Kobiecość pogrążona w kryzysie? [WYWIAD]

(fot. shuttertsock.com)

Kiedyś rola kobiety była jasna - wyjść za mąż, urodzić i wychować dzieci, potem opiekować się wnukami. Teraz może pójść na studia i rozwijać swoją karierę. Czy dzięki temu jest szczęśliwsza?

 

Aleksandra Lągawa: Czy kobieta bez mężczyzny może być szczęśliwa?

 

Eugenia Herzyk: To zależy od indywidualnej definicji szczęścia. Moim zdaniem każdy człowiek ma prawo być szczęśliwy w wybrany przez siebie sposób, jeśli tylko szanuje takie prawo u innych.

 

Chęć realizacji siebie przez kobietę jest oznaką kryzysu kobiecości?

 

Kryzys to dla mnie bardzo mocne słowo. Oznacza sytuację niezwykle poważną, grożącą na przykład wybuchem wojny, bankructwem czy rychłym zgonem. W tym znaczeniu nie dostrzegam żadnego kryzysu - ani kobiecości, ani męskości. Do opisu tego, co się dzieje w obszarze płci kulturowej, użyłabym innego słowa - transformacja. Czyli zmiana definicji, zmiana postrzegania, czym ta kobiecość jest.

 

Można zauważyć, że nastąpiła zmiana tradycyjnej roli kobiety. Oprócz zajmowania się dziećmi pracuje zawodowo, reprezentuje rodzinę na zewnątrz. To dobra czy zła zmiana?

 

Słowo "tradycyjna" jest mylące. Okres najbardziej soczystego patriarchatu obejmuje zaledwie dwa tysiące lat. To krótki czas w dziejach ludzkości. Powstały wtedy i rozwinęły się patriarchalne religie, takie jak judaizm, chrześcijaństwo, islam. Wielu badaczy jest zdania, że przed patriarchatem istniał zupełnie inny system zależności między płciami, w których rola kobiety była tak samo ważna jak mężczyzny. W czasach współczesnych patriarchat słabnie, co na to miejsce powstanie - nie wiadomo.

 

Jaka więc jest aktualnie rola kobiety?

 

Równouprawnienie dało kobietom możliwość wyboru sposobu na życie. Kiedyś był on ściśle zdefiniowany, tak jak i rola kobiety - wyjść za mąż, urodzić i wychować dzieci, potem opiekować się wnukami. Kobieta nie mogła pójść na studia, posiadać majątku, nie mogła decydować o swojej płodności. Alternatywą dla "tradycyjnej" roli było pójście do zakonu. Obecnie kobiety mają zdecydowanie więcej opcji.

 

Dzięki temu ich życie jest prostsze?

 

Okres transformacji jest o tyle trudny, że cały czas towarzyszą mu stare wzorce. Wiele kobiet, którym nie udało się ułożyć sobie życia z odwołaniem do "tradycyjnych" ról, czyli nie mają męża i dzieci, jest nieszczęśliwych.

 

W jaki sposób kobieta może odkryć to, co jest dla niej najważniejsze?

 

Odkrywanie odbywa się poprzez poszukiwanie. Zadawanie sobie trudnych pytań dotyczących wybranego systemu wartości, światopoglądu i konsekwencji dokonanych wyborów. Kobieta może wyjechać na odosobnienie w ciszy, wybrać się w daleką podróż albo pójść na warsztaty rozwoju osobistego. W psychoterapii mówi się o tak zwanym procesie indywiduacji.

 

To znaczy?

 

Jest to kształtowanie własnej tożsamości, swojego prawdziwego "ja". Aby ten proces mógł się odbyć, kobieta musi odciąć pępowinę od swoich rodziców. Podziękować za wszystko, co od nich dostała, zobaczyć, czego jej nie dali albo co jej zabrali i zacząć żyć swoim życiem. To wymaga dużej odwagi, bo często negatywnie wpływa na rodzinne relacje. 

 

W momencie, kiedy kobieta odkłada decyzję o odłożeniu rodziny na czas "po trzydziestce", ważne również, by zdała sobie sprawę z tego, że statystycznie po przekroczeniu tego wieku trudno jest znaleźć męża.

 

Świadome życie oznacza branie odpowiedzialności za konsekwencje swoich wyborów. Ważne pytania, które powinna zadać sobie kobieta, brzmią: Jakie mam oczekiwania względem mężczyzny? Po co chcę zbudować relację z nim?

 

Zdarza się jednak, że kobieta dopiero po ślubie odkrywa, że wybrany mężczyzna nie jest dla niej.

