Umierała powoli każdego dnia przez dwadzieścia lat. Zabijała ją miłość "świętej" kobiety

Umierała powoli każdego dnia przez dwadzieścia lat. Zabijała ją miłość "świętej" kobiety
(fot. Materiały prasowe dystrybutora / HBO GO)

Polecam ten serial każdemu, kto ma dzieci lub z dziećmi pracuje. W dobie ogromnego kryzysu, gdy padają one ofiarami najbliższych sobie ludzi poprzez przemoc domową i seksualną, jest to bardzo aktualny i potrzebny obraz. Pokazuje, jak skomplikowane są relacje ofiary z katem, zwłaszcza gdy oprawcą okazuje się rodzic. To najbardziej wstrząsająca produkcja tego roku.

Do serialu "The Act" podchodziłem z dystansem. Zapowiedź została zrobiona genialnie i miała w sobie wszystko, co powinna: nieoczywiste postacie, tajemnicę, przejście z sielanki w mroczny klimat. Trzeba jednak przyznać, że dziś większość trailerów wygląda w ten sposób i na tym właśnie polega przynęta. Szybko okazało się jednak, że za tą niebanalną historią nie stoi wcale chora fantazja scenarzystów, ale prawdziwe wydarzenia ze Springfield w Missouri. W 2015 roku sprawa ta wstrząsnęła całą Ameryką i to wielokrotnie. Z każdym kolejnym przesłuchaniem i dowodem raz jeszcze. W pewnym momencie nikt już nie wiedział, co pisać i co myśleć.

"Urodziłam się tylko po to, żeby być matką tego aniołka"

Akcja serialu wyprodukowanego przez Hulu dzieje się równolegle w roku 2007 i 2015. Siedem lat przed tragicznymi wydarzeniami do różowego domu na obrzeżach miasta wprowadza się Dee Dee (Claudine) Blanchard ze swoją nastoletnią ciężko chorą córką Gypsy Rose. Nie do końca wiadomo, na co właściwie choruje dziewczynka, bo tak naprawdę na wszystko. Jeździ na wózku, przeszła białaczkę, ma wycięte ślinianki i ogoloną głowę, jest odżywania dojelitowo i uczulona na większość produktów. Jej matka tymczasem uchodzi za świętą. "Urodziłam się tylko po to, żeby być matką tego aniołka" - powtarza wielokrotnie, wzbudzając wzruszenie sąsiadów i darczyńców. A pieniądze na leczenie Gypsy Rose lecą z całej Ameryki. Nawet ich obecny dom jest darem, który miał choć trochę osłodzić życie po doświadczeniu przez nie huraganu Katrina. To właśnie wtedy szpital, w którym leczono Gypsy, stracił większość jej dokumentacji medycznej. Stąd jedynym źródłem wiedzy o dolegliwościach dziewczynki była matka.

Umierała powoli każdego dnia przez dwadzieścia lat. Zabijała ją miłość

DEON.PL POLECA


(fot. Materiały prasowe dystrybutora / HBO GO)

Ale może warto zapytać, czy ów szpital w ogóle istniał? Tym bardziej że coś nam nie daje spokoju od samego początku. Sceny wzruszającej sielanki są przeplatane ujęciami kręconymi w nocy, gdy na prośbę sąsiadów do domu wkracza policja. Jest rok 2015. Od kilku dni nie ma kontaktu z kobietami, a na wspólnym profilu facebookowym matki i córki, pomiędzy słodkimi komentarzami i rozczulającymi zdjęciami prezentującymi ich wzajemną miłość, pojawia się wpis "Ta su*a nie żyje" oraz "Rozwaliłem tę tłustą świnię i przeleciałem jej niewinną córeczkę". Chwilę później wiemy już, co się stało. Policja zgłasza odnalezienie ciała Claudine Blanchard. Mamy pewność, że doszło do morderstwa, ale gdzie jest Gypsy?

To nie są żadne spoilery. Gwarantuję, że choćbym opisał wszystkie szczegóły tej zbrodni, i tak będziecie zaskoczeni. W toku postępowania okazuje się, że Dee Dee została zamordowana na prośbę własnej córki przez jej chłopaka Nicholasa Godejohna. Siedem lat spędzonych w Missouri było bowiem odkrywaniem kolejnych kłamstw matki. Gypsy nie miała wcale 14 lat, ale ponad dwadzieścia. Potrafiła też chodzić, a stomia jelitowa nie była jej potrzebna. Przez lata matka okaleczała córkę, by wzbudzić współczucie wobec siebie jako tej zatroskanej i idealnej. Faszerowała ją lekami i wywoływała różne objawy. W końcu stanęła na drodze jej uczucia do Nicka, który okazał się chłopakiem z problemami psychicznymi. Te dramatyczne fakty wyszły na jaw podczas procesu.

