Czy Bóg naprawdę jest tylko dla wierzących?
ks. Tomasz Halik
Bóg przed ateistycznym trybunałem
Ks. Tomasz Halik odebrał polskie odznaczenie
Marcin Prokop szuka Boga
Zapomniany Bóg - rozważanie adwentowe
Zaradź memu niedowiarstwu
Jak wygląda Niewidzialny
Czy potrzebne są dowody na istnienie Boga?
Świadomie ateistyczną cywilizację czeka zagłada
Jak ateistę trapić mogą wątpliwości w wierze?
Św. Teresa - Mistrzyni wiary wątpiącej
W Noc Wigilijną pamiętajmy o Zacheuszach!
Zbyt bliski Bóg – o książce ks. Tomasza Halika
Jeśli odłożymy na bok pytanie, kim i czym jest Bóg, i zadowolimy się odpowiedzią, że o Bogu wiemy o wiele więcej, czym nie jest, niż czym jest, musimy się udać na nieskończone równiny i do nieskończonych parowów historii filozofii po odpowiedzi, co to znaczy istnieć i co to jest obiektywna rzeczywistość. Czy wychowani na "światopoglądzie naukowym" ludzie są do tego zdolni?
Nie, to nie dla mnie; w tych książkach jest bardzo dużo o Bogu, a ja nie jestem wierząca" - mówi z odmownym gestem drobna, piegowata studentka, której zaproponowałem, aby przez chwilę zajęła się przejrzeniem książek na moim stole, gdy ja tymczasem skończę egzaminować jej kolegę.
"A pani naprawdę myśli, że Bóg jest tylko dla wierzących?" - śmieję się i pozostawiam ją w rozterce, czy to miał być jedynie żart, czy też chciałem zaprzątnąć jej myśli przed egzaminem jakimś wyrafinowanym koanem. Egzamin obojga jest zakończony, ale dziewczyna niepewnie obraca indeks w dłoniach i nie zabiera się do odejścia.
"Panie profesorze, co pan miał na myśli, mówiąc, że Bóg nie jest tylko dla wierzących?".
"Eee, to tylko tak mi się powiedziało" - przyznaję.
Nagle jednak widzę w jej rdzawych oczach płomyk obudzonego zainteresowania, to drogocenne światełko, któremu jeśli nauczyciel pozwoli zgasnąć, to nie jest godzien swego zawodu. Do końca moich godzin konsultacji pozostaje jeszcze czterdzieści minut i akurat nikt nie puka do drzwi. Mówię, aby z powrotem usiadła. "Ale jeśli panią to naprawdę interesuje, to przeprowadzimy razem taki eksperyment" - proponuję.
"Niech pani sobie wyobrazi, że to zdanie jest fragmentem jakiegoś bezpowrotnie zaginionego utworu, i spróbujmy, najpierw pani, potem ja - nie, proszę nie protestować, sama pani zaczęła - wymyślić do niego kilka możliwych interpretacji. Zresztą niejeden ateista zdaje tu egzamin z filozofii religii".
"Ale pan podobno twierdzi, że żaden absolutny ateista nie istnieje?".
"No proszę, to by mógł być pewien klucz do jednej z wielu możliwych interpretacji tego zdania. Niech pani się nim posłuży albo szuka dalszych!".
"No, powiedzmy: również dla człowieka, który sam siebie nie zalicza do wierzących, Bóg może być interesujący jako idea, która odegrała albo odgrywa ważną rolę w kulturze, w życiu i sposobie myślenia innych ludzi. Albo: Bóg jest rzeczywistością, która istnieje obiektywnie, niezależnie od tego, czy ludzie w nią wierzą, czy też nie".
"Dobrze, i z tym da się pracować. Jakie są przesłanki tych dwóch twierdzeń? Albo najpierw: co te dwa twierdzenia, sformułowane najwyraźniej z zupełnie różnych stanowisk światopoglądowych, mają ze sobą wspólnego?".
Ponieważ długo milczy, prowokuję ją pytaniem: "Czy nie wydaje się pani, że oba zdania umieszczają Boga w jakiejś przestrzeni, która przekracza sferę osobistej wiary? Dla ateisty, autora pierwszej wypowiedzi, Bóg istnieje jako idea tych innych, do której on sam może mieć tylko tak właśnie zapośredniczony dostęp. Słowa «zapośredniczenie» powinniśmy tu w dodatku używać ostrożnie, ponieważ ateista, jeśli jest ateistą, musi wierzyć, że na idei Boga w myśli innych, by tak rzec, cały łańcuch się kończy.
