Rok zmarnowanych szans

Rok zmarnowanych szans
Mozaika przygotowana z okazji beatyfikacji Jana Pawła II (fot. Grzegorz Gałązka)
Paweł Kozacki OP

Podsumowanie życia Kościoła w Polsce w 2011 roku? Usiadłem w fotelu i spróbowałem bez zaglądania do archiwum wydobyć z pamięci najważniejsze fakty mijającego roku. Przypominałem sobie chronologicznie: beatyfikacja Jana Pawła II, sukces wyborczy ruchu Janusza Palikota, program duszpasterski na rok 2011/2012… Czy stało się coś jeszcze? Przewertowałem Biuletyn Informacyjny KAI. Jeszcze śmierć arcybiskupa Józefa Życińskiego. Nie znalazłem więcej faktów, które uznałbym za godne odnotowania w odniesieniu dla całego Kościoła polskiego. Jedna strata i rok zmarnowanych szans - pomyślałem.

Za stratę uznaję odejście abp. Józefa Życińskiego. Po raz pierwszy skojarzyłem go jako autora tekstów drukowanych w stanie wojennym. Pisał rewelacyjnie. Olśniewał inteligencją i nazywał rzeczy z humorem i po imieniu. Gdy został biskupem, jakby przycichł, zatracił wiele z impetu. Zapewne utonął w meandrach Kościelnej administracji. Nie wszystko, co czynił, zachwycało, czasem budził kontrowersje, ale niewątpliwie wiele mu wszyscy zawdzięczamy. Bez niego nasz Kościół jest uboższy.

Pierwsza niewykorzystana szansa

Pierwszą szansą, której nie potrafiliśmy wykorzystać, była beatyfikacja Jana Pawła II. Mam takie wrażenie, że ten fakt nie wniósł niczego nowego do życia polskiego Kościoła. Oczywiście, od lat korzystaliśmy i korzystamy z dziedzictwa zostawionego nam przez Papieża. Nie znam jednak żadnej poważnej inicjatywy, którą uruchomiłaby beatyfikacja, a która by już wcześniej nie istniała.

Przybyło co prawda kilkadziesiąt kaplic i kościołów pod wezwaniem błogosławionego, zrobił się ruch wokół jego relikwii, ale wraz z jego wyniesieniem na ołtarze łaska świętości, geniuszu duszpasterskiego, czy mocy świadectwa Jana Pawła II nie dotknęła jego rodaków bardziej, niż miało to miejsce wcześniej. Trudno przecież poważnie potraktować radość któregoś z dostojników, który zapewniał, że będziemy mieli teraz orędownika w niebie. Wszak beatyfikacja, czy kanonizacja nie są przepustką do nieba, ani momentem, w którym zmarły człowiek dowiaduje się, że od tej chwili będzie już oglądał Boga twarzą w twarz i będzie mógł się bardziej niż przed watykańskimi uroczystościami wstawiać za ludem, z którego został wzięty. Wierzymy, że Kościół, beatyfikując kogokolwiek, zaledwie stwierdza coś, co już jest rzeczywistością. Zatem orędownika w niebie już mieliśmy, teraz zostało to tylko oficjalnie zweryfikowane i potwierdzone. Obym był złym prorokiem, ale, patrząc na dzisiejszy Kościół w Polsce, muszę stwierdzić, że na razie nie potrafimy obficiej zaczerpnąć ze skarbca papieskich inspiracji.

Paradoksalną szansą na pozytywną inspirację było powstanie Ruchu Palikota i jego sukces w wyborach parlamentarnych. Na zaangażowanie lidera tego ugrupowania patrzę jako na historię człowieka, który długo szukał swojej niszy i aktualnie zjednoczył ludzi wokół haseł antyklerykalnych, a na swoich sztandarach wypisał hasła ograniczenia roli Kościoła w państwie.

