, analizowanie ich przed drugim człowiekiem jest rzeczą trudną, ponieważ dotykamy spraw najbardziej osobistych i intymnych; życiowych zranień, grzechów, nałogów, błędów, które nas bolą. Niemniej pozwala zaakceptować i zrozumieć siebie, a także innych. Prowadzi do postawy współczucia, empatii, miłości.


Kolejnym ważnym elementem pracy nad uczuciami jest ich kontrolowanie. Nie uczucia powinny brać górę nad nami, ale my nad nimi. W mojej wcześniejszej książce Życie duchowe bez trików i skrótów zamieściłem stosowaną przez grupy wsparcia DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) propozycję Dzienniczka uczuć. Jest to praktyczny sposób werbalizacji i kontroli uczuć, pomocny w rozwoju osobistym, codziennym rachunku sumienia i kierownictwie duchowym. Zachęcam do jego praktyki, zwłaszcza w początkowych etapach pracy nad uczuciami.


Kontrolowanie uczuć wiąże się z ich integracją z wyznawaną hierarchią wartości. Dziecko gwałtownie i nieoczekiwanie przechodzi z uczuć negatywnych w pozytywne, np. ze stanu złości, agresji w stan radości, euforii. Człowiek dojrzały postrzega swoje emocje, nazywa je i akceptuje. Dzięki temu może je synchronizować zgodnie z wyznawanymi wartościami. Uczucia i emocje, chociaż mogą niepokoić, nie umniejszają naszej godności. One raczej nas współtworzą. Wyznawane wartości formują uczucia, ułatwiają proces dojrzałego ich wyrażania i przeżywania. W niektórych sytuacjach, gdy wymaga tego miłość, powinniśmy rezygnować z pójścia za własnymi uczuciami. Tu jest miejsce na chrześcijański wymiar krzyża i na jego sens w codzienności.


Świadomość, akceptacja, werbalizacja, kontrola i integracja uczuć prowadzą do ich stopniowej przemiany: złość przemieni się w ból lub siłę, a ból wyrazi się przez łzy - łzy będą płynęły dotąd, aż dotrzemy kiedyś do brzegu radości (D. Tausch).


Uzdrawianie uczuć, leczenie zranień i zniewoleń nie jest jedynie owocem wysiłku człowieka. Pełne uzdrowienie przychodzi od Boga. Ludzki wysiłek jest otwieraniem się na przyjęcie Jego łaski. Im pełniejsze jest otwarcie, tym skuteczniejsze jej działanie. Porządkowanie uczuć oznacza dążenie do postawy czystego serca, o której mówił Jezus w Kazaniu na Górze (Mt 5, 8). Dlatego dobrze jest, gdy rozeznawaniu uczuć towarzyszy codzienny rachunek sumienia i modlitwa.

 

 

Rozważanie pochodzi z książki: Równowaga duchowa

 

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.87

Liczba głosów:

23

Komentarze użytkowników (12)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~pytający 23:40:23 | 2013-08-29
A  asertywność wobec siebie samego? Zastanawiam się, czy jest równoważna akceptacji i miłości siebie?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~anina 23:11:36 | 2013-08-29
Ciekawe jest porownanie definicji w angielskiej wersji Wikipedia i polskiej - w angielskiej iest stwirdzenie - declaration or affirmation of a statement without need of proof;
W polskiej wersji "without need of proof" - czyli "bez jakichkolwiek podstaw" nie istnieje. Czyli ze tak naprawde asertywnosc to po prostu chamskie przeswiadczenie o wyzszosci swojej racji without need of proof.

...
To angielskie sformułowanie "without a need of proof" - może niefortunnie, pokazuje (tylko) część asertywności. Możnaby to odnieść np do sutuacji kiedy ktoś (niekoniecznie uzależniony) odmawia wypicia akloholu. Czy musi koniecznie wszystkim tłumaczyć, dlaczego nie pije, czy ma prawo poprostu odmówić? W tym znaczeniu przychyliabym się do "nietłumaczenia się".
Uważam, że to szkoda, że takie "niepełne" wytłumaczenie trafił Prix.
Trudno asetywność wytłumaczyć krótko, a jeszcze trudniej nauczyć jej przez parę godzin. Jakbym miała jednym zdaniem powiedzieć, jak ja rozumiem: "śmiałe mówienie  o sobie/swoich uczuciach, potrzebach, (+prawach) z jednoczesnym uszanowaniem potrzeb i uczuć drugiego człowieka"
Samo asetywne zachowanie nie jest moim zdaniem sprawą zawsze prostą i uważam że wymaga wypracownia nie tylko "umiejętności formułowania zdań" ale też "zajęcia się" swoim systemem wartości (żeby "jak przyjdzie wybierać"- wiedzieć, co dla mnie ważniesze/najważniejsze) oraz "oswojenia" uczuć - czasami nielubianych (jak złość, pczucie niższości - ale o tym już napisano...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~anina 23:01:03 | 2013-08-29
Czy asertywność można pogodzić z miłością bliźniego? Mam wątpliwości...