 

Kobiety dwudziestoparoletnie zazwyczaj nie są w pełni dojrzałe. Mężczyźni zresztą też. W tym wieku buduje się związek na podstawie wyobrażeń, które nie do końca są zgodne z rzeczywistością. Różne są też znaczenia słowa "miłość". Kryzys w małżeństwie jest wspaniałym impulsem do pracy nad sobą, do rozwoju. Jeśli kobieta i mężczyzna mają odmienne systemy wartości i pomysły na życie, nigdy nie stworzą partnerskiego związku, tylko taki, w którym jedna strona dominuje nad drugą.

 

Plaga niemęskich facetów [WYWIAD] >>

 

Ile szans na przebaczenie i poprawę relacji można sobie dawać w związku?

 

Wyboru kobiety, która została pobita przez męża i nadal liczy na to, że on się zmieni, nie można postrzegać w kategoriach racjonalnych. U jego podłoża leży uzależnienie - uzależnienie od miłości. Ma ono wiele wzorców, między innymi taki, który opisywany jest terminem "syndromu sztokholmskiego", kiedy to ofiara jest niezwykle silnie związana emocjonalnie z oprawcą.

 

W jaki sposób pracuje Pani z kobietami, które kochają za bardzo?

 

Proponuję im psychoterapię uzależnienia od miłości. Jej założenia są podobne jak w terapii uzależnienia od alkoholu.

 

Skąd można wziąć motywację do wprowadzenia zmian w swoim życiu?

 

Z porównania strat i korzyści. Jeśli straty z dotychczasowego sposobu funkcjonowania w relacji z mężczyzną czy mężczyznami stają się dla kobiety tak dotkliwe, że przeważają korzyści, jakie ma kontynuując ten sposób życia, to jej motywacja do zmiany jest duża. Brutalnie mówiąc, największą motywację do zmiany kobieta ma wtedy, gdy sięgnie dna. Ale w psychoterapii można też pracować nad motywacją. 

 

W jaki sposób?

Na przykład poprzez przyjrzenie się długofalowym konsekwencjom swoich wyborów, czyli wyobrażenie sobie, jak życie kobiety będzie wyglądało za dziesięć lat, gdy nic w swoim życiu nie zmieni.

 

Razem z wprowadzeniem zmiany zrywa relację, która przeszkadzała jej w życiu?

 

Tu nie chodzi o zerwanie relacji. Jeśli zmianę definiuje się w ten sposób, istnieje duże prawdopodobieństwo, że kobieta wejdzie w kolejną, która będzie wyglądała tak samo. Ważne jest, aby kobieta umiała odróżnić, które zachowania w relacji z mężczyzną karmią jej uzależnienie od miłości, a które są zdrowe. Jeśli to potrafi, dokonuje świadomego wyboru dalszej życiowej ścieżki. 

 

Przeczytaj też rozmowę z dr Joanną Heidtman. Dowiesz się, czy mężczyźni wolą zołzy, a kobiety drani i co myśli o tym psychologia >>

 

Eugenia Herzyk - psychoterapeutka, założycielka i prezeska Fundacji Kobiece Serca. Ukończyła czteroletnią szkołę psychoterapeutyczną Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie. Specjalizuje się w problematyce uzależnienia od miłości. Autorka książek "Nałogowa miłość", "DDD - Dorosłe Dziewczynki z Rodzin Dysfunkcyjnych".

 

Aleksandra Lągawa - w pracy zajmuje się promocją i marketingiem, po pracy opisuje i fotografuje świat.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.42

Liczba głosów:

19

 

 

Komentarze użytkowników (63)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

ro.jarromir.cu797 17:06:13 | 2017-03-30
Daglezjama, piszesz jakbyś była nieszczęśliwą kobietą która nie zaznała męskiej miłości... Ale naprawdę, nie wszystkie kobiety tak mają.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

daglezjama 15:09:08 | 2017-03-04
Byłam niedawno na ślubie katolickiej pary i po złożeniu przysięgi małżeńskiej pocałowali się w policzek a nie w usta. Pewnie się bali że ksiądz nakrzyczy że w usta się całują jak jeszcze nocy poślubnej nie było.

Oceń 1 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

daglezjama 11:22:26 | 2017-03-04
Największą krzywdę jaką może sobie wyrządzić kobieta to być zależną finansowo od mężczyzny czy to w małżeństwo czy nie w małżeństwie. Łatwiej jest kobiecie która pracuje i zarabia zadbać o siebie, iść do fryzjera, kosmetyczki, teatru, kina czy na kawę z koleżanką, realizować swoje pasje, hobby itd. Jak będziesz zależna od faceta nie licz na to wszystko, faceci to sknery jakich mało. Pracuję, zarabiam i mimo że pracuję z samymi mężczyznami czuję się w 100% kobietą.

