Prześladuje mnie Bogdan Jański

Czy macie wrażenie, że czasem jakaś osoba narzuca się waszym myślom? Waszej pamięci? Waszym snom? Tak? To dobrze. Bo ja mam takie samo doświadczenie. Od kilkudziesięciu lat "prześladuje" mnie Bogdan Jański.

W lipcu mija 174. rocznica śmierci Sługi Bożego Bogdana Jańskiego, jednej  z najbardziej intrygujących postaci Wielkie Emigracji. Zmarł mając 33 lata. Nie. Absolutnie nie! Proszę nie myśleć, że to lata

jezusowe. Proszę nie interpretować jego życia tak tanim kodem. Jego życie zasługuje na coś więcej.

Urodził się w 1807 roku w szlacheckiej, chociaż biednej rodzinie. Jego rodzice rozstali się a na jego młodzieńcze (a może dziecięce) barki spadła odpowiedzialność za utrzymanie siebie i dwóch braci. To na pewno nie ułatwiło Bogdanowi wiary w miłość między mężczyzną a kobietą. Zapewne kazało także krytycznie patrzeć na swoich rodziców. Z matką był skonfliktowany. Na jej pogrzeb spóźnił się ponoć dwa dni. Ale kiedy w Rzymie, po wielu latach, grzebano samego Jańskiego to w surducie, który nosił i miał na sobie, odkryto wszyty ostatni list otrzymany od mamy... Pamiętacie Błażeja Pascala? Boga Abrahama, Jakuba i Izaaka? Pamiętacie?

Jego studia na Uniwersytecie Warszawskim (dwa fakultety: ekonomia iprawo) to czas, w którym definitywnie rozstaje się z Kościołem katolickim. Nie pasuje mu ani moralność chrześcijańska ani spolegliwość katolickich duchownych wobec cara.

Deklaruje, że jest ateistą.

Pije i uczęszcza do warszawskich burdeli. Niektóre z libacji on i jego przyjaciele urządzają w podziemiach warszawskich kościołów. Mimo hulaszczego trybu życia studia kończy jednym z najlepszych rezultatów.

W 1828 roku poślubia Olę Zawadzką, córkę pułkownika wojsk napoleońskich. Najbardziej tajemniczy moment jego historii. On sam nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie dlaczego żeni się z tą nastoletnią kobietą. Miłość? Litość? Ola spodziewa się dziecka ze związku z innym mężczyzną, który ją wykorzystał i porzucił. Chce ją ratować przed zniesławieniem? W liście do braci, w którym tłumaczy decyzję małżeństwa, napisze, że antycypował (ach, ten język) z Olą sprawy małżeńskie. Wiele lat później będzie jednak żałował tej decyzji. Małżeństwo de facto trwało jeden dzień. Po Mszy świętej Jański z żoną spędził noc poślubną a rankiem dnia następnego wyjeżdża na staż profesorski do Paryża, Berlina i Londynu. Nigdy więcej się nie spotkają! Ich małżeństwo ma (jakbyśmy powiedzieli dzisiaj) wirtualny charakter. W korespondencji zastrzega sobie prawo pisania namiętnych bilecików. Tylko dla Oli. Nie przeszkadza mu to jednak w odwiedzaniu berlińskich i paryskich domów publicznych.

Pewnego dnia zapisuje w swoim Dzienniku jakie spotkało go upokorzenie. W jednym z takim przybytków zapomniał parasola. A tamtego dnia, na swoje nieszczęście, odwiedził dwa. Musiał wracać do tych miejsc i pytać o ów nieszczęsny parasol. Wiemy, że przynajmniej dwa razy bardzo poważnie zmierzył się z myślą o samobójstwie. Przed ruiną swojego życia chciał uciekać do Ameryki. Jański wydaje się być osobowością depresyjną! Jego nawrócenie w jakiejś mierze powtarza szlak świętego Augustyna. Początkiem jest refleksja moralna. Nie sposób żyć jak wieprz. Pomocą są wyznawcy heretyckiej sekty saint-simonistów (w przypadku świętego Augustyna byli to manichejczycy). Wiąże się z nimi i próbuje podług ich wskazań regulować swoje życie moralne. Zanim dokona się nawrócenie religijne dokonuje się nawrócenie moralne.

