Co się kryje za pogonią ułudnego szczęścia?
Do jakiej rzeczywistości może nas prowadzić postawa konsumpcjonizmu. Co się kryje pod tym z pozoru niewinnym słówkiem?
(fot.by Dave Makes / flickr.com)
Unikając postawy konsumpcyjnej w naszym życiu, potrafimy dojrzeć to, co najważniejsze.
Jednym z niebezpieczeństw, jakie niesie konsumpcjonizm, jest utrwalanie w młodym człowieku przekonania, że życie to jest jedna wielka impreza. W Internecie krążył kiedyś taki wywiad z Oksaną, która zapytana przez reporterkę, czym się interesuje, odpowiedziała: "Dyskoteki, chłopaki i takie, takie...". Oglądając go, czułem zażenowanie. Jej świat ograniczał się do świata dyskotek i bitów techno, tak jakby wszystko inne nie miało znaczenia. A przecież jest właśnie odwrotnie! To przecież dyskoteki są dodatkiem do naszego życia, a świat nie jest wielką imprezą, na której po zażyciu prochów można zapomnieć o wszystkim. Nie można przecież żyć od impry do impry. Kto wyznaje taką filozofię, może przygrzać dość porządnie głową w mur. Kategorycznie trzeba zmienić myślenie.
Życie to nie bal. Traktując je jak wielki plac zabaw, można zapomnieć, że ludzie to nie zabawki. A kiedy zaczyna się traktować drugiego człowieka jak zabawkę, nie licząc się z jego uczuciami i pragnieniami, to można zniszczyć siebie i innych. Nie pamiętam już, ile razy słyszałem z ust dziewczyn słowa żalu do chłopaków i z ust chłopaków słowa żalu do dziewczyn, że zostali potraktowani jak misie do przytulania lub jak lalki Barbie. Dzisiaj ta, jutro inna. Maksimum przyjemności, minimum odpowiedzialności i wszystko gra. Właściwie to nie gra, ale dla takiej osoby, która się bawi, to jest bez znaczenia. "Proszę brata, my się nie kochamy, to taki sport" - mówi mi piętnastolatka o swojej relacji z chłopakiem. "Robimy wszystko tak, aby było przyjemnie, i się rozchodzimy" - słyszę i włosy mi stają dęba. Nie wiem, co powiedzieć, bo czuję, że to dziecko nie wie, o czym mówi i co robi. Takie zabawy kończą się rozwaloną psychiką i zamykają drogę do stworzenia normalnej rodziny. Ale kto w wieku piętnastu lat myśli o rodzinie?
Konsumpcjonizm nie może zapanować nad zdrowym rozsądkiem. "Kochane pieniążki przysyłajcie rodzice" - pisała jedna z nastolatek do swojego tatusia i mamusi. "Szmal określa byt" - śpiewał kiedyś zespół Kombi. I najgorsze jest to, że wielu młodych ludzi przyjmuje to jako prawdę. Masz kasę, jesteś kimś! Nie masz szmalu, jesteś nikim! Takie przekonanie jest skutkiem przyjęcia postawy konsumpcyjnej. To właśnie konsumpcjonizm czyni z pieniądza bożka, dla którego człowiek jest w stanie zrobić wszystko. Od czasu do czasu słyszymy, jak młodzi ludzie ogarnięci żądzą posiadania kasy potrafią zabić dla kilkudziesięciu złotych. Nie liczy się człowiek, ale liczą się papierki, za które można kupić szczęście. W tym przypadku zaczyna obowiązywać zasada po trupach do celu.
Ludzie myślą, że kasa uczyni ich szczęśliwymi i jej zdobywaniu poświęcają całe życie. Jednak im bardziej rośnie wkład na ich koncie, tym bardziej stają się żałośni. I naprawdę nie chodzi mi o to, aby uznać pieniądze za niepotrzebne albo traktować je jak wymysł szatana. Problem tkwi w tym, aby nie traktować pieniędzy jak bożka, przed którym człowiek chyli czoło. Szczególnie dzisiaj, kiedy wydaje się, że za pieniądze można swoje życie uczynić oazą szczęścia.
"Co będziesz robił, gdy wybudujesz dom?" - pytam jednego z moich przyjaciół. "Będę budował drugi dom" - odpowiada dumnie. Zadaję sobie pytanie: Jak długo tak można?", i dochodzę do wniosku, że właściwie to do końca życia. Jeszcze na łożu śmierci ludzie chcą brać. Mówi się, że do trumny swojego majątku nie zabierzesz, a jednak wielu woli zmarnować swe dobra, niż podzielić się z innymi. Jest w tym coś z egoizmu, ale także z chęci ciągłego brania. Istnieją osoby, które w tym względzie nie potrafią przestać. Po jakimś czasie przyjmuje to postać obłędu. Przecież nie chodzi o to, aby uczynić z człowieka charta, który biegnie w zawodach za ciągle oddalającym się królikiem.
