Bóg dał się sponiewierać

Bóg dał się sponiewierać
fot. Depositphotos

Męka Jezusa, z którą w Niedzielę Palmową w szczególny sposób się mierzymy, może stać się dla nas najlepszym rachunkiem sumienia. Rozmyślając nad kolejnymi pasyjnymi scenami - zarówno nad tymi, o których znajdziemy zapiski w Ewangeliach, jak i nad tymi, które przekazała nam chrześcijańska tradycja - mamy pomyśleć o tym, jak wyglądałoby nasze spotkanie z Jezusem zmierzającym na Kalwarię.

W ostatnich godzinach swojego życia Jezus spotkał się z różnymi ludźmi. Zetknął się zarówno z odrzuceniem i wyśmianiem, jak też ze współczuciem i pomocą. Dźwigając drewno, na którym przyjdzie Mu dokonać swojego mesjańskiego dzieła, pokazał drogę prowadzącą do prawdziwego życia. Tym jest właśnie testament Nauczyciela z Nazaretu. Nie tylko słowa, które wypowiada w ostatnich chwilach życia, ale także spotkania z ludźmi, którzy znaleźli się przy Nim na Jego krzyżowej drodze.

Najbardziej wzruszającym ze spotkań jest z pewnością to, w którym Matka z boleścią patrzy na swoje zmasakrowane Dziecko. To moment wielkiej ciszy, w której jednak zostało wypowiedziane wszystko - cała miłość Syna do Matki i Matki do Syna. W jednym spojrzeniu padło to samo Słowo, które zostało zwiastowane Maryi przed ponad trzydziestu laty, a które przyjęło z Niej ludzkie ciało. To Słowo teraz patrzy na Nią, wypowiadając w pełnej miłości i cierpienia ciszy całą Prawdę.

"Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem" (Łk 23,26). Ten rolnik otrzymał okazję do tego, by przyjrzeć się Jezusowi z bliska i zmierzyć się z Twarzą Boga Odrzuconego. Scena z Cyrenejczykiem to przypomnienie o tym, że jeśli krzyż ma prowadzić do zbawienia, to musi być niesiony z Jezusem i musi być Jego krzyżem. Szymon pomaga Jezusowi fizycznie unieść złożony na Nim ciężar. Jezus pomaga Szymonowi (i nam samym) dostrzec, że zbawienie jest wyzwoleniem od ciężaru grzechu, którego człowiek bez pomocy Boga nie jest w stanie podźwignąć.

W Liście do Filipian czytamy, że Chrystus "ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi" (Flp 2,7). Jezus nie ma twarzy króla. Nie ma twarzy kogoś wywyższonego. Jezus nie ma twarzy Boga. On ma twarz człowieka - twarz sługi wszystkich. Nie przyszedł po to na ziemię, aby Mu służono, choć jest Królem Wszechświata. Przyszedł, aby służyć, choć to Jemu należy się cześć, chwała i uwielbienie. Weronika, o której wiemy z tradycji i apokryfów, dostrzegła jednak w ludzkiej, pobitej i skrwawionej twarzy Jezusa Boskie Oblicze. Zadała sobie wiele trudu, by przebić się przez tłum gapiów i drżącymi rękoma obetrzeć twarz Skazańca. I otrzymała w nagrodę wizerunek, który jest zarazem pytaniem skierowanym do każdego z nas: czy w obliczu Chrystusa Sługi potrafię dostrzec Chrystusa Prawdziwego Boga?

"A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!»" (Łk 23,27-28). Spotkanie z płaczącymi niewiastami to kolejny akt testamentu Jezusa, w którym chce On nam przekazać, jaki jest Bóg. Kobiety te nie wierzyły, że Chrystus jest Bogiem. Nie patrzyły na Niego oczyma duszy, lecz tylko cielesnymi oczyma. I uznały Go za człowieka. A to przecież tylko część prawdy. To spotkanie uczy nas, że ważna jest cała prawda. Nie tylko ta, że jesteśmy grzesznikami, i nie tylko ta, że Bóg nas kocha. Lecz całą prawdą jest to, że jesteśmy grzeszni, ale Bóg kocha nas "pomimo", dlatego dał nam swojego Syna, aby umarł za nas, zmartwychwstał i w ten sposób nas zbawił.

Wreszcie, kiedy stajemy z Jezusem na Golgocie, widzimy jak wiele kosztowało Go przejście drogi od pałacu Piłata na miejsce kaźni. Umęczony dźwiganiem krzyża, staje bezbronny i milczący na skale, która już niedługo stanie się ołtarzem ofiarnym. Widzimy jak bardzo "uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej" (Flp 2,8). Posłuszeństwo Jezusa jest heroiczne. Oddaje się w ręce oprawców - w nasze ręce. Obdzieramy Go z szat, ale On nie protestuje. Chce, żebyśmy Go obnażyli i zobaczyli w ten sposób, jak wielka jest Jego miłość. Chrystus pozwoli się nam poniżyć, upokorzyć, wyśmiać - wszystko po to, byśmy zrozumieli i uwierzyli, że Jemu zależy na nas! Dla Niego każdy z nas jest kimś niesamowicie ważnym. Jezus woli wydać siebie na upokorzenie w zamian za nas - by tylko nas nikt nie upokorzył! To jest miłość, która pragnie dobra dla osoby kochanej. Nawet za cenę własnego życia.