Wybuch powstania listopadowego dla Jańskiego oznacza radykalną zmianę tożsamości. Z kogoś, kto mniemał być Francuzem staje się Polakiem. Widać to chociażby w sposobie posługiwania się imieniem. Już nie Teodor a Bogdan. W tych swoich zapiskach, które dotrwały do naszych czasów, wyraźnie zaznacza, że chce się spolszczyć. Spotyka Adama Mickiewicza, który imponuje mu swoim przywiązaniem do Kościoła katolickiego. Przez kilka miesięcy mieszkają razem. Jański zajmuje się wydaniem Pana Tadeusza. Stoi także za francuskim przekładem Konrada Wallenroda. Mickiewicz kontaktuje go z ówczesnymi luminarzami Kościoła katolickiego we Francji. Co ciekawe, po wielu latach znajdą się oni, podobnie jak sam Mickiewicz, poza Kościołem.

Bogdan Jański wraca jednak do wspólnoty Kościoła. Wraca tak jak odszedł - z przytupem. Spowiada się przez kilka miesięcy. Dopiero po piątym spotkaniu ze spowiednikiem uzyskuje rozgrzeszenie. Jak sam wyznaje - to jego pierwsza ważna spowiedź od czasów pierwszej komunii świętej. Boleśnie przeżywa podziały polskiej emigracji. Uwiadamia sobie cierpienia tak wielu młodych powstańców, którzy zapłacili wszystkim za udział w Powstaniu Listopadowym. Ci młodzi, zdolni i idealistycznie nastawieni ludzie, zostali przez władze Francji zepchnięci na prowincję. Mają poczucie, że ich projekt życia legł w gruzach. Tę swoją frustrację topią najczęściej w wódzie. Jański, z zapałem typowym dla neofity, szuka ich przemierzając wszystkie te szlaki emigranckiej biedy (i biedoty). Szczególną więź nawiązuje z Hieronimem Kajsiewiczem (do historii przejdzie jako najwybitniejszy po Piotrze Skardze polski kaznodzieja) i z Piotrem Semenenką (ten natomiast zostanie uznany za najwybitniejszego katolickiego myśliciela Polski XIX wieku). Przekonani, że po chrześcijańsku nie da się żyć w pojedynką stworzą pierwszą wspólnotę (tzw. Domek Jańskiego), z której po kilku latach wyłoni się dzisiejsze zgromadzenie zmartwychwstańców.

Jański tego już nie zobaczy. Ta przedwczesna śmierć to w jakiejś mierze cena, którą płaci za swoje życie. Był hulaką, co musiało odbić się na jego zdrowiu. Po nawróceniu nie oszczędzał siebie. Pracował, żeby płacić długi swoich przyjaciół i utrzymać dzieło, w którym widział zamysł Boga. Po sobie zostawił rozliczne artykuły publikowane we francuskich czasopismach oraz Dziennik (dostępny tutaj) - bebechy życia kogoś, kto uzależniony od alkoholu i seksu podejmuje walkę o godność swojej egzystencji.

To z tego doświadczenia łaski i trudu bierze się jedno z podstawowych założeń duchowości zmartwychwstańców, która każe duchowym synom Jańskiego wyznawać, że jesteśmy niczym, że pociąga nas zło i że bez Boga nie jesteśmy zdolni nic zrobić. On jednak - Bóg - nie przestaje nas kochać. Dzięki codziennym zapiskom Jańskiego uświadamiamy sobie, że ta miłość Boga przychodzi do nas w mozolnej codzienności. Ta miłość Boga odmieniła Jańskiego i uczyniła jedną z najbardziej świetlanych postaci polskiego Kościoła.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Prześladuje mnie Bogdan Jański
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.