Zaprogramowana do milczenia

Mam świadomość, że piszę o zbrodni, ale trudno nie wyrazić uznania, bo od strony technicznej scenarzyści wykonali naprawdę ogromną pracę w ukazaniu realiów tego, co działo się za drzwiami różowego domu. Postacie odgrywane przez Patricię Arquette i Joey King są do bólu prawdziwe, a ich relacje skomplikowane. Scenarzyści wprost też przyznają, że choć historia oparta jest na faktach, to pewne jej elementy mogły zostać przekoloryzowane i zmienione na potrzeby filmu. W tym przypadku to tylko atut. Mam wrażenie, że to ostrzeżenie mówi właśnie o tym, że potraktowali na poważnie zarówno historię Dee Dee i Gypsy, jak i jej odbiorców. Nie ma tam fantastyki ani fajerwerków, jest za to rzetelne studium mechanizmów przemocy domowej.

Przez cały serial bliżej nam do Gypsy. To, czego się tylko domyślamy, zostaje bardzo szybko potwierdzone; widzimy jej zmagania, tęsknotę za normalnym życiem i paraliż emocjonalny. Widzimy też, jak matka ją oszpeca z każdym kolejnym dniem. Najmocniej do naszej wyobraźni przemówi zapewne wątek usunięcia Gypsy Rose zębów. Do tego właśnie była zdolna chorobliwie zazdrosna matka. Dla Dee Dee była to bowiem jedynie kolejna szansa na zastrzyk litości i współczucia, mimo że mogła ratować uśmiech córki. Chwila, w której Gypsy sięga po lustro, jest przejmująca. Dziewczyna nie potrafi obwinić matki o swoją krzywdę, choć czuje do niej wielki żal. Wini samą siebie o to, że za mało ją kocha, że urodziła się chora. Dee Dee każdego wieczoru gładzi Gypsy Rose po policzku i pyta, czy patrzyła dziś w niebo. "Ty jesteś moim aniołkiem, a ja twoim" - powtarza jak mantrę matka, która programuje w ten sposób dziecko do milczenia. "Ty troszczysz się o mnie, a ja o ciebie".

Umierała powoli każdego dnia przez dwadzieścia lat. Zabijała ją miłość

(fot. Materiały prasowe dystrybutora / HBO GO)

W pewnym momencie możemy jednak zobaczyć, co miało wpływ na zachowanie Claudine. Widzimy trzecią oś czasu i początki jej macierzyństwa, trudną relację z matką, odsiadkę w więzieniu oraz próbę odebrania córki. Nie traktujemy tego jako usprawiedliwienia, a jednak trudno przejść obojętnie wobec tych faktów. Ten serial nie jest symetryczny, ale też daleki od jasnego określania, kto jest zły, a kto dobry. Pokazuje miłość autentyczną, ale toksyczną i zdeformowaną przez chorobę matki. Pokazuje bez znieczulenia, jak rodzi się przemoc i że zdolni są do niej najbliżsi nam ludzie. Dowodem na to, że zło nie przychodzi samo na świat, może być fakt, który znamy już z prawdziwej historii, a nie tej serialowej. Ojciec Claudine, gdy dowiedział się o jej śmierci, podsumował to krótko: "Dostała to, na co zasłużyła". Nikt nie wyprawił jej też pogrzebu, a rodzeństwo spuściło jej prochy w toalecie. To pokazuje dom, w jakim sama dorastała.

Dee Dee Blanchard cierpiała na ciężką postać zespołu Münchhausena. Skala kłamstw była tak duża, że Gypsy przyznano nawet nagrodę Dziecka Roku za jej walkę z chorobą, ale to Claudine zgarnęła wtedy całe show. Jej życie polegało na tym, żeby mówić w imieniu córki. A Gypsy tylko niewinnie spoglądała z wózka i swoim cierpieniem legitymizowała działania matki. W środku rodził się jednak bunt. Tak to najczęściej wygląda. Milczenie ofiary potrafi być najgłośniejszym wołaniem o pomoc. Manipulacja jest śmiertelnym jadem, który sączy się powoli przez lata, by wreszcie zebrać tragiczne żniwo.