Kiedy zostaje przybity do krzyża, zaczynamy rozumieć, co miał na myśli, mówiąc: "Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem" (J 8,28). Prawdziwie wywyższonym jest dopiero Chrystus Ukrzyżowany. Wywyższony jak miedziany wąż na pustyni, który przyniósł Izraelitom śmierć, ale spojrzenie na niego przywracało im potem zdrowie i życie. Podobnie jest z krzyżem. To znak męki, śmierci i porażki. Lecz spojrzenie z wiarą na krzyż owocuje nowym życiem, nowym myśleniem - nawróceniem do Boga. Żeby tak się rzeczywiście stało, Chrystus musi zostać jednak ukrzyżowany i wywyższony na Golgocie mojego serca.

Oddając na krzyżu swoje życie, Chrystus zyskał wiele imion. Jest umarły, ale nosi imię "Życie", bo dopiero w Jego krzyżu wytrysnęło prawdziwie źródło życia wiecznego. Jest "Prawdą", bo swoją ofiarą potwierdził Słowo, które głosił, i dał mu moc. Jest "Drogą", bo tylko idąc śladami wyznaczonymi przez Jego krzyż, możemy dojść do zbawienia. Nade wszystko jednak Chrystus zyskał "imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca" (Flp 2,9-11). To imię brzmi "Miłość" - dająca siebie do końca, nieznająca granic.

To jest niesamowity paradoks. Bo Chrystus Pokonany nie jest Chrystusem, przed którym zgina się kolano. Jest Chrystusem, z którego ludzie się śmieją, z którego drwią, w którego wątpią. Nie jest Chrystusem, któremu się nadal wierzy, że przyniesie nam zbawienie. Chcielibyśmy, żeby Bóg robił wrażenie - wzbudzał podziw. On wzbudza jednak odrazę. Zmartwychwstanie rzuci potem nowe światło. Jezus zwycięży. Choć teraz jest umarły, to Jego droga trwa dalej - historia się nie skończyła. Zdjęte z krzyża Chrystusowe Ciało zostaje przeniesione w miejsce ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią - do grobu, miejsca Bożej Nieobecności. Zapada zupełna cisza, w której Bóg nie mówi już nic, ale milczy jak Wielki Nieobecny. To jednak cisza przed burzą.

Mierząc się w Niedzielę Palmową z tym wszystkim, co kryje się pod hasłem "Męka Pańska", mamy wzmocnić wewnętrzne przekonanie, że Bóg nie odpowiada za zło na świecie, ale jest obecny tam, gdzie jest grzech i gdzie cierpią niewinni, choć taka wiara jest wówczas poddawana wielkiej próbie - narażona na wyśmianie i na śmierć. Jak Jezus, który był Mesjaszem, a sromotnie przegrał. Przyglądajmy się jednak z uwagą Jego Śmierci, analizujmy ją. Ważne jest to, że Bóg umiera i jak umiera. Jako chrześcijanie głosimy przecież Jego Śmierć, czyli pokazujemy, że była na wskroś ludzka, a jednocześnie niesamowicie Boska.

"Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek" (Łk 23,45). Te znaki mówią nam, że od momentu Chrystusowej Śmierci świętość nie może być już utożsamiana z wyodrębnieniem i nietykalnością, lecz jest zlaniem się z materią i przemieniającą bliskością - jest światłością Boga-Miłości, który chce dotrzeć do największych ciemności ludzkiego serca. Świętość nie jest statyczna i przeznaczona do podziwiania, ale jest dynamizmem, który naraża się na potarganie i poniewieranie, by przemienić nas w zdolnych do życia bez końca.

 

Kierownik redakcji gdańskiego oddziału "Gościa Niedzielnego". Dyrektor Wydziału Kurii Metropolitalnej Gdańskiej ds. Komunikacji Medialnej. Współtwórca kanału "Inny wymiar"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Papież Franciszek, Domenico Agasso

Papież mówi głośno o tym, o czym sami boimy się nawet pomyśleć

Franciszek nie dzieli ludzi na wierzących i niewierzących. Wyciąga rękę do wszystkich i tłumaczy, że pandemia jest sygnałem alarmowym. „Potrzebujemy planu, by znów...

Skomentuj artykuł

Bóg dał się sponiewierać
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.