Gdy miłość na dobre i na złe zaczyna ciążyć...

Magazyn Familia Wanda Półtawska / slo

Nieraz na moje pytanie: "Czy pani/pan kocha?" pada odpowiedź: "A za co mam kochać?". I następuje wyliczanie krzywd. Jakaż długa jest ta litania!
(fot. stevefaeembra / flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Małżeństwo zostało zawarte, zaprzysiężone przed Bogiem i ludźmi. W wolny sposób wypowiedziane słowa: "Chcę i biorę sobie ciebie" z czasem zmieniają się w: "Muszę cię znosić". I to "muszę" coraz bardziej ciąży.

 

Przykre rozmowy, wzajemne przerzucanie win. On ma swoje racje, ona swoje. Szukają pomocy w poradni u psychologa, próbują u księdza, a konflikt dalej trwa. Małżonkowie wikłają się i stają się wobec siebie coraz bardziej agresywni.

 

Bezinteresowna więź

 
Nieraz na moje pytanie: "Czy pani/pan kocha?" pada odpowiedź: "A za co mam kochać?". I następuje wyliczanie krzywd. Jakaż długa jest ta litania!
 
Próbuję tłumaczyć, że małżeństwo nie jest interesem, który można by przeliczyć na wymierzalne zyski. Nie "za co", ale "dlaczego" mają kochać. Po prostu dlatego, że kiedyś obiecali kochać - więc niech kochają.
 
Pozornie ten przymus miłości wydaje się paradoksem, a jednak właśnie tak jest - i tylko tak. Miłość zaprzysiężona, małżeńska nie powinna być tylko porywem serca, ale silnym postanowieniem. Bo jakże inaczej przysięgać? Nie można składać przysięgi, że zawsze jednakowo gorący będzie ten poryw serca. Uczucia falują, poddają się różnym wiatrom. Podmuch zmiecie je i unicestwi, jeżeli te wszystkie miłe sercu odczucia nie zostaną głęboko zakorzenione, osadzone w decyzji woli: "Chcę kochać".
 

Wątpliwa miłość

 
W jednym jedynym wypadku sens ma pytanie: "Za co mam kochać?". Wtedy, gdy pada odpowiedź: "Za to, że jesteś przy mnie". To "jesteś przy mnie" jest nużące: wciąż jednakowo, jak jednakowy jest rytm dni i nocy.
 
Miłość spowszedniała, a więc czy to jeszcze jest miłość? Takie pytanie wyraża wątpliwość. To pytanie zagraża. Pytanie: "Czy jeszcze kocham?" podważa wszystko, co było między dwojgiem ludzi i jakże łatwo o zgubną diagnozę: "To nie była miłość".
 
Wszyscy rozwodnicy tak się tłumaczą: to była pomyłka, nie prawdziwa miłość. Jest taka prawda o psychice kobiety, że często jest gotowa uwierzyć, iż jest pierwszą prawdziwą miłością, a tamta przedtem, choćby nawet była ślubną żoną, to pomyłka. Na dodatek znajdzie się zawsze taki "specjalista", który stwierdzi, że dopiero drugie małżeństwo jest trwałe, a to pierwsze to zwykle niedojrzały wybór.
 
Niestety, często owocem tych "pomyłek" są dzieci: jedne prawowite z sakramentu małżeństwa, inne z zatwierdzonego umową cywilną cudzołóstwa. Niewinne ofiary dorosłych.
 
I choćby przez wzgląd na los tych dzieci małżonkowie powinni się kochać i w miłości trwać przez całe życie. Miłość małżeńska jest zadaniem do spełnienia, a nie losem, który na nich spada. Od nich i tylko od nich zależy, jak to zadanie spełnią.
 

Dar drugiej osoby

 
Gdy jako młoda lekarka zaczęłam pracę w poradni małżeńskiej, zalała mnie fala ludzkich dramatów. Rozwiedzeni lub żyjący prawie jak rozwiedzeni małżonkowie, wrogo milczący lub przekrzykujący się w kłótniach, a nawet podnoszący rękę jedno na drugie. I jaką receptę im zapisać? Byłam bezradna. Szybko stwierdziłam, że nie ma lekarstwa, którym ja jako lekarz mogłabym skutecznie im pomóc.
 
Kiedyś zebrałam grupkę takich par skłóconych do ostatka i zorganizowałam coś w rodzaju dnia skupienia. Było to w sobotę wieczorem i w niedzielę. Mszę odprawiał dla nich ksiądz. Wiedział, jaka to grupa. Pamiętam jego pierwsze zdania: "Najpierw nakreślcie sobie plan minimalny, aby nic nie robić, a jedynie niczego nie niszczyć. Potem zaczniecie na nowo budować". Cierpiący małżonkowie słuchali o tym, że dar osoby jest darem bezinteresownym i nieodwołalnym. Że się wzajemnie obdarzają sobą, największym i niewymiernym skarbem. I że za ten dar nigdy dość wdzięczności, a jedyną właściwą odpowiedzią na dar człowieka jest podziw - podziw dla Stwórcy i dla małżonka, który obdarza miłością.
 
Dowiadywali się, jacy są bezcenni w oczach Stwórcy, który dał im własnego Syna, aby się w Nim co dzień na nowo rodzili. I tak znalazło się lekarstwo, które pomoże tym małżonkom przetrwać. Ksiądz powiedział: "Trzeba miłość zakorzenić w Bogu, innej miłości nie ma".
 
Papież Paweł VI radził wszystkim małżonkom, aby codziennie mieli takie usposobienie, jak w chwili składania przysięgi małżeńskiej w kościele.
 
Wanda Półtawska jest członkiem Papieskiej Rady do Spraw Rodziny oraz Papieskiej Akademii "Pro Vita". Żona, matka czterech córek.

 

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.85

Liczba głosów:

20

Komentarze użytkowników (7)

Dodaj komentarz
2011-09-02 13:56:07 | Cytuj | Zgłoś
~:-)
Ślub moim zdaniem powinien być brany tylko z miłości!!

Ależ tak myślą wszyscy stojący przy Ołtarzu, że pobierają się z miłości!!

Zapominają, że Sakrament Małżeństwa ustanowił Chrystus,
więc czy widzą Go tam, przy Ołtarzu? (skoro potem padają słowa "rozwód", którego On zabronił).



Rozwód jest grzechem, ale... trzeba koniecznie przeczytać to: http://www.teologia.pl/m_k/prz-07.htm#w
2011-09-02 13:40:24 | Cytuj | Zgłoś
~walcząca z wiatrakami
Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu !!
Każdy stosunek płciwy poza sakramentalnym małżeństwem jest cudzołóstwem
2011-09-02 12:58:12 | Cytuj | Zgłoś
keshihi
Ślub moim zdaniem powinien być brany tylko z miłości!!
2011-07-29 13:38:24 | Cytuj | Zgłoś
~franek
Po ślubie pomyślenie przez kogoś z małżonków: czy dobrze wybrałem/wybrałam ? -jest grzechem.
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?