Oceń 6 11 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Eudoksja 11:17:23 | 2017-03-04
Strasznie mnie denerwuje to ciągłe gadanie o "karierze". Ile kobiet (a nawet mężczyzn) o jakiejś superpracy marzy? Mam wrażenie, że ludzie pędzą na studia, bo tak się złożyło, że dzisiaj wręcz nie wypada po liceum na jakiekolwiek studia nie iść. 
Mam dwadzieścia parę lat i jednym z największych moich "odkryć" było uświadomienie sobie, że - mimo że lubię się uczyć, mam ambicje intelektualne itd. - to najchętniej wyszłabym za mąż i zajmowała się domem, wychowywała dzieci i nie chodziła do pracy, jeśli by była taka możliwość - po to, by skupić się na rodzinie, bo to daje większą radość niż praca - nie czarujmy się, ile kobiet ma pracę, którą "kocha"?

Oceń 16 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 10:59:42 | 2017-03-04
Z całym szacunkiem, ale:
Młodzi ludzie w wieku lat 22-25 są w pęłni dojrzali do zakładania rodziny i życia w małżeństwie. W końcu zaczynają dorosle życie i kilka dekad temu nik o tym nie dyskutował.
Współczesne usilne tłumaczenie i usprawiedliwianie ich jest zdecydowanie złym pomysłem.

Dalej - osoba, która dobrowolnei zawarłą małżeńśtwo nie ma wyboru rozwodu. Owszem w sytaucjach krytycznych jest separacja małżeńska. Jak słyszę o opcji rozwodu i ponownych związków, to wiem, iż ktos kto tam opiwada jest poganinem a nie katolikiem.

I na koniec, na bazie własnego i nie tylko własnego doswiadczenia zyciowego - wyobrażanei sobie jak będzie wyglądało życie za 10 lat jest oczywistym nonsensem. Nie da sie w żaden sposób ani przewidzieć, ani zaplanowac przyszłości. Najwiecej  życiowych rozczarowań to konsekwencja taki chorych mrzonek.
Choćby planów na swoje cudowne małżeństwo i realiów życia małżeńskiego.
Warto zacząć od postawienia sobie pytania, czy za 10 lat będziemy żyli. Następnych pytań już nie będzie.

Oceń 11 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

k.jarkiewicz.ign 10:06:15 | 2017-03-04
Nie ma co się oszukiwać: pogłębia się redefiniowanie ról społecznych u kobiet i prawdopodobieństwo,że następne pokolenie kobiet powieli obowiązujące w naszym systemie kulturowym schematy relacji damsko-męskich jest nikłe. Badane ankietowo studentki najchętniej zaznaczają model "mcierzyństwo-tak, małżeństwo-nie", co dodatkowo potwierdzają wywiady pogłębione: pokolenie dzisiejszych dwudziestolatek tęskni bardziej za stabilną pracą niż stabilnym związkiem, bo ten poprostu można między bajki włożyć. Zresztą dlaczego mają inaczej myśleć, czy jakiś inny model życia im się proponuje, czy lansuje: ludzie mają dzisiaj być dyspozycyjni, mają się angażować bez reszty w pracę zawodową, w robienie tzw. kariery. Polityka populacyjna państw to nie polityka reprodukcyjna, ale polityka migracyjna - bardziej niż dzietność kobiet promuje się ich mobilność. Zupełnie się nie zgodzę z twierdzeniem o większej liczbie opcji: wręcz przeciwnie - tak jak w gospodarce jest ciśnienie do tworzenia monop;oli, tak w aspekcie kultury społecznej jest tendencja to tworzenia idealnego modelu zachowań, postaw i wartości społecznych. Mówi się o utylitaryzacji życia - na tym polega jego wartość, że jakość życia mierzy się społeczną użytecznością, a ta wysokością funduszy, jakie społeczeństwo płaci jednostce, aby ta zachowywała się tak, jak tego sobie życzy społeczeństwo. Skrajne postawy, kiedy mogły występować w niszy społecznej, dziś poprostu wygasają. Bardziej należy się zastanawiać nad tym, czy w tej rodzącej się kulturze utylitarnej jest miejsce dla katoliczek z ich systemem wartości. Moim zdaniem obszar życia społecznego dla katoliczek się kurczy, a dla katolickich małżeństw praktycznie już dziś nie występuje.

Oceń 8 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook