Terlikowski: Lenczewska nie była prostą postacią i nie ukrywała tego [ROZMOWA]

Terlikowski: Lenczewska nie była prostą postacią i nie ukrywała tego [ROZMOWA]
Fot. halfpoint/depositphotos.com

Co nam daje Alicja Lenczewska, "mistyczka ze szczecińskiego bloku"? Jak mówi Tomasz Terlikowski, autor jej biografii, Lenczewska zaspokaja głód odpowiedzi. Jej zapiski duchowe wyglądają jak wywiad, układają się w formę rozmowy. Mimo, że Lenczewska pisze językiem nauczycielki z lat siedemdziesiątych, to mamy u niej bardzo krótkie cytaty, świetnie pasujące do naszych internetowych czasów.

O Alicji Lenczewskiej i jej nieoczywistym życiu, o objawieniach prywatnych i tym, co dobrego mogą dać wierzącym w 2022 roku, a także o marzeniach związanych z wydaną przez Wydawnictwo WAM książką "Alicja Lenczewska. Świadectwo życia" z jej autorem, Tomaszem Terlikowskim, rozmawia Marta Łysek. 

Marta Łysek: Napisał pan biografię Alicji Lenczewskiej. Dlaczego?

Tomasz Terlikowski: Mam świadomość, że to jest jedna z tych osób i historii, które kształtują wyobraźnię, myślenie religijne i odczuwanie sporej grupy polskich katolików. To jest pierwszy powód. Jej historia odpowiada na pewne nasze zapotrzebowanie, a w związku z tym ujawnia pewną prawdę o naszej religijności, tym, jak ją przeżywamy.

DEON.PL POLECA


Po drugie – to jest po prostu ciekawa historia, nietypowa. To jest dość późne nawrócenie, może nie z jakiejś głębokiej wrogości, ale na pewno z głębokiej obojętności, co więcej - z postawy głęboko konformistycznej. Alicja Lenczewska była przecież wicedyrektorką liceum. Władze musiały mieć do niej zaufanie. Należała do PZPR, podróżowała sporo po świecie w czasie, gdy wydanie paszportu wcale nie było tak oczywiste. I właśnie taka osoba się głęboko nawraca pod wpływem Odnowy w Duchu Świętym. A trzeci powód jest taki, że Wydawnictwo WAM zaproponowało mi napisanie takiej biografii, a ja z tych dwóch powodów się na to zgodziłem (śmiech).

A to nasze zapotrzebowanie - jakie jest?

- Przede wszystkim to są potrzeby tego nurtu w polskiej pobożności, który bardzo ceni i bardzo dowartościowuje objawienia prywatne, nawet te, których autentyczność nie jest jeszcze potwierdzona przez Kościół. To jest zjawisko bardzo głęboko zakorzenione w Kościele, ma swój pozytywny wymiar, ale budzi również różne wątpliwości.

Druga potrzeba to jest szukanie głębszej drogi duchowej. Można odnieść wrażenie, że nie zaspokaja nas ta strawa duchowa, którą otrzymujemy w kościołach w czasie normalnego duszpasterstwa. Jest w niej z jednej strony głęboki moralizm, a z drugiej strony dość płytka zawartość teologiczna i to sprawia, że ludzie szukają czegoś głębszego, szukają mistyki. Lenczewska ze swoją drogą głębokiego życia religijnego jest dla wielu ludzi taką odpowiedzią na potrzebę, którą niekoniecznie zaspokajają główne nurty duszpasterstwa.

Po trzecie Lenczewska zaspokaja też głód odpowiedzi. Jej zapiski duchowe wyglądają jak wywiad, układają się w formę rozmowy. Wydaje się, że często potrzebujemy takiej formy pobożności, w której nie ma miejsca na głębokie wątpliwości, cierpliwe poszukiwanie prawdy, a jest tylko pragnienie otrzymania odpowiedzi, prostych i krótkich. Jest tu też taki paradoks: mimo, że Lenczewska pisze językiem nauczycielki z lat siedemdziesiątych, to mamy u niej bardzo krótkie cytaty, świetnie pasujące do naszych internetowych czasów.

Co Tomasz Terlikowski odkrył dla siebie w historii Alicji Lenczewskiej?

- Mam ogromny szacunek dla jej doświadczenia religijnego, szczególnie dla jej umierania. Te ostatnie miesiące jej życia, kiedy już nie ma swoich wizji. Odchodzi, umiera na raka kości, cierpi bardzo, a jednocześnie, gdy tylko może, uczestniczy w Eucharystii; po to się przenosi do hospicjum. Ten moment umierania jest dla mnie bardzo mocnym dowodem na to, że jej doświadczenie religijne jest bardzo autentyczne i głębokie.

Ale to była dla mnie też trudna droga. W czasie lektury zapisków Lenczewskiej, rozmów z jej znajomymi, szukania źródeł rodziło się we mnie wiele pytań. Na przykład o to, jak to jest możliwe, że ktoś, kto pisał teksty bardziej publicystyczne niż teologiczne i jest prezentowany niemal jak równy św. Faustynie Kowalskiej, przez niemal całe swoje życie mógł nie mieć ani kierownika duchowego, ani stałego spowiednika.

Nietypowa sytuacja.

- I rodzi poważne pytania. Bo jeśli ktoś nie ma stałego spowiednika, kierownika duchowego, nie ma też możliwości duchowej weryfikacji tego, co widzi, słyszy, czego doświadcza. Jedyny spowiednik Alicji Lenczewskiej został karnie wydalony z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej za zachowania niegodne duchownego: nadużycia charyzmatyczne i nadużycia granic intymności. I być może to właśnie brak stałego spowiednika sprawia, że w jej pismach znajdujemy miejsca - nieliczne, ale jednak - które rodzą pytania o to, czy Pan Jezus nie mówił herezji…

Brzmi to poważnie. Jakiś przykład?

- Gdy czytamy odpowiedź Pana Jezusa, że świat wyemanował z Jego energii. To jest metafizyczna teza, która jest nie do pogodzenia z ortodoksją katolicką. Oczywiście możemy to wyjaśnić w taki sposób, że Alicja Lenczewska tak to usłyszała i zapisała, bo takimi kategoriami się wtedy posługiwała - innych nie znała jeszcze, bo to był sam początek. Ale brak porządnego spowiednika sprawił, że nikt tego nie sprawdził, nie zbadał. I o ile w przypadku św. Faustyny mamy świadectwo przynajmniej dwóch poważnych kierowników duchowych i próby sprawdzania autentyczności jej doświadczenia, to w przypadku Lenczewskiej nie wiemy nic. Pisma zostają przez nią przekazane przed śmiercią osobom, które znały ją z pierwszego okresu po jej nawróceniu, a potem na długo utraciły z nią kontakt, i dopiero po śmierci zostają sprawdzone i opublikowane. Nawet rodzina mówi, że nie wiedziała, że ona miała tego rodzaju objawienia czy wizje. Nikt nie był w stanie tego sprawdzić.

Czyli nie wiemy, jak jej rozmowy z Jezusem wyglądały?

- Próbuję rekonstruować, jak mogły wyglądać te jej doświadczenia. Jej „zwolennicy” mówią, że były to lokucje, że słyszała Boga tak, jak ja teraz panią, ale nawet z jej pism wynika, że to nie musi być takie oczywiste. Znajdujemy tam fragmenty, które wskazują, że mogło się to dokonywać inaczej. Jedna ze wspólnot, do której Lenczewska należała, założona przez panią Krakowiecką, także polską mistyczkę, miała taką formę pobożności, że zapisywano intuicje – czyli to, co osoba słyszała, czego duchowo doświadczała - w formie rozmowy z Panem Jezusem. Te pytania konfrontowały mnie bardzo mocno z innym pytaniem: o to, jakie znaczenie jako polscy katolicy przyznajemy objawieniom prywatnym i jak dużą rolę one odgrywają w naszym życiu.

