Ciemna noc duszy. Depresja a kryzys duchowy

Ciemna noc duszy. Depresja a kryzys duchowy
Gerald G. May, Ciemna noc duszy. Depresja a kryzys duchowy oczami psychiatry / Wydawnictwo WAM
Gerald G. May / Wydawnictwo WAM

Przygnębienie, samotność, uzależnienie.
Czy te przeżycia mogą współistnieć z wątpliwościami w wierze i trudnościami w modlitwie?
Jak odróżnić depresję od kryzysu wiary?

Autor, nawiązując do myśli św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avili, rzuca światło na zawiłości ciemnej nocy duszy. Ukazuje ją jako dynamiczny i pożyteczny proces na drodze ludzkiego rozwoju. Jego zdaniem, doświadczenie ciemności nie tylko oczyszcza od krępujących przywiązań i obsesji, ale czyni człowieka zdolnym do miłości i twórczego zaangażowania w życie. Czytelnik znajdzie w tej książce wskazówki, jak zrozumieć swój stan od strony duchowej i psychologicznej, i co zrobić, aby doświadczenie cierpienia duchowego nie prowadziło do choroby, lecz owocowało wewnętrzną przemianą.

Wprowadzenie

rabin Harold S. Kushner

DEON.PL POLECA

Gdy ludzie mówią o przechodzeniu przez ciemną noc duszy, zwykle mają na myśli doświadczanie czegoś negatywnego. Niestety złe rzeczy przydarzają się wszystkim, niezależnie od tego, czy jesteś dobrą osobą, czy nie, czy bierzesz odpowiedzialność za swoje życie i z jakim skutkiem to robisz i czy skrupulatnie planujesz przyszłość. Co jednak pocieszające, przynajmniej w jakimś stopniu, dobre rzeczy też wszystkich spotykają.

Na wstępie muszę wyznać, że nie mam wielkiej wprawy w określaniu różnicy między dobrem i złem. Widzę oczywiście, że w historii ludzkości wiele było wydarzeń, które można jednoznacznie określić jako złe. Z perspektywy wewnętrznego doświadczenia jednostek takie rozróżnienie przestaje jednak być dla mnie wyraźne.

Niektóre wydarzenia czy rzeczy z początku wydają się wspaniałe, ale z czasem stają się okropne, inne zaś na pierwszy rzut oka wyglądają niedobrze, by potem okazać się błogosławieństwem. W roku 1995 zdiagnozowano u mnie nowotwór. To była zła wiadomość. Ale owo doświadczenie zbliżyło mnie do Boga i do kochających mnie osób tak bardzo jak nigdy wcześniej i to było cudowne. Chemioterapia była dla mnie koszmarem, ale dzięki niej mogłem odzyskać zdrowie, więc uznałem ją za dobrą rzecz. Później miałem odkryć, że to prawdopodobnie ona spowodowała u mnie komplikacje kardiologiczne, które kazały mi stanąć w kolejce do transplantacji serca. W pewnym momencie przestałem już dochodzić, co jest ostatecznie dobre, a co złe. Naprawdę nie wiem.

I choć sama niewiedza może się czasem wydawać niezbyt dobra, dla mnie jest jednym z darów ciemnej nocy duszy. Zanurzenie w tajemnicy na początku może być szalenie stresujące, ja jednak z czasem znalazłem w tym niezwykłą ulgę. Niewiedza usuwa presję. Przestałem się zamartwiać tym, co zrobiłem dobrze, a co nie tak, co spowodowało pozytywne doświadczenia, a co skutkowało złymi, bo nie istnieje żaden sposób, by się o tym dowiedzieć. Nie muszę też szukać duchowej lekcji w każdym problemie, z jakim się zmagam. Oczywiście dostałem wiele takich nauk, ale one zostały mi naturalnie dane w biegu życia; nie musiałem do nich dochodzić ani planować żadnej z nich.

Jedną z najważniejszych dla mnie lekcji - i kolejnym darem ciemnej nocy duszy - było uświadomienie sobie, że nie jestem w stanie kontrolować życia w takim stopniu, w jakim bym tego chciał. To niełatwa nauka, zwłaszcza dla biorących sprawy w swoje ręce - osób takich jak ja, które myślą, że potrafią, i co ważniejsze, że powinny panować nad różnymi rzeczami. Są ludzie, którzy naturalnie płyną z prądem życia, radzą sobie ze wszystkim jak potrafią i wciąż prą do przodu. Oni także mają swoje ciemne noce, chwile pogubienia i momenty bezsilności, ale się nie zadręczają. Tak czy owak doświadczenie ciemnej nocy przynosi jakieś korzyści; czy będzie to głębsze poczucie wolności, czy większa otwartość, wrażliwość lub wdzięczność. Niewiedza i brak kontroli są tak samo nieodłącznymi aspektami doświadczenia ciemnej nocy duszy jak poczucie wolności i wdzięczności. One jednak pojawiają się dopiero po tym, jak ciemna noc przeminie. Nadchodzą wraz ze świtaniem.

