Zabrali ze sobą tylko strach

Niedziela

Proboszcz powiedział, że jak uciekali, to zabrali ze sobą tylko strach... Niepozorna kobieta i czwórka jej dzieci. Uciekali na piechotę przez pola i las. Poganiali się nawzajem, bo zmierzch czaił się już blisko ziemi. Proboszcz mówi o niej - bohaterka. Niepozorna kobieta w niemodnym ubraniu wyciera z kurzu złote skrzydła aniołów z bocznego ołtarza.

 
- Co w niej jest bohaterskiego? - pytam księdza.
- Bo odważyła się odejść od męża, który od lat katował ją i dzieci. To rzadkość u nas, na wsi.
 
Przemoc domowa na wsi i w mieście. Statystyki mówią, że w 40 proc. wiejskich rodzin dochodzi regularnie do aktów przemocy. Sytuację tych rodzin pogarsza fakt, że na wsiach i w małych miasteczkach nie ma gdzie szukać pomocy. Nie ma ośrodków wsparcia dla ofiar przemocy, nie ma Niebieskiej Linii ani terapeutów, niewielkie są szanse na radykalną pomoc. A dokąd ma odejść maltretowana żona, gdy dom to ojcowizna męża?
 
Na wsi wszystko jest na wierzchu: ludzie znają siebie i swoje grzechy - zwłaszcza te cudze - od pokoleń. Potrafią wytknąć palcem i naznaczyć. Danuta Niczyporuk, współpracująca z dwumiesięcznikiem traktującym o przemocy "Niebieska Linia", opisuje to zjawisko tak: "Bicie stanowiło na wsi środek wychowawczy. (...) Dalsi krewni lub społeczność ingerowali, gdy skutki przemocy były szczególnie drastyczne, np. doszło do śmierci. Na matki, które ujmowały się za bitymi dziećmi, patrzono w środowisku wiejskim z lekką dezaprobatą. Matczyną troskę i uczucia traktowano jako kobiecą słabość i czynnik osłabiający solidarność rodziny. Podobnie rozumiano przemoc w relacjach małżeńskich. Powszechną praktykę bicia żony nie postrzegano jako łamanie zasady szacunku. (...) Bita mężatka nie znajdowała na ogół oparcia w teściach, z którymi przeważnie zamieszkiwali małżonkowie. Mogła zwrócić się o pomoc do swojej rodziny macierzystej, ale i od niej nie mogła liczyć na wsparcie".
 
Najstarsze dziecko p. Stasi miało wtedy jakieś 16 lat, najmłodsze chyba z 6. Schronienie dał im pobliski ośrodek wczasów, gdzie p. Stasia sprzątała. Stary chodził po wsi i wygrażał, że kości policzy, jak wrócą. I że honor swój ma - prosić się nie będzie. Pierwszą zimę przetrwali w ośrodku. Szron na szybach, spali pod stertami brązowych kocy z napisem FWP (Fundusz Wczasów Pracowniczych - przyp. red.), ale spokojnie było, bez awantur, dręczenia i wyrzucania na mróz.
 
- Jak się wtedy cała wieś oburzała - wspomina proboszcz. - Uznali, że nie godzi się męża porzucać. Ale że on na nich kije łamał, to się godziło latami obojętnie patrzeć? - wytykałem im. Powiedziałem w kazaniu, że nie wolno przyzwalać na zło. A oni przyzwalali.
 
Patrycja, córka Stasi: - W tamtym tygodniu szłam z siostrą do sklepu. Patrzę, a z przeciwka ojciec idzie. Nogi się pode mną ugięły. Nie wiem, jak nas znalazł. Powiedziałam, że jak mnie uderzy, to takiego rabanu narobię, że policja zaraz przyleci. Patrzył tylko na mnie i patrzył. Tak jak to on - zimno, bez serca. I rękę w pięść zaciskał, i puszczał. A potem bez słowa zawrócił. No, mówię do siostry, udało się. Patrzę, a mała stoi w kałuży. Posikała się na widok ojca...
 
Pani Stasia: - Dobrzy ludzie pomogli... Gdyby nie oni, to pewnie byśmy nie wytrzymali. Teraz wiem, że takich dobrych ludzi zsyła los. Że jak człowiek wycierpi, co swoje, to dobry Bóg mówi: "Wystarczy"...
 
W caritasowskim ośrodku wsparcia dla ofiar przemocy niewiele jest kobiet ze wsi. Raptem dwie. Obie trafiły tu razem z dziećmi, głównie dzięki pomocy ich duszpasterzy. Unikają rozmowy. Wylęknione, zacięte, surowe twarze, obgryzione paznokcie. Boją się, że ktoś z dawnego życia przeczyta gazetę i da do przeczytania oprawcy. Dopiero interwencja p. Stasi sprawia, że topnieją. Obiecuję zmylić tropy, tylko opowieść niech będzie prawdziwa.
 
Aśka, rudowłosa, wygadana. Ma około czterdziestki i II grupę inwalidztwa po kolejnym pobiciu przez męża. Oprawca został raz skazany z art. 184 kk za znęcanie się nad rodziną, jednak za dobre sprawowanie zwolniono go wcześniej. Aśka pamięta jeszcze jego uśmieszek triumfu, gdy wchodził do kuchni. Piekło wróciło...
 
- Na wsi gospodarz jest panem, a kobieta sprząta, gotuje, wychowuje dzieci i niewiele więcej. Tutaj naprawdę niewiele się zmieniło. Mężczyzna pije, bo który na wsi nie pije. Chyba chory... - śmieje się Aśka. - A kobieta od dziecka uczona jest posłuszeństwa. Zresztą mój tata też miał ciężką rękę. Przez pierwsze lata myślałam, że taki los kobiety. Czasem obrywasz... I wiesz, ja nawet na to "czasem" bym się godziła. Ale nie codziennie. Doszło przypalanie papierosami, zamykanie zimą w komórce... No, mniejsza o to. Jeśli takiej kobiecie jak ja, wystraszonej jak zwierzę w potrzasku, nie powie się stanowczo: zrób tak i tak, i nie bój się! - to niewiele z nas zawalczy o godne życie dla siebie, a nade wszystko - dla dzieci. Mnie tąpnęło, jak zobaczyłam sposób, w jaki mąż bił starszego syna. Żeby śladów nie zostawiać...
 
Jedyne, co kapłan w takiej sytuacji może zrobić, to rozmowa i napomnienie mężczyzny, który znęca się nad rodziną. Jeśli rozmowa nie pomaga, może zagrozić, że uporczywe obstawanie przy grzechu spowoduje brak rozgrzeszenia. Ale pijacy rzadko pojawiają się w kościele, na nich nie zrobi wrażenia takie ostrzeżenie. Inaczej, gdy nad rodziną znęca się ktoś szanowany w okolicy.
 
- Zobaczyłem kiedyś, ku swemu przerażeniu, twarz jednej z matek dzieci pierwszokomunijnych. Kobieta była dosłownie fioletowa. Chowała za siebie ręce, bo palce miała powyłamywane w stawach. Zgroza... Nie dam ci rozgrzeszenia, jak jeszcze raz podniesiesz rękę na żonę i matkę twoich dzieci... - wziąłem mężczyznę na bok i tłumaczę. Nauczycielem polskiego był, startował do rady gminy, uwierzy Pani? Co zrobił? Wrócił do domu i zabrał się do bicia. Za to, że do plebana po ratunek biega. Bo to, co się w domu dzieje, należy do strefy ciszy, tak tu mówią. Od tamtej pory kobieta na mój widok odwraca głowę. Pewnie ma żal... Uważam jednak, że nie wolno bagatelizować takich historii. W naszej diecezji Caritas prowadzi ośrodek dla kobiet i dzieci z rodzin doświadczających przemocy... Niemal w każdej diecezji jest takie miejsce.
 
Marysia przebywa w ośrodku od roku. Pochodzi z popegeerowskiej wsi z okolic Siedlec. Nie nosi sukienek, żeby ludzie nie pytali, "skąd to ma".
 
- Pił. Oczywiście, że pił. Matka mówiła, że po ślubie od razu trzeba męża krótko, wtedy przestanie. Pierwsze baty dostałam miesiąc później, jak mu flaszkę chciałam schować. Matka mówiła, że czasem chłop zleje i nie ma co beczeć. Takie jego prawo... Nie bił mnie tylko, jak w ciąży byłam. Ten raz akurat nie wiedziałam. Gorący lipiec był, więc jak się zmęczył, to odpoczywał, pił wodę i wracał. Dzieci pouciekały i od sołtysa wezwały pogotowie. W szpitalu, jak mnie już pozszywali, to przyszła jedna taka pani doktor. Młoda i ładna. Najpierw powiedziała, że jestem w ciąży, która przez to bicie zagrożona się stała. Potem zapytała, czy chcę usunąć, bo dziecko może być uszkodzone... Odmówiłam i strasznie się zdenerwowałam, że mnie będą zmuszać. Ale pani doktor powiedziała tylko, że pomoże, bo nie mogę do domu teraz wracać, że zna zakonnice, które mnie pod dach przyjmą. Nie chciałam się zgodzić, bo w domu trójkę dzieciaków zostawiłam. - Weźmiemy i je - powiedziała. - Kobieto, ty cała w bliznach jesteś, chcesz, żeby twoje córki spotkał taki los?! Rozpłakałam się ze wstydu i żalu za takie psie życie...
 
Marysia urodziła w schronisku zdrowego chłopca. Z domu samotnej matki trafiła do ośrodka dla ofiar przemocy. Co dalej?
 
- Do swojego domu rodzinnego nie wrócę, bo rodzice za próg wyrzucą. Do męża jeszcze gorzej. Dopóki wyroku nie dostanie, tutaj zostanę. Stasia, nasz anioł, pokieruje mnie, gdzie trzeba. Wiem po sobie, że najtrudniej jest zacząć. Ale, kobitki, jak nie dla siebie, to dla dzieci - zróbcie to! 
 
 

Podstawowe informacje i wskazówki, które mogą Ci się przydać

 
Porozmawiaj z kimś, komu ufasz, o tym, co dzieje się w Twoim domu. Poproś sąsiadów, aby reagowali na odgłosy awantur i wzywali policję. Jeśli jest to możliwe, wzywaj policję (tel. 997 - połączenie bezpłatne), żądaj założenia Niebieskiej Karty. Policja powinna Cię poinformować, w jaki sposób może Ci pomóc, oraz zostawić adresy instytucji pomagających ofiarom przemocy domowej. Jeśli zostałaś pobita, poproś lekarza, aby przeprowadził obdukcję.
 
Gdy chcesz pozostać ze sprawcą, rozważ następujące kwestie:
 
- Co może zapewnić Ci bezpieczeństwo w nagłych wypadkach?
Kogo można wezwać na pomoc? Czy możesz w porozumieniu z dziećmi i sąsiadami opracować jakiś sygnał, aby oni mogli w krytycznym momencie wezwać policję? Zorientuj się, jakie są niebezpieczne miejsca w domu, nie daj się tam złapać w pułapkę.
 
Gdy zamierzasz rozstać się ze sprawcą, zastanów się nad następującymi kwestiami:
 
- Gdzie i kiedy możesz się bezpiecznie przeprowadzić? Czy dysponujesz środkiem transportu? Pieniędzmi? Czy miejsce, do którego zamierzasz się udać, jest bezpieczne? Czy będzie możliwe bezpieczne codzienne przemieszczanie się do pracy lub do szkoły, by odebrać stamtąd dzieci? Kiedy zdecydujesz się na opuszczenie domu, zabierz ze sobą potrzebne rzeczy i dokumenty. Kopie ważnych dokumentów przechowuj u przyjaciół.
 
Twój zestaw pierwszej potrzeby (jeśli z powodu przemocy najbezpieczniejsza będzie dla Ciebie ucieczka): dowód osobisty, paszport, legitymacja ubezpieczeniowa, akt zawarcia małżeństwa i akty urodzenia dzieci, prawo jazdy, karta telefoniczna, numer konta bankowego, książeczki oszczędnościowe, karty płatnicze, świadectwa szkolne i świadectwa zdrowia, lekarstwa i recepty, ubrania i inne niezbędne artykuły dla Ciebie i dzieci, klucze do mieszkania.
 
Źródło: www.niebieskalinia.org.
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.82

Liczba głosów:

39

 

 

Komentarze użytkowników (14)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~jedyne takie świadectwo 09:04:21 | 2012-05-22
Nie bierzcie przzykładu...
ale my modliliśmy się za bardzo złe małżeństwo RODZICÓW.
Bóg wysłuchał.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak czy nie? 09:00:32 | 2012-05-22
Widać zmianę w podejściu niektórych kapłanów do przemocy w rodzinie, bo kiedyś nakazywano nieść krzyż małżeństwa, gdyż małżonek nawet alkoholik czy psychopata był uwazany za dany od Boga. Nawet przykład małżeństwa św. Rity dowodzi, że należało żyć z trudnym małżonkiem i wciąż modlić się o jego nawrócenie, a nie opuszczać go

Z tego co wiem o separacji w KKK jest zapis od poczatku!! TAK, CZY NIE?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~eh 08:15:45 | 2012-05-22
Chore jest prawo, gdzi ofiara musi zostawić swój dom i z dziecmi uciekać przed mężem-oprawcą. To on powinien być usunięty z domu. Dobrze, że kapłani zaczęli wreszcie stawać po stronie pokrzywdzonych kobiet i nie nakazują im - w imię sakrametntu małżzeństwa - pozostać z mężem-alkoholikiem czy przemocowcem. Szkoda jednak, że nie bronią kobiet bardziej zdecydowanie, a ograniczają się tylko do "napomnienia" krzywdzącego męża i zagrożenia brakiem rozgrzeszenia. To o wiele za mało.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~lili40 20:06:08 | 2012-05-20
Podziwiam te kobiety , które w pore odchodza od kata , a nie latami czekaja na poprawe męża , bo mu przysiegały przed ołtarzem... mnie brakło odwagi i trwam w bagnie, ale mąż ma juz wyrok za znęcanie i załozoną niebieska karte...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~hela 16:07:15 | 2012-05-20
 Widać zmianę w podejściu niektórych kapłanów do przemocy w rodzinie, bo kiedyś nakazywano nieść krzyż małżeństwa, gdyż małżonek nawet alkoholik czy psychopata był uwazany za dany od Boga. Nawet przykład małżeństwa św. Rity dowodzi, że należało żyć z trudnym małżonkiem i wciąż modlić się o jego nawrócenie, a nie opuszczać go