Do tego pani Alicja nie była prostą postacią. Ona tego nie ukrywała; zresztą Pan Jezus często ją strofuje, Jego wypowiedzi są takie przywołujące ją do porządku. Ale nie ma wątpliwości, że w jej życiu dokonywała się głęboka zmiana na lepsze. Dlatego można powiedzieć, że niezależnie od tego, jaka była natura tego, co ona słyszała i zapisywała, jej doświadczenie religijne było doświadczeniem autentycznym, bo zmieniało ją na lepsze. To zresztą wynika z bardzo wielu świadectw, które o niej zapisywano. Nie oznacza to jednak, że możemy traktować jej pisma na równi z dokumentami, które do pewnego stopnia autorytet Kościoła potwierdził. Do pewnego stopnia - bo mamy na przykład potwierdzoną świętość życia Faustyny, ale już nie autentyczność wszystkich słów zapisanych w „Dzienniczku”.

Łatwiej czasem wierzyć w słowa zapisane w formie rozmowy z Panem Bogiem przez mistyczkę niż w słowa Pisma Świętego. Dlaczego tak jest? Czemu prościej nam uwierzyć Alicji Lenczewskiej niż św. Łukaszowi?

- Przede wszystkim dlatego, że Alicja Lenczewska o wiele bardziej niż św. Łukasz mówi naszym językiem, w naszych kategoriach. A ewangeliści posługują się językiem, słowami, kategoriami, które wymagają wejścia głębiej, odwołują się do struktur myślowych i intelektualnych, które nie zawsze są dla nas do końca jasne.

Po drugie - bardzo wiele z objawień, zarówno z tych uznanych przez Kościół, jak i tych, które wciąż na to rozeznanie oczekują, konfrontuje nas z wydarzeniami i lękami całkiem współczesnymi. To jest lęk przed wojną, zagładą, katastrofą. Objawienia mówią nam o nich w bardzo bliskich nam kategoriach i to jest rzecz, która nas przyciąga. Zmagamy się od pół wieku z głęboką zmianą w Kościele; można ją nazwać kryzysem. Ten kryzys jest widoczny na bardzo wielu polach. Objawienia prywatne dają schemat, który pozwala odpowiedzieć na pytanie, jakie są przyczyny kryzysu, i narracyjną możliwość zrozumienia, dlaczego jesteśmy w tym, a nie innym miejscu. Dają nam również odpowiedzi na pytanie, jak wyjść z tego kryzysu, wzywając do modlitwy, do nawrócenia. Co więcej, wydaje nam się, że udziela ich Matka Boża czy Pan Jezus. Podkreślam – wydaje nam się, bo po pierwsze nie wszystkie te odpowiedzi są rzeczywiście uznane przez Kościół, nawet jeśli Kościół uznaje osobistą świętość jakiegoś wizjonera i autentyczność jego przeżycia religijnego.

I wreszcie objawienia mówią nam bardzo wprost, że coś od nas zależy, i to bardzo mocno zależy. To znaczy, że z jednej strony mamy bożą Opatrzność, która czuwa nad światem - ale od tego, jak się zachowamy, jakie wyboru podejmiemy, zależy to, czy coś się wydarzy, czy nie wydarzy. To jest zresztą bardzo ciekawe napięcie między głęboką prawdą o wszechwiedzy Bożej i Jego ponadczasowości i między przekonaniem, że jesteśmy wolni. To jest też pytanie o przyszłość świata: czy wszystko jest już zdecydowane, czy też wolność zostaje zachowana? I to jest również to, co nas w objawieniach prywatnych bardzo głęboko dotyka.

Co zależy od nas według pism Alicji Lenczewskiej?