Pole rażenia tego serialu może być ogromne

Wróćmy jednak do serialu. "The Act" jest tak dobrze przemyślany i skonstruowany, że trudno powiedzieć, czy właściwie mówię o produkcji, czy oceniam prawdziwą historię. Mam wrażenie, że to jedno. Zobaczycie w nim dużo faktów, ale mało odpowiedzi, jakich byśmy chcieli. Do samego końca nie będziecie wiedzieć, jak ocenić decyzje podejmowane przez bohaterki. W dobie ogromnego kryzysu, gdy dzieci padają ofiarami najbliższych sobie ludzi poprzez przemoc domową i seksualną, ten serial jest bardzo aktualny i potrzebny. Pokazuje, jak skomplikowane są relacje ofiary z katem, zwłaszcza gdy oprawcą okazuje się rodzic. Możemy też poznać techniki manipulacji i toksyczne zależności, które między nimi występują. Nie znajdziemy tu natomiast usprawiedliwienia dla zbrodni popełnianej od blisko dwudziestu lat w domowym zaciszu przez Dee Dee ani też dla tej, której w poczuciu niesprawiedliwości i w obronie własnej dokonała Gypsy z pomocą Nicka.

Serial można zobaczyć legalnie na platformie HBO GO. Tak samo jak dokument "Kochana mamusia nie żyje" z 2017 r. Razem tworzą one wstrząsający obraz cichej przemocy domowej. Polecam je każdemu, kto ma dzieci lub z dziećmi pracuje. Dobrze jest uświadomić sobie, na czym polega przemoc i że nie jest nią tylko bicie dziecka.

[Serial jest nieodpowiedni dla dzieci i młodzieży poniżej 16 roku życia]

Dopiero ostatnie odcinki "The Act" pokazują nam skalę uzależnienia Gypsy od Dee Dee i to, że w tym całym dramacie one naprawdę się kochały i przyjaźniły. Dramat Gypsy polegał nie na tym, że była pionkiem w rękach wyrachowanej matki, ale właśnie na tym, że cierpiała z miłości. Chorej, zdeformowanej, toksycznej, ale wciąż miłości - innej nie znała. Była wobec niej całkowicie bezbronna. O przemocy wciąż mówi się mało lub temat bagatelizuje. "The Act" pokazuje, że można się znęcać nad kimś w białych rękawiczkach; że przemoc to nie tylko wykorzystywanie przewagi fizycznej, ale też dużo bardziej subtelne działania.

Długo czekałem z napisaniem recenzji tego serialu, ale chciałem zobaczyć, jak się rozwinie w całości. Czy dąży do bycia kolejną ikoną popkultury, czy ma ambicje stać się wiernym reportażem odkłamującym mity. Przyznam, że połączono jedno z drugim. Dzięki czemu mamy naprawdę rzetelne studium przemocy domowej o dużym zasięgu. Opakowanie sprawia, że pole rażenia "The Act" może być naprawdę ogromne.

Serial się skończył, a jak potoczyło się życie? Nicka skazano na dożywocie bez możliwości ubiegania się o skrócenie kary. Gypsy trafiła do więzienia na 10 lat. Dwie dekady jej cierpień były okolicznością łagodzącą w oczach sądu. Lekarz, który opiniował jej stan zdrowia, wskazuje jednak, że przed nią ogromna praca do wykonania. Cierpienia, jakich doświadczyła, pozostawiły na jej psychice trwały ślad i dziś boryka się z pewnym stopniem socjopatii. Mimo to marzy o tym, że gdy wyjdzie, będzie mogła założyć normalną rodzinę. Po Claudine nie został nawet grób.

Jeśli oglądałeś "The Act", pamiętaj, że bohaterowie tej historii istnieją naprawdę. Jesteśmy portalem chrześcijańskim, więc zupełnie na miejscu będzie moja prośba, aby o nich pamiętać w modlitwie. Jak nigdy czuję, że powinniśmy.

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl, opiekun blogosfery blog.deon.pl. Autor książki "Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga<<

Dziennikarz, reporter, autor książek. Specjalista ds. social mediów i PR. Interesuje się tematami społecznymi.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka

Ostatnia rozmowa z księdzem Janem Kaczkowskim

Był inspiracją dla milionów ludzi - wierzących i niewierzących. Każdy, kto go słuchał, czuł: on mnie rozumie. Ksiądz Jan nie oferował tanich rad ani łatwych pocieszeń. Swoim życiem mówił:...

Skomentuj artykuł

Umierała powoli każdego dnia przez dwadzieścia lat. Zabijała ją miłość "świętej" kobiety
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.