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~... cd 16:05:55 | 2012-05-20
Bo jeżeli ksiądz(czy nauczyciel, czy sąsiad, czy ktokolwiek inny) wie, że dzieje się krzywda dzieciom, to ma obowiązek zawiadomić o tym odpowiednie instytucje(np.policję). I nie ma tu żadnego usprawiedliwienia, jeżeli ksiądz wie o przemocy wobec dzieci i nic nie robi, wtedy prawnie staje się współwinnym, jest milczącym świadkiem.
Jeżeli dzieci żyją w rodzinie, gdzie ich matka chodzi regularnie fioletowa(posiniaczona), pozszywana, z powyłamywanymi ze stawów palcami - to dzieci żyją w warunkach, które kwalifikują tę sytuację do natychmiastowej interwencji.
I ksiądz, który o tym wie i nic nie robi, żeby bronić dzieci, bo cóż można...po prostu nie ma pojęcia, i to jest bulwersujące i żałosne, oczywiście, jako świadek jest moralnie współodpowiedzialny.
Najwyrażniej nie zdaje sobie sprawy ze znaczenia takiej sytuacji, a niewątpliwie powinien.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~... 16:03:26 | 2012-05-20
Przykład z rekolekcji w małym miasteczku, największe w kraju bezrobocie, a przy okazji picie, bicie itd. Ksiądz rekolekcjonista rzuca dowcip : "kogo P.B. kocha, temu daje krzyż, a kogo nie kocha, temu daje ...żonę".
Dowcipem bardzo rozbawił męską część widowni. Wg mnie to nie był ksiądz, tylko osioł, prymityw i osioł.
Czas, żeby także w duszpasterstwie dokonać pewnych przedefiniowań, przewartościowań, i może więcej szacunku dla kobiety?
Prymitywne duszpasterstwo przyczyniało się i przyczynia bardzo, do efektywnego kultywowania sytuacji przemocy domowej, jeżeli czyni boga z nierozerwalności małżeństwa i wierności na dobre i złe, nie precyzując, co ta przysięga znaczy(dla obu stron). A tu jest gotowy temat na kazania - o godności człowieka, o najbardziej podstawowych ludzkich prawach i obowiązkach, o miłości, czym ona jest...
Niejedna maltretowana kobieta usłyszała od księdza - ale przecież przysięgałaś.
Męska solidarność? Głupota czy bezmyślność? może wszystko po trochu.
Jedyne, co kapłan w takiej sytuacji może zrobić, to rozmowa i napomnienie mężczyzny, który znęca się nad rodziną. Jeśli rozmowa nie pomaga, może zagrozić, że uporczywe obstawanie przy grzechu spowoduje brak rozgrzeszenia.

- no i tu jest nieporozumienie. Niezrozumiała niefrasobliwość i nieświadomość.
 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kjc 14:49:53 | 2012-05-20
 Świetny artykuł. Gratulacje.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~morgan 07:15:20 | 2012-05-20
 Weronika, na klamrach Wehrmacht miał Gott mit uns. czy to znaczy, że przejmował się Ewangelią? (o Krzyżakach nie wspomn) czy na tej podstawie należy zdelegalizować Katolicyzm? jeżeli u kogoś wisi Krzyż na ścianie, to nie oznacza, że jest on gorliwym katolikiem. bardziej przypomina mi się Sołżenicyn i pogląd, że często sprawcy różnych złych uczynków są "elementem socjalnie bliskim". właściwie po co płacimy podatki na policję, która powinna bronić i służyć?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Krystyna 21:58:35 | 2012-05-19
To  bardzo ważny temat !
Zarówno przemoc fizyczna, jak i psychiczne znęcanie się nad rodziną.

Przykład z życia wzięty : moja znajoma ( troje dzieci) - kobieta wykształcona z wysoką pozycją zawodową, przez 20lat psychicznie niszczona przez własnego męża, dopiero z pomocą chrześcijańskiego terapeuty - Kapłana, dojrzała wewnętrznie do podjęcia decyzji o separacji. Trwała w toksycznym związku długi czas, wychodząc z założenia że przecież nie może opuścić człowieka któremu przed Bogiem ślubowała...

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook