Gruzja: znudzony Iwaniszwili odchodzi

Giorgi Margvelashvili (P) i Bidzina Ivanishvili (L) (fot. PAP/EPA/ZURAB KURTSIKIDZE)

Niedzielne wybory prezydenckie w Gruzji nie przyniosły niespodzianek. Zwyciężył, i to wysoko, faworyt faktycznego przywódcy kraju, premiera Bidziny Iwaniszwilego - Gorgi Margwelaszwili. Ale w listopadzie znudzony polityką Iwaniszwili zamierza się z niej wycofać.

 
Zdobywając prawie dwie trzecie głosów i wygrywając już w pierwszej turze prezydenckich wyborów wybraniec Iwaniszwilego, 44-letni Gorgi Margwelaszwili dowiódł, że po roku rządów gruzińskiego bogacza jego rodacy wcale nie są nim rozczarowani, ani znudzeni. Znudzony polityką jest natomiast sam Iwaniszwili.
 
"Odkąd przed dwoma laty zdecydował się nią zająć, Iwaniszwili powtarzał, że czyni to tylko na jakiś czas, najwyżej na kilka lat" - mówi PAP tbiliski politolog Ramaz Sakwarelidze. 
 
"Wszyscy to słyszeli i wiedzieli, ale nikt nie dawał wiary. To tylko pokazuje, jak trudno jest wierzyć w czyste intencje i słowa polityka, gdy mówi, że władza przestała go pociągać i bawić. A Iwaniszwilego polityka najwyraźniej przestała pociągać i postanowił dać sobie z nią spokój. Kto bogatemu zabroni?" - mówi Sakwarelidze.
 
Iwaniszwili jest najbogatszym Gruzinem, a majątek, jakiego dorobił się w Rosji, szacowany jest na 5-6 mld dolarów. Pieniądze pomogły mu odnieść błyskawiczny sukces także w polityce.
Zajął się nią dwa lata temu, by odsunąć od władzy prezydenta Micheila Saakaszwilego, swojego dawnego idola, w którym po latach dostrzegł zagrożenie autokratyzmem. Wystarczył mu rok, by jesienią 2012 r. pokonać Saakaszwilego w wyborach parlamentarnych i zabrać mu stanowisko premiera, które ten sobie upatrzył, nie mogąc ubiegać się o trzecią kadencję prezydencką.
 
W dwa lata Iwaniszwili zdominował gruzińską scenę polityczną. Rządząca koalicja Gruzińskie Marzenie, którą stworzył i której przewodniczy, dominuje w parlamencie i sprawuje rząd, którego premier - zgodnie z konstytucją, która właśnie wchodzi w życie - przejmuje większość władzy od prezydenta. 
 
W niedzielę i to stanowisko zdobył zresztą faworyt Iwaniszwilego. Odkąd latem wspomniał on, że zamierza wycofać się z polityki, jego słowa tłumaczono zwykle chęcią pozbycia się odpowiedzialności za rządowe decyzje, dokonania i błędy, przy zachowaniu rzeczywistej władzy w roli "szarej eminencji". Nikt nie brał poważnie zapewnień Iwaniszwilego, że chce po dobroci oddać to wszystko, co dla polityków stanowi najwyższy cel i sens istnienia.
 
"Wygląda na to, że polityka mu się nie spodobała, nie odnalazł się w niej, a nawet nie uznał jej za najlepsze narzędzie do dobrego kierowania sprawami kraju" - mówi Sakwarelidze. 
"Dlatego zdecydował się złożyć urząd, ustąpić ze stanowiska szefa Gruzińskiego Marzenia i w ogóle dać sobie spokój z polityką. Nie oznacza to jednak, że przestanie się zajmować sprawami kraju". Zapowiedział, że poprzez swoje firmy i fundacje będzie pomagał Gruzinom, by stworzyli społeczeństwo obywatelskie, odporniejsze niż dotąd na demagogię i charyzmę polityków. No i wreszcie, jak każdy obywatel, będzie miał prawo wybierać władze, ale także w każdej chwili zostać do nich wybrany" - dodaje Sakwarelidze.
 
Iwaniszwili już dziś zapowiada też, że w razie potrzeby będzie służyć dobrą radą gruzińskim przywódcom, których sam na wszystkie stanowiska osobiście powyznaczał. Przywódcze nawyki, wyniesione nie tyle z polityki, co z biznesu, majątek, a także niewielkie lub żadne polityczne doświadczenie jego następców mogą więc sprawić, że - czy tego będzie chciał czy nie - Iwaniszwili pozostanie w Gruzji "szarą eminencją".
 
Czy zejście z politycznej sceny aktora, który przez ostatni rok całkowicie ją zdominował nie spowoduje politycznej próżni, której wypełnienie doprowadzi do destabilizacji i chaosu?
 
"Nie sądzę" - uważa Sakwarelidze. "Iwaniszwili wszystko sobie obmyślił. Nie odszedłby z polityki i urzędu, gdyby nie miał pewności, że nie doprowadzi to do chaosu, a on nie zniszczy w ten sposób wszystkiego, co sobie zaplanował i osiągnął. Musi być pewny, że jego odejście nie wywoła kryzysu w rządzie i koalicji, a ministrowie poradzą sobie i bez niego. Poczekał z tym zresztą aż do prezydenckich wyborów, by mieć pewność, że Saakaszwili i jego partia zostaną ostatecznie pokonani".
 
Iwaniszwili liczył, że w wyborach prezydenckich, jako drugi po jego faworycie Margwelaszwilim, na metę nie przyjdzie wybraniec Saakaszwilego Dawid Bakradze lecz Nino Burdżanadze, opowiadająca się za sojuszem z Rosją i osadzeniem Saakaszwilego w więzieniu. To miało na dobre pogrążyć Saakaszwilego i odebrać mu nawet tytuł przywódcy opozycji.
 
Tym razem jednak gruziński bogacz i premier gorzko się przeliczył. Bakradze zdobył piątą część głosów, a Nino Burdżanadze nie udało się zebrać nawet ich dziesiątej części.
 
"Choć Bakradze zdobył o połowę mniej głosów niż przed rokiem jego Zjednoczony Ruch Narodowy w wyborach parlamentarnych, to i tak jest to całkiem niezły wynik" - uważa Sakwarelidze.  "Kolejna przegrana będzie nowym kubłem wody dla narodowców, ale jedna piąta zdobytych głosów nie skazuje ich na polityczny niebyt".
 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4

Liczba głosów:

1

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?