Lectio Divina

Logo źródła: Czas Serca ks. Gabriel Pisarek SCJ / "Czas Serca"

"Będziesz Biblię nieustannie czytał.
Będziesz ją kochał więcej niż rodziców...
Więcej niż mnie...
Nigdy się z nią nie rozstaniesz...
A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania,
że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu,
są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi".
Roman Brandstaetter, Krąg biblijny

Ta starożytna, bo pochodząca od ojców Kościoła, modlitwa zaprasza nas do odbycia niesamowitej podróży, podczas której mamy szansę na niezwykłą przygodę - jest nią wędrówka w głąb siebie. Odbywa się ona z najlepszym z możliwych przewodników, ze Słowem, słowem Bożym, Słowem Wcielonym, które oświetla i ożywia, karmi i podtrzymuje, które daje życie, bo samo jest życiem, które było na początku, które było u Boga i samo jest Bogiem.

Na temat tej chrześcijańskiej praktyki, która od wielu wieków jest prawdziwą szkołą słuchania i modlitwy, mówi Jan Paweł II w swoim liście na trzecie tysiąclecie Novo millennio ineunte. To jest prawdziwy program duszpasterski, dlatego zachęta papieża do praktykowania tej modlitwy jest tak ważna. Pisze on: "Konieczne jest zwłaszcza, aby słuchanie słowa Bożego stawało się żywym spotkaniem, zgodnie z wiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina, pomagającą odnaleźć w biblijnym tekście żywe słowo, które stawia pytania, wskazuje kierunek, kształtuje życie".

Zauważmy, że papież pisząc o słowie Bożym, traktuje je wręcz osobowo. Ta modlitwa ma się stać spotkaniem z żywym słowem, które pyta, pokazuje kierunek i formuje nasze życie. Tego nie może dokonać martwa litera, jest to możliwe tylko dla kogoś żyjącego, i to żyjącego wiecznie, dla Boga. Dlatego spotkanie z Jego słowem powinniśmy traktować jak spotkanie z Nim samym.

Lectio divina jest najgłębszym z możliwych rodzajem modlitwy. Polega nie na skomplikowanych zabiegach i złożonych praktykach, ale na bardzo prostym i pokornym pochyleniu się nad świętym tekstem. Chodzi zatem o przylgnięcie do słów Biblii i nawiązanie z nimi głębokiej i prawdziwej relacji, która nie jest możliwa bez miłości. Lectio divina to bowiem modlitwa miłości, to miłosne spotkanie ze słowem Bożym. Od miłości zaś już tylko jeden krok do kontemplacji, a właśnie doprowadzenie do niej modlącego się jest jej celem.

My chrześcijanie niekiedy boimy się jej albo uważamy, że kontemplacja jest zarezerwowana tylko dla nielicznych. Kojarzy się nam z czymś odległym i niedostępnym. Zauważmy jednak, że jesteśmy gotowi na ogromne wyrzeczenia, by osiągnąć różne materialne czy też intelektualne cele. Poświęcamy na to wiele lat pracy, a niekiedy i całe życie. Natomiast modlitewny poziom kontemplacji uważamy od razu za cel niemożliwy do osiągnięcia i nawet nie próbujemy go zdobyć. Kto jednak choć raz w życiu poznał jego smak, ten go już nigdy nie zapomni i zawsze będzie go pragnął i szukał.

Spotkanie ze słowem Bożym składa się z różnych etapów. Najważniejsze z nich to: lectio (czytanie), meditatio (medytowanie), oratio (modlitwa) i contemplatio (kontemplacja).

Ten etap modlitwy polega na czytaniu fragmentu tekstu z wiarą, gdyż dyktował go Duch Święty. Można czytać półgłosem lub szeptem, smakując sens słów. Powinno się to robić powoli i kilkakrotnie. Można także przepisywać słowo Boże lub uczyć się go na pamięć. Ważne jest, by czytać je całym sobą, całym sercem, umysłem i wolą. Trzeba je usłyszeć i przyjąć całą istotą.

Czytając kilkakrotnie, za każdym razem zwracajmy uwagę na coś innego: na treść fragmentu, jego opisy lub dialogi, słowa Jezusa lub apostołów. Ważne, by stać się uważnym słuchaczem samego Boga, który do nas mówi. Należy odnaleźć najważniejsze słowo w wybranym fragmencie, dzięki któremu lepiej pojmiemy sens czytanego tekstu. Ono jest kluczem do zrozumienia konkretnej historii biblijnej. Przecież podczas lectio słuchamy samego Boga, który przemawia.

Podczas tego etapu modlitwy lectio divina starajmy się zrozumieć, co Bóg do nas mówi poprzez konkretny tekst, by odnaleźć ukrytą w nim prawdę. Ważne, by się skoncentrować na słowie, a nie na nas samych.

Dopiero bogactwo słowa pomoże nam poznać i zrozumieć siebie. Warto zatrzymywać się na fragmencie, który zwrócił naszą uwagę; na słowie, które wzbudziło w naszym umyśle i sercu jakieś poruszenia.

Słowo Boga ożywia w nas radość lub smutek, zadziwienie lub zaskoczenie, niepokój lub ukojenie, albo po prostu ciekawość. Ważne może okazać się nawet słowo lub zdanie, po którym nasz wzrok prześlizguje się pośpiesznie, które nieświadomie czytamy szybko, by się nad nim nie zastanawiać. Odprawiając meditatio, nigdy nie powinniśmy ograniczać znaczenia słowa, gdyż jest ono słowem nieograniczonego Boga. Medytujmy samodzielnie. Nie są nam potrzebne żadne komentarze. Mamy korzystać z owoców naszego własnego wysiłku.

Ojciec Gargano pisze, że ze słowem Bożym jest jak z manną zesłaną na pustyni Izraelitom. Zbierało się ją codziennie na własne potrzeby, zebrana w większej ilości i przechowywana marnowała się. Podczas meditatio zbieramy słowa, by nad nimi medytować, by je przeżuwać, trawić ich treść. Tak otwieramy się na ich światło i mądrość. W ich promieniach zobaczymy konkretne wydarzenia, naszą teraźniejszość.

Niekiedy medytowane przez nas słowo spontanicznie wzbudza w sercu modlitwę. Należy na to pozwolić. Innym razem odbywa się to łagodniej. Zawsze jednak poczujemy, że teraz to my pragniemy mówić do Boga. Zatem oratio to spontaniczna odpowiedź Bogu na Jego słowo.

Wtedy otwórzmy przed Nim nasze serce, mówmy o naszych doświadczeniach i przeżyciach. Modlitwa może przybrać formę uwielbienia, dziękczynienia, prośby lub przebłagania w zależności od tego, do czego popycha nas słowo. Święty Augustyn mówi, jak należy się modlić medytowanym słowem: "Jeżeli tekst jest modlitwą, módlcie się, jeżeli jest westchnieniem bólu, wzdychajcie, jeżeli jest dziękczynieniem, bądźcie pełni radości, jeżeli tchnie nadzieją, wyrażajcie nadzieję, jeżeli opisuje lęk, bójcie się; wszystko, co czujecie w tekście, jest odbiciem was samych".

To ostatni etap lectio divina, w którym trwamy przed Bogiem i modlimy się Jego obecnością. To moment ukojenia w Bogu, czas rozmowy serca z Sercem, nazywamy go też momentem nawiedzenia Słowa. Wtedy doświadczamy tego, co najcenniejsze na modlitwie. To czas smakowania tego, co rodzi dotychczasowa modlitwa. Kontemplacja to widzenie Boga oczyma duszy oraz doświadczanie Jego obecności w nas i przy nas.
Starajmy się wówczas milczeć, pozostając w skupieniu, a czasem i w bezruchu. Otwórzmy się na łaskę Jego obecności i głębokiej więzi. W tym czasie patrzmy na siebie, ale oczyma Boga pełnymi miłości. Mamy pozwolić działać Bogu, niech inicjatywa należy do Niego. Kontemplacja to nie pewna wyuczona technika, to nie wynik konkretnych działań czy zabiegów, ale dar Ducha Świętego, który otrzymujemy jako owoc dotychczasowej modlitwy.

Ten, kto pragnie kroczyć drogą lectio divina, musi najpierw dokonać wyboru, musi postawić na słowo i umieścić je w centrum swojego życia, uczynić z niego jedyny punkt odniesienia, tak jak to uczyniła Maryja. Ona umiłowała je ponad wszystko, słuchała go i przyjmowała je całą sobą, swoim umysłem, swoim sercem i swoją wolą. Ona słuchając go, zachowywała je i strzegła w swoim sercu, konfrontowała je z własnym życiem i wreszcie je rodziła. Ona jest wzorem tej modlitwy, gdyż kto inny, jak nie ona, miał okazję wpatrywać się w oblicze Chrystusa i kontemplować je?

Zobacz cały najnowszy numer "Czasu Serca" (http://www.egazety.pl/wydawnictwo-ksiezy-sercanow/e-wydanie-czas-serca.html)

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Lectio Divina
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.