Zakorzenienie

Głos Ojca Pio Cezary Sękalski / Głos Ojca Pio lipiec-sierpień 2010

ZOBACZ TAKŻE

Poczucie bycia u siebie. Czym ono jest? Jak można je określić? Co sprawia, że miejsce, w którym jesteśmy, zaczyna być naprawdę nasze?

 
Jakiś czas temu spotkałem się ze znajomym małżeństwem. Podczas rozmowy świeżo upieczony tata trzeciego dziecka wspomniał, że idąc ulicą Szewską w Krakowie, poczuł, że jest u siebie, a Kraków to jego miasto. Mimo że sam pochodzi z krośnieńskiego, a tu przyjechał tylko na studia. Ale to tutaj w duszpasterstwie akademickim poznał swoją żonę, po ślubie znalazł pracę, kupił mieszkanie i teraz − po paru latach odczuł w swoim sercu to delikatne i subtelne uczucie bycia u siebie. Czym ono jest? Jak można je określić? Co sprawia, że miejsce, w którym jesteśmy, zaczyna być naprawdę nasze?
 

Moje miejsce na ziemi

 

Odpowiedzi na te pytania poszukiwali różni filozofowie, którym nieobca była również myśl chrześcijańska. Ksiądz Józef Tischner w Filozofii dramatu pisał o tym, że każdy człowiek szuka swojego miejsca na świecie i ze słów Boga wypowiedzianych do pierwszych rodziców: „czyńcie sobie ziemię poddaną” wyprowadził jakże celne wnioski: „Dla człowieka być na ziemi, to – gospodarować. Jesteśmy tutaj jako gospodarze […]. Gospodarując, dopełniamy archaicznej obietnicy, która w nas trwa”. W ten sposób pośrednio wskazywał, że nasze zakorzenienie dokonuje się poprzez życiową twórczość, aktywność, w której różne wydarzenia, czasem będące efektem naszych decyzji, a czasem okoliczności, sprawiają, że oswajamy (albo nie) miejsce naszej egzystencji.
 
Ksiądz Tischner ukazuje cztery ważne pola, na których gospodarowanie prowadzi do doświadczenia zakorzenienia. Są to: dom, religijność, aktywność zawodowa oraz związek z naszymi przodkami. Wszystkie te przestrzenie wymagają harmonijnej aktywności, bo jej efekty z pewnością będą rzutować na kształt naszego życia i nasze samopoczucie.
 

Dom, warsztat pracy, świątynia

 

Pojęcie domu jest bliskie większości z nas. Z domu rodzinnego wychodzimy i mamy go w swojej pamięci, a w życiu dorosłym podejmujemy wysiłek, aby zbudować własny dom. „Budować dom, znaczy: zadomowić się” – pisze ks. Tischner. Najbardziej pierwotnym fundamentem domu jest miłość kobiety i mężczyzny, która prowadzi do małżeństwa i rodziny: „W domu kobieta jest matką, a mężczyzna ojcem. Naturalnym owocem wzajemności jest dziecko. Dziecko zwiększa sens domu […]. Gdy w domu pojawi się dziecko, przywiązanie do domu osiąga szczyt. Dziecko jest obietnicą wszelkich obietnic. W tych, którzy budowali dom, budzi się wiara, że oto tu, w tym domu, w tym ogrodzie, przy tej kołysce stała się ich ziemia obiecana”. Myślę, że to właśnie doświadczenie – opisane przez Tischnera – stało się udziałem wspomnianego na początku młodego ojca. Ale na tym wymiarze doświadczenie zakorzenienia wcale się nie kończy.
 
Kolejną bardzo istotną sferą, która domaga się naszej aktywności, jest życie zawodowe. Praca ustanawia naszą podstawową relację ze światem. Ksiądz Tischner pisze: „Pracować na tym świecie, znaczy: zakorzenić się. Zakorzenienie człowieka w świecie jest również owocem wzajemności, która przybiera postać współpracy. Człowiek pracuje z kimś i dla kogoś. Istotę współpracy urzeczywistnia relacja z kimś. Z kimś nie znaczy, że po prostu obok. Znaczy: na podstawie porozumienia. Praca jest nie tylko pokonywaniem oporu tworzywa, lecz przede wszystkim formą porozumienia ludzi z ludźmi”. Właśnie to porozumienie, jego kształt warunkuje nierzadko, czy w naszym miejscu pracy czujemy się u siebie, czy też nie.
 
Trzecim wymiarem zakorzenienia jest religijność. Prowadzi ona człowieka do budowania relacji z Bogiem i z drugim człowiekiem. Wydobywa dobro i prowadzi do uświęcenia człowieka dokonywanego przez poświęcenie: „Poświęcić – pisze ks. Tischner – znaczy: ofiarować to, co się posiada, aby być tym, czym się naprawdę jest”.
 
Można powiedzieć, że religijność obejmuje wszystkie inne rzeczywistości naszego życia, promieniuje na nie i wydobywa z nich najgłębsze sensy. Widać zatem, że prawdziwa religijność to nie tylko wykonywanie powierzchownych praktyk, ale realizacja autentycznej więzi z Bogiem, która staje się punktem odniesienia dla pozostałych sfer życia ludzkiego. Ksiądz profesor zauważa: „W przestrzeni świątyni zadomowienie i zakorzenienie przybierają zupełnie nowy sens”. W kontekście religijnym ziemia, na której znajduje się nasz dom i miejsce pracy, staje się naszą ziemią obiecaną.
 
Ale i nie na tym kończy się proces naszego zakorzeniania się. Kolejną ważną sferę życia symbolizuje cmentarz.
 

Odkryć nasze dziedzictwo

 

Ksiądz Tischner pisze: „Budować cmentarz i grób, znaczy: podejmować dziedzictwo”. I zaraz dodaje: „Człowiek jest istotą dziedziczącą. Dziedziczenie jest formą wzajemności”. Jasne jest dla nas zwykle to, że nasi rodzice mieli swój udział w budowaniu przez nas domu i w zdobywaniu wykształcenia i zawodu. Nierzadko też dziedziczymy po nich dobra materialne.
 
W rzeczywistym podejmowaniu dziedzictwa chodzi jednak o jeszcze głębsze rozumienie, o dziedziczenie pewnych wartości, które sięga nieraz wielu pokoleń wstecz. „Umarli mówią, stanowią jakieś mniej lub bardziej określone zobowiązania. To wiąże. Niekiedy umarli zobowiązują mocniej niż żywi. U grobu zmarłego człowiek uświadamia sobie, że jest dziedzicem. Co znaczy, być dziedzicem? Znaczy przede wszystkim: mieć udział w godności tych, którzy byli przed nami. Kontynuując, kontynuujemy przede wszystkim godność. Jesteśmy spadkobiercami dzięki przodkom, oni są przodkami dzięki spadkobiercom” – mówi dalej ks. Tischner.
 
Na tym aspekcie chciałbym zatrzymać się dłużej. Pozostałe sfery są bowiem dla nas zwykle jasne, ta − mam wrażenie − u wielu ludzi ciągle, by użyć rolniczej metafory, leży odłogiem, a przecież tak naprawdę jest kluczowa dla doświadczenia zakorzenienia. Bez niej z konieczności pozostaje ono płytkie i powierzchowne, a, jak pisze francuska mistyczka i filozofka, Simone Weil: „Drzewo, którego korzenie są prawie całkowicie zniszczone, przewraca się przy pierwszym uderzeniu”. Słowa te pochodzą z jej obszernej pracy o znamiennym tytule: Zakorzenienie, w której próbuje zdiagnozować opłakany stan społeczeństwa francuskiego z pierwszej połowy XX wieku i wskazać główne przyczyny jego chwiejności i bezideowości. Warto przytoczyć kilka jej myśli, aby się zastanowić, czy nie znajdziemy w nich również profetycznej diagnozy dla Polski Anno Domini 2010.
 
1 2  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

3

Komentarze użytkowników (3)

Dodaj komentarz
2010-09-13 21:56:05 | Cytuj | Zgłoś
~abi
rzeczywiscie to on
dziekuje
nie potrafilam go sama znalezc, a naprawde sporo dla mnie znaczy
nie jestem z tych, co czesto pisza
swoja droga, dosc zagadkowe to "rozdwojenie"
2010-09-13 21:39:29 | Cytuj | Zgłoś
Błękitne Niebo
załuje, ze zmiana ramówki tego artykulu usunela tez komentarz
prosze o szacunek dla potrzeby podzielenia sie swiadectwem przemiany


Czy o to chodzi?
http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,201,moje-miejsce-na-ziemi.html
2010-09-13 21:23:16 | Cytuj | Zgłoś
~abi
załuje, ze zmiana ramówki tego artykulu usunela tez komentarz
prosze o szacunek dla potrzeby podzielenia sie swiadectwem przemiany
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?