Oczywiście, ludzie niechętni wierze i Kościołowi istnieli wcześniej, czytali urbanowe "NIE" oraz "Fakty i mity", głosowali na SLD i popierali ruchy lewicowe, ale jeszcze nikt nie odważył się tak jawnie sprzeciwić katolickiej hierarchii. Fakt, że taki program pozwolił wprowadzić do parlamentu prawie nikomu nieznanych ludzi, powinien być pobudką dla sennego Episkopatu.

Przez chwile można było mieć nadzieję, że nasi dostojni pasterze zauważą, że ci ludzie wykarmili się nie na naszej świętości, ale na naszej grzeszności, że skonstatują, iż ludzie, odchodzący od Kościoła, nie robią tego, bo im komercyjne media robią wodę z mózgu, tylko dlatego, że apostołowie Kościoła nie potrafią do tych mózgów (i serc) dotrzeć z Dobrą Nowiną.

Można było również mniemać, że ktoś stwierdzi, że na Ruch Palikota głosowali głównie ludzie młodzi, czyli tacy, którzy nie są wychowani na peerelowskiej propagandzie, ale doświadczyli dobrodziejstwa katechezy w szkole. Można było mieć nadzieję, że jak Kościół te spostrzeżenia przemyśli, to przestaniemy walczyć z wrogami Boga, honoru i Ojczyzny, a położymy wyraźny akcent na nową ewangelizację, czyli docieranie z przesłaniem Jezusa do ludzi, którzy w wierze ostygli, którzy w Kościele nie znajdują odpowiedzi na pytania o sens życia. Nic z tego.

Pasterkowe biadolenie purpuratów na to, że ktoś walczy z krzyżem, ich obsesyjne skoncentrowanie na siłach ciemności, atakujących Kościół, przekonało mnie, że z tej lekcji Kościół polski nie umiał wyciągnąć wniosków, a większość Episkopatu przed szkodą i po szkodzie… będzie śnić, tak jak do tej pory śniła w oderwaniu od rzeczywistości. Promyczkiem nadziei może być adwentowy list kard. Kazimierza Nycza do kapłanów czy kilka innych trzeźwych wypowiedzi biskupów, ale pojedyncze jaskółki wiosny jeszcze nie czynią.

Ktoś, kto chciałby zaprzeczyć temu, co napisałem wyżej, mógłby wskazać na program duszpasterski zaproponowany przez Konferencje Episkopatu Polski "Kościół naszym domem". Rzeczywiście jest to niezły program, ale obawiam się, że pozostanie papierem pięknych idei, który zainspiruje tylko niewielu duszpasterzy, tylko nielicznych świeckich.

Gdy jeden z księży zaproponował mi, bym powiedział adwentowe rekolekcje, opierając się na tytule programu "Kościół naszym domem", postanowiłem kupić książkę wydaną przez Księgarnię św. Wojciecha, przygotowaną pod auspicjami abp. Stanisława Gądeckiego. Przeszedłem zatem w Krakowie kilka księgarni katolickich, pytając o tę pozycję. "Nie ma. Mieliśmy kilka miesięcy temu" - usłyszałem w jednej. "Nie ma. Nigdy nie mieliśmy. Jest ojciec pierwszą osobą, która o tę książkę pyta" - dowiedziałem się w następnej. W kolejnej było podobnie. Oczywiście można zamówić książkę w sieci, ale nie łudzę się, że stanie się ona powszechną lekturą. I tak dobrze, że można w Internecie znaleźć omówienie tego programu w formie listów pasterskich oraz jego prezentację dokonaną przez abp. Gądeckiego. Gdy kilka lat temu próbowałem zaznajomić się z programem duszpasterskim KEP, to nie znalazłem go ani w Internecie, ani w formie drukowanej.

Jednym słowem, rok minął, a jakby go nie było. Podejrzewam, że za kilka lat nikt tego roku nie będzie pamiętał. Ruch Palikota rozpłynie się w kolejnych metamorfozach lidera, Program "Kościół naszym domem" zostanie zastąpiony kolejnym efektownym hasłem, a fakt, że Jan Paweł II został beatyfikowany w 2011 roku zostanie przesłonięty przez świeżą datę jego kanonizacji.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Rok zmarnowanych szans
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.