Czy wszystko jest na sprzedaż?
Do jakiej rzeczywistości może nas prowadzić postawa konsumpcjonizmu. Co się kryje pod tym z pozoru niewinnym słówkiem?
(fot. hikingartist.com)
Na dobrą sprawę dzisiaj można kupić wszystko. Od nadmiaru bodźców ludzie dostają zawrotu głowy. Nawet nie trzeba wychodzić z domu. Towar można obejrzeć i zamówić w Internecie, a kurier przywozi go do mieszkania, dziękując za to, że pan i pani zechciała skorzystać z ich usług.
Co chwila jakaś firma przysyła reklamy zapychające skrzynki na listy. Proponują nowy model telefonu, komputera czy samochodu, podkreślając, że tej promocji nie można przegapić. Reklamy są tak konstruowane, aby potencjalny klient myślał, że dana rzecz jest jedyną z możliwych dróg do szczęścia. Jeśli kupisz ten komputer lub założysz takie spodenki, buty lub skarpety będziesz z całą pewnością szczęśliwy.
Owo szczęście jest na dany dzień lub miesiąc, ponieważ już w następnym miesiącu wymyślane są lepsze produkty z większymi bajerami, które znów czynią konsumenta szczęśliwym ponad wszystko. Oczywiście jest to złudne, ponieważ człowiek zaczyna gonić za różnymi rzeczami i ciągle jest mu mało. I najzwyczajniej w świecie staje się nieszczęśliwy. Zawsze może być coś lepszego. Większa pamięć komputera, szybszy samochód czy lepiej odtwarzający sprzęt wideo. Chcąc posiadać, trzeba mieć pieniądze, by upragnioną rzecz kupić, a żeby mieć pieniądze, trzeba pracować. I to nie osiem godzin, ale np. dwanaście. Przeciętny ojciec w Polsce spędza ze swoim dzieckiem jedną godzinę w tygodniu. Nasze domy stały się dworcami PKP, gdzie nie ma czasu na rozmowę i bycie razem. W ten sposób tracimy coś, czego nie da się odzyskać za żadne pieniądze. Badania pokazują, że młody człowiek chce budować relacje z innymi, a pogoń za rzeczami nie pozwala nam poświęcić czasu na budowanie tych relacji. Można powiedzieć, że stajemy się zjadanymi zjadaczami. Wydaje nam się, że się bogacimy, ale tak naprawdę stajemy się biedni.
Kiedyś na pielgrzymce z Poznania do Częstochowy spotkałem kolesia, który różnił się od wszystkich innych pątników. Tatuaże na nogach, długie włosy, glany i bojówki. Razem z żoną pchał wózek z małym dzieckiem. Jakoś nie pasował mi do grzecznych pielgrzymów zmierzających na Jasną Górę. Zaczęliśmy rozmawiać o życiu, przemijaniu i wartościach... Pamiętam, jak mówił, że nie chce się dać wciągnąć w wyścig szczurów, a szczególnie nie chce, aby jego dziecko stało się niewolnikiem rzeczy proponowanych przez świat. Okazało się później, że gość, z którym rozmawiałem, to nie kto inny jak „Ślimak", tzn. bębniarz zespołu Acid Drinkers. Maciek opowiadał mi, jak trudno mu być w środowisku ludzi, dla których konsumpcjonizm jest czymś normalnym. Trudno pracować z ludźmi, którzy nie mogą zagrać koncertu bez uprzedniego napicia się piwa czy zapalenia marychy.
Świat mówi: jedz, pij, używaj, korzystaj, pragnij, kupuj, zdobywaj... Nie mówi jednak, co się kryje za pogonią ułudnego szczęścia - szczęścia posiadania i zdobywania. Media nie pokazują tych, którzy dali się wciągnąć w owo udawanie, pod koniec ich życia.
Warto się zastanowić, do jakiej rzeczywistości może nas prowadzić postawa konsumpcjonizmu. Co się kryje pod tym z pozoru niewinnym słówkiem? Jest to o tyle ważne, że każdy z nas na swój sposób jest konsumentem i może dać się wciągnąć w coś, co może zniszczyć jego szczęście.
W mojej pracy bardzo często spotykam ludzi uzależnionych. Alkohol, narkotyki, a w ostatnich czasach coraz częściej seks stają się przyczyną tragedii wielu młodych ludzi. Jeden z chłopaków uzależnionych od seksu powiedział mi: „Wie brat, to jest pod moją skórą... Coś, czego nie mogą zlokalizować. Co pulsuje we mnie i przy nadarzającej się okazji wychodzi ze mnie, by niszczyć". Dzieje się to najczęściej, kiedy życie przynosi różne problemy. Wtedy rodzą się w człowieku negatywne uczucia, takie jak: agresja, lęk, zniechęcenie i depresja. Oczywiście nie można nikogo uwolnić od uczuć, ale można mu pomóc we właściwym ich przeżywaniu.
Właśnie najczęściej złe przeżywanie uczuć staje się powodem, że owo COŚ zaczyna wyłazić spod skóry i rośnie do rozmiarów potwora. Rodzi się wtedy takie napięcie, że człowiek nie może ze sobą wytrzymać i chce je rozładować. Wtedy to wybiera różnego rodzaju ucieczki. Nie tak dawno prawie o pierwszej w nocy zadzwoniła do mnie dziewczyna, która nie mogła poradzić sobie z nie-akceptacją ze strony swego ojca. Już nie pierwszy raz chciała uciec w samookaleczenie. Sznyty lub - jak ktoś woli - dziary na rękach nie stanowiły dla niej żadnego problemu. Napięcie było tak wielkie, że ból zadawany sobie przez nacinanie rąk żyletką wydawał się najbardziej odpowiedni, aby skanalizować negatywne uczucia.
Wydawało się jej, że to będzie najlepsze z możliwych rozwiązań. Oczywiście nie pomogło! Świadomość tego, co zrobiła, była tak dobijająca, że doświadcza jeszcze więcej negatywnych uczuć i krąg zaczął się zamykać niczym pętla wokół szyi. Na szczęście godzinna rozmowa przez telefon pomogła (zawsze myślałem, że telefony służą do przekazywania krótkich informacji). Właśnie w taki sposób dochodzi do uzależnienia. W życiu młodego człowieka tworzy się destrukcyjny krąg, który po jakimś czasie przemienia się w złowrogi wir, wciągając wszystko niczym trąba powietrzna.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.29
Liczba głosów:
35
Komentarze użytkowników (2)
Dodaj komentarzi wszystko jasne :)






