Lucyfer. Anioł, który dał się uwieść własnemu pięknu

Lucyfer. Anioł, który dał się uwieść własnemu pięknu
fot. Depositphotos
Logo źródła: w drodze Tomasz Gałuszka OP

"Pycha Lucyfera całkowicie zmieniła jego spojrzenie na Boga i świat. Jego dotychczas przenikliwe «oko umysłu zamknęło się». Zaczął on wszystko widzieć opacznie. Każda rzecz dobra i piękna wydawała mu się zła i brzydka. Dobro innych zaczęło wywoływać w nim wstręt" - przeczytaj fragment książki Tomasza Gałuszki OP, która ukazała się w wydawnictwie W drodze.

"Światłość Bóg nazwał dniem, a ciemność nazwał nocą i nadszedł wieczór, a następnie poranek - dzień pierwszy" (Rdz 1,5). Pierwszego dnia powstało niebo i aniołowie. Wraz z nastaniem pierwszego w dziejach wieczoru każdy z aniołów odkrył, poznał i doświadczył, że istnieje. Zaciekawił się i zachwycił swoją naturą, własnym imieniem i konkretnym, stworzonym "ja". Utożsamił się ze sobą i stał się świadomą siebie jednością. Poznanie tego typu Tomasz, idąc za św. Augustynem, nazywa "poznaniem wieczornym" (cognitio vespertina). Dodajmy, że poranek i wieczór to metafory dwóch źródeł wiedzy aniołów.

Pierwsze źródło to Osoba Syna, który jak w świetle poranka, w poznaniu porannym (cognitio matutina) objawia aniołom rzeczy, które mają się stać. Wieczór zaś to poznanie, które ma swoje źródło w stworzonej już rzeczy. Tego pierwszego wieczoru zatem wszystkie anioły trwały w kontemplacji, rozkoszy i podziwie nad pięknem własnego bytu. Były wszak arcydziełem boskiego Artysty. "Wysławiam Cię za to, że mnie tak cudownie stworzyłeś. Twoje dzieła są godne podziwu - moja dusza wie o tym bardzo dobrze" (Ps 139,14). To miał być pierwszy z nieskończonej liczby pięknych wieczorów, jakie przygotował dobry Bóg dla wszystkich aniołów.

Spośród aniołów najpierw Lucyfer, a później też inni zapragnęli, by ten wieczór się nigdy nie skończył. "Bo dla nich mrok jest jak poranek, przywykli do grozy ciemności" (Hi 24,13). Chcieli trwać w zachwycie nad własnym pięknem. Nie czekać poranka ani dnia. Nie zamierzali spojrzeć w twarz Tego, który ich "tak cudownie stworzył". Własne piękno pragnęli zatrzymać wyłącznie dla siebie. Tomasz podkreśli, że dali się uwieść własnemu pięknu. "Demony nie zgrzeszyły dlatego, że ktoś je do tego przekonał, ale dlatego, że zostały zwiedzione urokiem - nie ciała, gdyż takiego nie posiadają, ani też rzeczy materialnych, gdyż ich nie potrzebują, lecz zwiódł je urok piękna własnej natury (ex pulchritudine suae naturae)".

Lucyfer jest duchem, żyje więc w doskonałej czystości i ubóstwie. Nie znajduje przyjemności w rozkoszach cielesnych ani pławieniu się w bogactwie. Grzech Lucyfera był natury czysto duchowej. Tomasz wyrazi ten fakt słowami św. Augustyna: "Niewątpliwie nie można zarzucać diabłu rozpusty i pijaństwa, lub innych tego rodzaju niegodziwych postępków, sprowadzających się do rozkoszy cielesnych, choć on to właśnie skrycie doradza takie grzechy i podżega do nich; niemniej jest on w najwyższym stopniu pyszny i zawistny". Tak oto w pierwszy wieczór pierwszego dnia stworzenia Lucyfer zawłaszczył własne piękno, wyniósł się ponad samego Boga. W jego umyśle pojawiła się pycha (superbia). "Pycha zaś jest nieuporządkowanym pragnieniem własnej wielkości. (…) i ona rzeczywiście oddziela od Boga". Narodziło się zło demoniczne (malum daemonis).

Gdy zatem nastał poranek drugiego dnia, Lucyfer i jemu podobni - jak pisze Tomasz - "zatrzymali się na sobie samych i stali się nocą". Nie chcieli zaznać jasności łaski i prawdy poranka, ani też stanąć przed swoim Twórcą. "Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i jej unika" (J 3,19). Lucyfer nie chciał, by nastał świt nowego dnia. Odmówił podzielenia się własnym światłem. Jego światło i jego piękno miało pozostać tylko w nim i tylko dla niego. Dominikanin ten dramatyczny moment porównał do wschodu słońca - gdy pierwszy promień ma już pojawić się na horyzoncie, wówczas niespodziewanie zostaje on zatrzymany przez jakąś nieprzeźroczystą przeszkodę. A była nią zdaniem Tomasza świadoma, wolna decyzja Lucyfera odwrócenia się od Boga. "On sam stanął na przeszkodzie własnej szczęśliwości". Odciął się od światła łaski i stał się żyjącą ciemnością.

Tomasz bardzo dokładnie opisał początek i przebieg "choroby" Lucyfera. Podobnie jak inni współcześni mu teologowie, uważał, że grzech cherubina polegał na pragnieniu bycia jak Bóg. Jednak od razu zapytał: Czy życie na wzór Boga jest grzechem? Czy każdy z nas nie powinien w sposób doskonały Go naśladować? Na czym zatem polega grzeszne pragnienie upodobnienia się do swego Stwórcy?

Dominikański teolog wyjaśnia, że Lucyfer na pewno nie chciał stać się Bogiem poprzez zrównanie z Nim. Cherubin ten, jako pełen wiedzy i najinteligentniejszy ze stworzeń, musiał wiedzieć, że tego rodzaju zrównanie jest niemożliwe. Przemawiałyby za tym przynajmniej dwa powody. Po pierwsze, Bóg podtrzymuje go w istnieniu i bez Niego stałby się nicością. Żadne ze stworzeń przecież nie jest samo dla siebie źródłem bytu. Po wtóre, gdyby nawet stał się Bogiem, wówczas musiałby najpierw porzucić swoją naturę i to, kim teraz jest, a następnie przyjąć (nawet jeżeli nie boską) inną i obcą sobie naturę. Lucyfer zbyt mocno wpatrzony był w siebie i własne piękno, by choć na moment zwrócić się ku czemuś innemu. A zatem anioł ten nie chciał zrównać się z Bogiem.

Lucyfer mógł jednak chcieć upodobnić się do Boga w tym, co nie jest sprzeczne z jego naturą i co może z natury przyjąć. Z pewnością więc nawet nie pomyślał, by na wzór Boga stwarzać rzeczy z niczego. Po prostu stwarzanie nie należy do natury jakiegokolwiek stworzenia. Mógł on jednak, jako istota posiadająca z natury pragnienie poznawania i kochania, chcieć osiągnąć doskonałość i szczęście wieczne. Bóg bowiem złożył w umyśle Lucyfera pragnienie prawdy i miłości oraz uczynił go szczególnie pięknym, po to tylko, by on to piękno rozpoznał, zachwycił się nim i zapragnął w pełni ujawnić przed obliczem Twórcy. Lucyfer jednak wpatrzony w siebie zatrzymał się na sobie i nie chciał już niczego więcej. Jak wyjaśnia św. Augustyn cytowany przez Tomasza:

Gdyby natura anielska zwróciła się do siebie samej i rozkoszowała się bardziej sobą niż Tym, którego uczestnictwo ją uszczęśliwia, nadęta pychą upadłaby, podobnie jak diabeł.

On więc sam sobie wystarczał i był dla siebie "niebem". Nie chciał tego szczęścia, które dopiero miało być mu ofiarowane jako nadprzyrodzony dar łaski od samego Boga. Odwrócił się od Bożego światła i pozostał w ciemnościach własnego stworzonego dobra i piękna, które odnalazł w sobie. "Demony pragną tego, co dobre, nawet najlepsze: żyć, istnieć, poznawać. Dóbr tych jednak nie przyporządkowują do Dobra Najwyższego i stąd ich wolna wola jest przewrotna". Inaczej mówiąc, zamiast dobra, które Lucyfer miał otrzymać z łaski, ograniczył się on do dobra, które miał z natury. "Grzech diabła polegał na tym, że rozkoszował się własną mocą (…). Diabeł więc nie zgrzeszył przez to, że pragnął czegoś złego, lecz że pragnął czegoś dobrego, mianowicie szczęścia ostatecznego, ale nie według właściwego porządku (secundum ordinem debitum), to znaczy szczęścia udzielonego z Bożej łaski".