Konsumpcjonizm nie ma umiaru. Jest jak smok, którego nie da się nasycić. Zawsze jest coś do kupienia, coś do zdobycia, a efektem takiej pogoni jest totalne zamknięcie na wartości. Będąc na Zachodzie, spotykałem ludzi, na szczęście nie było ich wielu, z którymi trudno mi było rozmawiać, ponieważ ich rozmowy sprowadzały się do wymiany informacji o tym, gdzie i za ile można coś kupić. Ciekawe było to, że wcale nie należeli do grupy mało zamożnych. Często młodym ludziom wydaje się, że to, co posiadają, świadczy o ich prestiżu. Dlatego trzeba mieć zawsze najlepszy i najbardziej odlotowy model.
Mamy wiele, ale to nie czyni nas kimś wyjątkowym. Ponieważ nie rzeczy świadczą o wyjątkowości człowieka. Świat wzywa nas do zaspokajania wszelkich potrzeb. Świat wzbudza w człowieku wiele fałszywych pragnień. Nakłania do gromadzenia różnego rodzaju dóbr materialnych. Zachęca do posiadania coraz to więcej i więcej! W ten sposób tworzy kulturę konsumpcyjną. Polega ona na wyrażaniu własnej tożsamości przez nabywanie towarów. Prowadzi do skupienia się na materialnej stronie życia. W konsekwencji ważniejsze staje się "mieć" niż "być". Przypomina mi się sentencja z filmu Davida Finchera pt. "Podziemny krąg", która niesie w sobie swoistego rodzaju grozę konsumpcjonizmu: "Rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie".
Każdy z nas doskonale wie, że człowiek powołany do wolności nie może czuć się szczęśliwy, będąc w jakikolwiek sposób zniewolony. Święty Grzegorz Wielki, komentując Ewangelię, tak pisał: "Chciałbym was zachęcić do porzucenia wszystkiego, ale nie śmiem. Jeśli przeto nie możecie opuścić wszystkich spraw tego świata, zatrzymajcie je tak, aby one was na świecie nie zatrzymywały, abyście dobra ziemskie posiadali, a nie byli przez nie posiadani; aby wszystko, co wasze, poddane było duchowi, nie zaś by on, skrępowany miłością do świata, stał się podległych sobie spraw zupełnym niewolnikiem". Słowa te napisane w VI wieku nic nie tracą na wartości. A może jeszcze bardziej niż wtedy winny być z powagą potraktowane przez współczesnego człowieka. W dobie MTV warto przemyśleć słowa kogoś, kto jako pretor Rzymu mógł posiadać najwyższą władzę i bogacić się do granic możliwości, ale potrafił zrezygnować z tej funkcji, aby nie stracić tego, co najważniejsze. Okazuje się bowiem, że człowiek, podobnie jak słoń, może zjeść wiele - no oczywiście odpowiednio do swojej wagi - lecz wcale nie znaczy to, że musi jeść wszystko i zawsze. Nikt nie może go do tego zmusić! Nawet słoniowy żołądek ma swoje ograniczenia, a cóż dopiero ludzki. Dziś od twoich decyzji zależy, czy "być" będzie przed "mieć" . Sam musisz wybrać drogę, którą pójdziesz!
Więcej w książce: Przepchnąć słonia. Czyli słów kilka dla twardzieli - Rafał Szymkowiak OFM
Posłuchaj książki w formie audiobooka!
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.51
Liczba głosów:
53
Komentarze użytkowników (3)
Dodaj komentarz"Przeciętny ojciec w Polsce spędza ze swoim dzieckiem jedną godzinę w tygodniu."
Niemożliwe.
Obawiam się, że to może być prawda. Mój szwagier zakochany w swoich córkach to rzadki wyjatek.
Niemożliwe.
emilo
Logowanie
Niektórzy to mają zawsze...
Małe - mniejsze -...
21.05.2012 14:43
1
5
Małe - mniejsze -...
20.05.2012 23:06
1
4.7
Kosaciec
Wiosna
19.05.2012 21:53
3
4.7
... schodząc z...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:17
3
4.69
***
Galeryjka wiosenna
18.05.2012 09:55
4.63
... zasypiając pod...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:14
4.58