Zanim Harold S. Kushner w roku 1981 opublikował swoją książkę Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom, niewiele osób żyjących poza murami klasztorów słyszało cokolwiek o ciemnej nocy duszy. Ci zaś, którzy spotkali się z tym określeniem, raczej łączyli je z elitarnym fenomenem mistycznym, czymś zarezerwowanym dla największych świętych. Czasy się jednak zmieniły i ciemna noc duszy zaczęła się stawać chwytliwym hasłem w kręgach duchowości popularnej (pop spirituality). Funkcjonuje tam jako określenie wszelkiego rodzaju niepowodzeń, począwszy od poważnych tragedii życiowych po mniejsze rozczarowania.

Decyzja o napisaniu tej książki wynikła po części z przekonania, że oba rozumienia - zarówno to stare, jak i nowe - są mylne. Ciemna noc duszy nie jest zarezerwowana dla świętych. Może się przytrafić każdemu i wierzę, że na różne sposoby każdemu się przydarza. Jest ona równocześnie czymś dużo bardziej znaczącym niż zwykłe niepowodzenie. Jest głęboką transformacją, krokiem w kierunku nieopisanej wolności i radości. I wcale nie musi być nieprzyjemna!

Jeśli Ty, Czytelniku, nie słyszałeś dotąd o ciemnej nocy duszy, to mam nadzieję, że ta książka pomoże Ci zrozumieć ją zarówno w historycznej perspektywie, jak i, co nawet ważniejsze, w perspektywie Twojego osobistego życia. Ciemna noc jest w najwyższym stopniu dobrą rzeczą. To aktualnie toczący się proces duchowy, podczas którego jesteśmy uwalniani od swoich przywiązań, przymusów i umacniani do życia i kochania w wolności. Istotnie, czasami takie porzucanie starych nawyków jest bolesne, bywa nawet dewastujące, ale to nie dlatego noc nazwana jest "ciemną".

Ciemność nocy nie wróży niczego złego, oznacza tylko, że wyzwolenie następuje niepostrzeżenie, poza naszą wiedzą i rozumieniem. Dzieje się w misterium, w tajemnicy i bez udziału świadomej kontroli. I z tego właśnie powodu może doprowadzić do zagubienia, może wręcz przerazić. Ostatecznie zawsze przynosi jednak korzyści.

Mały zakonnik

Historia Teresy i Jana

James Caroll

Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie rzeczywiście żyli w harmonii w czasie i miejscu "wspominanym jako swoisty raj". Określa się go czasem konwiwencji, czyli "wspólnego życia". Czas, o którym mowa, to okres pomiędzy IX a XII wiekiem, a miejsce - Hiszpania. Carroll opisuje ów okres jako moment, w którym muzułmanie otwarli swoje meczety dla chrześcijańskich praktyk religijnych, a Żydzi byli nauczycielami chrześcijańskich dzieci. Ta różnorodność, wzajemnie się inspirujące współbycie wiar i kultur, stała się podwaliną słynnych uczelni i zrodziła znanych w świecie myślicieli, między innymi wspaniałego żydowskiego filozofa rabina Mojżesza Majmonidesa, który zamiast po hebrajsku postanowił pisać po arabsku.

Zbrojenia na tle religijnym, mające swoje źródła poza terenem Hiszpanii, zaczęły w XII wieku dewastować tę konwiwencję, jednak jej pozostałości, jej bogate dziedzictwo trwały jeszcze długo, na pewno do XVI wieku, czyli do czasów Teresy z Ávili i Jana od Krzyża. Jan i Teresa na wiele sposobów dziedziczyli inspirującą schedę konwiwencji.

Janowi chyba już zawsze będzie się przypisywać ideę ciemniej nocy duszy, choć ta koncepcja nie była wyłącznie jego autorstwa. Jan przyznaje, że jest dłużnikiem wielu poprzedzających go myślicieli i autorów tekstów, między innymi niezbyt rozpoznawalnego mistyka z VI wieku, znanego jako Pseudo-Dionizy, z którego pism pochodzi "promień ciemności". Ze wszystkich, którzy mieli jakiś wpływ na Jana, najważniejsza była Teresa, nazywana przez niego duchową matką. Mimo że rzadko wyraźnie się na nią powoływał, prawie wszystkie jego wyobrażenia i większość fundamentalnych pomysłów można znaleźć we wczesnych tekstach Teresy. Aby więc zrozumieć znaczenie ciemniej nocy duszy, musimy zacząć od Teresy z Ávili.

Teresa

Na surowym górskim obszarze centralnej Hiszpanii, osiemdziesiąt kilometrów od Madrytu, znajduje się starożytne, otoczone murami miasto, Ávila. Leży ono nad rzeką Adaja, w dolinie pomiędzy dwoma łańcuchami górskimi: Sierra de Gredos na południu i Sierra de Guadarrama na wschodzie. Tam, wczesną wiosną 1515 roku, urodziła się Teresa.

Był to ostatni rok panowania króla Ferdynanda. Królowa Izabela zmarła dekadę wcześniej, tuż po powstaniu hiszpańskiej inkwizycji, wysłaniu Krzysztofa Kolumba na podbój Nowego Świata i przyczynieniu się, przez wygnanie Żydów z Hiszpanii, do formalnego końca konwiwencji. To był czas, kiedy Hiszpania w osobie Vasco Nuneza de Balboa zaczęła właśnie rościć sobie prawa do Oceanu Spokojnego, skarby płynące z obu Ameryk pokaźnie wzbogacały zaś jej skarbiec, czyniąc ją najbogatszym i najpotężniejszym mocarstwem na świecie. W innym miejscu w Europie Leonardo da Vinci malował wtedy Mona Lisę, a Michał Anioł właśnie ukończył rzeźbę Dawida. Kopernik rozwijał teorię, że to planety wirują wokół Słońca, zaś dwa lata później Marcin Luter wywiesił na drzwiach kościoła w Wittenberdze swoje tezy.

Teresa urodziła się w bogatej rodzinie kupców bławatnych. Jej dziadek był converso, Żydem zmuszonym przez inkwizycję do nawrócenia się na chrześcijaństwo. Ojciec Teresy zadbał o edukację wszystkich swoich dwanaściorga dzieci, a zwłaszcza pilnował, by córki uczyły się czytać i pisać - w domu, jako że nie było wówczas powszechnej edukacji kobiet. Teresa była bystra, pełna werwy, odważna i bardzo, jak wiele dzieci w tamtych czasach, religijna. W wieku siedmiu lat, zainspirowana lekturą żywotów świętych, razem z bratem próbowała uciec z domu. Chcieli zostać męczennikami: "pójdziemy (...) do krajów Maurów, aby tam ucięli nam głowę". Zostali zatrzymani na granicy miasta przez wuja, który odprowadził ich do domu i zmartwionej matki. Teresa napisała później: "główną w oczach naszych przeszkodą było to, że mieliśmy rodziców".

Gdy Teresa miała dwanaście lat, zmarła jej matka. Niedługo potem ojciec zaczął zauważać, że zainteresowania córki się zmieniają: z duchowości na romanse i, rzecz jasna, chłopców. Zatroskany przyszłością Teresy posłał szesnastoletnią córkę do szkoły prowadzonej przez siostry zakonne. Nigdy nie chciał, aby wstąpiła do zakonu, i nie mógł przewidzieć, że jej namiętność przerodzi się wkrótce w gorliwość do modlitwy i coraz silniejsze powołanie do życia religijnego.

Wobec stanowczego sprzeciwu ojca Teresa musiała się zmagać z decyzją o wstąpieniu do zakonu. Być może w związku z tym konfliktem zachorowała. Choroba zaś, zresztą jedna z wielu, które miały ją trapić do końca życia, kazała jej opuścić szkołę. Prawie przez dwa lata dochodziła do zdrowia, a jej powołanie do życia zakonnego jeszcze się w tym czasie umocniło. W końcu, w wieku dwudziestu lat, przekonała ojca do swojego pomysłu i rozpoczęła nowicjat u karmelitanek.

Niecałe dwa lata po ślubach zakonnych ponownie zachorowała, cierpiała na paraliż nóg, który na trzy lata zrobił z niej inwalidkę. Dopiero w dwudziestym siódmym roku życia, podczas modlitwy do św. Józefa, doznała cudownego uzdrowienia. W tym samym roku 1542 niecałe 50 km od Teresy, w małej wiosce Fontiveros, urodził się św. Jan od Krzyża.

Jan

Ojciec Jana, podobnie jak ojciec Teresy, pochodził z rodziny bogatych kupców tekstylnych, ale rodzina wyrzekła się go, gdy poślubił matkę Jana - biedną tkaczkę wywodzącą się z nizin społecznych. W związku z tym Jan, inaczej niż Teresa, urodził się raczej w biednej rodzinie. Co gorsza, ojciec Jana zmarł krótko po jego narodzinach, zostawiając najmłodszego syna, jego matkę i dwóch braci bez środków życia. Gdy jeden z braci także zmarł, prawdopodobnie wskutek niedożywienia, matka Jana postanowiła się przeprowadzić do Medina del Campo. Tam umieściła Jana w przykościelnym sierocińcu ze szkołą, gdzie został odżywiony i otrzymał edukację. Jako nastolatek wyróżniał się w nauce, pracował też jako sanitariusz w szpitalu.

Prawdopodobnie od początku chciał wieść życie zakonne, w każdym razie nie ma żadnych danych na temat jego innych planów. Gdy miał siedemnaście lat, rozpoczął edukację u jezuitów i znów osiągał świetne wyniki. Zanim rozpoczął formalne teologiczne studia, miał już wypracowaną opinię osoby wybitnej. Kierownik szpitala, w którym Jan pracował jako sanitariusz, chciał, aby powrócił tam jako kapłan, jednak jego jezuiccy nauczyciele oczekiwali, że wstąpi do ich zakonu. Jan zapragnął jednak bardziej kontemplacyjnego życia duchowego i w 1563 roku wstąpił do nowicjatu karmelitów w Medina del Campo.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ciemna noc duszy. Depresja a kryzys duchowy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.