Spowiedź nie jest sposobem na poprawę naszego nastroju

Spowiedź nie jest sposobem na poprawę naszego nastroju
(fot. depositphotos.com)
Logo źródła: Blogi aszug.blog.deon.pl

Nie potrzebujemy więc spowiedzi, jeśli byliśmy dla kogoś niemili, przeklinaliśmy w sytuacjach nadmiernego ciężaru życia lub jeśli widok czyjegoś ciała sprawił, że krew odpłynęła nam z mózgu w mniej szlachetne rejony ciała.

Spowiedź jest, mówiąc bez ogródek, ponownym chrztem. A ściślej, jest odnowieniem, uaktualnieniem i przywróceniem ważności skutków chrztu dla duszy.

Jeśli doszło z naszej strony do zerwania stanu przyjaźni z Bogiem, poprzez wybór zła o poważnym ciężarze, i jeśli przestaliśmy być przez to w praktyce chrześcijanami (skutkiem grzechu ciężkiego jest oddzielenie od Boga, duchowa śmierć, która w praktyce oznacza utratę statusu dziecka Bożego, cofając do rangi Bożego stworzenia), potrzebujemy odnowienia ważności chrztu, a więc ponownego opowiedzenia się wolą po stronie Boga, otrzymania Jego przebaczenia i włączenia na powrót we wspólnotę Kościoła (grzech zrywa tę wspólnotę, czyniąc nas jego martwym członkiem; taka osoba nie może przynosić Kościołowi ani światu żadnych duchowych owoców, nie mogąc nawet w sposób ważny modlić się (1)).

Tym jest właśnie spowiedź - zanurzeniem na nowo w wody chrzcielne. Ma to charakter niejako publiczny, oficjalny, bo takim też był chrzest i podobnie jak w jego przypadku, wyraża się poprzez akt okazania skruchy wolę włączenia na powrót we wspólnotę wierzących, w społeczność, którą się zraniło niewiernością, zgorszeniem i niemożnością duchowej pracy na jej rzecz.

Chrztu można dokonać nawet wodą z kałuży, a grzechy gładzi już wzbudzenie głębokiego i szczerego żalu za nie w skrajnej sytuacji, w której brak kapłana lub stoimy na progu śmierci, nie będąc wcześniej ochrzczeni. Jednak w normalnej sytuacji spowiedź, czyli w praktyce aktualizacja (unieważnionego dla duszy poprzez odrzucenie jego warunków i duchową apostazję, jaką jest grzech) chrztu - a jego skutkiem jest przede wszystkim substancjalne zamieszkiwanie Ducha Świętego w duszy, czyniące "dziedzicem" Bożych obietnic i sprawiające duchową adopcję przez Boga (2) - powinien odbyć się na drodze formalnego powrotu do wspólnoty Kościoła i powiedzenia mu, jak również za jego pośrednictwem (3) Bogu, "PRZEPRASZAM".

Nie potrzebujemy więc spowiedzi, jeśli byliśmy dla kogoś niemili, przeklinaliśmy w sytuacjach nadmiernego ciężaru życia lub jeśli widok czyjegoś ciała sprawił, że krew odpłynęła nam z mózgu w mniej szlachetne rejony ciała, jeśli nie czujemy się z tym komfortowo (to wszystko można uporządkować i próbować zmienić duchową pracą nad sobą oraz modlitwą, wyrażającymi wolę przynależności do Boga, mimo owych słabości).

Potrzebujemy spowiedzi jeśli nie jesteśmy już chrześcijanami, bo grzech odłączył nas od Boga i zerwał przynależność do Chrystusa, a także do Wspólnoty, którą założył, aby zgromadzić w niej "swoich", tych, którzy powiedzą Mu "TAK" i których Duch Św. kształtuje na Jego obraz.

Spowiedź nie jest więc terapią, ani nie ma służyć komfortowi psychicznemu, ale jest w sposób ścisły tym samym, czym jest chrzest dla osoby wcześniej nieochrzczonej, a żyjącej przy tym w sposób głęboko niezgodny z Bożymi prawami - jest przywróceniem relacji z Bogiem i daniem Mu szansy, aby nas zamieszkiwał i kształtował według swojego uznania. Oprócz chrztu, tylko spowiedź właśnie, która jest jego ponowieniem, odnowieniem jego skutków dla życia duchowego, czyni nas formalnie, a więc oficjalnie przed Bogiem, chrześcijanami (w praktyce czyni nas nim realizacja chrześcijańskich treści w naszym życiu, ale właśnie chrzest/spowiedź otwiera nam drogę do tej realizacji).

Jest więc spowiedź nie sposobem na poprawę naszego nastroju i podarowaniem sumieniu dobrego samopoczucia, ale nie przesadzając, jest sprawą (Bożego) życia (w nas) i śmierci (duchowej).

______________

1 Człowiek, który utracił przyjaźń z Bogiem, utracił tym samym prawa do Jego darów i życzliwości, nie może on niczego wypraszać dla innych, także dlatego, że przeciął duchową więź łączącą go z nimi, z resztą stworzenia (nadprzyrodzona agape, będąca darem Ducha Św. i sprawiająca mistyczną jedność ze wszystkim, której utrata jest istotą tzw. grzechu ciężkiego). Taka osoba może modlić się wyłącznie za siebie, ale nawet nie o dobra dla siebie lub Boże względy, a po prostu o nawrócenie, przebaczenie i wolność od przywiązania do grzechu, bo do darów innego rodzaju utracił prawo.

2 Chrzest, poprzez "transfuzję" Bożej krwi w nasz układ duszonośny (udzielenie darów Ducha i wszczepienie w Bożą naturę, a raczej zaimplantowanie nam Bożego genu «stajemy się pneumatophores, nosicielami tego samego Ducha, który przenika głębokości Boże», naprawiającego naszą okaleczoną naturę), jest aktem duchowej adopcji ze strony Boga i, jako spokrewnionych z Nim odtąd poprzez wspólnotę Ducha, uczynienie nas dziedzicami tego, co należy do Niego.

3 Za pośrednictwem Kościoła otrzymujemy chrzest i nabywamy przynależności do Chrystusa (a przez Niego do Boga-Ojca), za jego też pośrednictwem odnawiamy ten chrzest i odzyskujemy więź z Nim. Nie ma pozawspólnotowej, indywidualnej przynależności do Chrystusa, chyba że ma ona formę przejściową i jest efektem poszukiwania Go (jeszcze poza jakąkolwiek widzialną wspólnotą) oraz zerwania już więzów ze światem praw i mechanizmów stojących w opozycji do tego, co Boże. Chrystus jednak nie chce mieć sawantów i duchowych geniuszy, bo "jeden jest wasz Pan i Nauczyciel", ale chce mieć przyjaciół oraz braci i siostry, zjednoczonych ze sobą pochodzącą od Niego miłością.

Tekst pochodzi z bloga aszug.blog.deon.pl.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Dariusz Piórkowski SJ

Odkryj w swoim życiu pokój 

Bóg chce wydobyć z nas to, co najlepsze, ale nie zaciśniętą pięścią czy przystawiając rewolwer do naszej skroni. Stawia nam wymagania, ale nie po to, byśmy ich spełnianiem wyszarpywali...

Skomentuj artykuł

Spowiedź nie jest sposobem na poprawę naszego nastroju
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.