- Jeśli chodzi o drogę dla wszystkich, to wskazania Alicji Lenczewskiej mają dla wielu ludzi bardzo pozytywne znaczenie, bo ona słyszy od Pana Jezusa: musicie być dla siebie nawzajem bardziej cierpliwi, bardziej wyrozumiali. Musicie próbować zobaczyć Mnie w codzienności, w codziennych drobnych wyborach, w codziennych drobnych decyzjach, w tym, że się dzisiaj nie zezłościcie, a jak się zezłościcie, to przeprosicie. W tym, że dzisiaj otworzycie Pismo Święte albo usłyszycie w kościele jedno zdanie z Biblii i możecie odczytywać je w świetle tego, co wam się w życiu zdarzyło.

Pod tym względem Alicja Lenczewska kontynuuje linię katolickiej ascetyki i mistyki sięgającej przynajmniej czasów Małej Tereski od Jezusa czy czasów siostry Leonii Nastał. Mamy tu linię głębokiego zaufania i wierności w rzeczach małych. Czasami Lenczewska się żali, że nawet nie idzie do klasztoru, nawet nie może być siostrą zakonną, i słyszy, że ma żyć właśnie takim życiem, bardzo mistycznym, ale w bardzo codziennej rzeczywistości. Ma żyć w bloku, na dziesiątym piętrze, codziennie zjeżdżać windą i robić zakupy, iść do Kościoła, jeździć autobusem, spotykać się z przyjaciółkami i świadczyć, zawsze być blisko swojego brata i jego rodziny. To są wszystko rzeczy małe, ale w tym wymiarze najlepiej widać autentyzm doświadczenia religijnego.

Dlatego uważam, że dobrze i zdrowo czytana Alicja Lenczewska, zawsze ze Pismem Świętym pod ręką i traktowana jako dodatek, inspiracja, a nie jako główna droga, to jest naprawdę solidny pokarm duchowy.

Nie zaprowadzi na manowce?

- Rozmawiałem z jednym ze znanych polskich terapeutów, bardzo wierzących, i powiedział mi: wiesz co, ja nie mam wielkich zastrzeżeń do Alicji Lenczewskiej, bo nigdy nie przyszedł do mnie do gabinetu ktoś, kto miały nerwicę związaną z jej lekturą. Dlaczego to powiedział? Dlatego, że jak sam mówi, ma niestety pacjentów, którzy przychodzą z nerwicami po innych objawieniach prywatnych.

Mistycy, zwłaszcza ci, którzy zostawili po sobie jakieś notatki, budzą naszą fascynację, ale mamy skłonność do traktowania ich trochę jak pewnej osobliwości. Czy Lenczewska ze swoim mistycyzmem przeżywanym na dziesiątym piętrze bloku może nas oswoić z faktem, że można współcześnie mieć tak głęboką relację z Bogiem - czy zostanie raczej dziwnym przykładem, odległym od rzeczywistości większości wierzących Polaków?

To zależy od tego, jak będzie interpretowana. Dla mnie jest osobą, która w codzienności starała się najgłębiej żyć życiem duchowym. I z tej perspektywy mniej interesujące są te jej dialogi, bo tylko jako dowód życia duchowego, a nie jako źródło poznania opinii Pana Jezusa na różne tematy. Jeśli będziemy na nią w ten sposób patrzeć, może się stać kimś, przez kogo Pan Bóg nas zaprasza do głębszego życia duchowego w codzienności. Ale jeżeli będziemy je traktować wyłącznie jako tekst, z którego poznajemy opinie Pana Jezusa, będzie nas to raczej prowadzić w kierunku patrzenia na Alicję Lenczewską jako na osobę tak wielką i tak wybitną, że w zasadzie obcą naszemu codziennemu doświadczeniu. Myślę też, że wiele ludzi traktuje pisma Lenczewskiej jako duchowe pożywienie, ale niekoniecznie czytając całe, jednak dość długie dwa tomy jej zapisków, a raczej wysyłając sobie krótkie fragmenty smsem czy sięgając do jakichś kompilacji, wyborów publikowanych w internecie.

Natomiast jak to bywa z mistykami, czy nawet bardzo codziennymi mistykami, czyli ludźmi żyjącymi głęboko, reakcja na świętość jest zawsze jedna z dwóch: albo pragnienie pójścia w tym samym kierunku i osiągnięcia wyższego poziomu, albo uznanie, że to nie jest dla mnie, że to jest za wysokie i rezygnacja z jakiegokolwiek głębszego życia religijnego. To, jak potraktujemy mistyka, zależy od tego, jakiego wyboru my sami dokonamy i w jakim miejscu naszej drogi życiowej jesteśmy.

Dla kogo jest ta książka?

- Po pierwsze dla tych, którzy chcą zapoznać się z ciekawą historią życia, nawrócenia i przemiany i być może odnaleźć w niej trochę siebie. Myślę, że bardzo wielu ludzi odnajdzie w tej historii jakieś swoje reminiscencje, na przykład historię swoich bliskich, cioć, babć, wujków, którzy z chłodu czy obojętności religijnej przeszli do głębokiej wiary. Jeden z moich przyjaciół księży napisał mi po przeczytaniu książki, że dla niego była niezwykła, bo on też jest chory na raka i odczytywał w tej historii swoją historię, odnajdował odpowiedzi na swoje własne pytania w historii Alicji Lenczewskiej.

To jest też historia dla tych, którzy odkryli Pana Boga we wspólnotach charyzmatycznych, a teraz chcą iść dalej, głębiej, mocniej. Ale to też jest książka dla tych, którzy zastanawiają się, czym jest doświadczenie religijne, czym jest objawienie, jak na to patrzeć, czy rzeczywiście to jest takie oczywiste, że mistycy zadają Panu Jezusowi pytania, a On odpowiada.

To też książka dla tych, którzy szukają odpowiedzi na pytanie, jaka jest nasza polska religijność -  bo Alicja Lenczewska jest bardzo ciekawą przedstawicielką polskiego myślenia religijnego i dużo nam mówi także o nas samych i naszym Kościele, również dlatego, że Lenczewska żyła w okresie i dla Kościoła, i dla Polski fascynującym, bo w czasie upadku komunizmu, w Szczecinie, mieście, w którym wiele z tych rzeczy się działo. Jej nawrócenie dokonuje się w chwilę po upadku stanu wojennego, to także czas wizyt papieskich, wejścia Polski do Unii. Więc jest to też książka o polskim Kościele w tamtym czasie.

Nie mogę o to na koniec nie zapytać: jakie marzenie ma pan w związku z wydaniem biografii Lenczewskiej?

- Chciałbym, żeby ta książka postawiła przed ludźmi pytanie o naturę objawień prywatnych, ale także o to, do czego ich osobiście wzywa Pan Jezus. Bo na pewno nie wzywa ich do tej samej drogi, do której wezwał Alicję Lenczewską; nikt nie ma takiej samej drogi. Ale historia Lenczewskiej stawia przed nami pytanie, czego Pan Bóg ode nas chce. I jeśli ktoś sobie zada takie pytanie na końcu tej książki, spróbuje pójść trochę głębiej w życie duchowe, to niewątpliwie będzie to sukces. Przede wszystkim Alicji Lenczewskiej, ale również tej biografii.

 

Zobacz także: Kim była Alicja Lenczewska? Jej życie udowadnia, że każdy może wrócić do Chrystusa

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Tomasz P. Terlikowski

Mistyczka ze szczecińskiego bloku 

Gdy Alicja Lenczewska zapisywała swoje dzienniki – Świadectwo i Słowo pouczenia – nie wiedziała, co się z nimi stanie. Dziś pomagają tysiącom ludzi w odnalezieniu drogi do swojego wnętrza i...

Skomentuj artykuł

Terlikowski: Lenczewska nie była prostą postacią i nie ukrywała tego [ROZMOWA]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.