Tomasz, wyjaśniając grzech Lucyfera, odsyła jeszcze swojego czytelnika do krótkiego traktatu św. Anzelma z Canterbury o znamiennym tytule "O upadku aniołów". Autor ten zauważył, że Lucyfer i inne demony zapragnęły szczęścia wcześniej, niż chciał tego Bóg. Osiągnęłyby je, gdyby poczekały na dar samego Boga. Jednak o poranku nowego dnia te "napuszone anioły" pogrążyły się we własnej atrapie szczęścia ostatecznego, szczęścia bez Boga. Był to pierwszy dysonans w symfonii stworzenia.

Wybór szczęśliwości bez Boga oznacza, że Lucyfer nie chciał nikomu podlegać. W tym konkretnym aspekcie można powiedzieć, że chciał być na równi z Bogiem. Sam stał się celem dla siebie i ponad nim nie mogło być już innego celu. Uczynił się bogiem, który zaczął imitować prawdziwego Boga. Od tej pory każde stworzenie stojące niżej niż on sam miało być mu posłuszne i kontemplować jego "ciemne piękno". "Jeśli złożysz mi pokłon, wszystko będzie twoje" (Łk 4,7).

Pycha Lucyfera całkowicie zmieniła jego spojrzenie na Boga i świat. Jego dotychczas przenikliwe "oko umysłu zamknęło się". Zaczął on wszystko widzieć opacznie (invidere). Każda rzecz dobra i piękna wydawała mu się zła i brzydka. Dobro innych zaczęło wywoływać w nim wstręt. Tak oto w Lucyferze i jemu podobnych pojawił się drugi grzech - zazdrość, czyli "złe widzenie" (invidia). Pycha zawsze rodzi zazdrość. Te dwa grzechy są ze sobą nierozerwalnie związane.

Według Tomasza właściwym momentem "uformowania się" zazdrości w Lucyferze było stworzenie człowieka. Ludzie bowiem w swej niewinności byli "zbyt" bardzo podobni do niego sprzed jego upadku. Przed upadkiem Lucyfer i człowiek byli w pełni synami Trójcy Świętej, braćmi Chrystusa, współbrzmiącymi ze światem i Bogiem, jaśniejącymi łaską. Należeli do Boga i On sam zapragnął ich tylko dla siebie. Celem ostatecznym aniołów i ludzi miał być wyłącznie Bóg. Teraz zaś ludzie mieli zostać wyniesieni nieporównywalnie wyżej niż sam Lucyfer. To wystarczyło, by z zazdrością spojrzał on na człowieka i go znienawidził.

Ludzkie dobro i możliwość zjednoczenia z Bogiem były dla Lucyfera przeszkodą w realizacji jego "dobra", czyli bycia pierwszym i najwyższym spośród stworzeń. "Zły anioł mógł uważać dobro za przeszkodę w osiągnięciu dobra pożądanego, gdyż pragnął szczególnego wywyższenia lub pierwszeństwa dla siebie, które to wyniesienie gaśnie wobec wybitności drugiego". Jasność Lucyfera zupełnie przygasła wobec godności nowo stworzonego człowieka. Przedtem zazdrościł tylko Bogu Jego wywyższenia i dobrym aniołom, teraz zaś pojawił się kolejny "konkurent". To sprawiało mu cierpienie i ból. Oczywiście chodzi o cierpienie na poziomie woli. "Demony chciałyby bowiem, żeby wiele z tego, co jest, nie było, a było, co nie jest; przykładowo: ponieważ są zazdrosne, chciałyby potępienia tych, co dostępują zbawienia. I dlatego należy twierdzić, że cierpią ból". Jak zobaczymy dalej, ich cierpienie jest tym większe, że ich największy wróg, czyli Bóg, wbrew ich woli posługuje się nimi i włącza w realizację swojego pięknego Arcydzieła.

Pycha i zazdrość były początkiem i źródłem, swego rodzaju "motorem" działania Lucyfera. I choć nie był on w stanie w jakikolwiek sposób bezpośrednio zranić Boga, to jednak mógł to zrobić pośrednio, mianowicie uderzając w swojego młodszego brata - człowieka.

 

Fragment książki Tomasza Gałuszki OP "Piękny Bóg, piękny człowiek. Zło z perspektywy teologii piękna Tomasza z Akwinu".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Tomasz Trębacz

Skąd wzięło się zło?
Dlaczego diabeł się zbuntował?
Czy jego decyzja może nam szkodzić?
Jak szatan może na nas wpływać?
Jakimi metodami nas kusi?

W książce znajdziesz próbę odpowiedzi na te...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Lucyfer. Anioł, który dał się uwieść własnemu pięknu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.