...
Właśnie jak najbardziej się da. Jednak rzeczywiście dobrze zrozumiane pojęcie "asertywności", nie potocznie podawane np. "zadbanie o własne prawo do odmawiania". Jeżeli asetywne zachowanie, czy wypowiedź zakładają wyrażenie swoich myśli i odczuć - bez gresji i bez bierności - to to jest mówienie (swojej) prawdy z szacuniem do drugiego człowieka.
Asertywność to nie jest "technika konstruowania zdań", ale bardziej postawa szacunku- zarówno do siebie /praw własnych, ale koniecznie z zachowaniem praw innych ludzi. Zawsze poszanowanie "obu stron" (Moim zdaniem to jak najbardziej godzi się z miłością do bliżniego - jak siebie samego- czyż nie?). W odróżnieniu od zachowania agresywnego- byk (tutaj dbam o swoje prawo, ale o prawo kogoś innego już nie) oraz od biernego - struś (odpuszczam, pomijam swoje prawo, a czyjeś prawo biorę pod uwagę). W swoich codziennych zachowaniach "balansujemy" miedzy agresywością, asrtywnością a biernością. Nie uważam, aby asertywność była "lekiem na całe zło" i zachowaniem sprawdzajacym się w każdej sytuacji. Bo na przykład matka dziecka, które jest chore, ma prawo do snu w nocy, ale czuwając przy dziecku 'rezygnuje" ze swojego prawa na rzecz zaspokojenia potrzeby dziecka (np. do opieki, otrzymania pomocy) - czyli pozorine- nie szauje/nie dba o swoje prawo w danym momencie. Z drugiej stroy, kiedy ktoś zaatakuje jej dziecko fizycznie-na przykad kolega na podwórku, a jej słowa nie przerwą bójki - to kiedy ta matka użyje siły by oddzielić napastnika od swojego dziecka - zachowa się (też) agresywnie ("nie uszanuje" prawa napastnika np do nietykalności ciała).
Uważam, że to ważne, byśmy potrafili wybierać świadomie swój sposób zachowania- do czego konieczne jest poznanie siebie samego oraz "ważenie w sumieniu swoich wyborów"

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pytający 21:28:36 | 2013-08-29
Czy asertywność można pogodzić z miłością bliźniego? Mam wątpliwości...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Pirx 21:38:34 | 2013-06-12
Ciekawe jest porownanie definicji w angielskiej wersji Wikipedia i polskiej - w angielskiej iest stwirdzenie - declaration or affirmation of a statement without need of proof;
W polskiej wersji "without need of proof" - czyli "bez jakichkolwiek podstaw" nie istnieje. Czyli ze tak naprawde asertywnosc to po prostu chamskie przeswiadczenie o wyzszosci swojej racji without need of proof.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kobietka 18:05:34 | 2013-06-12
kto ma czas na takie "rozgrzebywanie" uczuć? ten kto ma z tym problem,bo mu to przeszkadza w relacji z sobą i innymi. Amen!!!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~!!! 16:22:53 | 2013-06-11
Ludzie kto dziś ma czas na takie rozważania i rozgrzebywania siebie... chyba tylko humaniści, filozofowie i duchowni, może jakaś oferta dla tych słabszych intelektualnie, tych z kredytami, utopionych w walce z codziennością, zabiegających o zapłatę rachunków i godny byt dla dzieci…?
Asertywność… patrzę, patrzę i …..  nie widzę nikogo asertywnego a takich przeszkolonych z asertywności to mam wokół na pęczki. Albo są zwyczajnie bezczelni i tupeciarscy albo zimni, wyrachowani, pozbawieni emocji. Nie istnieje według mnie coś co się nazywa asertywność, to jakiś ideał ubzdurany przez kolejne pokolenie speców od samodoskonalenia, którzy sprzedają takie duperele na wysokopłatnych szkoleniach….  Asertywność albo coś co się tym terminem próbuje nazwać to dopiero jest doskonałe narzędzie do ranienie innych ludzi i to jeszcze w pełnym samozadowoleniu z siebie, bez żadnego poczucia winy, no świetnie się można tym pobawić kosztem innych i jeszcze przy tym mieć pełnię satysfakcji z doskonałej asertywnej komunikacji…

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 13:36:17 | 2013-06-11
@Małgorzata Bilska
Frustrację należy wyrażac swobodnie: "bez agresji i naruszania praw innych" ;-)

@Stanisław Biel SJ, @Małgorzata Bilska
Jak czytałem trzy pierwsze akapity to myślałem, że rozwinie sie w artykuł o współczesnym egoizmie.
Jak by co chętnie poczytam... może to być wspólna Państwa publikacja :-)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Małgorzata Bilska 12:58:18 | 2013-06-11
@ Stanisław Biel SJ
  Z pewnością nabędę :-). Pamiętam numer Znaku sprzed lat pt "Złe emocje?". Mało kto zastanawia się nad tym, że 1. gniew jest grzechem głównym 2. czym gniew jest, a czym nie i co oznacza w kontekście grzechu. Bo to nie jest przeciez zakaz wyrażania uczucia złości czy nakaz jej tłumienia. W czasach pełnych agresji werbalnej, swobodnego wyrażania frustracji w sieci, mediach i na ulicach, to bardzo cenna pozycja. Dla katolików i nie tylko.
              Bóg zapłać Autorowi :-)
pozdrawiam - MB

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Stanisłąw Biel SJ 12:31:10 | 2013-06-11
Pani Małgorzato,
dziękuję za dopowiedzenie.
Dodam tylko, że artykuł nie jest na temat asertywności, ale jest to tylko jeden z krótkich podrozdziałów książki (nakreślony zresztą ogólnie i schematycznie) na temat gniewu w kontekście siedmiu grzechów głównych.
Zapraszam więc do szerszego omówienia tematu...
Pozdrawiam serdecznie

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?