Jeśli godzi się z tym, że idea Boga w myśli innych może być czymś więcej niż tylko kulturowym artefaktem, że może odsyłać do jakiejś dalszej płaszczyzny rzeczywistości, być pojmowana na przykład jako świadectwo w pełnym sensie tego słowa, że zatem może «zapośredniczać» tę rzeczywistość, jaką słowo «Bóg» oznacza, wtedy nie jest to żaden ateista.
Dla nieco dogmatycznego i pewnego siebie wierzącego w naszym drugim przypadku Bóg istnieje również poza przestrzenią wiary. Słówka «również» używam tu w dwojakim znaczeniu: Bóg istnieje oczywiście także dla niego jako człowieka wierzącego. Zachodzi jednak pytanie, czy i jak dalece rozróżnia on sposób, w jaki Bóg istnieje dla niego, a w jaki istnieje dla niewierzącego, który tego Bożego istnienia nie jest świadomy albo je neguje. Ale tym «również» daję też do zrozumienia, że widzę czy zakładam pewne podobieństwo między tym, jak według owego wierzącego Bóg istnieje dla niewierzących, a tym, jak według niewierzącego z pierwszego przykładu Bóg istnieje dla wierzących".
"Nie wydaje mi się!" - protestuje dziewczyna, a ja się cieszę, że iskierka zainteresowania w jej oczach już się na dobre rozpłomieniła. "Przecież ten niewierzący twierdzi, że Bóg realnie nie istnieje, że jest tylko ideą, a raczej fikcją owych drugich, gdy tymczasem twierdzenie tego wierzącego jest właśnie odwrotne: że istnieje realnie, obiektywnie!".
"Ja przecież nie mówię, że ich stanowiska są identyczne, byłby to oczywisty nonsens; twierdzę jednak, że w pewnym punkcie, który starałem się wskazać, zadziwiająco się pokrywają".
"Dobrze, ale czy można wyobrazić sobie jakieś inne stanowisko, które by się różniło od tych obu?".
"To jest bardzo dobre pytanie. Może czytała pani niewielką książkę żydowskiego filozofa Martina Bubera Ja i Ty. Buber twierdzi, że jedyną autentyczną mową o Bogu, jedyną rzeczywistą mową żywej wiary jest ta, która postrzega Boga jako Ty. Jeśli Bóg jest dla mnie rzeczywistością, która może mieć charakter «on, ono», o której mogę wypowiadać sądy «niezaangażowane», jak o przedmiocie, wtedy nie jest to Bóg, lecz bożek. Z punktu widzenia głębokiej i gorącej wiary Bubera w relacji do Boga chybiają prawdy zarówno ateista, patrzący na Boga jako na relikt kulturowej aktywności ubiegłych wieków, jak i metafizyk, dla którego Bóg jest Pierwszym Poruszycielem, Najwyższą Istotą, summum bonum czy podobną abstrakcją, o której można pisać podręczniki, ale do której jako takiej dość trudno się zwracać. Wielu chrześcijańskich teologów i filozofów, zwłaszcza tych, którzy znaleźli się pod wpływem egzystencjalizmu, pisało w drugiej połowie dwudziestego wieku podobnie".
"Ale podzielając to stanowisko, jest pan profesor z pewnością bliższy temu ateiście z pierwszego przykładu, a więc mnie, niż temu wierzącemu z drugiego, bo nie wierzy pan w obiektywne istnienie Boga" - powiada zdumiona, a zarazem uradowana studentka.
"Takie proste to jednak nie jest" - oponuję. "Czuję się równie daleki od was obojga. Ale także równie bliski: oczywiście mogę mówić o Bogu również jako o wytworze kultury, a także jako o wszechogarniającej rzeczywistości, ale najpierw musimy sobie wyjaśnić parę spraw.
Jeśli odłożymy na bok pytanie, kim i czym jest Bóg, i zadowolimy się na razie odpowiedzią Tomasza z Akwinu, że o Bogu wiemy o wiele więcej, czym nie jest, niż czym jest, musimy się udać na nieskończone równiny i do nieskończonych parowów historii filozofii po odpowiedzi, co to znaczy istnieć i co to jest obiektywna rzeczywistość. Ponieważ jesteśmy na terenie wydziału filozoficznego dwudziestego pierwszego wieku, mamy tę korzyść czy komplikację, że powinniśmy się najpierw umówić, w jakim myślowym paradygmacie, w jakim dyskursie będziemy ze sobą rozmawiać. Możemy, jak ciekawska uczennica z uroczej książki Gaardnera Świat Zofii albo jak studenci pewnego praskiego seminarium arystotelesowsko-tomistycznego, przenieść się o kilka stuleci wstecz do dyskursu średniowiecznej metafizyki - a wtedy Bóg jest po prostu ens realissimum, prowadzi do Niego w sposób przekonujący «pięć dróg» świętego Tomasza i słuszność ma wierzący z drugiego przykładu, nie ma co do tego dyskusji.
Jeśli jednak przejdziemy o kilka stuleci bliżej naszych czasów i przyjmiemy pozytywistyczno-scjentystyczny obraz świata późnej nowożytności, to przy tych założeniach argumenty świętego Tomasza, które poruszają się w innej «grze językowej», oczywiście tracą swoją moc, albo ściślej mówiąc: nie przekonują człowieka myślącego kategoriami nauk przyrodniczych, a Bóg zmieści się tu tylko jako idea, którą z pewnych - najczęściej «subiektywnych», a więc niezbyt istotnych - powodów podzielają jeszcze niektórzy ludzie. W tym dyskursie mieszczą się hipotezy Freuda, Durkheima i Marksa, dotyczące «prawdziwych» przyczyn pojawienia się i trwania idei Boga. Jakkolwiek właśnie odkrycie przez Freuda sfery nieświadomości, a w pewnym sensie również odkrycie przez Marksa społeczno-historycznego uwarunkowania naszych idei doprowadziły później, w psychologii głębi i w socjologii nauki, do przekroczenia pozytywistyczno-materialistycznego horyzontu łącznie z filozoficznym punktem wyjścia obu tych autorów.
Jeśli wraz z Nietzschem odważymy się przetrawić myśl, której nikt przedtem tak radykalnie nie wyraził i nie przeżył, że cały «zachodni kanon» z ideą Boga, zawierającego w sobie sens wszechświata, dobra i humanitaryzmu, to tylko iluzja, a świat jest rozpaloną kulą pędzącą w przepaść absurdu, to Bóg jest martwą ideą - niemniej jednak jej implikacje, «cień martwego Boga» w postaci najrozmaitszych szlachetnych idei, a ostatecznie także logiki i gramatyki naszego języka
będą nam towarzyszyć dopóty, dopóki nie będziemy mieć odwagi stać się naprawdę «nihilistami» i przezwyciężyć, przekroczyć człowieczeństwo jako jedynie pomost ku nadczłowiekowi.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.8
Liczba głosów:
25
Komentarze użytkowników (2)
Dodaj komentarz
2012-01-31 01:02:11
|
Cytuj
|
Zgłoś
~OK
A dodam czyjeś zdanie: Bóg stwarza człowieka tak, jak oceany stwarzają lądy - wycofując się.
"Pasuje" do tej myśli wiersz ks. Twardowskiego":
Bóg się ukrył dlatego by świat było widać
gdyby się ukazał to sam byłby tylko
kto by śmiał przy nim zauważyć mrówkę
piękną złą osę zabieganą w kółko
zielonego kaczora z żółtymi nogami
czajkę składającą cztery jajka na krzyż
kuliste oczy ważki i fasolę w strąkach
matkę naszą przy stole która tak niedawno
za długie śmieszne ucho podnosiła kubek
jodłę co nie zrzuca szyszki tylko łuski
cierpienie i rozkosz oba źródła wiedzy
tajemnice nie mniejsze ale zawsze różne
kamienie co podróżnym wskazują kierunek
miłość której nie widać
nie zasłania sobą"
To chyba o ... takich poetach (i poezji) - i ich intuicji, głębokim poznaniu, mówił M. Heidegger. A ile mówią mistycy! Ich doświdczenie. Udzielanie się Boga, którego doświadczyli.
2012-01-30 16:56:31
|
Cytuj
|
Zgłoś
lex
Logowanie
Niektórzy to mają zawsze...
Małe - mniejsze -...
21.05.2012 14:43
1
5
Małe - mniejsze -...
20.05.2012 23:06
1
4.73
Kosaciec
Wiosna
19.05.2012 21:53
3
4.7
... schodząc z...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:17
3
4.69
***
Galeryjka wiosenna
18.05.2012 09:55
4.63
... zasypiając pod...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:14
4.58
KAI: Raport o stanie finansów w...
2012-05-24 06:28:26
15
Odpowiadam Maleńczukowi
2012-05-24 00:00:15
37
Czy Bartoś stracił powołanie?
2012-05-23 23:47:39
53
Jak (i po co) żyć?
2012-05-23 22:22:34
3
Zmartwychwstanie to nie reanimacja...
2012-05-23 22:22:19
5
Ecclesia militans, czyli kto mieczem...
2012-05-23 21:40:58
15
Walcz albo uciekaj
2012-05-23 20:36:38
7
"Formalnie, Palikot nie wystąpił...
2012-05-23 17:37:18
11






